Przejdź na stronę główną Interia.pl

Włoszka poślubiła samą siebie

Biała suknia, trzypiętrowy tort, druhny i siedemdziesięciu gości. Jedyne czego brakowało na tym ślubie to pana młodego.

"Wierzę, że każdy musi kochać przede wszystkim siebie. Można mieć bajkę nawet bez księcia" - twierdzi Laura Mesi, czterdziestoletnia instruktorka fitness, która dołączyła do nowego trendu nazywanego sologamią.  Na pomysł niecodziennego ślubu wpadła dwa lata temu po tym, jak po dwunastu latach rozpadł się jej  związek. Taki ślub nie ma żadnej mocy prawnej, to jedynie forma zabawy, podkreślenia, że szczęście nie zależy od bycia z mężczyzną.

Reklama

Śluby solo zaczęły pojawiać się już kilka lat temu.  Pewne japońskie biuro podróży zaoferowało wyjazdy z solo ślubem dla samotnych kobiet w 2014 roku. W USA i Kanadzie również funkcjonują agencje organizujące tego typu imprezy.

 Podczas gdy jedni starają się zarobić na nowej modzie, inni nie posiadają się z oburzenia. Na Laurę Mesi również spadła fala negatywnych komentarzy. Ona sama twierdzi, że nie są one w stanie zepsuć jej zabawy, przyznaje jednak, że śluby z sobą nie są dla każdego - trzeba mieć pieniądze, grupę wspierających przyjaciół i szczyptę szaleństwa.

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje