Na wystawie w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie od dziewiątego września do dwudziestego dziewiątego stycznia po raz pierwszy w Polsce oglądać można było olbrzymi zbiór prac akcjonistów wiedeńskich począwszy od lat 60 – tych aż po malarstwo najnowsze. Prezentowane były tam prace z kolekcji austriackiego Essl Muzeum, jednakże same dzieła coraz mniej przypominają sztukę – jak przyznaje jeden z twórców – a prędzej narzędzie służące do społecznej negocjacji w kwestiach społeczno – politycznych...
Zanim przejdę do wyrażenia własnego zdania na temat wystawy, którą mogłam zobaczyć na własne oczy zaledwie kilka tygodni temu, skoncentruję się najpierw na samym encyklopedycznie wyjaśnionym pojęciu akcjonizmu wiedeńskiego i krótkiej charakterystyce tego co zobaczyłam w MOCAK –u.
Akcjonizm wiedeński przedstawiony jest jako ruch artystyczny działający w latach 60 – tych i 70 – tych dwudziestego wieku. Okrzyknięty został jednym z najważniejszych zjawisk artystycznych ówczesnych lat; najbardziej radykalnym i skandalizującym nurtem w całej historii sztuki. Genezą dla dzieł tego okresu jest sprzeciw wobec katolicko – mieszczańskiego stylu życia w powojennej Austrii z dużym naciskiem na prowokację i wzbudzaniu skrajnych emocji lub wręcz reakcji w odbiorcy. Mimo różnego odbioru akcjonistom przypisuje się wpływ na rozwój sztuki body art’u. Jak to ładnie zostało nazwane przez promotorów wystawy, artyści swoimi pracami starali się pokazać przeciwny biegun społeczeństwa (tak brzmi tez sam tytuł wystawy), jak dla mnie wręcz skrajnie odbiegający od normy biegun, naruszali tematy tabu i zajmowali odmienne stanowiska wobec istniejących i funkcjonujących od lat w społeczeństwie instytucji państwowych.
Głównych przedstawicieli kontrowersyjnego nurtu było czterech – niczym jeźdźców apokalipsy jak dość trafnie zostali nazwani przez jednego z internautów – Herman Nitsche, Gunter Brus, Otto Muhli i Rudolf Schwarzkogler. Ich celem było osiągnięcie zupełnej swobody cielesnej, kulturowej, zachwianie dotychczasowych mentalnych zachowań społeczeństwa austriackiego. Przy okazji wprowadzania własnej mowy ciała, która zastąpiła język pisany i słowny, przyświecała im idea samozaparcia w dążeniu do pokazania swoich przekonań i postaw w sposób wizualny. Ich gwałtowny, chaotyczny, być może nie do końca spodziewany galop po utartych dotychczas ścieżkach sztuki i kanonach piękna okazał się przerażający w skutkach, siejący zamęt, przerażenie i dezorientację. Z olbrzymią siłą buntu i determinacją uderzyli przeciw środowisku z którego wyrośli. Walczyli ze wszystkim co stanęło na ich drodze prowadzącej być może do samozagłady, poczynając od instytucji przez powszechnie szanowane głowy państwa i ich sposoby kierowania państwem, aż po przyjęte i uznawane tradycje, reguły i wartości, jakimi kierowali się ludzie od pokoleń. Chcieli wywołać rewolucję przeciw utartym sposobom radzenia sobie w danym środowisku. Ośmielę się wręcz posunąć do stwierdzenia, że ZŁO w drastyczny sposób wtargnęło na salony poprzez wykorzystywanie elementów rytualnych, orgie seksualne, misteria, symbole krzyża, baranka, krwi i nie tylko, aż poprzez brutalne mordy zwierząt, obnażanie, i samookaleczanie. Ich metodą działania jest szokowanie i rozstawianie po kątach zdrętwiałej z przerażenia publiczności. To co ładnie określane jest mianem odmiennego spojrzenia na sztukę dla mnie jest zwyczajnym aktem przemocy i bestialstwa, które za zadanie mają ugodzić w psychikę ludzi wrażliwych. Jest to próba oswojenia nas z tym, że śmierć w mękach zadawana niewinnym istotom – puki co zwierzętom – jest czymś normalnym i powinno bez niczyjego sprzeciwu towarzyszyć nam na co dzień. Jakby się tak głębiej nad tym zastanowić to tak już jest – skierujmy swoją uwagę na wszystkie rzeźnie końskie, ubojnie bydła, polowania i cyrki, które mają prowadzić do zaspokojenia wymuskanych kubków smakowych konsumentów, lub rozrywce znudzonym dzieciom. Pytanie do czego to doprowadzi? Skoro nie ma wielkiego sprzeciwu przeciw wyżej wymienionym rzeczom, to być może w krótce będziemy mogli spróbować np. udka z mężczyzny lub dla bardziej wyszukanych smakoszy wątróbki z niemowlęcia? Przecież punkt widzenia zależy od punkt siedzenia w innych kulturach kanibalizm jest czymś zupełnie normalnym, skoro przyjmujemy tradycje amerykańskie takie jako Halloween to czemu nie mielibyśmy stopniowo wprowadzać do naszych jadłospisów czegoś bardziej egzotycznego. Co artystów powstrzymuje przed wykorzystaniem ludzkiego ciała w swoich misteriach skoro zwierzęta (albo ich wnętrzności wypływające z zwieszonych na hakach ciał) już mają tam swoje miejsce? Czyżby to były jeszcze kwestie moralne? W takim razie kiedy zostają przekroczone jej granice – to już nastąpiło czy dopiero się zbliżamy do tego momonetu?
Przykro mi, ale choćbym nie wiem jak się starała w takiej „sztuce” nie potrafię dostrzec sztuki… Tego typu prezentacje godzą w moje poczucie piękna i estetyki. Z całej wystawy nie zachwyciło mnie absolutnie nic, co więcej nie byłam w stanie doszukać się w tym wzniosłych przekazów jakie zakładając miał nieść nurt akcjonizmu wiedeńskiego. Nie byłam w stanie bez odrazy patrzeć chociaż na fragmenty wyświetlanych filmów przedstawiające misteria w wydaniu Hermanna Nitscha… Odnoszą się właśnie do tego konkretnego przykładu filmu wyżej wymienionego artysty, który podczas całego spektaklu przywiązany był do krzyża i oblewany był krwią z wcześniej zabitej owcy, muszę stwierdzić, że w przeciwieństwie do autora tego pomysłu nie dostrzegam tutaj celebracji krzyża, jego mistycznej przemiany w ofiarę ani symbolicznego zmartwychwstania i oczyszczenia. Dla mnie to parodia obrzędu mszy świętej głęboko zakorzenionej w bądź co bądź katolickim narodzie. Ociera się to o kicz i wolę zwrócenia na siebie uwagi w jakikolwiek, byle skuteczny sposób. (Trzeba przyznać, że to wszystkim czterem przedstawicielom ruchu się udało – zaistnieli). Narusza wartości religijne, podważa kwestie wiary i bynajmniej nie jest wstępem do katharsis, a prędzej próbą znieczulenia ludzi na wkradający się z każdej strony widok indywidualnych dziwactw wystawianych na widok publiczny.
Podobnie w przypadku fotografii Rudolfa Schwarzkoglera, uwiecznione „próby poskromienia własnej cielesności i popędów” poprzez symbole kastracji nie ma dla mnie powiązania z walką ze stylem życia w powojennej Austrii. Według mnie i zapewne większości psychologów takie problem z takimi popędami leży w psychice i nie rozwiąże go nałożona głowa martwej ryby na męski członek. Dla mnie to raczej spełnianie niezdrowych fantazji zoofila ukazane pod przykrywką „walki z popędami”. Działania Rudolfa Schwarzkoglera nie miały co prawda publiczności, przeprowadzone były na potrzeby fotografii. Jednakże nie da się ukryć tego, że ich charakterystyczną cechą jest zestawienie zabandażowanego, anonimowego ciała z licznymi przedmiotami – szkło, żyletka – lub martwymi zwierzętami – kurczak, wspomniana już ryba… Skoro artysta ten nie dokonywał samookaleczeń, a jedynie pozorował je przywołując doświadczenie bólu to czy taka symulacja nie była możliwa w innych przypadkach?
Szczerze mówiąc podziwiam ludzi , którzy przygotowywali wyjaśnienia dla przedstawianych prac i filmów, podziwiam ich wytrwałość nerwową i psychikę…To jest dla mnie większą sztuką niż to co przedstawione zostało na płótnach, fotografiach i filmach.
Każda praca, co do jednej wystawione w MOCAK – u według mnie godzą w etyczny wymiar prac artystycznych, które znacznie wcześniej zostały okrzyknięte mianem dzieł sztuki, łamią pewne przyjęte prawa, podważają godność, wykorzystują, uprzedmiotawiają i upokarzają wręcz mogą sprawić, że odbiorca o słabej psychice nabierze przekonania, że jego ideały, wartości i sposób życia są nic nie warte.
Skoro, rzekomo akcjoniści kierowali się tak wzniosłymi pobudkami jak podają leksykony i encyklopedie to dlaczego przedstawiony sposób traktowania zwierząt nie jest równie podniosły jak ich mistyfikacje, sposoby koncentracji i wyciszenia? Dlaczego robiąc tak okrutne rzeczy równocześnie zyskując aplauz publiczności i miano artystów? Gdzie są obrońcy zwierząt? Dlaczego w niektórych przypadkach czujemy się oburzeni takimi czy innymi obrazami, a w innych okolicznościach doszukujemy się artyzmu?
Być może zostanę nazwana ignorantką nie znającą się na sztuce i nie potrafiącą odczytać przekazów artystów, być może to co ośmielam się wyrazić jest odmienne od poglądów innych odbiorców ale nie widzę potrzeby sztucznego zachwytu z mojej strony nad czymś co mnie odpycha i odraża. To co widziałam nie było dla mnie sztuką, bo to co nią jest w moim przekonaniu powinno zachwycać, a nie zniesmaczać na bardzo długi czas.
„Kiedy z kolei czytam o tym, że akcjonizm wiedeński był reakcją na wojnę, Holokaust, poparcie dla Hitlera w Austrii, czy też ich odreagowanie, to moja refleksja idzie raczej w stronę smutnego braku zdziwienia, że Holokaust był w ogóle możliwy. Nic dziwnego, że doszło do zagłady Żydów, skoro zagłada zwierząt jest akceptowana cały czas, nic dziwnego, że SS-mani byli w stanie czerpać dochód ze swojej pracy i jedocześnie być poprawnymi, kochającymi mężami i ojcami, skoro takich ojców jest dzisiaj na pęczki, zajmujących się zawodowo hodowlą i rzezią zwierząt na mięso i futra czy też eksperymentowaniem na zwierzętach w laboratoriach, a potem bawiących się z dziećmi i całujących żonę na dobranoc. Nic dziwnego, że naziści potrafili mieć frajdę ze znęcania się nad Żydami lub innymi więźniami, skoro cyrk, corrida czy rodeo są cały czas legalną rozrywką w Europie. Nic dziwnego, że pojawili się akcjoniści. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że akcjonizm w tym kontekście wcale nie jest przeciwnym biegunem społeczeństwa, ale raczej wpisuje się w pewne jego mechanizmy paradoksalnego akceptowania zbrodni na co dzień.” Nie są to moje słowa, pochodzą one z wypowiedzi na blogu „Krytyk sztuki na skraju załamania nerwowego” ale zamieściłam je tutaj, gdyż podpisuję się pod nimi obiema rękami.
Jeśli chodzi zaś o sam temat „sztuki wizualne jako protest – akcjonizm wiedeński” to raczej sądzę, że protest w całym społeczeństwie powinien się dopiero zacząć, nie przeciw naciąganych problemów rzeczywistości Austrii ale przeciw wypieraniu prawdziwej sztuki przez zilustrowaną w okrutny sposób ignorancję dla wszystkich zasad, reguł i wolności o które walczyli nasi przodkowie przez lata. Nie pozwólmy by to co cenne i warte naszej uwagi zostało zdominowane przez tak jawne akty barbarzyńskie. Innego protestu w twórczości nurtu akcjonizmu nie dostrzegam i być może wcale nie chcę dostrzec przedzierając się przez litry krwi, i nie akceptowany przeze mnie sposób wyrażania cudzych poglądów i przekonań. Uważam, że to nie tędy prowadzi droga do osiągnięcia jakiś zmian i skłonienia innych do rozsądnych przemyśleń na dany, głęboko ukryty temat…
Siedzę i dumam… Za oknem zachęcająco świeci słoneczko, weekend zapowiada się cieplutki…A ja marzę…... więcej
Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu. Copyright by INTERIA.PL 1999-2012. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wasze komentarze