Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przeprowadzka do raju?

Poeta Charles Baudelaire pisał, że życie to szpital, w którym wszystkich chorych trawi pragnienie zmiany łóżka. Zdaje się nam, że tam, gdzie nas nie ma, bylibyśmy szczęśliwsi. Czasem sprawdzamy to na sobie i długo nie możemy się potem pozbierać.

Bez GPS-u nie trafiłabym do tego domu pod lasem niedaleko Zalesia. Asfalt kończy się kilkaset metrów przed bramą. Pół godziny od miasta, a jestem w innej bajce: stare chałupy, kościółek, bażanty na łące. Na spotkanie wychodzi Marta Korzyńska, szczupła szatynka w czerwonych kaloszach. Wysiadam i zapadam się po kostki w błocie. Wielki pies wdeptuje mi stopy w ziemię.

Reklama

- Jeszcze tylko jeden sezon będzie to bagno. - Gospodyni odciąga wilczysko. - Na wiosnę robimy chodnik.

Strasznie zmęczona

Trzy lata wcześniej Korzyńscy mieszkają w Warszawie. Marta uczy hiszpańskiego, jej mąż Paweł jest kierownikiem budowy. Dwójka dzieci, trzypokojowe mieszkanie z ogródkiem.

- Wiedliśmy życie warszawskich aspirantów - zasobne, lecz na granicy niewyspania, niedojedzenia, niedowartościowania - wspomina Marta. W tamtych czasach jest wiecznie zmęczona. Mają problemy z synem. Elitarne gimnazjum stawia wyśrubowane wymagania, a on woli grać na komputerze niż zbierać punkty za konkursy. Nauczyciele naciskają, by Igor bardziej się starał - w domyśle, by bardziej starała się Marta.

Wykańcza ją praca w prywatnej szkole, wtrącający się ("płacę i wymagam") rodzice. Wieczorami zaszywa się na "wiejskich blogach". Uspokajają ją historie o przetworach, spacerach po lesie, ona ma na to czas tylko w weekendy. Gdy nie może zasnąć, "usypia się" wyobrażeniami, że tak mieszkają. Ma fajne wspomnienia z wakacji u cioci mieszkającej na wsi. Mąż jest z Podlasia, jemu w Warszawie nigdy się nie podobało. Mówi: "Zarobić to tu można, ale śmierdzi zestresowanymi ludźmi".

Psycholog stwierdza, że Igor ucieka mentalnie, bo nie radzi sobie z wysokimi wymaganiami. Szkoła zamiast pomóc, sugeruje przenosiny. Marta jest podwójnie rozżalona, bo w pracy żądają od niej, by poświęciła więcej czasu słabym uczniom.

- Patrzyłam w lustro na twarz wymęczonej kobiety. Wkurzałam się: zaraz skończę czterdziestkę, czy tak chcę żyć? Nie, kurczę.

Mąż marzy o przenosinach na wieś: "Spokój, a zamiast małego ogródka mielibyśmy łąkę po horyzont". Marta czyta, że jedyną trwałą zmianę korzystną dla samopoczucia daje zamieszkanie wśród zieleni.

Znajomi jadą na dwa lata do Hiszpanii. Zazdrości im. Też by tak chciała.

- Jest w życiu człowieka kilka etapów szczególnie narażonych na kryzysy egzystencjalne. Okolice czterdziestki to jeden z nich - mówi Marek Jaros, psycholog z warszawskiej Kliniki Stresu. - Orientujemy się wówczas, że jesteśmy bliżej końca niż początku: pewne drzwi się zamykają, na niektóre sprawy jest ostatni dzwonek. Różne schematyczne działania: rodzina, dzieci, kariera, są często odhaczone. Człowiek zdążył się zmęczyć lub znudzić tym, co ma. I tęskni za tym, czego nie ma.

Psychiatra Carl Gustav Jung twierdził, że pierwsza połowa życia to czas tworzenia zasobów, uczenia się. W drugiej części człowiek dokonuje bilansu: czy mam to, czego chciałem?

W bilansie Marty jest manko fajnych relacji, satysfakcji z pracy, spokoju. Za to jest wyścig szczurów, w którym nie zajmują pierwszej lokaty. Nie tylko u niej bilans jest zły. Według sondażu brytyjskiej organizacji Relate pomiędzy 35. a 44. rokiem życia taki kryzys odczuwa więcej osób niż w jakiejkolwiek innej grupie wiekowej. Ponad 20 proc. cierpi na przygnębienie, samotność, napięte relacje w pracy i domu.

U Korzyńskich każdy przechodzi to inaczej. Mąż marzy, by wybudować coś własnego. Marta chce wyzwolić się z kieratu.

- Pragnienie, by się "wyzwolić", jest bardzo powszechne. W kryzysie zwykle dopada nas zniechęcenie. Im jest większe, tym szybciej chcemy znaleźć wyjście. Często podejmujemy odważne decyzje: wyjeżdżam, rozwodzę się, rzucam pracę. Sądzimy, że zmiana da nam szczęście - mówi Marek Jaros.

Rewolucja

Kuzynka Marty dzwoni z wiadomością, że zmarła ciocia. Ta sama, u której spędzała lato jako dziecko. Jadą na pogrzeb. Marta patrzy na dom cioci, wracają wspomnienia: krowy, świnie, wycieczki do lasu z kuzynami. Mąż mówi: "Pięknie tu". Kuzynka chce sprzedać dom.

- W drodze do Warszawy zaczęliśmy rozmawiać o tym, że chcemy tu zamieszkać. Uciec od przyciasnego mieszkania i życia w stresie, gdzie nawet dzieci umawiają się z terminarzem w ręce - mówi Korzyńska. Żeby spłacić krewnych, sprzedają mieszkanie. Dyrektor nie przedłuża z nią kontraktu. To dla niej znak, że wszystkie części układanki wskakują na swoje miejsce. Myśli: i dobrze, zajmę się tłumaczeniami, lubię to.

Każdą chwilę spędza przy remoncie. Żyje na endorfinach. Kamila Malanowicz, life coach, mówi na taki stan "hurraoptymizm". Sama to przeszła. Mieszkała w Warszawie, pracowała w firmie, która ciągle przechodziła zmiany, miała problemy z zajściem w ciążę i marzyła o wyprowadzce.

- Przenieśliśmy się na wieś, rozstałam się z korporacją, pół roku później byłam w ciąży - opowiada i dodaje: - Często podejmuje się drastyczne kroki, by uciec od sytuacji nie do zniesienia.

W sierpniu Korzyńscy są po przeprowadzce. Babie lato fruwa po podwórzu, budzi ich śpiew ptaków. Piją kawę, mając widok na las. Do najbliższego sąsiada jest czterysta metrów. Do sklepu trzy kilometry - wspaniała przebieżka po bułki. Znajomi dają im w prezencie kury: cztery zielononóżki i trzy czubatki. Będą sobie biegały po polu. Dostają z przydziału jeden pojemnik na śmieci. Wywóz co... dwa tygodnie. Worki lądują więc obok, ale rano śmieci są rozwłóczone po łące.

Następnej nocy po najładniejszej kurze zostaje tylko pierze. Pocieszają ją sąsiedzi - weterynarz i prawniczka. On proponuje budowę kurnika, ona instruuje, jaki kontener na śmieci sobie sprawić. Są tacy uczynni.

Rysy na marzeniach

Pierwsza rysa pojawia się jesienią. Cały październik wieje i pada.

- Wszystko tonęło w błocie. Po bułki zaczęłam jeździć rowerem, ale jazda w deszczu to średnia frajda. Jakoś nie pamiętałam tego z wakacji u ciotki - mówi ze smutkiem. Największym zaskoczeniem było to, że dzieci spotykają się tu rzadziej niż w mieście. Nikt nie puszcza ich samych. Zamiast na dworze spotkania odbywają się w sieci. Na poprawę nastroju Marta kupuje kalosze - czerwone, do kolan. Zawsze chciała takie mieć. Humor się poprawia, ale na chwilę, bo jej piękną hodowlę trafia szlag.

Znajduje ptaki rozszarpane mimo siatki, jaką postawił sąsiad. Kuna, lis? Może psy, których nocne ujadanie zaczyna jej działać na nerwy? Podejrzewa też kota sąsiada. Idzie wyjaśnić sprawę, tymczasem sąsiad za pomoc przy kurniku wystawia im rachunek. Mąż mówi, że to normalne, ale dla niej to zimny prysznic.

- Miała być sielanka, bezinteresowni ludzie, a tu taka zagrywka - żali się. - Chcesz rozwiązać problem, a dostajesz wezwanie do zapłaty. Potem na spacerze w lesie spotyka obcego faceta. Ten pyta, czy Marta ma przy sobie komórkę, tłumaczy, że zabłądził. Oblewa ją pot ze strachu. Mówi, że nie ma telefonu, szybko wyjaśnia, jak trafić do drogi. Mężczyzna dziękuje za pomoc, a ona ucieka. Zamyka się w domu. Coraz szybciej się ściemnia. Mąż wraca wieczorami. Marta zawozi dzieci do szkoły, po południu je odbiera, cały dzień robi tłumaczenia. Nie chodzi już do lasu. Cisza dzwoni jej w uszach.

- Zauważyłam, że potrafię trzy razy się przebrać przed wyjazdem po dzieci, jakbym szła na imprezę. Bo nie widuję się z nikim. Paweł ma pracę, kontakt z ludźmi, ja nie. Z najbliższym sąsiadem po historii z kurnikiem była zimna wojna. Inni pracują w Piasecznie, Warszawie, wracają późno. Zrozumiałam kobiety na wsiach, wyglądające zza firanek. Gdy zjawiał się samochód, stałam przy oknie zdziwiona, że to nie sarna albo lis - opowiada. Zima. Śnieg. Jak odśnieżyć taki kawał drogi?

Mąż idzie załagodzić sytuację z sąsiadem. Tylko on ma pług. Wiosna. Dzieci cofają się językowo. Marta prosi, by anglistka zaczęła prowadzić kółko, ona sama tak robiła. Scysja: pani po pracy chce iść do domu, korepetycjami nie jest zainteresowana. Marta zapisuje dzieci na angielski w Piasecznie. Myśli: wolna godzina na zakupy i spacer! Ale zwykle siedzi z laptopem w aucie i pracuje. W maju wpada jej w ręce wypracowanie Igi "Moja mama". Czyta: "Moja mama jest smutna...".

Kamila Malanowicz: - Każdy z nas prowadzi ze sobą dialog. I albo on nas wzmacnia, albo osłabia. To, czy podoba się nam świat zewnętrzny, w dużym stopniu zależy od naszych myśli. Nie ma idealnych miejsc, związków ani pracodawców. Po pierwszym zachwycie zauważamy te mniej fajne rzeczy. Ale też doceniamy to, co dobre. Chyba że człowiek z natury widzi przede wszystkim wady.

Marta dostrzega ich coraz więcej. Na ostatnim zebraniu w szkole rodzice mają do niej pretensje: jest w trójce klasowej, a nie pomyślała o kwiatach dla nauczycieli. Odpowiada ostro: "To duże dzieci, niech się same ogarną". Jedna z matek atakuje: "A skąd to pani przyjechała, że ma takie zwyczaje?". "Z Nowego Jorku", ucina Marta i myśli: znów kłótnie.

Nie chcę tu być

Latem nie jest źle - odwiedzają ich znajomi, robią grilla. Ale przychodzi deszcz i Marta łapie się na myśli: nienawidzę tego podwórka, nie chcę tu być. Marek Jaros opowiada, że często przychodzą do niego osoby, które pod wpływem impulsu, stresu, mijającego czasu dokonały życiowej rewolucji. Gdy emocje opadły, to poczuły, że zdemolowały sobie życie. I mają kolejny kryzys, bo nie tak sobie tę zmianę wyobrażały, ale nie mogą jej cofnąć.

Któregoś dnia Korzyńscy jadą do Galerii Mokotów. Paweł chce wracać. Ona prosi: "Daj mi posiedzieć, popatrzeć na ludzi", a w domu wybucha: "Syf naokoło, każde wyjście to wyprawa, z nikim się nie spotykamy". Mąż jest zdziwiony: "O co ci chodzi, przecież w mieście też się nie spotykaliśmy. Rób przetwory, idź do lasu, przecież zawsze tego chciałaś". To doprowadza ją do furii.

Krzyczy, że ma dość samotności, że nie tak to sobie wyobrażała, że z ludźmi musi się użerać. "Sprzedajmy dom, przeprowadzka to był błąd!". Mąż staje okoniem: "Nie będę latał w tę i z powrotem. Zastanów się nad sobą. Tobie wszędzie jest źle". Kłótnie, obcość. Im bardziej jedno naciska, tym bardziej drugie jest na "nie". Ona zdesperowana proponuje: "To może ja wrócę do miasta z dziećmi, a ty zostaniesz? W weekendy będziemy razem". On: "Rozwalisz rodzinę! Znowu zmienisz dzieciom szkołę?".

Marta płacze po nocach. Zdaniem Kamili Malanowicz powroty do punktu wyjścia to kiepski pomysł: - Kiedy jest dużo trudnych emocji, to przede wszystkim trzeba poszukać, jakie niezaspokojone potrzeby są pod nimi ukryte. Inaczej człowiek nie rozumie, dlaczego czuje się tak, a nie inaczej. Jedyne, co czuje Marta, to chęć rzucenia wszystkiego w diabły.

Przyjaciele z Hiszpanii proponują: "Przeprowadź się, nasze warszawskie mieszkanie stoi puste". Paweł jest wściekły, a ona zabiera dzieci do miasta. Nie mówi tego, ale myśli: nie wrócę. Dzieci są zachwycone. "Pomyśl, mamo, będziemy codziennie chodzić do kina", mówi Iga. "Kochanie, w mieście ludzie nie chodzą codziennie do kina", śmieje się Marta. I nagle dociera do niej, że myśli podobnie. Nierealistycznie.

Jak się nie ma, co się lubi

- Spotkałem kiedyś człowieka - opowiada Marek Jaros - który miał depresję. Nie pomagały mu terapie, więc postanowił odmienić swoje życie. Wyjechał za granicę. Wrócił po dwóch latach rozczarowany i mówi: "Tam jest tak samo. Bo gdziekolwiek pojadę, zawożę tam siebie". I tak jest. Nasze problemy najczęściej są w nas. Fantazja motywuje nas do wyjazdu, ucieczki, ale nieszczęściem ludzkim jest właśnie ta wyobraźnia. Podsuwa obrazy, które nie pokazują rzeczywistości. Zanim zdecydujemy się na zmianę, powinniśmy się zastanowić, o co nam właściwie chodzi. W Warszawie dzieci urywają się do znajomych, a Marta ma mnóstwo czasu na myślenie. Nie o dziurze w dachu, o kurniku, zajęciach dla dzieci, ale o sobie.

- Na wsi przeszkadzała mi świadomość, że nie mogę, ot tak, się z kimś spotkać lub pójść na zakupy. Ale tu na zakupy wybrałam się raz. Dwa razy spotkałam się z koleżankami - wylicza. Okazało się, że strach przed izolacją tkwi w jej głowie. To było odkrycie. Kamila Malanowicz radzi zacząć od pytań: co jest dla mnie ważne w pracy, w związku? Co mam i chcę mieć nadal? Czego nie mam, a chcę mieć? Co czuję i czego w związku z tym potrzebuję? Jakie są strategie na zaspokojenie tych potrzeb? Rozmowy z koleżankami o pracy przypominają Marcie o tym, co chciała zostawić: pośpiechu, stresie, zaszczuciu. Czy chce żyć tak jak wcześniej? No, jednak nie.

To daje jej materiał do przemyśleń, na przykład, czemu jest znowu w konflikcie ze szkołą, z sąsiadem. Może za szybko nastawia się negatywnie? Reaguje gniewem zbyt impulsywnie? - Zastanowiłam się, co urzekało mnie w "wiejskich blogach". Otóż proste rzeczy, z których czerpie się radość. A ja wpadłam z jednego kieratu w drugi: sprawy do załatwienia, dzieci do ogarnięcia... Jeśli się nie zmienię, to nie pomoże powrót do miasta. No i jeśli wyjadę, to pewnie rozpadnie się nasza rodzina. A przecież w wyobraźni widziałam przede wszystkim nas wszystkich razem przy jednym stole. Siadają przy nim po powrocie. Regularnie odbywają narady "jak polubić wieś".

Paweł obiecuje remont podwórka. Kupuje psy, żeby czuła się bezpieczniej. "Zobaczysz, będziesz tu szczęśliwa", powtarza. Od tamtej pory minęło kilka miesięcy. Marta nie czuje się w pełni szczęśliwa: - Próbuję się uczyć tego nastawienia, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Gdybym wcześniej siebie rozumiała, wciąż mieszkalibyśmy w Warszawie. Teraz staram się wyciągnąć z tej wsi tyle, ile się da. Ostatnio zaprosili sąsiadów od kurnika na whisky. Umówiła się na bieganie z sąsiadką. Znowu ma kury. Tym razem siatkę wkopali w ziemię.

Sąsiadka od kontenerów zaprosiła ich na oglądanie gwiazd. Spodobało im się. Chcą na wiosnę kupić teleskop. - Raj to nie jest, ale takich gwiazd jak u nas "na wiosce" to nigdzie nie ma - uśmiecha się. Kamila Malanowicz widzi w tym dowód na to, że zaczyna się adaptować. Bo szuka pozytywów, znajomych, bo rozgląda się, jak na miejscu zaspokoić swoje potrzeby. - Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, w której ktoś dokonałby zmian w sobie, a potem wrócił do poprzedniego życia. Najważniejsze, żeby nie czekać na dobrą wróżkę, która zmieni ci życie na lepsze - zaznacza trenerka.

Karolina Święcicka

PANI 12/2015

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje