Przejdź na stronę główną Interia.pl

Powtórka z namiętności

Kiedyś go kochałaś, potem zapomniałaś. Ale on znów pojawia się w twoim życiu. Tylko że już nic nie jest tak samo: masz męża, dzieci, dużo do stracenia. Co możesz zyskać? Czas nagle się cofnie. Będziesz adorowana, poczujesz się na powrót młoda, atrakcyjna. Trzy kobiety opowiadają, jak to jest drugi raz stanąć nad brzegiem tej samej rzeki. I czy warto do niej wejść.

Tak, ale po co?

Ada jest zmęczona. Nie lubi galerii handlowych, ale musiała kupić spodnie i buty dla Ani, młodszej córki. Zamawia cappuccino w kawiarni naprzeciw sklepu ze ścianą telewizorów w witrynie. Na wszystkich ekranach Kate Middleton i książę William biorą ślub. Cały świat tym żyje. Ada niespecjalnie, ma na głowie egzamin gimnazjalny starszej córki i awarię drzwi garażowych. Mąż wyjechał na kilka dni, ona musi się tym zająć.

Reklama

Sygnał SMS-a pojawia się akurat w chwili, gdy William wypowiada słowa przysięgi. Ada rzuca okiem na wyświetlacz. I robi jej się gorąco. "Adi, czy to twój numer? M.". Zamyka oczy, mocno zaciska powieki. To nie może być nikt inny. Tylko on tak się do niej zwracał. Mąż mówi: Adusia, mama: Adelko. Tylko Mateusz...

Ada jeszcze raz zerka na ekran. Czy to możliwe? Przecież zniknął z jej świata 18 lat temu. Pochowała go w myślach, podarła zdjęcia... Ada w tym roku kończy 40 lat. Dobrze zarabia, prowadzi własną firmę. Córki uczą się w szkołach społecznych. Marek, mąż, jest lekarzem. Mieszkają w dużym mieście na południu Polski. Spłacili kredyt, jeżdżą na wakacje nad morze, prowadzą spokojne życie. Nie ma w nim miejsca na nagłe zwroty akcji.

Kac i hiacynty

Ada wsiada do samochodu, jedzie za miasto. Kwiecień jest wyjątkowo duszny. Kładzie się na trawie, patrzy w niebo. Zdejmuje buty. Przystanek "Mateusz". - Pamiętałam jego zapach i białe, nonszalancko rozpięte koszule. Fakturę jego czarnej skórzanej kurtki. Śmieszne słówka, np. mówił "przylepka" na piętkę od chleba - opowiada.

- Gdy go poznałam, miałam 18 lat, on 21. Pochodził z rodziny opozycjonistów, interesował się historią, studiował na politechnice w Krakowie. Ja zdawałam na medycynę, oblałam. Mateusz rozwiewał smutki. Był silny, odpowiedzialny. Znał na pamięć Stachurę, słuchał mocnego rocka, jeździł motocyklem. Ale pewnego dnia przyniósł wiadomość: ojciec ma propozycję wyjazdu do Stanów, kontrakt na wielkiej budowie.

Czy mogłam wymagać, żeby został? Dziś myślę, że nie, jednak wtedy nie potrafiłam mu wybaczyć. Nie odpisywałam na listy. Wszystko się skończyło. Nie wiem, czy mnie szukał, co robił, czy się ożenił. Z czasem miało to coraz mniejsze znaczenie. Za mąż wyszłam z miłości - mówi Ada.

W nocy po SMS-ie Mateusza nie może spać. - Wracały do mnie obrazy: my razem objęci, całujący się. Pierwszy wyjazd na wakacje, pierwszy seks - to było w Juracie, mieszkaliśmy w namiocie, padał deszcz. Gdy w końcu zasnęłam, śniła mi się dyskoteka... Pijemy wino przemycone w butelce po coli, tańczymy do ckliwej piosenki Wham! Pamięta się tylko to, co dobre.

Rano Ada decyduje: nie odpowie na SMS, to niebezpieczne. Jedzie do pracy z mocnym postanowieniem: żadnych myśli o Mateuszu. W recepcji czeka na nią stos korespondencji i bukiet liliowych hiacyntów. - Nawet nie musiałam czytać bileciku. Hiacynty, kokosanki, kakao z bitą śmietaną. Mateusz znał kody, tym zawsze mógł mnie przekupić albo przeprosić. Ktoś by powiedział - cukierkowa telenowela. Ja byłam pod wrażeniem.

Co jest fair?

Mateusz nalega delikatnie. - Dwa esemesy, w końcu zadzwonił. Słuchając go, czułam, kiedy się uśmiecha, umiałam sobie wyobrazić jego miny. Trochę opowiedział o sobie - wrócił z zagranicy, mieszka w Krakowie, rozwiódł się, nie ma dzieci. Prosił, żebym opowiedziała o córkach... - wylicza Ada. Mówi o dzieciach, o Marku nie. - Miałam nawet przygotowane zdanie w stylu: "Jestem bardzo szczęśliwa", to miał być czytelny komunikat. Ale gdy rozmawiałam z Mateuszem, uznałam, że to zabrzmiałoby jak manifest - wyznaje.

Wieczorem przez uchylone drzwi łazienki obserwuje Marka pod prysznicem. - Wciąż jest atrakcyjnym facetem. Superojcem. Chodzi na zebrania do szkół córek, interesuje się moją pracą, czuję się z nim bezpiecznie. Jego drobne wady są... drobne. W sumie jestem szczęściarą. Po co burzyć święty spokój? - pyta samą siebie.

Pod drzwiami łazienki czuje, że powinna powiedzieć mężowi o telefonie Mateusza, o kwiatach. Tak byłoby fair. - A z drugiej strony myślałam: może mam prawo do osobnego kawałka życia? Tylko że to oznaczało ukrywanie czegoś przed Markiem. Dyskomfort był coraz większy. Postanowiłam zapytać o radę przyjaciółkę. Iwona jest mądra.

Zabraniam ci

Iwona ciągnie Adę do komputera. Wbija w Google jej nazwisko. Mówi: - Zobacz, co najmniej kilkanaście informacji - dostajesz nagrodę za innowacyjność i dla najlepszego przedsiębiorcy w naszym regionie, twój artykuł w ważnym piśmie - łatwo cię odszukać. Powiedz sama, czy nie miał pretekstu, żeby odezwać się wcześniej, pogratulować? Teraz pewnie sam ma problem i potrzebuje terapii. A ty rozwalisz sobie życie...

Ada słucha. I nie słucha. A jeśli Iwona przesadza? - Zastanawiałam się: skoro nie potrzebuję innego mężczyzny, dlaczego tak ciągnie mnie do Mateusza? Może mam w życiu zbyt nudno? Czy przechodzę kobiecy kryzys wieku średniego? - Ada opowiada o rosnących wątpliwościach. I napięciu: - Stałam się nerwowa. Irytowało, że córki za mało się uczą, a Marek za głośno je. W końcu zaczęłam na siłę szukać w nim wad.

Czy Mateusz dałby mi teraz coś, czego nie dostaję od męża? A może to rzeczywiście zły człowiek, który chce zniszczyć mi życie dla sportu, dla zabawy. Iwona jest zła, że Ada zwleka z decyzją. "Zabraniam ci iść na spotkanie z nim, rozumiesz?!" - mówi w końcu. Chce, żeby przyjaciółka skasowała numer Mateusza. Tu, teraz, przy niej. Ada kładzie komórkę na stole. "Przecież on i tak odezwie się pierwszy..." - mówi cicho. "Nie szkodzi, potraktuj to jak pożegnanie, kasuj! A teraz pójdziemy kupić tymczasową kartę z nowym numerem, stara na miesiąc zostaje u mnie w depozycie. Miesiąc powinien wystarczyć" - zarządza Iwona.

- To dziecinne, ale dałam się zaprowadzić do salonu, kompletnie się nie zastanawiając, jak wytłumaczę bliskim zmianę numeru, tym miała się zająć moja "terapeutka" - wspomina Ada.

Z wymuszonych zakupów wraca do domu piechotą. Daleko na światłach widzi znajomy samochód. Marek? Powinien być teraz w gabinecie. Ada zdejmuje przeciwsłoneczne okulary. Obok kierowcy siedzi kobieta o długich włosach. Czy to na pewno jej mąż?

Toyota odjeżdża szybko, nie widać rejestracji. Po południu Ada schodzi do garażu. To by było takie banalne, na przykład znaleźć długi jasny włos na przednim siedzeniu. Nie znajduje niczego. Jedno ją zastanawia. Zapach. Perfumy J’adore Diora rozpozna wszędzie. Nie znosi ich.

Chwila prawdy?

Następnego dnia budzi się pełna wątpliwości. A jeśli Marek mnie zdradza? Chce być lojalna, a on ma kochankę? Co powinna zrobić? Późnym wieczorem otwiera butelkę wina. Nalewa kieliszek dla siebie i drugi dla męża. Zagląda do pokoju, w którym on pracuje przy komputerze. Siada obok, patrzy na niego długo. "Co jest?" - pyta on zdziwiony i zaintrygowany.

- Pomyślałam, że gdyby coś ukrywał, nie byłby taki pewny siebie. Powiedziałam mu o Mateuszu. I co? Sądziłam, że zachowa pokerową twarz, wyobrażałam sobie, że tak reagują mężczyźni w podobnej sytuacji. Ale nie, Marek był zmieszany, nawet smutny, próbował żartować, ale mu nie wychodziło. Przytuliłam się do niego, powiedziałam, że nie mam zamiaru spotykać się z Mateuszem. Objął mnie mocno, milczał. Wiedziałam, że to jedna z najlepszych decyzji w życiu - Ada się uśmiecha.

- Zadzwoniłam potem do Iwony. Powiedziała fajną rzecz: "Jeśli koniecznie potrzebujesz zmiany, zmień fryzurę, a nie faceta". Oddała mi telefon. Minął ponad rok, Mateusz już się nie odezwał. A Dior w samochodzie? Po jakimś czasie poznałam panią Marylę, pacjentkę Marka, którą tamtego dnia odwoził do domu po wizycie. Sympatyczna, mąż wyleczył jej zatoki. Przywiozła nam sernik na Wielkanoc. Pachniała J’adore.

Dowiedz się więcej na temat: romans | kochanek | związek | uczucia | para | kochankowie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje