Przejdź na stronę główną Interia.pl

Stephane Rolland: Ikona stylu

Nazywany wirtuozem krawiectwa Stephane Rolland to entuzjasta prawdziwej kobiecości i seksapilu. Jego projekty charakteryzuje rozmach i nieskrępowana wyobraźnia. Kochają je m.in. Cate Blanchett, Lady Gaga, Rihanna i Beyoncé.

Czym skorupka za młodu...

Urodził się w Paryżu, w światowej stolicy mody, co niewątpliwie miało wpływ na jego późniejsze wybory. O projektowaniu myślał już w wieku czterech lat, nie było to niczym zaskakującym, od początku bowiem nasiąkał artystycznymi wpływami. Jego matka pracowała w jednym z najbardziej prestiżowych paryskich studiów fotograficznych, więc dzieciństwo Stephana przeplatane było pięknem czarno-białych fotografii. Jak często podkreśla jego oczy tak przyzwyczaiły się do wyjątkowych kontrastów i mocnych kształtów, że do dziś są one podstawą jego projektów.

Reklama

Na tym nie koniec dziecięcych inspiracji projektanta. Jego dziadek był rzeźbiarzem, dlatego rzeźba, grafika i architektura stały się naturalnie kolejnym źródłem inspiracji wybitnego kreatora. Nike z Samotraki to do dziś jego ulubione dzieło sztuki, pierwszy raz miał okazję widzieć ją jako dziecko podczas wizyty w Luwrze. Tę inspirację często można odczytać w wieczorowych sukniach projektanta - asymetryczne, spektakularne rękawy to jego znak rozpoznawczy. W architekturze szczególnie upodobał sobie Bauhaus i architekturę japońską, co wyraźnie da się zauważyć w każdej z prezentowanych kolekcji. Na muzykę również nie pozostaje obojętny, często współpracuje z kompozytorami. Do wielu jego pokazów oprawę muzyczną specjalnie przygotowuje grupa Mode F - zespół ilustratorów, muzyków, producentów i DJ’ów.

Bez pracy nie ma kołaczy!

Stephane Rolland to prawdziwy obieżyświat. Dziesięć lat spędził w Buenos Aires i we wschodnich Indiach. Bardzo wcześnie wkroczył do świata wielkiej mody. W wieku 20 lat zaczął pracować dla jednego z najbardziej znanych domów mody Balenciaga. W 2007 roku stworzył własną markę haute couture. Bardzo szybko został najmłodszym członkiem klubu Chambre Syndicale, którego wymagania są bardzo rygorystyczne. Od wszystkich kolekcji projektantów oczekuje się bardzo wysokiej jakości. Członkostwo to pozycjonuje wybranych kreatorów wysoko w świecie mody, a także zwiększa ich wiarygodność i możliwość rozwoju komercyjnego.

Było to bardzo ważne dla Rollanda, który zdaje sobie sprawę, iż w dzisiejszych czasach projektant musi być nie tylko artystą, ale też świetnym marketingowcem. Jest nie tylko rozsądny, ale i odważny, a to ciekawa kombinacja cech charakteru. Nie boi się skomplikowanych krojów i ryzyka. Eksperymentował zestawiając materiały z różnymi związkami chemicznymi, pleksi czy inkrustowanym czystym złotem. Zawsze podkreśla, że do bycia projektantem nie wystarczą umiejętności krawieckie. Niezbędna jest też wizja, emocje i instynkt. Aż trudno uwierzyć, że ulubionym stanem tak pracowitego człowieka jest... słodka bezczynność.

Ślubne szaleństwo


Ślubne kreacje sygnowane nazwiskiem Rollanda nie mają nic wspólnego ze zwyczajnością. Jego projekty charakteryzuje innowacyjne podejście do tematu. Pytany o chęć podejmowania takiego ryzyka odpowiada, iż nie widzi sensu w powielaniu funkcjonujących od lat podobnych do siebie modeli. Jego zapierające dech w piersiach projekty ślubne odbijają się szerokim echem w świecie mody. Elementy futurystyczne, etniczne, niekonwencjonalne proporcje czy wyjątkowe detale to elementy, które czynią je dziełami sztuki.

Marta Koszarek


Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje