Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małżeństwo bez obrączki

Poprosił ją o numer telefonu, ale... nie zadzwonił. Gdy spotkali się po raz drugi, zapisał go jeszcze raz. Wkrótce potem wzięli ślub.

Ciepłe jesienne popołudnie na letnisku w mazurskich Naterkach... Cisza, wyłączone telefony: pełna idylla. I nagle gwałtowny skurcz serca, ból nie do wytrzymania. Zawał! Tylko Ewa Bończak wie, co przeżyła, kiedy lekarze w olsztyńskim szpitalu przeprowadzali operację na otwartym sercu jej męża. Sercu, bijącym dla niej od 35 lat! Szczęśliwie operacja się udała. Po powrocie do domu Jerzy Bończak (61) ograniczył palenie ulubionych cygar i papierosów. Lekarze kazali mu rzucić palenie, lecz aktor nie potrafi z tej przyjemności całkiem zrezygnować. Nigdy nie ukrywał skłonności do nałogów.

Reklama

- Z alkoholem miewałem różne doświadczenia - wyznaje aktor - ale w pewnym momencie zauważyłem, że zaczął przeszkadzać mi w pracy. Dziś dla mnie nie istnieje. Tak jak hazardowa gra w karty. Z tą namiętnością pomogła mu zerwać żona. Z pozoru delikatna i krucha, ma taką wewnętrzną siłę, która mu imponuje. - Zdaję sobie sprawę - mówi Jerzy Bończak - ile poświęcenia i anielskiej cierpliwości wymaga życie z artystą.

Pani Ewa ze stoickim spokojem przyjmowała zawsze to, że jej mąż wracał z teatru późno, że potem wylegiwał się w łóżku do południa... I że to ona miała cały dom na swojej głowie. Popularny aktor, nazywany mistrzem drugiego planu, zawsze był człowiekiem bardzo zajętym. Zyzio Krzepicki z "Kariery Nikodema Dyzmy", konstruktor Manc z serialu "Alternatywy 4", cieć Prokop z serialu "Dom", Czapliński z "Ogniem i mieczem" i oczywiście Bonifacy z "Podróży Pana Kleksa" – to tylko kilka spośród dziesiątek ról, które przyniosły mu ogromną popularność.

Pan Jerzy cieszy się, że jego żona nie jest aktorką, choć wiele lat spędziła w telewizyjnej redakcji rozrywki. Potem jednak zaczęła pracować na własną rękę i zajęła się domem oraz wychowywaniem dzieci – Piotrka i Ani.

– To prawda, że życie z aktorem do łatwych nie należy – uśmiecha się Ewa. – Za to nigdy nie jest nudne. Mamy tak mało czasu dla siebie, że właściwie wciąż od nowa się poznajemy. Oczywiście nie wszystko nas w sobie zachwyca. Najtrudniej jest przed premierą, kiedy cała rodzina usiłuje Jurkowi pomóc. A to jest niemożliwe. Aktorzy przeżywają stresy samotnie, ale wiem, że Jurek zawsze czeka na moją recenzję. I choć nie lubi, gdy coś mi się nie podoba, uważnie słucha moich rad. Chyba udało nam się stworzyć niezły związek – opowiada.

Poznali się, kiedy ona pracowała w telewizji. Ze Stanisławą Ryster, słynną prowadzącą "Wielką grę", zaproszone przez zaprzyjaźnionego aktora, poszły do teatru na premierę sztuki zatytułowanej "Hultaj". Po przedstawieniu całą grupą udali się do SPATiF-u. Jerzy Bończak był tam wówczas stałym gościem. Żegnając się poprosił Ewę o numer telefonu, ale... nie zadzwonił. Jakiś czas później spotkali się na telewizyjnym korytarzu. Tym razem aktor staranniej zapisał sobie numer pani Ewy, który, jak tłumaczył, gdzieś mu się zapodział. – Wkrótce pobraliśmy się, ale żona nadal uważa mnie za hultaja – śmieje się pan Jerzy.

Z domowych zajęć najlepiej wychodzi mu gotowanie dla całej rodziny, koszenie trawy w ogródku i… leżenie przed telewizorem, od którego jest uzależniony. – Mam też lekkiego fioła na punkcie samochodów – mówi. – Jeżdżę szybko, bo inaczej zasnąłbym z nudów za kierownicą. Niestety nawet do sklepu oddalonego od domu 300 metrów też jeżdżę autem. Samochody zmieniam co 3 lata. I oczywiście uwielbiam łowić ryby.

Kiedyś jeździł na Mazury sam, ale od pewnego czasu towarzyszy mu w tych wypadach żona. Ich dom na skarpie miał być wakacyjnym azylem, ale są tu tak często, że nie bardzo wiedzą, który dom jest w tej chwili ważniejszy: mazurski czy warszawski. – Przeprowadzimy się tam na dobre, gdy przestanę pracować – zapowiada. – Ale... czy kiedykolwiek przestanę? – zastanawia się.

Aktor podkreśla, że spoiwem jego związku z panią Ewą są namiętność i wzajemna fascynacja, które nie wygasły mimo upływu lat.

Dlaczego, mając tak udane małżeństwo, nigdy nie nosi obrączki? – Kiedy po ślubie ją założyłem – wyjaśnia – jak nożem uciął skończyły się wszystkie propozycje pracy. Przez miesiąc nikt nie zadzwonił. Poprosiłem Ewę o wybaczenie i schowałem obrączkę do szuflady. Na zawsze. Ci, którzy znają Jerzego Bończaka, twierdzą, że nie żartuje. Jest podobno bardzo przesądny.

MP

Rewia 18/2011

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Bończak | związek | małżeństwa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje