Dzis zadzwonila do mnie ostatnia przyjaciolka (dlaczego ostatnia wyjasnie innym razem) z informacja, ze odchodzi od swojego faceta. Powiedziala, ze wie o tym, ze grzechem jest zyczenie komus smierci, ale jedyne o co sie dzis modli to wypadek samochodowy Chrisa, dzieki ktoremu moglaby sie od niego uwolnic na zawsze (marze o tym samym, ale ten kretyn po alkoholu prowadzi lepiej niz Sébastian Loeb).
Nic nowego, slyszalam to juz chyba szesc razy po czym zachowywala sie jak boomerang. Historia jest prosta: ona jest doskonala brunetka, ktora robi kariere w Londynie i z uporem maniaka testuje najdrozsze kremy i cwiczenia w walce z cellulitisem, ktorego nie ma i nigdy nie bedzie miala, poniewaz zbyt regularnie chodzi na silownie, basen i do japonskich restauracji. On jest i bedzie sexy bo jest wysoki, dobrze zbudowany, ma pieniadze, ale ze nie ma charakteru i rozumu zostanie sam. Jakiez to banalne, idealne pary (moja tez mozemy porownac do w.w.) zawsze rozpadaja sie w czterech scianach, kiedy to publicznie graja swoje role do konca. Jej facet pije, moj tez. Na poczatku bywa to zabawne, ale kiedy powtarza sie to conajmniej raz na tydzien... pozniej czesciej, zaczyna byc zalosne. Niewazne, ze pije Nikka Whisky from The Barrel, Bowmore, Obana czy wino za 500 euro, wazne ze upija sie jak swinia i przestaje byc ambitny, romantyczny i mily.
Kobieta zaczyna obwiniac siebie, bac sie ze ktoregos dnia je alkoholik z klasa przestanie sie kontrolowac i albo ja zdradzi, albo zrobi jej krzywde, bo nie bedzie wystarczajaco mila zeby zaakceptowac jego "zmeczenie po pracy". Boze! dlaczego nie zapomnisz nam grzechu pierworodnego?!! Jedne kobiety czynisz wdowami inne karcisz zsylajac im mezow, o ktorych smierc modla sie ich kobiety. Nie ma skali cierpienia czy radosci. Ludzie jako jedyne istoty na swiecie sa egoistami i nigdy nie zrozumieja, ze zlamany tips dody jest taka sama tragedia jak zlamany nos pobitej kobiety. Moze przyklad dla niektorych zbyt drastyczny, ale jak najbardziej adekwatny. Nie pocieszycie czlowieka mowiac mu, ze inni cierpia bardziej kiedy ich porazka jest bodzcem do pôpelnienia samobojstwa. Albo nauczymy sie konczyc i zaczynac nasze zycie od nowa, albo zwariujemy i uschniemy jak winogrona zamkniete w woreczku o pojemnosci 200g o nazwie "rodzynki", ktorym przeznaczeniem jest polka w supermarkecie. Cena i nazwa sklepu zalezy od tego w jaki sposob pozwolilyscie sie ususzyc: szlachetnie i z klasa czy ...
Nie kazdy przeglada strone www.focus.pl, wiec teraz bedzie mial okazje przeczytac jeden z umieszczonych tam... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze (7)
A więc wierzysz, ze jesteś dla niego tak bardzo ważna, ze Twoja obecność trzyma go przy życiu? To dlaczego miałby CIę zdradzić po pijaku skoro tyle dla niego znaczysz? Czym różni się życzenie mu śmierci od odejścia od niego? Czy tylko tym, że z jakichś powodów dobrze Ci z nim?....
Na szczescie tytul nie odnosi sie bezposrednio do mnie. To nie ja mam zyczenie smierci mezczyzny tylko moja K. A w odpowiedzi na pytanie: TAK, dobrze mi z nim pod kazdym wzgledem, poza tym uswiadamiam sobie, ze nie odchodze chyba bardziej z lenistwa i egoizmu (Tzw. zle przyzwyczajenie). Nie wyobrazam sobie randek w poszukiwaniu kogos innego, poszukiwan mieszkania na drugim koncu miasta czy sypiana samej w moim wielkim lozku. Moze za rok, ale nie na tym etapie. Moj zdrowy egoizm nakazuje miec zawsze jakis plan "B", ktorym na poczatku byla mysl porzucenia wszystkiego i zaszycie sie gdzies na pieknej polskiej wsi. Widuje sie czasem ze znajomym, ktory jest psychologiem i wmawia mi wiele rzeczy, dzieki ktorym tworze wygodna fikcje i nie musze brac zadnych tabletek oraz uciekac. Jeszcze nie teraz;)