Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wciąż jestem sama

Co sprawia, że jedna kobieta wychodzi za mąż, a druga nie może znaleźć partnera? Czy to kwestia szczęścia? I czy szczęściu można pomóc? Sprawdzamy, ile są warte dobre rady dla singli.

Tak się składa, że w naszej damskiej paczce zawsze były jakieś singielki. Na spotkaniach z mieszaniną tęsknoty i współczucia wysłuchiwałyśmy historii o nieudanych randkach i związkach, które znów nie rokują. Jako mężatka miałam mnóstwo pomysłów na to, czego mogłyby spróbować moje samotne koleżanki. Wiadomo - ja wyszłam za mąż, a one nie, więc czemu nie pomóc im w potrzebie? Może znalazłam partnera właśnie dlatego, że robię coś lepiej? Jednak ostatnio (po kolejnej dobrej radzie) koleżanka mnie ofuknęła: "Przestań już. Twoje rady są do bani".

Reklama

Z danych GUS wynika, że w Polsce żyje 5 mln singli. Raport CBOS z 2013 roku mówi, że ich liczba w ciągu ostatnich pięciu lat się podwoiła. Jednak tylko 5 proc. z nich chce żyć samotnie, a aż 85 proc. nie wyobraża sobie przyszłości bez żony czy męża oraz dzieci. Co sprawia, że jedna kobieta wychodzi za mąż, a druga, choć do niej podobna, nie może znaleźć partnera? Czy to kwestia szczęścia? I czy szczęściu można pomóc? Ile warte są dawane singlom rady? Niektóre z moich kiedyś samotnych koleżanek są już w szczęśliwych związkach, więc coś o tym wiedzą... Oprócz psychologów i specjalistów od łączenia ludzi w pary one też będą moimi ekspertkami. Sprawdzimy wspólnie, od czego to tak naprawdę zależy.

Bierz udział w imprezach dla singli

Jedna z najbardziej irytujących rad to "wychodź do ludzi", a szczególnie "podobnych do ciebie". Byłe singielki podsumowują ją tak: "Wyjazdy, potańcówki dla samotnych oraz speed dating to pomysły dla desperatów". Próbowały, ale mroziła je atmosfera. Czuły się taksowane, oceniane i wciąż niewystarczająco fajne. Nie zadziałało. Eksperci mówią jednak, że imprezy dla singli są skuteczne, pod jednym warunkiem: że ich celem nie jest... szukanie partnera.

Sławomir Walo, założyciel portalu Strefaaktywnych.pl oraz One- Fun.pl, mówi wprost: - Gdy w ofercie podkreśla się hasło "singiel", ludzie się wycofują. Źle im się ono kojarzy. Dobrze natomiast kojarzą się pasje - samotność hobbysty oceniana jest zupełnie inaczej. "Uwielbiam wycieczki rowerowe, ale nie mam z kim jeździć" - to brzmi zupełnie inaczej niż: "Jestem sama i tak bardzo chcę znaleźć partnera...". Dlatego oba portale Wali zajmują się stylem życia i sposobami spędzania czasu. Fakt, że żyjesz solo, nie jest tu kluczowy. Najważniejsze jest to, że chcesz coś robić, a nie masz z kim.

- Wszystko po to, by nie tworzyć sztucznego spędu samotnych, tylko przeżyć wspólną przygodę - mówi Sławomir Walo. Lila Migdał jest tego samego zdania. Psycholog z Osieka kilka lat temu rozwiodła się z mężem i, jak się szybko okazało, także z... przyjaciółmi. Byli już "sparowani" i jakoś nie pragnęli podtrzymywać znajomości z wolną kobietą. Nie miała towarzystwa na wakacje i tak narodził się pomysł na pierwszy wyjazd żaglowy dla singli pod egidą jej obecnej firmy. Zainteresowanie jest tak duże, że organizuje wycieczki kilka razy w roku.

- Tu nie chodzi o to, by szukać męża lub żony. To nie są randki w ciemno, nie ma rykowiska. Po prostu aktywnie spędzamy razem czas. Uczymy się nowych rzeczy, przełamujemy bariery. Ktoś po raz pierwszy odważy się wejść do jaskini, ktoś inny stanie przy sterze żaglówki lub zobaczy wschód słońca na Babiej Górze - opowiada.

Uważa, że najważniejsze jest to, by poznawanie odbywało się bez etykietek, jakie zwykle pojawiają się na singlowych imprezach. Dlatego w regulaminie jest zakaz rozmawiania o polityce, pracy, pieniądzach. - Nie ma znaczenia, czy dana osoba jest aktorką, sprzątaczką, informatykiem czy bankowcem. To przesłania człowieka. A nam chodzi o to, by naprawdę się poznawać, zobaczyć siebie i innych od emocjonalnej strony. W grupie widać, kto jest opiekuńczy, zaradny, kto ma inicjatywę, a kto poczucie humoru - tłumaczy.

Lila Migdał ma już "na koncie" sporo małżeństw, które poznały się w taki sposób. Osoby samotne w takich warunkach chętniej się otwierają na nowe znajomości.

Internet - tak, ale nigdy seksaplikacje

- Jestem żywym dowodem na to, że to niemądra rada - mówi jedna z moich do niedawna wolnych koleżanek.

Mieszka w Anglii, ale nie mogła się dogadać z Anglikami. Z portalu Tinder korzystała raz na jakiś czas. Na swoim profilu zaznaczyła, że interesuje ją wyłącznie mężczyzna polskiego pochodzenia. Poszerzyła zakres poszukiwań. W sąsiednim miasteczku "wyświetlił się" jej Adam - Polak na obczyźnie, około czterdziestoletni. Rozrywkowy tak jak ona. Umawiają się od pół roku. Po raz pierwszy odkąd wyjechała z kraju (czyli od ponad dekady), związek wydaje się mieć sens, mimo że poznali się poprzez aplikację dedykowaną "szybkim numerkom".

- Wiele osób, które korzysta z aplikacji randkowych, nie umawia się przecież po to, żeby od razu iść do łóżka. Spotykają się w mieście - w kawiarniach, muzeach - mówi Magda Fres, dyrektor Katowickiego Centrum Psychologii i Coachingu. Uważa, że każdy sposób szukania jest dobry, o ile robimy to z szacunkiem dla drugiej strony.

Anna Pawińska, psycholog i trenerka rozwoju osobistego, dodaje: - To rada z gatunku "podszytych lękiem". Niby zachęca do poszukiwań, a tak naprawdę podsyca uprzedzenia, ostrzega, że mężczyźni nie są godni zaufania. Czy to znaczy, że osoba chcąca znaleźć partnera powinna pozbyć się uprzedzeń i szukać miłości także na seksportalach? Wszystko zależy od tego, jaką jesteś osobą. Jeśli nie masz nic przeciwko łatwej rozrywce - niekoniecznie rozumianej jako seks, raczej jako lekkie, przyjemnościowe podejście do życia - jeżeli jesteś otwarta na nowe kontakty, a nie wyłącznie na znalezienie wymarzonej połówki, to czemu nie?

Rzeczywiście, wiele osób korzystających z tych portali nie szuka nikogo na stałe, ale seksaplikacje to nie jest latający dom publiczny. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, a znajomości nawiązuje się poprzez rozmowę...

Nie pracuj tyle, nie znajdziesz miłości w pracy

No cóż, to była moja rada. Tymczasem jedna z koleżanek solistek dziesięć miesięcy temu znalazła partnera... w biurze.

- Nieżyciowa sugestia - mówi dziś. - W pracy spędzam 10 godzin dziennie. Gdzie miałabym szukać? W sklepie nocnym? Na weselu u znajomych? Próbowałam tego wiele lat i trafiałam na mężczyzn z innych bajek: artystów, zagubionych chłopców i sportowców, których nie obchodziło, co robię, tylko jaką mam kondycję. Z moim obecnym chłopakiem mamy wspólne tematy, bo studiowaliśmy ten sam kierunek.

Magda Fres przyklaskuje: - Praca to świetne "pole matrymonialne". Nie chodzi tylko o kolegę zza biurka, praca to przecież także wyjścia branżowe, spotkania biznesowe, konferencje. Szczególnie gdy zawód jest twoją pasją, masz szansę spotkać tu kogoś, z kim znajdziesz wspólne tematy, i środowisko, w którym poczujesz się jak ryba w wodzie.

Z sondażu portalu Praca.pl wynika, że 23 proc. młodych osób swoją drugą połówkę poznało właśnie w pracy. Jest dużo plusów poznawania się w ten sposób. Koleżanka wymienia: - Można takiego faceta "sprawdzić", i to nawet mimo woli, bo przecież macie wspólnych znajomych. Jeśli ma jakiś feler, ktoś na pewno o tym wie i nie omieszka się tą wiedzą podzielić. Poza tym to dobra opcja dla nieśmiałych. W pracy okoliczności zbliżają ludzi do siebie - nie trzeba na siłę tworzyć tych relacji, wymyślać tematów do rozmów. Zanim wpadnie się w stupor onieśmielenia randką, można się poznać na neutralnym, zawodowym gruncie.

Odpuść sobie, nie napinaj się tak

Tego nigdy nie powiedziałam żadnej singielce. Ale, przyznaję, miałam to na końcu języka. I proszę - czy koleżanka, która swojego partnera poznała w pracy, nie jest dowodem na to, że dobrze jest sobie odpuścić? Spotkała go, wcale nie szukając. Po prostu zostali wysłani na szkolenia przygotowujące do nowego projektu. Znali się już wcześniej, byli kumplami, a ona nawet nie zauważyła, że coś jest na rzeczy.

- "Zaskoczyło" właśnie dzięki temu, że nikogo nie udawałam, nie byłam spięta, nie czułam, że muszę się starać - przyznaje. - W poprzednich relacjach za szybko miałam nadzieję, że to wreszcie "ten". Za dużo emocji wkładałam w każdą nową znajomość: po tygodniu robiłam w szafie miejsca na jego koszule albo scenę zazdrości, a facet brał nogi za pas.

Magda Fres zaznacza: - Nie jest dobrze, gdy człowiek ma desperację wypisaną na twarzy. Jeśli chcesz być z kimś szczęśliwa, musisz być szczęśliwa sama ze sobą. Dlatego lepiej sobie odpuścić samo szukanie i zwyczajnie zająć się tym, co się lubi. Może to być także praca.

Idź na kurs

Powszechnie uważa się, że warsztaty dla singli to strata czasu. Według internetowych sondaży sądzi tak prawie 80 proc. z nas. Jesteśmy zdania, że kursy są pomocne w biznesie, a nie w znalezieniu miłości.

- Warto pamiętać, że są różne pomysły na takie szkolenia - tłumaczy Anna Pawińska. - Jedne skupiają się na technikach uwodzenia, inne kładą nacisk na psychologiczne przyczyny samotności, czyli określenie własnego wkładu w sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Magda Fres jest przeciwniczką szkoleń typu "jak skutecznie znaleźć partnera".

- Najważniejsze, by zrobić miejsce na nowy związek w sobie samej. Bez tego nic się nie zmieni - mówi. Uważa, że najpierw należy dojść do ładu z własnymi emocjami. Coś jest na rzeczy, bo ze statystyk wynika, że większość singli (ponad 60 proc.) przyczynę życia w pojedynkę widzi w strachu przed nieudanym związkiem... Podobne spostrzeżenia ma Anna Pawińska - od kilku lat prowadzi warsztaty "Wymarzony mężczyzna, wymarzona kobieta...", których program koncentruje się wokół odkrywania wewnętrznych blokad. Sądzi, że kobiety samotne same są zmęczone powtarzaniem, że nie ma wokół fajnych mężczyzn lub że nie są stworzone do związku. Przychodzi moment, że chcą naprawdę rozwikłać tę tajemnicę: czemu, mimo że jestem atrakcyjna i nie chcę być sama, wciąż nikogo nie mam? Jaki jest w tym mój udział?

Psycholog podpowiada, że powodem bywa właśnie lęk: - Czasem wynika to z faktu, że w poprzednim związku ktoś został zraniony. Czasem winne są historie rodzinne. Jedna z moich koleżanek singielek (ta, która miłość znalazła w seksaplikacji) była wcześniej na podobnych warsztatach. - To była bardziej rozmowa o rodzinie, nawykach, o tym, czego się boję i czemu moje poprzednie związki się rozpadły - opowiada.

Weekendowe spotkanie z coachem pozwoliło jej dostrzec, że bardzo bała się powtórzyć rodzinny scenariusz - jej mama była nieszczęśliwa w małżeństwie. - Właściwie to szukałam tak, by nie znaleźć. Stawiałam poprzeczkę na olimpijskim poziomie, wychwytywałam wady, byłam podejrzliwa, a gdy kandydat spełniał wymagania, szukałam dowodów na to, że się jednak nie nadaje - mówi. Przyznaje, że kilkudniowy warsztat to za mało, by zmienić nawyki. Ale sama świadomość tego wszystkiego dużo jej dała, bo zmieniła kryteria szukania w internecie. Wyszła poza swoją dzielnicę, nie wpisała szczegółowych oczekiwań co do wykształcenia. Adamowi po kilku tygodniach powiedziała wprost: "Jesteś fajny, ale się boję". Jest jeszcze druga strona tej rady - z wiekiem nasze wymagania bardzo rosną. W okolicach czterdziestki są już często na takim pułapie, że nie ma nikogo, kto by im sprostał.

- Dlatego warto patrzeć realistycznie, kierować się zasadą "wystarczająco dobrego" partnera, bo nadzieja na to, że za rogiem czeka ideał, jest złudzeniem. Może nie będzie z tego wielkiej miłości, ale na przykład przyjaźń? To też cenne - przekonuje Magda Fres. - Nauka odpuszczania jest trudna, bo polega ono na byciu w kontakcie z prawdziwymi emocjami. A te są często przesłonięte opiniami innych, strachem, potrzebą kontroli. Czy są miejsca, w których można nauczyć się odpuszczać innym i sobie? Jak najbardziej. Nazywają się gabinety psychoterapii - uśmiecha się coach. Odpuszczanie i zgoda na związek "wystarczająco dobry" to generalnie bardzo dobre nastawienie. Na tym właśnie bazują udane długoletnie związki. Niebotyczne wymagania mają tylko singielki.

Karolina Święcicka

PANI 3/2016

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje