No cóż, kiedy prawie przed dwoma miesiącami pisałam tu ostatnio - i byłam w pełni formy akuratnej na pisanie częste i sensowne, dopadło mnie zaraz przekleństwo w postaci poważnego niedomagania komputera - i tak to wszelkie chęci i nadzieje trafił szlag. Teraz za to wyskakuję z niebytu, jak deux ex machina.
Trochę to potrwało, nim pisze znowu, nie tylko z powodu konieczności dociekania, co się popsuło, jak to naprawić, czy to tylko Windows czy nie tylko (niestety, to nie Windows umarł), wreszcie - z powodu długich poszukiwań nowego sprzętu .
Netowa abstynencja była i piękna i uciążliwa. W pierwszej chwili poczułam się... wolna. Wystarczyła świadomość, że coś, na co nie miałam wpływu, zdjęło ze mnie zaangażowanie w życie wirtualne... i to było, jak głęboki oddech podczas pierwszego dnia wakacji. Nagle miałam trochę więcej czasu.
Ale mimo, że bez internetu i komputera da się żyć, to jedno i drugie jest jednak cholernie potrzebne, do pracy, zdobywania informacji - i dla radości po prostu. Gdybym nie komputer w pracy, który jest de facto moim narzędziem pracy - i krótkie wyprawy, czy raczej ucieczki po to, czy tamto do Sieci, ukradzione z dnia - byłoby mi pewnie bardzo bardzo ciężko znieść odcięcie od netu.
Do Dzienników zaglądałam rzadko, wolałam, by pracodawca nie przyłapał mnie na takiej rozrywce, ale trochę mi się tęskniło, by coś napisać i by czytać do woli... Nie wiem, co u Was słychać, muszę aklimatyzować się na nowo. Nie policzcie mi tylko za wysokiej taksy klimatycznej :)
pozdrawiam ciepło - i do przeczytania!!!
Och, zapowiadałam się tu z powrotem już dwa razy... jak nie epidemia, to przemarsz wojsk... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (2)
Witaj!