Przejdź na stronę główną Interia.pl

Niemodne słowo na "p"

Czy partnerstwo nieodwracalnie uśmierci patriarchat? Dlaczego coraz więcej Polaków rezygnuje z dominacji, gdzie szukać "nowego" mężczyzny - mówi socjolog, dr hab. Jacek Kochanowski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Twój Styl: Kto rządzi w polskim domu?

Reklama

Jacek Kochanowski: Różnie, ale najlepiej, żeby to był zdrowy rozsądek. Tylko harmonijna relacja, w której ludzie wyrażają potrzeby i emocje, sprawia, że są szczęśliwi.

Tradycyjny wzorzec kobiecości i męskości nie służył nikomu?

- Dowodzą tego badania CBOS - w 1994 roku partnerski model wybrałoby 25 procent mężczyzn. Dziesięć lat później już ponad 50 procent. Z kolei wielki międzynarodowy projekt badawczy "Species" dla telewizji Discovery z 2008 roku pokazuje, że tradycyjna, patriarchalna definicja męskości uszczęśliwia coraz mniej mężczyzn. Aż 38 procent Polaków neguje stary szablon (wybrało go tylko 25 procent) oparty na dominacji, agresji, jednoosobowej odpowiedzialności za rodzinę i uznaniu kobiety za słabszą.

Jaki jest ten nowy, wspaniały mężczyzna, określany w niektórych badaniach jako "totalny"?

- Różne badania społeczne - choćby "Wizerunek nowego mężczyzny" z 2002 roku Honoraty Jakubowskiej z Uniwersytetu Wrocławskiego - potwierdzają, że umiejętność rozmowy to warunek partnerstwa. Podobnie empatia. Nowy mężczyzna okazuje szacunek partnerce, opiekuje się nią, ale oczekuje wsparcia, przecież może być chory, mieć kłopoty. Bez wstydu przejmuje "kobiece" obowiązki, zabiera dziecko na sanki. Ma pasję, swoimi marzeniami umie inspirować partnerkę, bo już wie, że samo zarabianie nie wystarczy, by imponować. Nie godzi się, żeby praca zabrała mu życie, bo większą wartość stanowi więź z rodziną i przyjaciółmi.

Jest innym tatą niż jego ojciec, dziadek?

- Zanika model ojca, który się uaktywnia, gdy trzeba synowi złoić skórę. Jest tata dbający o emocjonalny, intelektualny kontakt z dzieckiem. Porzucił rolę nieobecnego na rzecz ojca pełnoetatowego.

Równie często jak kobieta wpada do supermarketu. Skąd ta radość codziennych obowiązków?

- Jeśli on sprząta, bo ona jest zmęczona po pracy, a dzięki pomocy partnera może odpocząć, jest szczęśliwa - wtedy on też. Dziś ludzi łączy przede wszystkim miłość definiowana w socjologii jako relacja oparta na wzajemnym dawaniu. W związkach "tradycyjnych", w związkach naszych pradziadków nie miłość była najważniejsza, ale obowiązek. Trzeba było przede wszystkim wypełnić rolę dobrej żony, dobrego męża, dobrego rodzica. Dopiero potem można było pomyśleć o własnym szczęściu. Dziś, jak mówi wybitny socjolog Anthony Giddens, związki się demokratyzują. Obowiązuje równość, partnerstwo.

Wspaniale. Gdzie szukać ideałów?

- To mężczyźni między 25. a 40. rokiem życia, z większych miast, wykształceni. I nieźle zarabiający, dzięki czemu, odkładając "gonitwę za chlebem" na bok, mają czas na pomoc partnerce, budowanie więzi z dzieckiem. Związki oparte na partnerstwie wciąż są rzadkością w miasteczkach - tam tradycyjne wzorce są silne, presja otoczenia, żeby trwać w szablonie, jest większa, więc mało kto ma odwagę żyć według nowych wzorców. Trzeba czasu, przyjdzie kolej na zmiany także na wsiach, co widać już w zachodniej Europie. W biedniejszej Rumunii patriarchat trzyma się znakomicie.

Co takiego się stało, że po pięciu tysiącach lat - tyle według antropologów trwał patriarchat - mężczyźni chcą zmienić ten układ?

- Zrozumieli, że wbrew pozorom nikomu nie służy. Zaczęli słuchać pragnień. Być "prawdziwym mężczyzną" oznaczało zagłuszenie wewnętrznych postaw "kobiecości", "dziecka" i "homoseksualisty", które w różnych proporcjach nas budują. Przez wyparcie "kobiecości" rozumiemy zachowanie, które nie pozwalało okazywać emocji, lęku, zagubienia. Wyparcie "dziecka", synonimu bezradności, wymagało ciągłego udowadniania, że staje się na wysokości zadania. Jeśli coś poszło nie tak, jeśli mężczyzna nie potrafił zapewnić bytu - był skreślony. Podobnie, gdy nie potrafił spłodzić dzieci.

Stąd wyparcie homoseksualnego elementu?

- Nie jestem reproduktorem - wniosek: nie jestem facetem. Męskość to bardzo zniewalająca kategoria, wymagająca ciągłego potwierdzania swojej wartości. Dlatego rodzina demokratyczna, w której partnerzy mogą liczyć na wsparcie, przyznać się do słabości, gdzie najważniejsza jest miłość - pozwala im lepiej żyć.

Są tacy, którzy jednak wyśmiewają taki model.

- Z badań "Species" wynika, że nadal 25 procent mężczyzn uznaje tylko tradycyjny podział ról. O "nowych mężczyznach" mówią z lekceważeniem: "mięczak, pantoflarz, baba". To dotyczy głównie starszych ludzi, którzy są przywiązani do tradycji.

A rówieśnicy?

- Coraz częściej stwierdzenia w stylu: "żonę trzeba trzymać za twarz, ma siedzieć w domu, bo on rządzi", uznawane są za kompromitujące. Patriarchat, czyli społeczeństwo męskiej dominacji, trzyma się mocno w instytucjach - polityce, nauce, gospodarce - ale w związkach intymnych ustępuje.

Od czego zaczęła się ta transformacja?

- Punkt zwrotny to rewolta kontrkulturowa, która ogarnęła uniwersytety w Europie Zachodniej i USA w 1968 roku. Młodzi ludzie zanegowali wzorce rodziców. "Chcemy wolności w określaniu ról, płci, seksualności" - postulowali. To była reakcja na to, co działo się po zakończeniu II wojny światowej, która umocniła pozycję patriarchatu. Biedni i dzielni chłopcy wrócili z pola bitwy, a zatem trzeba wielbić bohaterów i usługiwać wybawcom. Chłopcy wychowani w takich opresyjnych domach na Zachodzie w latach 50. odrzucili ten model.

Polacy zrobili to dużo później...

- Do 1989 roku kulturowo izolowani od Zachodu niewiele o tej rewolucji wiedzieliśmy. Zresztą w biednym społeczeństwie, jakim byliśmy, nikt nie stawia sobie pytań "jak zmieniać męskość". Najważniejszy problem to "jak dotrwać do pierwszego". Zmiany przyszły wraz z poprawą życia.

Czy emancypacja wpłynęła w jakiś sposób na mężczyzn?

- Pośrednio. Kobiety najpierw walczyły o prawo do głosowania, dostęp do edukacji, kariery, władzy, a potem pojawiły się postulaty dotyczące życia prywatnego. Zupełnie jednak nie zgadzam się z teorią, że to feminizm wymusił zmianę wzoru męskości - nie byłoby rewolucji, gdyby sami mężczyźni nie doszli do wniosku: "Nie chcemy dłużej w ten sposób żyć". I poszukali modelu, dzięki któremu szczęśliwsi są oni i ich rodziny.

Rozmawiała Marta Bednarska

Twój STYL 3/2011

Dowiedz się więcej na temat: partnerstwo | uczucia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje