Wysoko zawieszona poprzeczka
On walczył o nią przez wiele miesięcy, ona robiła wszystko, żeby uciec przed tą miłością. Dziś wspólnie żyją w rytmie sportu. Przed nimi jeszcze egzamin z codzienności.
Monika Pyrek
Ostatnie miesiące były szalone. Od 9 do 24 na nogach. Żyliśmy w cyklu tygodniowym, od jednego odcinka "Tańca z gwiazdami" do drugiego. W dużej mierze to Norbertowi zawdzięczam sukces w tym programie. Podczas treningów był ze mną, przesiadywał na dużej kanapie w holu. Śmialiśmy się, że założył tam biuro. Czułam się spokojniejsza, gdy wiedziałam, że jest blisko.
W momentach załamań zawsze mogłam wyjść z sali treningowej, chwilę z nim porozmawiać. Jego "będzie dobrze" motywowało mnie do dalszej pracy. Nie przypuszczałam, że dojdę tak daleko, nie mówiąc o tym, że wygram. A on we mnie wierzył, chyba od samego początku. Jeszcze kilka minut przed finałem pisał do znajomych SMS-y: "Trzymajcie kciuki". Potem powiedział tylko: "Wiedziałem, Monia".
To ja marudzę, zawsze doszukuję się drugiego dna, czekam, aż stanie się coś złego. I pewnie dlatego "wykrakuję" sobie niedobre rzeczy. Norbert jest urodzonym optymistą, dzięki niemu realizuję wiele swoich marzeń.
Zawsze chciałam mieszkać w starej kamienicy. Znalazłam interesujące ogłoszenie, już miałam dzwonić, żeby umówić się z pośrednikiem, ale nagle zaczęłam się zastanawiać: "Jak ja spłacę to mieszkanie?". Norbert namówił mnie, żebym chociaż je zobaczyła.
Ukochanego psa - jacka russella terriera szorstkowłosego - też mam dzięki niemu. Na igrzyskach olimpijskich w Pekinie zajęłam piąte miejsce, choć wszyscy liczyli, że będzie medal. Czułam się naprawdę kiepsko, a Norbert zrobił mi niespodziankę - pojechał kilkaset kilometrów i przywiózł mi psa. Prosto na trening. Otworzył wielką torbę, z której wyskoczył słodki szczeniak. Myślę, że sama nigdy nie zdecydowałabym się na taki krok.
Ja zawsze tylko chcę,a gdy już przychodzi do podejmowania decyzji, waham się w nieskończoność. Norbert czasem wspomina moment, kiedy zwrócił na mnie uwagę. To było dziesięć lat temu na mistrzostwach świata w Kanadzie, pracował wtedy jako menedżer Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Od tej pory zaczął się częściej koło mnie pojawiać - widywałam go na służbowych imprezach.
Między nami zaiskrzyło po półtora roku, wtedy już zaczęliśmy bliżej współpracować. Ale wiedziałam, że ma żonę, dzieci. Nie chciałam w to ingerować, tylko że w życiu nie wszystko da się zaplanować. Na jednej z imprez przegadaliśmy całą noc, wygłupialiśmy się. Odkryłam w nim fantastycznego, pełnego humoru człowieka. Następnego dnia rano zadzwonił i właściwie od tej pory mieliśmy kontakt codziennie.
Gdy podjął decyzję, że chce się ze mną związać, zastanawiałam się, czy dobrze robimy. Dzieliła nas duża różnica wieku. Miałam 22 lata, on - 37. Nie byłam pewna, czy spędzę z nim całe życie. Bałam się, że to tylko zauroczenie. Rozważałam, co będzie, jeśli się okaże, że nie pasujemy do siebie, a ja zostanę z poczuciem winy.
Przez te pierwsze miesiące bardzo dużo rozmawialiśmy, głównie przez telefon. Trenowałam w Szczecinie, on mieszkał w Poznaniu. Postawił sprawę uczciwie: "Daję sobie rok na uporządkowanie spraw". Szybko zorientowałam się, jak ogromna więź łączy go z dziećmi. Niekiedy wybuchałam, chciałam uciec, zakończyć ten związek, ale kiedy ochłonęłam, starałam się zrozumieć drugą stronę.
Moja rodzina też potrzebowała czasu na zaakceptowanie tej sytuacji. W końcu mama poznała Norberta. Porozmawiała z nim i przekonała się, że łączy nas prawdziwe uczucie. Dziś jesteśmy razem, a jego dzieci są nieodłączną częścią naszego życia. Ja to akceptuję. Nie przeszkadza mi, że często go ze mną nie ma, bo jest u nich w Poznaniu.
Nie jesteśmy związkiem idealnym. Gdy się kłócimy, to gwałtownie. Ale to on wyciąga pierwszy rękę. Jeśli wina leży ewidentnie po mojej stronie, po jakimś czasie próbuję się do niego przymilić. Słowo "przepraszam" nie przechodzi mi jednak przez gardło. W ogóle mało mówię o uczuciach, to Norbert jest wylewny.
Drażnią mnie w nim tylko drobiazgi. Na przykład to, że składuje wszystkie gazety, które kupuje, bo przecież mogą się przydać. Jak przygotuje obiad, musimy natychmiast stanąć na równe nogi i biec do stołu. Z drugiej strony Norbert jest bardzo opiekuńczy. Wciąż mi przypomina, że powinnam więcej jeść, pamięta o witaminach dla mnie. To mój menedżer, wziął na siebie większość obowiązków, także tych niezwiązanych ze sportem.
Kiedy jest zmęczony, zasypia w trzy sekundy, nawet wówczas gdy coś do niego mówię. Zawsze mam wtedy wrażenie, że to dlatego, że go zanudzam. Spieramy się o najprostsze rzeczy: ja wolę oglądać filmy, on słuchać muzyki. Jest muzycznym maniakiem, kupuje tysiące płyt. Mieliśmy już nawet umowę, że się ogranicza do pięciu w miesiącu. Dotrzymał słowa przez kilka tygodni i teraz znowu nie jestem w stanie tego wyegzekwować. Spieramy się także o to, kto wyjdzie z psem, wyniesie śmieci. Ja rozrzucam ubrania, a jego to denerwuje, wszystko chowałby do szafy.
W naszym związku to Norbert jest bardziej towarzyski, ja po treningach wolę zostać w domu, odpocząć. Ale nie jestem zaborcza - jeśli chce, może wyjść beze mnie. Do głowy by mi nie przyszło przeglądać jego telefon, czytać prywatną korespondencję, choć znamy wszystkie swoje hasła do maili. Nasi przyjaciele to głównie ludzie związani z lekkoatletyką. Od czternastego roku życia obracam się w tym środowisku, Norbert, jako dawny menedżer związku, też wszystkich zna.
Teraz już nie musimy zapewniać się o wielkiej miłości, bo oboje wiemy, ile dla siebie znaczymy. Bardziej wspieramy się w życiu codziennym. Gdy rozmawiamy przez telefon, to najczęściej w stylu "zrób to, zrób tamto", choć powiem szczerze, że kiedy nie widzimy się dłużej, od razu zaczynamy tęsknić.
-------------
Monika Pyrek - lekkoatletka, mistrzyni i rekordzistka Polski w skoku o tyczce, rekordzistka mistrzostw Europy, trzykrotna medalistka mistrzostw świata. Olimpijka z Sydney (2000), Aten (2004) i Pekinu (2008). Obecna w czołówce światowej od 2000 roku. Pochodzi z Trójmiasta. Skończyła Wydział Prawa i Administracji na Uniwersytecie Gdańskim. Ma 30 lat. Wygrała 12. edycję "Tańca z gwiazdami".
Artykuł pochodzi z kategorii: We dwoje
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
We "Wprost" nr 21 (21-27maja2012) czytam, na... więcej
Reklama
Wasze komentarze (43)
-
16.03.2011 (10:08)'Spieramy się także o to, kto wyjdzie z psem, wyniesie śmieci. Ja rozrzucam ubrania, a jego to denerwuje, wszystko chowałby do szafy.' I ta pani ma 30, a pan 45 lat?
-
16.03.2011 (07:29)
-
-
16.03.2011 (07:28)
-
13.03.2011 (01:53)Kasa sie konczy... nie jest juz "1" tyczka w PL , nie umie sie z tym pogodzic, wiec staje sie celebrytka, kiedy jeszcze ma szanse...
Nie ma juz wiecej wymowek, ze np tyczka za miekka... Teraz ma jedna twarda...w Jego spodniach... do czasu ;-) -
12.03.2011 (15:06)Moniczko i trzymaj tak dalej nikogo nie powinno interesowac Twoje zycie prywatne.Pozdrawiam





















Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia