Przejdź na stronę główną Interia.pl

Trzeba zepsuć tę miłość

Kocham. Dlaczego więc niszczę nasz związek? Sara porzucała kolejnych partnerów, bo nie chciała, żeby oni odeszli pierwsi. Marcin uważał, że na jego uczucie zasługuje tylko... ideał, więc bliskie osoby wciąż krytykował. Tacy ludzie marzą o miłości, ale nie potrafią jej pielęgnować. Psychologowie nazywają to „syndromem unikania bliskości” i mogą nam pomóc. Trzeba tylko wcześniej wywołać duchy z przeszłości.

Dwoje na huśtawce

Sara, 34 lata, dziennikarka. Powiedzieć "kocham cię" było dla niej jak upokorzenie. Na terapii dla Dorosłych Dzieci Alkoholików uczy się, jak nie psuć związków.

Reklama

Jest sobotnie południe. Kochamy się dwa razy.

"Jaka ty jesteś moja - szepcze mój mężczyzna. - Sprawdzę, czy masz tu łaskotki!" - uciekam przed czułymi słowami. Już mi nie jest tak błogo. Wstaję i łapię za odkurzacz. Kątem oka patrzę, jak Grześ wchodzi na Facebooka.

"Z kim się rozgadałeś? - pytam. - Twoja eks znowu się odzywa? Może zaprośmy ją kiedyś? - Nie chcę. - Bo się boisz, że coś do niej poczujesz? - Zwariowałaś?! Mamy taki fajny poranek, a ty chcesz się żreć! - Grzesiek robi się zniecierpliwiony. - To ty wciąż masz z nią kontakt. Jesteś nielojalny - podnoszę głos. - Ona może na ciebie liczyć. A ja od tygodnia proszę, żebyś zawiózł ziemię do ogrodu mojej matki".

Grzegorz zatrzaskuje laptopa. Zaczyna się dialog "bo ty zawsze, bo ty nigdy". Czuję jego złość. Nagle zatykam dłońmi usta. "Przepraszam, znowu to robię".

Przytulam się. Gdy jest mi dobrze, spokojnie, bezpiecznie, prowokuję. "O mało nie zepsułaś nam kolejnego weekendu - mój facet powoli się uśmiecha. - Kocham cię" - mówię z lekką tremą.

12 miesięcy temu, przed terapią DDA, takie słowa nie przeszłyby mi przez usta. W roku 2012 skończyła się moja wielka miłość. Po rozstaniu z Igorem jeździłam pod jego okna przez dwa lata. Ryczałam i paliłam papierosy, myśląc: na własne życzenie straciłaś mężczyznę swojego życia. Poznaliśmy się na profilu randkowym. Na "miesięcznicę" dostałam bilet do Indonezji.

Było cudownie. I okropnie. Tak bardzo bałam się stracić Igora, że testowałam, czy mnie kocha. Doszukiwałam się symptomów katastrofy. On milczał rano przy śniadaniu, ja drżałam: "nudzi mu się ze mną". On zasypiał w hamaku, sama szłam zwiedzać słone jezioro. Było mu przykro. "Z troski cię nie budziłam, widocznie potrzebowałeś odpocząć", zgrywałam idiotkę.

Oczywiście, że chciałam, żebyśmy wybrali się tam razem. Ale wysyłam komunikat: "Jesteś czy cię nie ma, dam sobie radę". Oczywiście zupełnie nieświadomie. Dzięki terapii wiem, że sabotowałam fajną relację. Finał był tragiczny. Pamiętam ten ranek. Wyjeżdżałam o świcie do Paryża. Igor spał odwrócony. Bolał mnie brzuch ze strachu, że coś się między nami psuje. Dlaczego się nie zrywa, nie odprowadza? - buzowało mi w środku. Niby pytał wczoraj, czy mi pomóc. A ja powiedziałam: "wyśpij się". Jednak tak pragnęłam, żeby zmienił zdanie, pokazał - jesteś ważniejsza niż sen.

W łazience przyczepiłam liścik: "Czuję, że się oddalasz". Nie potrafiłam się cieszyć Paryżem. Wyłączyłam komórkę. "Niech szaleje z nerwów. Niech się pomartwi", tak naprawdę bałam się, że nie napisze, nie zadzwoni. Wieczorem po pół butelki wina uruchomiłam telefon. Dwanaście nieodebranych połączeń. "Uff - poczułam ulgę. - Jednak mu zależy". Zadzwoniłam: "Byłam taka zaganiana, tu jest cudownie, rozładował mi się iPhone", ćwierkałam. Nieświadomie znowu pokazywałam mu, że jest nieważny. "Sara, ja bym zrobił wszystko, żeby naładować komórkę".

Po powrocie zarzuciłam go prezentami, a on spojrzał smutno: "Coś we mnie pękło. Nie umiesz dać mi bezpieczeństwa. Z tobą nawet wyrzucanie śmieci to ma być ostra jazda!". Błagałam o tę miłość. Ale nie dało się już nas posklejać.

Po rozstaniu wylądowałam na pogotowiu z ciśnieniem 190/120. Lekarz długo ze mną rozmawiał. Namówił na wizytę w poradni zdrowia psychicznego. "Konsultacje z psychologiem są bezpłatne. Jest pani zdrowa, to głowa produkuje demony". 

Mam syndrom

Psychologa znalazłam dwa lata temu w osiedlowej przychodni. Starsza kobieta słuchała: "To wszystko moja wina, to ja zniszczyłam związek - obwiniałam tylko siebie. - Dzięki Igorowi zrozumiałam, że powiedzieć komuś «kocham cię» to dla mnie upokorzenie. Jestem emocjonalnie niepełnosprawna. Ale nie wiem, co z tym zrobić". Zamiast odpowiedzieć, kobieta wypełniała ankietę. Pytała, czy rodzice pili. - "Tak, mama. Plastyczka. Raz wesoła, czuła, a raz lodowata. Kochała wódkę bardziej ode mnie. - Czy ukrywała picie, czy przez alkohol były awantury, problemy finansowe, czy rodzice się kłócili? Wstydziła się pani swojego domu? - Z pewnością tak".

Dostałam skierowanie na terapię grupową dla dorosłych dzieci alkoholików. "Ale ja chcę nauczyć się budować dobry związek - oponowałam. - Dlatego potrzebuje pani terapii DDA".

Zaczniemy od teorii

Grzegorz pojawia się w moim życiu w trakcie leczenia. Chodzę na zajęcia grupowe. Wiem już sporo o sobie. Oscyluję między poczuciem winy i krzywdy. Z uczuć najlepiej znam wstyd i lęk. Jestem pełna złości i żalu, ale nie umiem tego wyrażać. Wszystko muszę kontrolować. Bliskość kojarzy mi się z samotnością, opuszczeniem przez rodziców. Bo mama raz przyjmowała moje uczucia, raz je odpychała. No i najważniejsze - uważam, że to partner ma się domyślać moich potrzeb. Sama boję się mówić o nich ze strachu przed odrzuceniem.

Tyle teorii, którą do dziś ćwiczę w gabinecie. Chcę ją sprawdzić w życiu. Grzegorza poznaję na koncercie Kasi Nosowskiej. Jest ratownikiem medycznym. Sama go zagaduję, to moja praca domowa z terapii: "Zaczep mężczyznę, który ci się podoba. Przezwycięż lęk przed odmową".

Dwa łyki wina i "startuję". Przyjaciółka łapie mnie za rękę: "Zawsze stawiasz za wysoko poprzeczkę. Daj mu szansę, nie wymagaj, żeby był himalaistą, poetą i geniuszem biznesu w jednym...". Nie jest. Urzeka mnie spokojem i tym, jak na mnie patrzy. Praca domowa zaliczona, a my spotykamy się dalej. Po kilku tygodniach Grześ, bo już nie Grzegorz, proponuje: "Wprowadź się do mnie". Skaczę na głęboką wodę. "Spróbuję nie sabotować tej miłości", deklaruję na terapii.

Praktyki miłosne

"Mówię wam, że to TEN właściwy", opowiadam przyjaciółkom o nowej miłości. Skąd w takim razie moje ataki płaczu, gdy przypalam ryż? Dlaczego wrzeszczę na Grzesia, że źle zaparkował i "gołębie zapaskudzą nam szybę!" Chodzę podminowana. "Boisz się, że cię pokocha?!", słyszę i wiem, że koleżanki mają rację. Wiem już, że bliskość jest dla DDA niebezpieczna. Skąd się to bierze? Pamiętam, jak głaskałam mamę po policzkach, gdy spała. A ona zniecierpliwiona odwracała twarz. Innym razem przytulała, chwaliła się przed znajomymi: "Sara pisze piękne opowiadania. Będzie pisarką". Godzinę później kłóciła się z ojcem, by godzić się namiętnie. Zapominała, że obiecała mi poczytać.

Moja terapeutka powtarza: "Mama nauczyła cię, że na bliskość trzeba zasłużyć. Alkoholik daje ją i zabiera, jakby pociągał za sznurek. I ty teraz robisz to samo swojemu partnerowi". Przykład? Impreza w Wielkanoc.

"Urżnąłeś się, nienawidzę, jak pijesz. To odrażające - wyciągam Grzegorza z przyjęcia. - To było tylko kilka kieliszków. - Wiesz, że mam traumę!" - idę spać do salonu. Rano jest mi głupio, bo on był uroczy, rozśmieszał towarzystwo, a ja poczułam się zagrożona. Uznałam, że woli alkohol i znajomych ode mnie. W tę Wielkanoc omal go nie rzuciłam. Również wtedy, gdy jedzie na kurs ratownictwa podwodnego. Nie odbiera telefonu. Zniecierpliwiona wieczorem karzę go: "Wiesz co, przemyślałam wszystko. Rozstańmy się. - Jezus, dlaczego?! - Nie mamy dla siebie czasu. Szkoda życia" - mówię, jakbym "pozamiatała" sprawę. Rozłączam się. Czekam, aż on się odezwie.

"Takie zagrywki to tak zwane «naciąganie gumy» - tłumaczy potem terapeuta, do którego idziemy z Grzesiem razem. - Sprawdzamy, ile partner zniesie z miłości do nas". Już wiem, że powtarzam schemat z rodzinnego domu. To ja chcę pociągać za sznurek bliskości, zanim to Grzegorz za niego pociągnie. "On faktycznie jest święty", myślę nieraz. Bywam nieznośna. Boję się, gdy Grzegorz okazuje mi za mało czułości. Innym razem nie radzę sobie z jej nadmiarem. Co ze mną nie tak, że robi mi się mdło, gdy znajduję czułe liściki, a w łóżku słyszę wyznania? Wstyd mi za scenę sprzed kilku tygodni. Ja: "Czy możesz do wieczora nie mówić mi, że mnie kochasz?". On: "Dobrze, nastawię budzik", rozbraja sytuację żartem. Jestem mu wdzięczna.

Szczepionka

"Dziś spróbujemy odczulić waszą alergię na bliskość", zapowiada terapeuta na jednym ze spotkań. Mam napisać, jak okazać bez lęku zaangażowanie. Zaczynam notować: "Włożę do kieszeni Grzegorza nasze zdjęcie, na którym odcisnę umalowane usta. Codziennie położę mu głowę na kolanach. Wiem, jak go to rozczula. Zaskoczę go i zainicjuję seks". Nigdy tego nie robię ze strachu, że skoro on nie zaczyna pieszczot, to znaczy, że nie pożąda. "Pokażę mu, jak go potrzebuję".

Ostatni punkt wcale nie jest prosty. Jestem zbyt samodzielna. Przykład: Ktoś wyrwał mi wycieraczki w aucie. Grzegorz zaproponował: "Zajmę się tym, jutro nie dam rady, ale... - Zapomnij, nie trzeba, jeśli nie masz czasu - przerwałam. - Halo! Kochanie! Ja to chcę zrobić, tylko pojutrze! Pozwól mi sobie pomóc".

Próbuję w dorosły sposób mówić o strachu i potrzebach. "Zmieniaj swoje nawyki małymi krokami - komentuje terapeuta. - Nie licz, że od razu wszystko ci się uda. Jedno ciepłe słowo więcej, czuły gest wobec partnera zaczną działać jak szczepionka na strach przed bliskością". Przede mną jeszcze długa droga. Ale widzę sukcesy - w związku i w przyjaźniach. Praca w grupie terapeutycznej to nie zawsze złość, żal. Bywa przyjemna. Jak wtedy, gdy zajmowaliśmy się poczuciem własnej wartości.

DDA są szalenie krytyczni wobec siebie. Skoro nie zasłużyli na miłość rodziców, nie mogą jej też oczekiwać od partnera. Terapeutka powtarzała nam: "Im będziecie pewniejsi siebie, tym bardziej poczujecie, że zasługujecie na miłość". Ale jak? Najpierw trenowałam z innymi pacjentami. Każdy przez pięć minut miał mówić drugiej osobie o jej zaletach. Takie proste. Wracałam do domu uskrzydlona. Potem umówiłyśmy się z przyjaciółkami. Przy torcie bezowym i winie zaproponowałam taką samą zabawę. Zrozumiałam, ile mogę dać innym takimi "głaskami". I jak mi z tym dobrze.

Bardziej niż "głaski" pomaga mi osobisty sukces. Cel i praca nad nim. Odważyłam się zapisać do dwuletniej Akademii Fotografii. Marzyłam o tym od liceum. Teraz jestem najlepsza na roku! Profesor zaproponował mi wystawę! Nie jestem "tłumokiem", jak mówiła mama, kiedy nie miałam ocen celujących. Nigdy nie doskoczyłam do jej oczekiwań. "Może zaprosimy twoich rodziców na niedzielny obiad?" - Grzegorz widzi, jak trudno mi dogadać się z mamą. Rzadko do niej dzwonię. Jeszcze nie jestem gotowa wybaczyć. Jeden z pacjentów opowiadał ostatnio, jak się z tym uporał. Porozmawiał po latach z ojcem alkoholikiem: "Tato... w skali od jednego do dziesięciu czułem, że kochasz mnie na trzy. Ale dla ciebie to pewnie było dziesięć. Inaczej nie potrafiłeś. Ojciec się popłakał. Odpuściłem mu i poczułem ulgę".

Dla mnie to wciąż zbyt trudne. Może napiszę list do mamy? Tak podpowiada terapeutka. Na razie skupiam się na sobie i Grzegorzu. Nauczyłam się, że ciało wysyła mi sygnały. Boli mnie głowa? - podenerwowanie. Brzuch? - złość. Jest mi zimno - lęk. Zanim odepchnę czułość mojego faceta albo wścieknę się za jej brak, odraczam emocje, jak mówią fachowcy. My z Grzesiem nazywamy to "czerwonym alarmem". W momencie napięcia wygląda to tak: Ja: "Co się tak przylepiłeś do laptopa?". On: "Ja nie strzelam focha, gdy godzinami plotkujesz!". Ja: "Nie plotkuję! To ważne rozmowy, przynajmniej mam wiele przyjaciółek...", zaczynam ranić. Wówczas któreś z nas wydaje dźwięk: "Eoeoeooo" jak karetka. To znak - koniec dyskusji.

Wychodzę wtedy z psem, żeby ochłonąć. Gdy wracam, proponuję: "Pogadamy spokojnie?". Co drugi raz udaje nam się rozbroić bombę. Wciąż łapię się na strachu, że może mój facet znajdzie sobie inną. Może to ja powinnam pierwsza skończyć ten związek? Gdy jest smutny, nakręcam się, że znowu zrobiłam coś złego. Najważniejsze, że dostrzegam takie stany. Moja praca to dwa kroki do przodu, czasem jeden w tył. Ale wiem, że wyzdrowieję. Bo lęk przed bliskością to choroba. Ufam, że uleczalna. 

Dowiedz się więcej na temat: związek

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje