Jak podzielić miłosny tort?
Niektórzy mężczyźni są jak bumerangi, zawsze wracają do domu dzieciństwa. Związek z syneczkiem mamusi bywa wyzwaniem, ale nie musi być udręką. Jak pomóc partnerowi dorosnąć?
Mężczyzna czy chłopiec?
Kiedy prawie 40-letni aktor Alberto Sordi w "Wałkoniach" Federico Felliniego wygłasza słynną kwestię próżniaka: "Mamo, nie płacz, nigdy cię nie opuszczę!", śmiejemy się. Dla niektórych z nas jednak to cierpki śmiech. Wiele kobiet ma poczucie, że ich mężczyźni po ślubie okazali się Włochami, przynajmniej emocjonalnymi. I nie chodzi tu, niestety, o postać latynoskiego kochanka.
Psychologowie są zgodni, że typ maminsynka przeżywa swój renesans. Po macho i mężczyźnie metroseksualnym nadchodzi era mumbo, czyli mężczyzn niezwykle silnie związanych z matką. Wielu z nich nadal mieszka w swoich dawnych dziecięcych pokojach, a mamy prasują im koszule na randki, żeby potem wysłuchać raportu ze spotkania. Inni wyprowadzają się, żenią i zostają ojcami, ale nowy dom jest jak mieszkanie służbowe: z utęsknieniem wracają na weekend do rodzinnego gniazdka, bo przecież nie ma jak u mamy!
To ona jak żadna inna godzi rolę kucharki i fanki, adwokatki i rzeczniczki prasowej. Zawsze pochwali, znajdzie wytłumaczenie, a przede wszystkim pozwoli wojownikowi odpocząć po mękach korporacyjnych wojenek. Dlaczego ukochana kobieta nie może przejąć roli mamy? Maminsynek odpowiada: bo matka jest tylko jedna. Bo serce matki bez pytania wie, czego mu potrzeba. Prawdziwa odpowiedź brzmi jednak inaczej.
Partnerka jest silna. Nie chce matkować, pragnie w związku złapać równowagę, poczuć się otoczona opieką, dopieszczona, bezpieczna. Potrzebuje partnera, z którym będzie trzymała się za rękę, a nie takiego, który wisi u jej spódnicy i łka, że świat go nie docenia. Kobiety wyczuwają słabych mężczyzn, ale mimo to wiążą się z nimi i skazują na los kobiety mumbo. Dlaczego? Osobowość maminsynka to rodzaj pułapki. To adorator wrażliwy, otwarty, chętnie mówi o uczuciach, słucha i potrafi zrozumieć kobietę. To właśnie konsekwencja głębokiej relacji z matką.
Problem zaczyna się, kiedy sytuacja się rozwija, związek wchodzi na wyższy poziom zażyłości. Okazuje się, że dojrzała miłość to nie jedynie strefa komfortu, ale też wyrzeczeń. Dla mamy jestem pępkiem świata. I dobrze, tak powinno być, po to mamy matki. Jednak dla żony i dzieci muszę być mężnym rycerzem, walczyć o ich spokój i dostatek, a nie myśleć tylko o sobie i oczekiwać, że moje zawsze będzie na wierzchu. To trudne wyzwanie.
Mumbo pragnie być prawdziwym mężczyzną, ale nie potrafi pogodzić tego z rolą syna. Zwykle nie miał wzorca. Ojciec był albo nieobecny fizycznie, albo emocjonalnie. Nauczył go kopać piłkę, ale po powrocie z boiska okazywał się bezsilnym, nudnym pantoflarzem. To matka była kapitanem drużyny, trenerką i sędziną w jednej osobie. Nic dziwnego, że dziecko właśnie z nią się utożsamiło. To ona była źródłem mocy i bezpieczeństwa. I ten sojusz z mocarną matką trudno tak po prostu sprowadzić do zdrowego poziomu. Pod wizerunkiem mumbo egoisty kryje się często walka męskości z chłopięcością. Oskarżając partnerów o egoizm i nieczułość, odbiera im się też niesłusznie wrażliwość i nie uwzględnia skomplikowanej historii dzieciństwa.
Wojna kobiet
Zamiast zająć się naszym związkiem, koncentrujemy się na jego mamusi. Traktujemy mężczyznę jak wisienkę na torcie, a teściową jak uczestniczkę biesiady, która pragnie zabrać nam ten najlepszy kawałek ciasta. I efektów nie widać, przeciwnie: jest jeszcze gorzej.
To jak ma być? Odpowiedź jest prosta: to my jesteśmy tą wisienką. Od tego zaczyna się wszelka praca. Nie ma nic złego w tym, że nasz mężczyzna jest bardzo przywiązany do swojej matki. Gorzej być z kimś, kto zapomina o rodzicu, pozwala mu żyć w osamotnieniu czy niedostatku. Jednak życie z maminsynkiem jest trudne.
Warto spojrzeć na sytuację nie w kategorii trójkąta bermudzkiego, ale jak na wyzwanie, któremu damy radę. Warunkiem jest to, że skupimy się nie na partnerze, lecz na jego matce. Jednak pozbyć się złych myśli na temat rodzicielki męża wcale nie jest łatwo. Spróbuj spojrzeć na nią jak na kobietę, którą ty kiedyś zostaniesz. Może będziesz się czuła opuszczona, zniedołężniała, tęskniąca za wizytą dziecka?
Na przekór stereotypom teściowa bywa czasem najsłabszym ogniwem w systemie rodzinnym. Jeśli chce wyrazić swoje zdanie, obwinia się ją o dyktatorskie zapędy. Gdy pomaga, przypisuje się jej rywalizację albo krytykanctwo. Kiedy w obawie przed posądzeniem, że się wtrąca, usiłuje żyć własnym życiem, oskarża się ją o egoizm. Najlepiej gdyby siedziała z naszym dzieckiem, bez wynagrodzenia - przecież tak kocha wnuki, ale pozostawała na pozycji służby - bez prawa głosu.
Kobiety w kontaktach z wybrankami swoich synów często ujawniają bezradność i niepewność. Nie wiedzą, co mają zrobić, a czego już nie. Bo granica między pomocą i wścibianiem nosa bywa bardzo płynna. Ich żale, frustracje, poczucie krzywdy są zawsze bagatelizowane i eksploatowane w niewybrednych żartach. A one wcale nie chcą być zołzami z dowcipów, tylko nie radzą sobie z rolą teściowej.
Kiedy kochają synowe jak córki, dają sobie instynktownie prawo do ich pouczania i karcenia. A synowe niby chcą być traktowane jak córki, ale córki księżniczki, którym od każdej uwagi korona z głowy spada. "Ta jego matka" pełni rolę czarnej owcy w rodzinie i niczym piorunochron zbiera na siebie wszystkie gromy. Nie znaczy to, że jest bez winy.
Bywają teściowe zaborcze, siejące zamęt i zniszczenie. Ale większość ich diabelskiej mocy nie wynika z ich osobowości, ale z tego, jak je traktujemy. Po prostu rywalka i koniec. On do niej chodzi w soboty i lubi się tam zasiedzieć. Nasza zupa pomidorowa zawsze będzie bladą polewką, a jej - niebem w gębie.
Ona zawsze go zrozumie, że jest zmęczony. A ty za każdym razem wchodzisz mu na głowę, kiedy poleguje po ciężkim dniu pracy. I ona też pracowała i prowadziła dom, ale jakoś nigdy się nie skarżyła, a ojciec leżał z gazetą i czuł się jak lew w stadzie, a nie podkuchenny. Nie kazała mu robić pompek, uważała, że i brzuszek, i łysina u faceta muszą być.
Ustawienie teściowej po drugiej stronie barykady skazuje na kontakty konfrontacyjne, na nieustanne próby sił i pokazywanie, kto tu rządzi, kto jest lepszy. To tylko nakręca konflikt, ustanawia zimną wojnę i uniemożliwia zawarcie paktu o nieagresji.
Drogie synowe, trochę więcej luzu w kontaktach z teściowymi. Nie każdą radę musicie odbierać jako krytykowanie waszego stylu życia. Jeżeli już trafiła wam się klasyczna czarownica, nie traćcie energii na walkę i udowadnianie, czyje jest na wierzchu. Obwiniasz ją za niepowodzenia w związku, a tymczasem wiele rzeczy uchodzi płazem twojemu partnerowi. To z nim masz związek, nie z jego matką. I na nim się skup.
Głównym problemem nie są teściowe, ale brak wsparcia ze strony partnera. Mężczyzna zazwyczaj pozostaje poza konfliktem. Często nieświadomie, ale niekiedy z własnej woli. A niech się kłócą, obgadują, ja jako to potulne cielę, skupiam się tylko na zyskach. Gdzie dwie się kłócą, tam trzeci korzysta.
Panicz dorasta, królowa matka abdykuje
Kiedy ty zaczynasz recytować książkę skarg i zażaleń, on rzuca pytanie: - O co ci chodzi, to moja matka. Mam ją wyrzucić z domu? - A ja jestem twoją żoną! - chyba wtedy twój ton głosu się już podnosi. - Żon można mieć kilka - odpowiada głosem sułtana. I koniec dyskusji. Większość prób rozwiązania sprowadza się do oczywistej prawdy: z jego matką nie wygrasz. I źle świadczy o tobie, że próbujesz skłócić syna z matką.
Mężczyzna pozostaje pasywny, ale w tej jego postawie jest bierna agresja. Dlatego mimo, że niby krzywdy ci nie czyni, to jednak czujesz się emocjonalnie stłamszona, obolała i spięta. Masz również poczucie, że znalazłaś się w sytuacji bez wyjścia, że nie wygrasz. I znowu ta rywalizacyjna postawa. A przecież nie o konkurowanie o wpływy na dworze pana męża chodzi, lecz o pokazanie mu, jak zachowuje się dorosły mężczyzna.
Nie rób tego nigdy za pomocą wyrzutów, kategorycznych żądań: ona albo ja! Zdejmij te krótkie spodenki, a procę oddaj synkowi. "Ile ty masz lat, że spowiadasz się mamusi?", spytaj, gdy on rzeczywiście wymyka się do mamy i wszystko jej opowiada. Często zwierza się tylko z tego, co złe, i ona może odnieść wrażenie, że rzeczywiście jesteś nieczuła i zbyt wymagająca.
Bądź mniej krytyczką, bardziej instruktorką. Nie wypominaj, tylko skup się na tym, co teraz. Nie czekaj, aż on się zmieni, ale przyzwalaj na te zmiany. Stwórz dobrą atmosferę. Jeżeli chcesz, by był mężczyzną, komunikuj się z nim jako kobieta, nie jako zarządzająca gospodarstwem domowym czy matka dzieciom.
Skoro w niedzielę idzie do mamusi, nie rób z niego pracownika w sobotę. Odwrotnie, tak zaaranżuj czas, żeby nie miał się na co skarżyć, a miał co wspominać. Niech wie, jak dobrze może być z ukochaną. Niech będzie tak jak w walentynki, a zobaczysz, że z czasem wizyty u mamy nie będą odbywały się kosztem czasu dla ciebie i dzieci. Bycie mężem i ojcem musi się dobrze kojarzyć. A potem przyjdzie czas na wyjście poza strefę komfortu, naukę odpowiedzialności, decyzji i wyborów, na działanie, a nie tylko dogadzanie.
Wracając do pękniętej uszczelki: jeżeli syn nie jest hydraulikiem, a matka schorowaną czy wiekową osobą, warto przejąć inicjatywę i słuchawkę i miłym głosem poradzić, żeby zapukała do sąsiada. "Zanim my dojedziemy - używaj formy podkreślającej, że jej syn i ty jesteście wspólnotą - będzie mama stała po szyję w wodzie". Nie ma jak sąsiad, może to szansa od losu na pogłębienie znajomości, nie tylko w obszarze kanalizacji. Ale jeśli seniorka rodu spadła ze stołka, lepiej do niej pojechać, niż raczyć ją asertywnym wywodem, że "mama jest już dorosła i chyba wie, jaki jest numer pogotowia".
Polecam również notoryczne towarzyszenie mężowi w jego wizytach u matki, warto się poświęcić i nie odpuszczać. Podobnie jak on leżeć w fotelu i prosić - a to o herbatę, a to o coś słodkiego, oglądać telewizję i psioczyć na życie, aż jego matka doceni w końcu relaksacyjną moc samotności.
A co z dziewczynami maminsynków? Latami trwają w stanie zawieszenia: zamieszkamy w końcu razem czy nie? Zwykle unikam jednoznacznych odpowiedzi. Tym razem będzie inaczej. Jeżeli brak wspólnego adresu sprawia powracające cierpienie, rada jest prosta, może nawet okrutna: dać termin, potem drugi. Jak się nie zdecyduje, trzeciego już nie wyznaczać. Zerwać.
Jeżeli on nie chce się zdeklarować, to jedno źródło bólu, na które nie mamy większego wpływu. Drugie to cierpienie na własne życzenie. Warto również doceniać związki na odległość. Niekiedy są bardziej udane od tych ze wspólną budką lęgową. Bywają też miłości, które psują się natychmiast po wspólnym zamieszkaniu.
Uczucie potrafi zaskakiwać. Również tym, że święty Walenty obdarza nas swoimi łaskami niekoniecznie w święto zakochanych. Warto nie przegapić tych darów i być świadomą, że miłość do jednego mężczyzny nie musi wcale dzielić.
Zyta Rudzka
PANI 2/2012
Artykuł pochodzi z kategorii: We dwoje
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (72)
-
13.03 (16:30)Nie rozumiem o co chodzi w tej pisaninie? Na takie problemy jest jedna tylko rada: nie wiazac sie z dzieciuchem. Jak taki dojdzie do czrerdziestki albo i piedziesiatki mama sama go z domu wyrzuci. A jak nie, to niech im bedzie dobrze razem. A ty dziewczyno oszczedzisz sobie nerwow. A bzdety w stylu badz mila i sworz "atmosfere" sa tak durne,ze sie czytac nie chce. Niech on moze stworzy atmosfere? Czemu nie dajecie rad facetom?
-
28.02 (19:54)jestes wyjatkowa tesciowa,bardzo madra.Pomagac,ale sie nie wtracac! super dewiza zyciowa.Powiedz dlaczego inne tesciowe nie sa takie madre?Dlaczego nie akceptuja faktu,ze ich dorosle dzieci wyfrunely z ich gniazda?Dlaczego tyle doroslych dzieci besensownie cierpi,bo sie im nie pozwala zalozyc WLASNEGO GNIAZDA?Przeciez to wbrew naturze.Kiedy ogladam filmy przyrodnicze jeszcze nigdy nie widzialam,by jakas zwierzeca matka po odchowaniu mlodych zabraniala im usamodzielnienia sie i odejscia w swiat.Wrecz przeciwnie - zwierzeca matka bezblednie rozpoznaje wlasciwy moment i przepedza dorosle dzieci,oddaje je matce-naturze we wladanie.Nawet kosciol katolicki podczas ceremonii zawarcia zwiazku malzenskiego zastrzega : kto ma jakies zastrzezenia powinien teraz je zglosic albo na wieki milczec.W moim odczuciu oznacza to - od tego momentu mloda para powinna przejac odpowiedzialnosc za swoj los i nikt nie ma prawa sie wtracac.Dziecinstwo tych mlodych malzonkow NALEZY DO PRZESZLOSCI.Oni juz nie sa dziecmi,oni sa dorosli i nalezy to uszanowac.Po 20-kilkuletnim wysilku wychowawczym powinni moim zdaniem rodzice wyjechac w podroz poslubna i odetchnac od tego kieratu a nie na odwrot.Teraz rozpoczyna sie nowa epoka w ich zyciu.Czas sie rozejrzec za jakas sensowna nowa rola zyciowa.Dorosle dzieci i ich malzenstwo sa tylko do niej dodatkiem.Dzieci sa tylko goscmi w naszym zyciu,ulubionymi goscmi,mimo to - one naleza do swiata.Nigdy nie byly niczyja wlasnoscia,dlatego nikt nie moze ich nikomu odebrac.
-
-
28.02 (15:53)Dziwnie się czuję,gdy czytam takie wypowiedzi. Tyle krytyki! Sama mam dwie synowe.Żyję z nimi w zgodzie, obie lubię i doceniam.Pomagam , ale się nie wtrącam.Widzę, jak powoli starają się zmienić moje relacje z synami i osłabić więź, jaka ich łączy z domem rodzinnym. Przez to dom staje się coraz bardziej pusty a ja coraz smutniejsza, cóż nigdy już nie będzie tak jak kiedyś. Powtarza się to co pokolenie, ale młode synowe nawet nie dopuszczają myśli,że czeka je taki sam los. Gdzieś w okolicy albo trochę dalej już kwilą małe ledwo narodzone dziewczynki - materiał na przyszłe synowe. Chodzi mi o to,aby ani zięciowie ani synowe nie odbierali tym złym teściom ich dzieci (córek,synów)tak zupełnie i bezwzględnie.
-
28.02 (10:10)a co poradzisz w odwrotnym przypadku?Kiedy to coreczki po wyjsciu za maz nie potrafia sie odpepowic od swoich matek,albo co gorsza od rodzicow.Ich ojciec jest wazniejszy od wlasnego meza,wszystko jest z nim konsultowane,kazdy remont czy inne tradycjnie meskie zadanie przejmuje tatus?A ziec jest niedolega,do niczego sie nie nadaje,co zrobi to nie tak.Wakacje tylko z mamusia i tatusiem,najlepiej jeszcze w ich domku nad jeziorem.dzieci podrzucane do wychowywania dziadkom,slysza tylka jak ich ojciec jest pod kazdym wzgledem kompletnym zerem.A jak biedaczyna znajdzie sobie kochanke i pieknego dnia wprowadzi sie do niej - to dopiero KONIEC SWIATA!Jak on smial taka wspaniala zone i uczynnych tesciow porzucic -NIEWDZIECZNIK!?
-
24.02 (15:17)Sorry,ale ta metoda tez nie funkcjonuje.Ani rywalizacja,ani jakas tam dziwna "przyjazn" z mama naszego ukochanego!!!Im bardziej bylam mila i ukladna, tym bardziej kopala dolki pode mna za moimi plecami.Dzis z perspektywy czasu moge tylko jedno powiedziec na ten temat.To nie wojna o maminsynka,tylko wojna o kuchnie.A kto ma kontrole nad zyciem rodzinnym?TEN KTO GOTUJE I DAJE JESC!!!!Do lozka swojemu ukochanemu synkowi przecietna mamusia nigdy nie wskoczy,dlatego stara sie go w jedyny mozliwy sposob zatrzymac przy sobie -gotujac mu jego ulubione potrawki i piekac ulubione ciasta.Teraz jest kwestia tego, co tak naprawde chce mloda partnerka jej syneczka.Bywaja mlode dziewczyny,ktore nienawidza gotowania,sprzatania,prania i prasowania.Tym polecam wprowadzic sie do tesciowej i glosno chwalic "mamusiny serwis domowy".Bywaja jednak dziewczyny,ktore same potrafia super prowadzic dom.Tym polecam - glosno chwalic talent pedagogiczny tesciowej,zwlaszcza gdy sie chce spedzac weekendy tylko z mezem,albo od czasu do czasu pojsc z nim do kina,czy do restauracji i koniecznie potrzebna nam opiekunka do dziecka na kilka godzin.Zaloze sie,ze po kilku latach "symbiozy" z tesciowa,ta ostatnia z braku amunicji(synowa jest przeciez taka mila,zaradna,zadbana)zateskni rowniez za wyjsciem do kina z mezem,czy do kolezanki na kawe (nie koniecznie z wnuczkami)A co zrobic z tesciowa,ktora blokuje dostep do kuchni,koniecznie chce mieszkac ze swoim zonatym synkiem i wykreca sie od pilnowania wnukow.Jednoczesnie krytykujac wszystko co robi synowa.Do tego bawi sie w kontrolerke szaf,lodowki,stojacych na kuchni garnkow?Tutaj pomoze tylko jedno -trzymanie sie na dystans.Kiedy tesciowa przychodzi nieproszona na tzw.kawe i ostentacyjnie rozmawia tylko z jej synkiem,wykorzystaj te sytuacje:1.przypomnij sobie nagle,ze masz zamowiana od tygodnia wizyte u kosmetyczki,albo twoja wlasna mama zarezerwowala dla ciebie fryzjera wlasnie teraz,albo ......mozliwosci jest wiele,zeby zniknac szybko z domu na jakies 2 godzinki.Ale zanim to zrobisz podaj tesciowej i mezowi koniecznie kawke i ciasto.Nie daj jej nigdy powodu do krytyki -ty jestes przeciez wcielonym aniolem.A i jej maminsynek bedzie sie mniej na ciebie wsciekal ze zostawilas go samego na placu boju z mamusia.A gdyby przywital cie wymowkami - to tez mu ugotuj jego ulubione jedzonko na kolacje,a potem zarezerwuj pol nocy na jego ulubiony sexprogram z toba w roli glownej.






















Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia