Przejdź na stronę główną Interia.pl

Druga żona

Sympatia ogółu jest zazwyczaj po stronie pierwszej żony. Druga zbiera cięgi za to, że buduje szczęście na czyjejś krzywdzie. Nawet od przyjaciół słyszy często: „chciałaś, to masz”. Jej azylem jest nowy związek. Jak go budować, by znaleźć oparcie?

"Oto ja: hetera, zołza, sekutnica, wyrwałam go potajemnie jego niczego nieprzeczuwającej byłej żonie (...), zamknęłam w złotej klatce i uczyniłam pantoflarzem", napisała na swoim blogu Monika Richardson, która wkrótce zostanie drugą żoną Zbigniewa Zamachowskiego. Jej słowa doskonale oddają stan emocji, które druga żona budzi w pierwszej. I nie tylko w niej: sympatia ogółu jest zazwyczaj po stronie eks, a ta nowa zbiera cięgi za to, że buduje szczęście na czyjejś krzywdzie, jest młodsza, zadowolona z siebie i zwycięska.

Reklama

Te pełne niechęci emocje wciąż są żywe, wbrew trendowi, który możemy równolegle obserwować w mediach: VIP-y i celebryci coraz częściej afiszują się z dobrymi relacjami ze swoimi byłymi. Johnny Depp zaprosił na ślub swoją ekspartnerkę Vanessę Paradis, a Jennifer Aniston - Brada Pitta. Liz Hurley poprosiła Hugh Granta, aby został ojcem chrzestnym jej syna z następnego związku. Doda wyznała w wywiadzie, że chętnie zaśpiewałaby na weselu swojego eksmęża Radosława Majdana. Także książę William i Kate Middleton zaprosili na ślub swoich wszystkich byłych narzeczonych.

Francuski socjolog Benoit Bastard uważa, że ten trend to znak czasów: ekspartnerów jest coraz więcej.

- Statystycznie co trzeci z nas może zostać eks, jeśli jeszcze nim nie jest: jedno małżeństwo na trzy (a w Paryżu jedno na dwa) kończy się separacją. Rozstania się zbanalizowały, rozwód ucywilizował - wyjaśnia Bastard w komentarzu do badań dla Centre National de la Recherche Scientifique (Krajowego Centrum Badań Naukowych).

- Kiedyś rozchodziliśmy się, bo się nienawidziliśmy. Teraz rozstajemy się, bo już się nie kochamy. Jeśli to możliwe, pozostajemy w przyjaźni. W czasach gdy wszystko jest grą, wszystko musi być też udane, nawet rozwód. Były partner staje się po prostu częścią naszej przeszłości - ot, było, ale się skończyło. Co więcej, jest żywym dowodem na to, że byliśmy kochani i pożądani, nie ma więc powodu, byśmy go ukrywali. Tak to wygląda od strony osoby, która odeszła i na nowo ułożyła sobie życie. Ale czy tak samo myśli druga żona?

Ciężar jego przeszłości, czyli tego się nie spodziewałam

Gdy kobieta spotyka rozwodnika, jego była żona właściwie nie istnieje. Przesłaniają ją wspólne spotkania, weekendy, seks i romantyczne kolacje. Pojawia się najpierw przelotnie z wieczornym telefonem, po którym on ma zmartwioną minę. Albo przywołana jego pomyłką, gdy niechcący nazwie cię jej imieniem. Ktoś znajomy o niej wspomina, ktoś pyta o wakacje - czy jak co roku pojedzie z dzieciakami do Krynicy? Tymi szarpnięciami jego przeszłość zjawia się w waszym życiu - i już go nie opuści.

Psycholog Izabella Kurzejewska mówi, że na drugie żony spada ciężar przeszłości dwojakiego rodzaju: emocjonalny i materialny. I nie wiadomo, który trudniej unieść. Dla bardzo młodej kobiety, dla której mężczyzna po przejściach jest pierwszym naprawdę ważnym partnerem, najbardziej dotkliwa emocjonalnie jest świadomość, że nowa miłość nie stała się w jego życiu taranem, który całkowicie likwiduje to, co było. Chce być jedyną ważną osobą w życiu partnera, myśli, że zacząć od początku, to znaczy wymazać przeszłość. A tego się często nie da zrobić, chyba że pierwsze małżeństwo trwało krótko, skończyło się dawno, kontakt został całkowicie zerwany.

Drugim żonom trafia się także inny bagaż - oczekiwania partnera zranionego i rozczarowanego pierwszym związkiem. Jak mówi Izabella Kurzejewska, kobietom zdarza się wchodzić w rolę pocieszycielki, tej lepszej, mądrzejszej niż tamta. Zaczyna się naturalnie - on narzeka na byłą, a ciebie idealizuje. Ale potem ta rola staje się pułapką, z której nie można się uwolnić, wciąż trzeba udowadniać swoją odmienność, aż nieuchronnie pewnego dnia padają słowa: "Jesteś taka sama jak moja była!". Dlaczego nieuchronnie? Bo przyjęcie tej roli wikła nas w grę, podczas której mężczyzna uwalnia się od poczucia winy za porażkę pierwszego małżeństwa.

- Może nawet wcale tego nie planował, ale to bardzo wygodny punkt widzenia: związek się nie udał, bo tamta kobieta była zaborcza, rozrzutna, zimna. Z tobą się uda, bo ty jesteś inna. Cała odpowiedzialność za wasze stosunki ląduje na twoich plecach - mówi Kurzejewska. - Warto od początku przyjąć założenie: nie rozmawiamy o naszych byłych. Nie żalimy się na nich partnerowi, nie porównujemy. Takie tematy dobre są na kozetkę u psychoterapeuty, naszemu partnerowi powinniśmy ich oszczędzić. Tym bardziej że druga żona ma jeszcze do udźwignięcia ciężar materialny - sprawy, których nie da się ominąć ani przeskoczyć, szczególnie jeśli jego małżeństwo trwało wiele lat, są dzieci, alimenty, może kredyt, wspólny majątek czy firma.

- Lepiej przyjąć to do wiadomości, zaakceptować i nie podważać wagi tych zobowiązań - mówi Izabella Kurzejewska. Uważa też, że łatwiej rozumieją to kobiety z przeszłością, te, które same mają za sobą rozstania wymagające bilansów i rozliczeń. Można potraktować te zobowiązania jako długi partnera. On po prostu musi je spłacić. - Niektóre z nich, te wobec dzieci, będzie spłacał waszym wolnym czasem. Trzeba być gotowym na utratę jednego popołudnia w tygodniu, często niedzieli. Może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale właśnie tak nieemocjonalnie radzę to traktować. Ty tracisz czas, który moglibyście spędzić we dwoje, ale jego dzieci zyskują jego obecność, a mają do niej prawo. Proś więc o ustalenie stałych dni, terminów wyjazdów z dużym wyprzedzeniem, żeby cię nie zaskakiwały - radzi Kurzejewska.

- Ponadto będzie płacił za zobowiązania pieniędzmi - część jego dochodów należy do poprzedniej rodziny. Warto znaleźć w sobie tyle klasy, by nie okazywać z tego powodu niezadowolenia.

Przeniesienie nienawiści, czyli wszystko przez ciebie

Według skali, którą ustalili psychiatrzy Thomas Holmes i Richard Rahe, rozwód znajduje się na drugim miejscu najbardziej stresujących życiowych wydarzeń (zaraz po śmierci współmałżonka). Profesor uniwersytetu w Berkeley Judith S. Wallerstein, która przez 15 lat badała rozwiedzione rodziny, ustaliła, że w życiu połowy kobiet porozwodowa trauma trwa nawet po 10 latach. Dlatego wbrew trendowi "zaprzyjaźnij się ze swoim eks" jego była żona może odmówić współpracy. 

Dowiedz się więcej na temat: rozwód

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje