Przejdź na stronę główną Interia.pl

Romans wysokiego ryzyka

Wiele związków zaczyna się w pracy. Ale romans z podwładnym? Karolinę "życzliwi" ostrzegali, że Sebastian ją uwodzi, by awansować. Marcie przyjaciółki mówiły, że wiążąc się ze swoim pracownikiem, traci autorytet. Najpierw była ekscytacja, namiętność, potem coraz więcej wątpliwości. Bo czy taka miłość może przetrwać?


Reklama

Marta i Marcin


Zostawiła sobie na pamiątkę tylko jedno jego zdjęcie. Zrobiła je po pierwszej wspólnej nocy. Spędzili ją w samochodzie, pod jej domem. Kochali się i rozmawiali do rana. Później w pracy miała wrażenie, że wszyscy już wiedzą o ich romansie. Ona, dyrektor działu obsługi klienta, i on, grafik, podwładny.

Potępiające spojrzenie, grymas na twarzy - po roku związku Marcin już tylko tyle ma jej do zaoferowania. "Jak mogłaś zwolnić tę dziewczynę?! Ona ma kredyty". "To są decyzje na górze" - odpowiada Marta sucho. Słyszy: "Nie masz żadnych uczuć. Jutro przyjadę po rzeczy". Trzaska drzwiami tak mocno, że drżą szyby w mieszkaniu. Znów proszki nasenne, kieliszek wina. Telefon do przyjaciółki: "Powiedz, że wytrwam do rana". I jej mało pocieszające: "A nie mówiłam...?!".

Półtora roku wcześniej. Marta biegnie przez parking podziemny do windy. Jest spóźniona. Niedobrze. To pierwszy miesiąc w nowej pracy. Na parterze wsiada on. "Codziennie razem jeździmy. Zaraz uwierzę, że to znak" - myśli i próbuje zagaić rozmowę: "Cześć, co tam?". "Dzień dobry" - odpowiada Marcin i wbija wzrok w podłogę. "Wygląda, jakbym zabiegała o sympatię. A przecież to ja jestem jego szefową!" - Marta złości się na siebie.

Pracę w dużej firmie organizującej imprezy dostaje w trudnym dla siebie momencie życia. - Po pięciu latach zostawił mnie narzeczony, prawnik - opowiada. - Nie układało się. Paragrafy, a nie ja, były dla niego ważniejsze. To, że ktoś we mnie uwierzył, stawiało do pionu. Choć pierwsze tygodnie w nowym biurze okazały się koszmarne.

Zebranie. Kilkanaście osób. Kolorowo ubrani, pewni siebie, żartujący: "Chciałabym, żebyśmy jeszcze popracowali nad prezentacją. Mam kilka uwag". Patrzą niezadowoleni. "Co na to szef?"- pyta blondynka odpowiedzialna za projekt. "Dał mi wolną rękę" - odpowiada Marta już twardszym tonem. O siedemnastej wchodzi do grafików. Szuka blondynki: "Gdzie jest Agnieszka? Chciałabym, żeby usiadła ze mną do prezentacji". "Wyszła już" - rzuca ktoś znad komputera. Marta zaciska zęby. "Czy ktoś z was może ze mną zostać i nad tym popracować?". "Ja ci pomogę" - słyszy. Mężczyzna z windy tym razem patrzy w oczy.

Marta ze swojego gabinetu pisze SMS do przyjaciółki: "Będę pracować z najprzystojniejszym facetem w agencji". Przyjaciółka rzeczowo odpowiada: "Ogarnij się! Już nie jesteś nastolatką. Romanse w pracy zawsze kończą się źle. Poza tym uważaj! Może on chce wzmocnić pozycję w firmie?".

Marta: - Nie mogłam nic załatwić, w niczym pomóc Marcinowi. Był świetny w tym, co robił. A między nami po prostu zaiskrzyło. Siedzieliśmy wtedy do czwartej rano. Do domu wracałam zauroczona.

Pragnienie

Marta zachowuje resztki zdrowego rozsądku. "W firmie mnie zjedzą, gdy coś zacznie się dziać między mną a nim" - powtarza w kółko. Na siódme piętro wchodzi schodami, żeby nie spotkać go w windzie. "Brak mi miłości. Wracam do pustego mieszkania. Dlatego ten chłopak zawrócił mi w głowie" - przekonuje samą siebie. A jednak z szafy wyciąga najlepsze sukienki.

W końcu wiadomość. Firma wygrała przetarg, o który walczyli. Szef zaprasza pracowników na szampana. "Dziękuję szczególnie Marcie. Nie odnieślibyśmy sukcesu, gdyby nie jej zapał". Ona: "Sama bym tego nie zrobiła. To praca Marcina" - uśmiecha się. Ale nawet nie patrzy w jego stronę. Tego dnia zostaje w biurze dłużej. Idzie do kuchni zrobić kolejną kawę. "Pracowita jesteś" - Marcin staje za jej plecami. "Staram się" - tym razem to ona odburkuje. "Długo jeszcze będziesz siedzieć?" - pyta on. Chce być niemiła, ale nie potrafi: "Jeszcze chwilę"- uśmiecha się. 

Rozmawiają. O tym, że ona kocha koty, a on kitesurfing, wspinaczki górskie i narty. - W ciągu dwóch godzin opowiedziałam mu, że porzucił mnie narzeczony, a tata wciąż uważa, że nie jestem dość doskonała - wspomina Marta. "Jak dla mnie jesteś bardziej niż doskonała" - wyznał. Kupił mnie tym. Naiwne? Może. Tylko że po tamtym rozstaniu czułam się odrzucona i niechciana. A tu nagle zachwycił się mną przystojny mężczyzna.

Jeszcze tej samej nocy kochają się w jej samochodzie. - Czułam się jak nastolatka. Konsekwencje? Nie myślałam o nich. Tylko następnego dnia idąc przez biuro, miałam wrażenie, że wszyscy już wiedzą. Kolejne dni on milczy, w końcu więc sama wysyła mu SMS: "Wolę wiedzieć od razu: to nie miało znaczenia?". Odpowiada: "Miało, ale nie chcę cię stawiać w krępującej sytuacji". "Nie stawiasz" - pisze ona, choć myśli: "Zwariowałam!".

Znów się spotykają. Marta: - Była między nami chemia, jakiej nigdy z nikim nie czułam. Może potęgowała ją nasza relacja zawodowa? Nie potrafiliśmy się rozstać. Wspólna noc, potem jechaliśmy do pracy. On wysiadał wcześniej, ja czekałam na parkingu, żeby nikt nas nie spotkał razem. W biurze cały czas pisaliśmy do siebie. Prowadziłam zebranie, gdy usłyszałam dźwięk nadesłanej wiadomości. "Przepraszam na chwilę" - powiedziałam, bo byłam pewna, że to klient. A to wiadomość od Marcina, który też siedział w moim pokoju. "Ładną masz sukienkę. Zdejmiesz ją dla mnie wieczorem?".

Namiętność i pasja. On często mówi: "Imponujesz mi, wiesz? W pracy jesteś niezależna i mocna, a w domu dziewczynka, która pyta, jak zmienia się uszczelkę w łazience". Ją pociąga, że Marcin jest tak bardzo inny niż mężczyźni, z którymi dotąd się spotykała. Ma w sobie luz, nie żyje na pokaz. Choćby mieszkanie.

Ascetycznie urządzone, tylko na ścianach mnóstwo grafik. Kolekcjonuje albumy Anny Leibovitz, Sally Mann, słucha winylowych płyt. Marcie podoba się to tak bardzo, że każdy wieczór spędzają razem. Coraz głębiej wchodzą w świat tego drugiego. Pierwsza wspólna impreza u jego znajomych. "To moja dziewczyna... i szefowa" - mruga do nich. "Nie boisz się, że się o nas dowiedzą w pracy?" - pyta czasem Marcin. "Trudno, to będzie znak, że trzeba przestać się ukrywać" - odpowiada Marta.

Przyciąganie, odpychanie

Pierwsze spięcie. Z gabinetu słyszy śmiechy dochodzące z kuchni. Nie może się skupić. Z całej siły zamyka segregator, wchodzi do kuchni. To Marcin żartuje z jej asystentką. Marta wybucha: "Miałaś przygotować dla mnie raport. Czekam od godziny. Może życie towarzyskie zostawisz na później?!". Wieczorem on wychodzi z pracy bez słowa, choć mieli oglądać u niej film Zelenki. Nie odbiera telefonu. W końcu pisze sucho i zimno: "Chcę być dziś sam. Zachowałaś się strasznie. Kręci cię upokarzanie innych? Ta dziewczyna rozstała się z narzeczonym". "Nie obchodzi mnie to. Tym bardziej jej powinno zależeć na pracy". Nie odzywają się do siebie tydzień. W końcu Marta nie wytrzymuje. "Porozmawiamy? - pyta go któregoś ranka, gdy jeszcze są sami. - A o czym chcesz gadać?" - burczy on. Krzyczą na siebie coraz głośniej. "Jesteś skoncentrowana na karierze! Chyba źle sobie ciebie wyobraziłem". "Może chciałeś tylko przelecieć szefową! To cię najbardziej kręciło?" - odkrzykuje ona.

Wieczorem się godzą. Znów jest namiętny seks. Tylko gdy zasypia obok niego, już nie czuje szczęścia, tylko niepokój. I słusznie, bo następnego dnia zostaje wezwana na dywanik. - Usłyszałam, że szef mnie ceni i szanuje, ale to, co się dzieje, wymyka się spod kontroli. Nie chce wnikać w moje życie prywatne, ale wolałby, żeby zostało ono poza firmą. "Skąd wiesz? - pytałam w szoku. - Wszyscy wiedzą. Ogarnij się, proszę". Na pożegnanie powiedział jeszcze: "Publiczna kłótnia z kochankiem, który jest też podwładnym, to przegięcie. Załatwcie to tak, żeby więcej takich sytuacji nie było". 

Oddalenie

Mocno zarysowane brwi. Ładnie wykrojone usta. I ten gest odgarniania włosów z czoła. Marta uwielbia przyglądać się Marcinowi. Teraz stara się patrzeć w okno. "Nie możesz pracować ze mną przy dużych przetargach. Muszę mieć obok siebie innego grafika. Robimy wszystko razem. Wiem, że jesteś najzdolniejszy, ale to może być źle widziane - stara się tłumaczyć. - Masz bałagan na biurku - on zbacza z tematu. - I przepraszam, nie mogę rozmawiać. Mam dużo do zrobienia. - Marcin..." - zatrzymuje go. Odwraca się i mówi: "Czyli przez nasz związek spada moja pozycja w firmie, tak? Może ty zrezygnuj z funkcji, będzie sprawiedliwiej". - Było między nami cudownie albo strasznie - opowiada Marta.

- W tym wszystkim traciłam autorytet. Płakałam w toalecie. Wybuchałam, byłam opryskliwa. Wiedziałam, że o mnie rozmawiają. "On nie jest łatwy. I nie jesteś pierwszą, która się w nim kocha" - mówiła jedna z dziewczyn. - Spotykał się z kimś?" - spytałam. A w duchu się biczowałam: "Zamilcz, nie wypytuj, nie upokarzaj się. Za chwilę wszyscy będą to wiedzieć". Ale nie wytrzymywałam i drążyłam: "A co o mnie mówią?". Dowiedziałam się, że weszłam w romans rozmyślnie. Chcę wyciągnąć od Marcina szczegóły dotyczące pracy innych, wiedzieć, kto ma jakie obowiązki, co robi w ciągu dnia. Informacje wykorzystam, żeby donosić szefowi. A my przecież nigdy nie rozmawialiśmy w domu o pracy.

To też mi wyrzucał Marcin - że nie opowiadałam, jak firma stoi finansowo, komu grożą zwolnienia. Bo że grożą - wiedzieli wszyscy. - "Nie mogę z tobą rozmawiać na takie tematy - tłumaczyłam. - Nie ufasz mi"- znów się obrażał. - Miałam poczucie, że jestem z chłopcem. Ale nie potrafiłam tego skończyć. Byłam uzależniona.

Rozstawanie

Dzwonek do drzwi. To Marcin z torbą zakupów. Bagietka, sery, winogrona. - "Wszystko, co lubisz - próbuje przyciągnąć ją do siebie. - Nie jestem głodna" - odsuwa się ona. Kiepski dzień. Jutro musi zwolnić trzy osoby. W tym swoją asystentkę. - "Co ci jest?" - pyta Marcin. - Nic" - oszukuje Marta. Godzinę bierze prysznic, żeby tylko nie musieć położyć się koło niego. Następnego ranka w biurze też go unika. Po 14 wie, że on już wie. Zwalniane osoby szepczą w kuchni z innymi pracownikami. Martę boli głowa. "Wyjdę wcześniej, okej?", pyta szefa. W domu otwiera wino. Marcin przychodzi wieczorem. Jest awantura. To wtedy słyszy, że jest pozbawiona uczuć i że on z nią zrywa. "Gdzie jest Marcin?", pyta Marta następnego dnia. "Wziął zwolnienie", odpowiada szef, nie patrząc jej w oczy. "Odpuść - mówi jeszcze. - Bądź profesjonalna". - Nie chciałam. Dzwoniłam do Marcina setki razy. Telefon wyłączony.

Po dwóch tygodniach złożył wypowiedzenie. Koleżanka powiedziała: "Dowiadywał się, kiedy nie będzie cię w firmie. Nie chciał cię spotkać". Wszyscy wokół patrzyli na mnie jak na potwora. Upokorzenie. Znów próbowałam dzwonić, pojechałam pod jego dom. Raz tylko przysłał wiadomość: "Nie męcz mnie, nie chcę cię widzieć". Może tylko szukał pretekstu, by mnie zostawić? Mijały miesiące. Atmosfera w firmie się uspokoiła, szczególnie że tematem stał się nowy romans. Ale ja nie potrafiłam się uspokoić. To prawda, lepiej pracowałam, jednak wciąż tęskniłam. I udawałam, że mam się świetnie. Męczyło to, że wszyscy w biurze obserwowali, jak się zachowam. Czasem mówili o nim i patrzyli, jak zareaguję. Dziś? Wciąż myślę. Zastanawiam się, jak mógł mnie tak wyrzucić na śmietnik. Przeżyłam piękne chwile, ale romans z podwładnym to błąd. Nie wierzę, że facet jest w stanie zaakceptować to, że jego kobieta nim rządzi. Sprawdzają się tylko romanse tradycyjne - on szef, ona podwładna.

Dowiedz się więcej na temat: romans | romans w pracy | szefowa | podwładni

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje