Trudno jest mi je zrozumiec, czy im wspolczuc - ja pracowalam, czasem ciezko, bez wsparcia na meskim portfelu.. To moja mama glownie utrzymywala rodzine bo zarabiala wiecej niz tato... Czy model rodziny, w ktorej mezczyzna zajmuje sie dzieckiem jest nam az tak kulturowow obcy? Osobiscie znam kilka zwiazkow, w ktorych to kobieta przejela funkcje dostarczyciela gotowki a maz zajal sie domem - nie chodza i nie placza i nikt sie nie takiemu stanowi rzeczy nie dziwi. Bohaterki artykulu zdaja sie traktowac meza jak dojna krowe. Jedynie pani architekt wzbudzila we mnie pozytywne emocje, bo jej maz rzeczywiscie zdaje sobie zupelnie z problemem nie radzic...Przykre. Obiecywali sobie zapewne wspierac sie przeciez w chwilach trudnych -gdy zwalniaja gosposie- tez.
Upadek wojownika
Na stanowisku, odpowiedzialny, zapracowany, czasem w stresie. Garnitur, laptop... Twój mąż. Kochasz go takiego, imponuje ci. Nic nie zapowiada zmiany, a jednak.
Dorota słyszy od Radka: "Zwolnili mnie". Julia odbiera telefon: "Pani mąż dostał wypowiedzenie". Od tej chwili nic nie jest takie, jak było. Utrata pracy to dla mężczyzny życiowa porażka. I kryzys dla związku. Co może zrobić kobieta, by pomóc jemu i nie zaszkodzić sobie?
Zaczyna się od tego, że mąż Julii nie może spać. Przewraca się z boku na bok, o trzeciej w nocy wstaje, chodzi po domu, włącza telewizor. Nie chce z nią rozmawiać. Raz nawet wychodzi w nocy do ogrodu i zaczyna kosić trawę. Kiedy kładzie się do łóżka, Julia pyta: "Radek, co się z tobą dzieje?! - Stresy. Śpij", odpowiada. Julia zaczyna podejrzewać, że ma kochankę. Któregoś dnia w jego kieszeni znajduje kartkę: numer telefonu. Dzwoni. Słyszy kobiecy głos. Słabym głosem pyta: "Tu Julia Kowalczyk, mówi coś pani moje nazwisko?". W słuchawce: "Witam, pani Julio, rozumiem zdenerwowanie, ale nie możemy udzielić pani mężowi kredytu, jest w trakcie wypowiedzenia umowy o pracę". To był numer doradcy kredytowego. - Tego dnia od obcej osoby dowiedziałam się, że mój mąż, dyrektor marketingu w koncernie samochodowym, traci pracę.
"Nie chciałem was martwić. Zatrudnili kogoś tańszego - wyjaśnił. - Powiedziałbym, kiedy znalazłbym coś nowego" - wspomina Julia. - Mówiłam: "Nie przejmuj się, nieźle zarabiam, więc bank nie zabierze nam domu, a ty będziesz miał czas na szukanie". Byliśmy małżeństwem dziesięć lat. Udanym. Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic, że umiemy się wspierać. Tego dnia zastanawiałam się, co się stało? Dlaczego kłamał? Dlaczego mi nie ufał? Czego się bał?
Nadrabianie życia
Początki były niezłe. Ostatni dzień pracy Radka - w domu święto. Szampan, kolacja, którą przywiózł z francuskiej restauracji. I bukiet hortensji dla żony. "Co chcecie robić jutro po szkole? - spytał dzieci. - Jedziemy do parku? Do kina? Na kręgle?". - Radek studiował w Yale, zrobił MBA w Tokio, znał języki, w ostatniej pracy zarabiał kilka średnich krajowych. Wiedziałam, że sobie poradzi, że za chwilę ktoś się o niego upomni - mówi Julia.
- Wzięłam urlop w kancelarii, dwa tygodnie, żeby nadrobić zaległości rodzinne. "Później on wpadnie w wir pracy i znów będziemy widywać się tylko w niedziele", myślałam. Zabraliśmy dzieci do Puszczy Białowieskiej, sami pojechaliśmy na weekend do spa.
Potem Radek zaczął szukać pracy - przeglądał ogłoszenia w internecie. Prosił żonę: "Nie mówmy znajomym, powiem, jak już coś znajdę". Chodził na rozmowy. "Byli zachwyceni". "Zadzwonią za tydzień", relacjonował. Nie dzwonili. - Wierzyłam, że to tylko kwestia czasu - opowiada Julia. - Zabierał mnie do sklepów meblowych. Uparł się na nową komodę z drewna tekowego. Nie chciałam. "Poczekajmy na lepsze czasy", mówiłam. Zapłacił pieniędzmi z debetu. "Nie powinniśmy tego robić", protestowałam. "Nie będę dziadem! Za chwilę podpiszę nowy kontrakt", cedził przez zęby.
Wiedziałam, że nie znosi porażek i że zakup tych mebli to jego niezgoda na sytuację, która go spotkała, pokazanie mi: "Zaufaj, wszystko wróci do normy". Imponowała mi jego postawa, że ma aspiracje, nie obniża standardu życia, walczy - mówi Julia. Ustalili: dzieci po szkole nie będą siedzieć w świetlicy, odbiera je tata. On też gotuje obiady.
Mniej pieniędzy
Rezygnują z pani do sprzątania, sprzątać będzie Radek. Przed wyjściem do pracy Julia zostawiała mu pieniądze na zakupy. - Niby w porządku. Ale oboje wiedzieliśmy, że tak nie jest. Nie chodziło o to, że mamy mniej pieniędzy. Raczej o to, kim jesteśmy w swoich oczach - mówi. - Radość z faktu, że Radek ma dla nas czas, zaczęła mijać.
Gdy wracałam do domu, widziałam naczynia niewyjęte ze zmywarki. Niezrobione pranie. Mówiłam: "Jestem wykończona, nie będę robić tego za ciebie". Nie odpowiadał. Było coś jeszcze: zazdrość o jego kontakt z dziećmi. O to, że gdy wpadam do domu po 19, widzę, jak tarzają się na dywanie, że córka opowiada: "A tata kupi nam teleskop, pozwala jeść lody, a ty się nie zgadzałaś". I złość, że miesza się w sprawy, o których niewiele wie, bo przecież nigdy nie miał na nie czasu. Przyjaciółka mi mówiła: "Nie narzekaj! Dzieci mają ojca w domu". Ale ja wolałam dawny układ.
Propozycja pracy nie nadchodziła. Radek pozornie nie tracił entuzjazmu: "Jak nie etat, to otworzę firmę". Nie mówił jaką. Tak mijały kolejne miesiące. - Nie wiedziałam, co robić. Wszelkie próby poważnej rozmowy zbywał. Wiedziałam, że jest ambitny, że taka sytuacja go upokarza. Ale nie miałam już siły udawać, że wszystko jest w porządku. Niemal nie rozmawialiśmy. Kiedy wracałam do domu, on pod byle pretekstem wychodził albo spędzał czas z dziećmi. Coraz bardziej się od siebie oddalaliśmy.
Pierwsze kłótnie
Gdy skończyły się oszczędności, Radek poprosił Julię, by wyrobiła mu kartę do swojego konta, bo wydzielanie mu pieniędzy go upokarzało. Julia oczywiście się zgodziła, ale zaczęło ją drażnić, że Radek wydaje spore sumy bez konsultacji z nią: chodzi na pokazy filmów francuskiej "Nowej Fali", zapisał się na kurs fotografii. Pokłócili się. Ona, że obóz narciarski córki to dwa tysiące, że synowi trzeba kupić aparat na zęby za pięć tysięcy. Nie starczy im. On na to, że potrzebuje inspiracji, impulsu do działania, nie może tylko siedzieć w domu. Dzieci chorowały, nie chodziły do szkoły, on przez tydzień był z nimi non stop, gotował zupy, chce urlopu. Ustąpiła. Ale kiedy jechali do znajomych i Radek prowadził - gwałtownie ruszał, dociskał pedał gazu - wpadła w szał: "Jedź wolniej! Teraz to ja płacę za benzynę!", krzyknęła.
Raz spotkała w mieście kolegę Radka, dyrektora w agencji reklamowej: "Naprawdę nie możesz mu pomóc znaleźć pracy? On: - Chciałem, zwalniało się stanowisko konsultanta, pensja niższa, niż miał, mniej prestiżowa praca, ale w końcu jest kryzys. Kto jak kto, ale Radek momentalnie by awansował. Powiedział, że negocjuje z dwoma koncernami, które się o niego biją". - Zrozumiałam, że mój mąż nie może się podnieść, bo nie przyjmuje do wiadomości faktu, że upadł. Udaje przed wszystkimi, że jest dobrze. Nawet przed sobą - mówi Julia. I znów wybuchła kłótnia. Radek się tłumaczył - jest sfrustrowany, zmęczony. Dziesięć lat w korporacji na pełnych obrotach. A przecież zawsze chciał tłumaczyć literaturę japońską, a nie harować w koncernie. Albo robić zdjęcia, o czym zawsze marzył.
Julia podcinała mu skrzydła: "Myślisz, że w wieku 45 lat trafisz jako fotoreporter do "National Geographic"? Nasz sąsiad, agent ubezpieczeniowy, też robi zdjęcia, masz konkurencję". I wybuchła: że powinien o tym myśleć wcześniej, więcej oszczędzać, inwestować, to teraz mógłby realizować pasje. Nie palić, a pali. Uczyć swoje dzieci japońskiego, nie uczy. "Zrozum, oddałem najlepsze lata pracy i co z tego mam dla siebie? Dom? Kupiłem go dla was. Jeśli miałbym wrócić do korporacji, to na swoich warunkach, nie zrobię kroku wstecz, bo nie chcę!". Wykrzyczała: "Gdybym widziała, że mój syn potrzebuje aparatu na zęby, a nas na to nie stać, wzięłabym się do czegokolwiek, nawet do sprzątania". "Zlikwidujmy lokatę", odpowiedział Radek.
Artykuł pochodzi z kategorii: We dwoje
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (24)
-
05.07.2010 (15:45)Hmmm... nie do konca rozumiem. Bohaterki artykulu to takie "Desperatki" Desperate Housewives, co nigdy nie pracowaly i kiedy musza isc do pracy to szlg je trafia?
Trudno jest mi je zrozumiec, czy im wspolczuc - ja pracowalam, czasem ciezko, bez wsparcia na meskim portfelu.. To moja mama glownie utrzymywala rodzine bo zarabiala wiecej niz tato... Czy model rodziny, w ktorej mezczyzna zajmuje sie dzieckiem jest nam az tak kulturowow obcy? Osobiscie znam kilka zwiazkow, w ktorych to kobieta przejela funkcje dostarczyciela gotowki a maz zajal sie domem - nie chodza i nie placza i nikt sie nie takiemu stanowi rzeczy nie dziwi. Bohaterki artykulu zdaja sie traktowac meza jak dojna krowe. Jedynie pani architekt wzbudzila we mnie pozytywne emocje, bo jej maz rzeczywiscie zdaje sobie zupelnie z problemem nie radzic...Przykre. Obiecywali sobie zapewne wspierac sie przeciez w chwilach trudnych -gdy zwalniaja gosposie- tez. -
05.06.2010 (21:02)~iia z czego mezczyzni nie zrobia kryzysu, i czym nie poczuja sie urazeni???? Dlaczego to tylko kobieta ma sie starac, czytac, dowiadywac, obchodzic jak z jajkiem, zeby czasem nie zadrasnac dumy, nie zranic, zeby sie biedaczek zle nie poczul. Ja w kazdym razie po 13 latach malzenstwa dorobilam sie porzadnej depresji - i mam juz dosc. Tylko ze pan i wladca oczywiscie nic nie widzi, bo to on przeciez jest taaki bieednyyy...a dlaczego to facet ma się starać, a kobieta nie? ja dla żony wszystko - ona dla mnie nic, tylko żądania. Nawet sex jest kiepski - ja ją mam zadowolić, ona mnie już nie. I nie pisz, że faceci to egoiści - bo partnerstwo nie istnieje!!!!!
-
-
18.05.2010 (13:23)Utarta pracy jest tak samo stresująca dla kobiety jak dla meżczyzny, problem polega jednak na tym, że kobieta jest skłonna szybciej zaakceptować pracę poniżej swoich kwalifikacji bo żyjemy w kraju gdzie szklany sufit ma się świetnie. W Polsce stres związany z utratą pracy to przede wszystkim strach przed ubóstwem, eksmisją, brakiem na czynsz i jedzenie. W Europie zachodniej utrata pracy to obniżenie standardu życia i chwilowe zawirownie - osoby takie otrzymują wsparcie również mentalne od państwa i urzędów a w Polsce to upadek na samo dno i upokarzające wizyty w Urzędzie Pracy, które nic nie wnoszą a pogłebiają uczucie porażki. Osoby bezrobotne w mediach bardzo często są upokarzane i piętnowane jako lenie , nieroby na garnuszku państwa ( nazwałabym to jałomużną raczej ) , kiepscy fachowcy ,niedouczeni absolwenici . Tworzenie takiego obrazu bezrobotnego w kraju gdzie stopa bezrobocia wynosi ponad 12% procent, w niektórych regionach nawet 30% a zasiłek nie wystarcza aby przeżyć miesiąc to celowy i oburzający zabieg zamaskowania bierności i barku pomysłów kolejnych ekip rzadzących po 89 roku (no może z wyjątkiem bojów toczonych o pozwolenie na pracę w Anglii i Irlandii) . Sztucznie stworzony w Polsce i skopiowany z USA obraz Japiszona , powielany i upowszechniany w tasiemcowych serialach i komediach romantycznych wypacza obraz rzeczywistości i nie pozostaje bez wpływu na samoocenę nie tylko osób które straciły pracę ale większości , która zarabia góra średnią krajową i to niekoniecznie w budżetówce. Przez 20 lat wypracowaliśmy sobie system wartości w którym człowieka ocenia się po marce samochodu którym jeździ , dzielnicy w której mieszka i metce którą ma na sobie a banki skutecznie umożliwiają kreowanie wizerunku na kredyt. Tracisz pracę tracisz tracisz więc wszystko: szacunek do samego siebie , znajomych, rodzinę wszystko to co zostało zbudowane na tym co materialne i nie ma znaczenia czy jesteś kobieta czy mezczyzną.
-
18.05.2010 (12:47)a z czego mezczyzni nie zrobia kryzysu, i czym nie poczuja sie urazeni???? Dlaczego to tylko kobieta ma sie starac, czytac, dowiadywac, obchodzic jak z jajkiem, zeby czasem nie zadrasnac dumy, nie zranic, zeby sie biedaczek zle nie poczul. Ja w kazdym razie po 13 latach malzenstwa dorobilam sie porzadnej depresji - i mam juz dosc. Tylko ze pan i wladca oczywiscie nic nie widzi, bo to on przeciez jest taaki bieednyyy...
-
18.05.2010 (11:59)napisany mało oryginalnym, utartym stylem dziennikarskim, który wzbudza u czytelnika zażenowanie...
Co do istoty natrętnie emocjonalnie poruszonego problemu, widać jaskrawo, że kobietę, utrzymywać jest ok, natomiast - mężczyznę, nie ok, a fakt, iż z problemem tym najbardziej nie potrafi poradzić sobie ona, oznacza zawsze, że to on jest pozbawionym męskiej dumy frustratem.
Swoją drogą, tak napisany artykuł, dowodzi tego, że w Polsce pracy nie mają niestety najlepsi...





















Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia