Przejdź na stronę główną Interia.pl

Miłosne łowy

Jak upolować faceta? - oto jedno z najczęściej wyszukiwanych haseł na polskich stronach internetowych w 2013 roku. Wyraz desperacji czy buntu wobec biernego czekania na miłość? W jaki sposób polować, żeby się samej nie postrzelić?

Psychologowie i socjolodzy przyznają, że w dzisiejszych czasach damska seksualność staje się coraz bardziej ekspansywna, a nawet drapieżna. Kobieta nie chce już być wyczekująca, pasywna i sfrustrowana. Jeżeli on nie zwraca na nią uwagi, to nie odpuszcza, lecz sama zaczyna stosować przemyślne strategie zdobycia partnera.

Kobieta myśliwy

Reklama

- Jestem silną kobietą, ale kiedy było trzeba, z łatwością grałam bezbronną i tak zagubioną w miejskiej dżungli, że byle cherlak mógł załapać się u mnie na rolę Tarzana - uśmiecha się 42-letnia Iwona. - Problem w tym, że zazwyczaj podkochiwałam się w facetach, którzy nie zwracali na mnie uwagi. Zrozumiałam, że muszę podrywać bardziej radykalnie. Jak?

- Dowiaduję się wszystkiego o jego byłych. Lgnie do chłodnych czy czułych? Melancholijnych czy szalonych? Wcielę się w każdą. Potrafię być psychicznym kameleonem. Pamiętam, że miał stłuczkę i interesuję się stanem auta, opowiadam o zaprzyjaźnionym warsztacie. Jego podświadomość koduje mnie jako kogoś przyjacielskiego i niezbędnego. Potem przechodzę do kolejnego etapu: zmieniam się w tajemniczą kobietę. Wysyłam sprzeczne sygnały. Jestem oddana i zaraz przez moment niedostępna. Intryguję. Opowiadam mu o sobie, ale w wersji podkolorowanej. Męska natura się nie zmienia: facet pozostaje zdobywcą i ja pozwalam mu tak myśleć - podkreśla Iwona.

Jako psycholożkę interesuje mnie, czy efektem tego zaplanowanego uwodzenia był stały i naprawdę dobry związek. To pytanie nieco psuje Iwonie humor.

- Najdłużej byłam z kimś ponad rok. Tyle samo o niego walczyłam! Dowiedziałam się, że jako dziecko stracił matkę. Pomyślałam, że na pewno mu jej brakuje. Tęskni za kimś, kto jest silny, zdecydowany, ale równocześnie czuły, i potrafi wybaczać. Stałam się symboliczną matką - wspomina.

- W tym przypadku chyba nie tyle uwodziłaś, ile manipulowałaś - stwierdzam.

- Nie zamieniłam się w toksyczną matkę! - Iwona próbuje obrócić wszystko w żart. - Byłam tylko opiekuńcza i oddana, a nie wścibska i nachalna. Mógł do mnie zadzwonić nawet po północy. W mig ogarniałam jego chaos. Pewnej nocy zostaliśmy kochankami - obwieszcza, ale jakoś tak smutno.

- Mam rozumieć, że związek nie przeszedł próby łóżka?

- Odwrotnie. Tylko w łóżku było nam dobrze. Czułam, że już mi na nim nie zależy tak jak kiedyś. Było jak z wymarzonym ciuchem. Kupiony przestaje być pożądany.

Pytam, czy nie jest tak, że od uwodzenia również można się uzależnić. Po jakimś czasie okazuje się, że bardziej kochamy zdobywanie mężczyzn niż ich samych. - Ale ja nie chcę tej adrenaliny polowania - protestuje Iwona. - Pragnę ciepłego rodzinnego gniazdka. Tylko facet okazał się egoistycznym dzieciakiem. Chciał, żebym obsługiwała go jak angielskiego lorda. Niańczyła. Pocieszała. A ja jestem niezależną kobietą. Chcę mieć mężczyznę partnera.

- A nie synka... - kończę, a Iwona już rozumie, gdzie popełniła błąd. Uwodziła w przebraniu mamusi i dostała to, co do siebie przyciągnęła.

Kiedy stosujemy techniki polowania, faza wzajemnego poznawania się zostaje zaburzona. Te cechy osobowości mężczyzny, które napędzały go do działania, denerwują, jeśli występują u partnera. Aby go zdobyć, Iwona potrafiła być elastyczna i mało wymagająca. Kiedy zaczęli żyć razem, zamknęła swój teatrzyk. Chciała być sobą, a on miał się szybko dostosować do nowego scenariusza. Pojawiły się problemy wykraczające daleko poza zwykłe wzajemne dostrajanie się.

Klasyczna uwodzicielka pozostaje sobą. Eksponuje swoje atuty, maskuje wady. Kobieta, która poluje, wciela się w kogoś innego. Tworzy więź na fałszywych, nieuczciwych fundamentach. To nie ułatwia relacji, bo uniemożliwia budowanie bliskości i zaufania.

Najpierw oswajamy, epatując sztuczną bezradnością, a potem się dziwimy, że mężczyzna jest despotą, dominuje i chce o wszystkim decydować. Albo matkujemy, pozwalamy mu być uległym i jesteśmy zadziwione, że związałyśmy się z egoistycznym panem leniem. Co zrobić z tak pięknie upolowanym okazem? Za okno nie da się wystawić, żeby skruszał. Kiedy chcemy zbudować z kimś dobrą bliskość, bądźmy sobą. Wtedy jest szansa, że skórka będzie warta wyprawki.

Komedia nieromantyczna

Współczesna uwodzicielka tworzy profil psychologiczny upatrzonego mężczyzny. Studiuje jego aktywność w mediach społecznościowych, robi dyskretny wywiad środowiskowy, analizuje jego upodobania, potrzeby i frustracje. Nie zawsze ma świadomość, że osacza i przekracza granice między uwodzeniem a manipulacją.

Podczas uwodzenia, jak na wojnie, wszystkie chwyty są dozwolone. Kobieta myśliwy bywa przebiegła i fałszywa. Cynicznie udaje kogoś innego. Staje się Tą, która mu się spodoba. Tworzy nie tylko polukrowany, ale i zakłamany równoległy świat. Piętrowe fikcje, brawurowe zagrania, przebiegłe manewry. Ten matrix zalotów bywa dla osaczonego tyleż uroczy, co niebezpieczny. Mówi też wiele o kobiecie myśliwym.

Skomplikowane miłosne łowy mogą mieć podwójne działanie. To jawne - rozkochanie w sobie ukochanego. I to nieuświadomione - redukcję kobiecego cierpienia. Nie zawsze ściśle związanego ze sferą damsko-męskich doświadczeń. Pewnie lepiej zastanowić się, czy nie podejmuję tych wysiłków, bo nie wydaję się sobie na tyle ciekawa, bym mogła być sobą i go zachwycić. Albo wybieram dorodny okaz i szaleję, by go zdobyć, bo uzależniam poczucie własnej wartości od tego, z kim jestem. Próbuję się podbudować poprzez osobę, którą udało mi się usidlić. Chcę nie tyle miłości, co uznania w oczach innych. Patrzcie, kto jest ze mną!

Kobiety łowczynie powinny poważnie zastanowić się nad tym, dlaczego traktują randki jak casting, jak miernik swojej wartości. Z jakiego powodu w relacji z partnerem nie mogą być sobą, tylko muszą wcielać się w jakieś role? Napinać się i odgadywać jego potrzeby?

Oczywiście, są również kobiety, którym odpowiada życie na wiecznych łowach. Lubią flirtować, romansować, zaliczać i kolekcjonować damsko- męskie przygody. Nie chcą się z nikim wiązać, razem mieszkać, mieć wspólnych planów. To ich świadomy wybór. Niepowiązany z żadną traumą czy brakiem umiejętności budowania bliskości. Wtedy polowanie przypomina bezkrwawe safari. Pod warunkiem że nie towarzyszy temu zadawanie mężczyźnie bólu.

Kolega do łóżka

Właścicielka małej firmy, 38-letnia Anna, poluje, ale w przeciwieństwie do Iwony bardziej, by tak rzec, prymitywnie. Zastawia proste wnyki. Może dlatego w jej sidła wpadają tylko poranione okazy: nieszczęśliwi mężowie, świeżo porzuceni, mężczyźni z problemami. Anna ma mnóstwo jednonocnych przygód, niemały zbiór kolegów do łóżka. Skarży się, że wszystkie jej dotychczasowe związki zwiędły szybciej, niż zdołały rozkwitnąć.

- Przecież nie szukam księcia z bajki - kończy rozgoryczona. - A dlaczego nie? Nie obniżaj poprzeczki. Powiedz, jak byś zatytułowała bajkę z sobą w roli głównej - zachęcam. - "O Ani, co miłości szukała" - odpowiada po namyśle, ale zadowolona. - Czy ta bajka ma szansę skończyć się powiedzeniem: "I żyli długo i szczęśliwie za siedmioma górami, za siedmioma lasami..."?

- No, nie - odpowiada z przekonaniem moja rozmówczyni, a zapytana dlaczego, wylicza powody: - To moja wina. Nie wiem, jak ich przy sobie zatrzymać. Czym zaciekawić. Nie ma we mnie niczego interesującego. Jestem w gruncie rzeczy zakompleksiona. Może to dlatego, że wychowałam się w domu bez ojca? Mężczyznom zależy tylko na jednym. Chcą się niezobowiązująco zabawić. Zauważyłam też, że panicznie boją się bliskości. Czemu?

Jako psycholożka uważam, że Anna powinna rozwinąć to pytanie i zadać je sobie: "Dlaczego mężczyźni boją się bliskości ze mną?". Prawdopodobnie dlatego, że nie mają nawet czasu o niej pomyśleć. Anna tak szybko wskakuje im do łóżka, że nie daje szansy, by spojrzeli na nią jak na coś więcej niż chętne ciało. Nie rozmawiają zbyt dużo. Nie mają możliwości, by się sobą zainteresować. Anna narzeka, że mężczyźni chcą się tylko zabawić. Ale ona też tak się zachowuje! Ma do tego prawo, lecz niech nie liczy, że w tej seksualnej loteryjce wygra jakiś większy fant - typu miłość do grobowej deski.

Banalna to prawda, jednak ciągle dla wielu trudna do zaakceptowania, że seks, często po alkoholu, nie wydaje się najlepszym wstępem do budowania opornej na czas relacji. Jeśli same przedstawiamy się na dzień dobry jako seksualny fast food, nie liczmy, że nagle w męskich oczach ten hamburger zamieni się w kawior i szampan. W wielu komediach romantycznych erotyczna konsumpcja kończy się żarliwą przysięgą: "I nie opuszczę cię do końca życia". Jednak w rzeczywistości bywa zazwyczaj mniej komediowo i mniej romantycznie.

Problem w tym, że rockandrollowe zapytanie wrzucane do internetowej sieci: "Jak upolować mężczyznę?", często maskuje poważne cierpienie: jak go przy sobie zatrzymać? Oczywiście, można się zabawić, ale dobrze zrobić głębsze rozeznanie w swoich potrzebach. Czy mężczyzna, który budzi w nas instynkt łowiecki, jest tym, z którym chciałybyśmy się zatrzymać na dłużej? Czy zaspokoi nasze oczekiwania?

Kusząc, możemy wygrać nie dlatego, że to my polujemy, a on jest ofiarą, ale dlatego, że rozpoznamy reguły gry, którą prowadzimy z samą sobą. Sposobów na zdobycie mężczyzny jest wiele, ale szansę na sukces zwiększa wiedza, na jakim trofeum łowieckim nam zależy: kolega do łóżka czy stabilna, dojrzała miłość? Wybór nie zawsze jest oczywisty i definitywny, jednak w tym chyba tkwi przewrotny urok damsko-męskich łowów.

Zyta Rudzka

PANI 4/2014

Tekst pochodzi z magazynu

Pani
Dowiedz się więcej na temat: uwodzenie

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje