Przejdź na stronę główną Interia.pl

Za chłopca dziękuję

Kobieta Piotrusia Pana musi być jego matką, przyjaciółką, kochanką. Nie ma prawa do słabości i nie może liczyć na wsparcie - mówi Ewa Woydyłło.

PANI: Pani Ewo, przeczytałam ostatnio książkę Betty McLellan „Pomocy, żyję z chłopcem”. Myślałam, że określenie Piotruś Pan pasuje do mężczyzny, który nie chce wiązać się na dłużej, tylko ciągle się bawi. Okazuje się, że typów wiecznych chłopców jest więcej.

Reklama

Ewa Woydyłło: Piotruś Pan to niekoniecznie mężczyzna, który tylko się bawi. Wielu z nich robi karierę, ma pieniądze, liczne pasje. To imponuje kobiecie. Wspólnymi cechami wszystkich Piotrusiów Panów są niedojrzałość i egoizm. Dla nich najważniejsi są oni sami.

Powiedziała pani, że ci mężczyźni imponują kobietom…

- Bo mają mnóstwo cech, których kobiety szukają: energię, radość życia, fantazję. Potrafią być bardzo czuli, waleczni. Jeśli czegoś pragną, zrobią wszystko, żeby to mieć. Kiedy taki mężczyzna pożąda kobiety, gotów jest na wiele, by ją zdobyć. To mistrzowie sztuki manipulacji. Gdy więc kobieta bardzo potrzebuje akceptacji i miłości, szybko może wpaść w sidła Piotrusia Pana, który jej daje to, czego ona pragnie: poczucie, że jest wyjątkowa.

- Bez zastanowienia porzuci dla niej inną kobietę albo będzie rozbijał związek, w którym jest jego wybranka. Obsypie ją kwiatami, prezentami lub zabierze w podróż do Australii, bo zawsze o tym marzyła. To, paradoksalnie, są mężczyźni, którzy bardzo dobrze wyczuwają kobiety i ich potrzeby. Mam swoją teorię, że Piotrusiom Panom często ulegają tzw. wieczne dziewczynki – nawet jeśli są dorosłe, ich życiem kieruje impuls, potrzeba chwili. Na niedojrzałe kobiety bardzo działa ta spontaniczność. O północy pakujemy się i wyjeżdżamy w góry? Cudownie. One nie myślą o codzienności.

Kiedy Piotruś Pan pokazuje swoją prawdziwą twarz?

- Gdy zaczynają razem mieszkać, czasem dużo później, kiedy oboje stają przed odpowiedzialnym zadaniem – wychowaniem dziecka, zmierzeniem się z czyjąś chorobą. Bo kobieta musi wydorośleć chociażby wtedy, gdy zostaje matką. A on? Przestaje się starać i okazuje się, że jego egoizm i egocentryzm widoczne są na każdym kroku. Najważniejsze stają się jego sprawy: praca, pasje, pomysły. Nie ogląda się na nikogo. Jego partnerka jest w ósmym miesiącu ciąży? On i tak pojedzie zdobywać z kumplami Kilimandżaro. Już został ojcem? W życiu nie wstanie do dziecka w nocy, nie przewinie, a nawet jeśli to zrobi, to tylko dlatego, że ma taką ochotę, kaprys. Jak mu się odwidzi, spakuje walizki w jeden dzień. Teoretycznie potrafi odegrać „dorosłe” role, ale tylko na swoich warunkach.

Czy z takim mężczyzną w ogóle da się żyć?

- Osobiście nie widzę sensu bycia w związku, w którym nie ma partnerstwa, a wszystko jest podporządkowane oczekiwaniom drugiej strony. Kobieta Piotrusia Pana musi być dla niego matką, przyjaciółką, kochanką, a w zamian dostaje niewiele. Nie ma prawa do słabości, gorszych dni, nie może liczyć na jego wsparcie, bo on nie umie go udzielić.

Strasznie pesymistycznie pani to widzi. Nie pomoże żadna terapia?

- Problem w tym, że on musi tego chcieć. Najlepiej więc działać na samym początku. Nie lekceważyć pierwszych objawów jego egoizmu. Kobiety bardzo często popełniają ten błąd, że gdy on zaczyna pokazywać swoją prawdziwą twarz, odpuszczają. „Dobra, ma zły dzień”, tłumaczą. Albo płaczą po cichu, zwierzają się przyjaciółkom, nie potrafią wytyczyć granic. Pytają: „Jak on mógł się tak zmienić?”. A on wcale się nie zmienił, tylko wreszcie zobaczyły jego prawdziwe oblicze. W jego mniemaniu – bez skazy.

Bo miał bardzo kochającą matkę?

- Przede wszystkim matkę wychowującą niemądrze. Nieuczącą odpowiedzialności, rozpuszczającą, często też manipulującą. Chłopiec zaczął wyczuwać jej nastroje, stąd w dorosłym życiu tak bardzo „czuje” kobiety. Często to syn matki, która starała się wynagrodzić mu brak ojca. Ktoś, kogo od dziecka uczy się, że jego potrzeby są najważniejsze, wyrasta na nieodpowiedzialnego egocentryka. I jak on traktuje kobiety? Instrumentalnie. Natomiast sobie pobłaża.

Jeśli więc kobieta zaczyna się buntować…

- …on złości się, obwinia ją, mówi na przykład: „Czy ty musisz wiecznie tak marudzić?”. I ucieka. Często kobiety godzą się z tym, jak jest, bo boją się, że związek się rozpadnie. Mam takich znajomych, oboje około siedemdziesiątki. Ona do tej pory pracuje, jej mąż jest adwokatem na emeryturze. Chociaż cały dzień siedzi w domu, nie zrobi zakupów, nie wyjdzie z psem. Widzę ją przez okno, jak o 20 wraca z ciężkimi siatami, robi kolację, potem jeszcze wyprowadza psa. Jej mąż jest właśnie podstarzałym Piotrusiem Panem. Co z tego, że był wziętym adwokatem, a teraz pisze książki? Jego nie interesuje nikt poza nim samym.

Można się przeciwstawić. Zacząć myśleć o sobie.

- Ale to zachowanie nie powinno wynikać z zemsty, nie może być manipulacją, tylko świadomą decyzją. Wybrałam takiego, a nie innego partnera, trudno. Nie mogę na niego liczyć. Nie oczekuję, że pomoże mi przy dziecku, że zrezygnuje z wyjazdu z kumplami. W takim razie ja też wyjeżdżam z koleżankami, wcześniej mówiąc: „Kochanie, za trzy tygodnie jadę z Anką w góry. Zostajesz z naszym synem na weekend”. Potrzeba do tego odwagi.

- Ofiarami Piotrusiów Panów często stają się kobiety, które wszystko lubią mieć na swojej głowie. W ten sposób czują się ważne, potrzebne. Kiedy zechcą zbudować własną niezależność, muszą zgodzić się na to, że ktoś może je zastąpić. On mówi: „Nie poradzę sobie”. Ona, nie robiąc mu wymówek, odpowiada: „Wyjeżdżam. Na pewno dasz sobie radę”.

PANI 6/2011

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje