Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przełamując fale

Pożądanie ma swoje przypływy i odpływy. Z tymi drugimi nie musimy się jednak godzić, bo po kilku tygodniach, miesiącach może się okazać, że... ocean wysechł. Podobnie jak nasze uczucie. Jak szukać bliskości i za brak seksu nie obarczać winą partnera, pytamy Izabelę Jąderek, seksuologa i psychologa.

Czy kryzys seksualny dotyka każdą parę?

Reklama

Izabela Jąderek: - Jeśli za kryzys uznamy spadek namiętności, to dotknie on zdecydowaną większość. Namiętność szybko ulega wypaleniu i najczęściej słabnie po dwóch, trzech latach bycia razem. Pojawiają się też wtedy pierwsze konflikty związane z życiem seksualnym.

Nie można temu zapobiec?

-Trzeba pogodzić się z tym, że nie będziemy wiecznie ekscytować się w ten sam sposób drugą osobą ani czuć tego, co na początku. Nasza seksualność się zmienia. Inaczej kochamy się, gdy mamy 20 lat, inaczej po czterdziestce. Co wcale nie znaczy, że gorzej. Przeciwnie, w dojrzałym wieku częściej znamy swoje potrzeby, śmielej je komunikujemy. Nasza seksualność zmienia się tak, jak zmieniają się nasze doświadczenia, światopogląd. 

- Pamiętajmy też, że nie da się przez kilkadziesiąt lat być na haju. W zamian, gdy namiętność słabnie, możemy zacząć budować intymność i zaangażowanie, czyli dobry i stabilny związek. Nie będziemy biec już po pracy na złamanie karku, by kochać się z partnerem, na jego widok tętno nie przyspieszy. Pojawi się coś innego: czułość, troska, wspólne plany, zainteresowania. Seks wtedy też ewoluuje.

- W długotrwałą relację wkłada się wiele wysiłku, żeby stworzyć poczucie bezpieczeństwa, zaufania, przynależności. To są składowe miłości. Pożądanie karmi się jednak innymi emocjami - to nowość, ekscytacja, tajemniczość, często również zazdrość.

Mamy sięgać po tanie chwyty, żeby budzić w mężczyźnie pożądanie? Miałam koleżankę, która lubiła podsycać zazdrość w związku. Gdy wyjeżdżała w delegację, potrafiła przez dobę nie odbierać telefonu, gdy dzwonił jej partner. Celowo. W końcu on ją rzucił.

- Jeśli celowo, pytanie: po co? Dla niego, jak rozumiem, było to krzywdzące. A w bliskiej relacji nie chcemy czuć się krzywdzeni. Nie musimy uciekać się do tak skrajnych wyborów jak pani koleżanka. Możemy znaleźć złoty środek, dzięki któremu nie będziemy ranić partnera. Wyjazdy w delegacje, z przyjaciółmi, czas spędzony osobno nie muszą być zagrożeniem dla związku - ważne jednak, aby jedna i druga strona czuła się bezpiecznie. Intencjonalne wzbudzanie zazdrości, brak kontaktu raczej nie podsycą ognia, obudzą lęk, złość czy niechęć.

- A w miłości można dać jemu i sobie trochę swobody. Czasem robić coś oddzielnie, mieć swoje światy. To fascynuje, ciekawi, pozwala spojrzeć na partnera jako na osobę pełną pasji i energii. Wpływa na wzrost zainteresowania, również erotycznego, pomimo upływu lat.

Czy po fazie ekscytacji musimy na nowo nauczyć się swoich ciał?

- Tak, jednym przyjdzie to naturalnie, inni będą musieli się postarać. Zdecydowanie nie powinniśmy się łudzić, że dawna namiętność wróci w niezmienionym kształcie. Jeśli dotyk partnera drażni i irytuje, warto coś zmienić. Ale żeby coś zmienić, trzeba zacząć rozmowę. O udany seks musimy zadbać.

Urozmaicić go?

- Nie mam na myśli przynoszenia do sypialni gadżetów. Jeśli nie możemy spotkać się w łóżku jak bliscy sobie ludzie, wibrator i zmysłowa bielizna nie pomogą. Należy zacząć od zastanowienia się, co się między nami wydarzyło, dlaczego jedno lub oboje nie mamy ochoty na bliskość. Jeśli wykluczymy powody zdrowotne, zostają względy emocjonalne. Badania profesora Zbigniewa Izdebskiego pokazują, że z roku na rok zmniejsza się liczba osób, które są zadowolone ze swojego życia seksualnego. Dziś usatysfakcjonowanych jest tylko 42 proc. badanych.

- Różne dane dotyczące seksualności kobiet wskazują, że najczęstszą dysfunkcją seksualną u kobiet jest utrata pożądania, niechęć do uprawiania seksu. Oprócz przyczyn takich jak stres, problemy zdrowotne, odpowiedzialne za ten stan rzeczy są też zmiany w relacji z mężczyzną, subiektywnie postrzegane jako pogorszenie. Nie chodzi tylko o łóżko.

Na co skarżą się pani pacjentki?

- Na to, że w związkach czują się niezauważane, samotne. Przychodzą do mnie przemęczone matki małych dzieci, które mówią, że seks jest ostatnią rzeczą, o której myślą. Mają poczucie winy, uważają, że coś z nimi nie tak. Niesłusznie.

Jeśli nie mamy ochoty na seks, to nie znaczy, że jesteśmy dziwne, chore?

- Możliwe, że znalazłyśmy się na etapie, na którym nie odczuwamy pożądania lub jest ono mniejsze. To naturalne, jak już mówiłam - pożądanie nie jest w naszym życiu stałe, przychodzi falami. Umiera rodzic, chorujemy, martwimy się o przyszłość, nie mamy siły ani ochoty myśleć o seksie ani go inicjować. Takie trudności zdarzają się wszystkim. Najczęściej właśnie po ciąży i narodzinach dziecka.

- Spadek libido nie dotyczy tylko kobiet. Do mojego gabinetu przychodzą mężczyźni, którzy tracą ochotę na współżycie, bo mają kłopoty w pracy, są przeciążeni obowiązkami. Dla niektórych problemem jest to, że ich partnerki zawodowo dobrze sobie radzą, zarabiają lepiej. "Całe życie byłem uczony, że facet ma zatroszczyć się o kobietę, a w takiej sytuacji co mogę jej dać? Niezależność żony mnie kastruje", mówią panowie. A jeśli chodzi o ciążę, to część mężczyzn wycofuje się z życia seksualnego właśnie w tym czasie. Z kochanków staną się rodzicami, a więc jak będzie wyglądał ich związek, relacja? Wydaje im się, że teraz mniej wypada, należy skoncentrować się na nowych obowiązkach, nie na związku. Dla niektórych mężczyzn seks z ciężarną partnerką jest tabu. Blokuje ich strach, co w trakcie stosunku czuje dziecko, czy nic mu się nie stanie. I choć lekarze przekonują, że jeśli ciąża nie jest zagrożona, kobieta może się kochać, bywa, że partner nie chce.

A ile można czekać na partnera, który  nie chce?

- To kwestia indywidualna, uzależniona od tego, jak bardzo nam na nim zależy, na jakich fundamentach opiera się związek. Znam pary, w których ktoś czekał rok i dłużej, ale pamiętam też mężczyznę, który odszedł od żony po miesiącu abstynencji. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy mimo braku seksu nadal się kochamy, możemy na sobie polegać, lubimy się, przyjaźnimy? Czy oboje chcemy pracować nad tym, by było lepiej? I wreszcie: co nas łączy? Czy głównie seks, czy liczą się inne sprawy? Jak bardzo? Co takiego się wydarzyło, że partner odmawia? Jeśli znajdziemy odpowiedzi i zechcemy usłyszeć racje drugiej strony, zrobiliśmy pierwszy krok.

Jak wygląda praca nad związkiem, w którym zabrakło pożądania?

- Seks to nie tylko stosunek, można utrzymywać napięcie erotyczne, nie chodząc do łóżka. To trudne, ale nie niemożliwe. Zostają nam pocałunki, pieszczoty, głaskanie, masaż. Ważne, by podtrzymywać więź fizyczną. Znaleźć chwilę, żeby się przytulić, dotykać, być razem. To istotne, bo im dłużej nie prowadzimy regularnego życia seksualnego, tym trudniej do niego wrócić. Zdarza się, że nawet po kilkutygodniowej przerwie trudno przywołać pożądanie. Oddalenie od partnera sprawia, że rośnie między nami mur, pojawiają się lęki dotyczące tego, jak wyglądamy, jak wypadniemy w sypialni. Odzwyczajamy się od seksu, ale i od siebie w roli kochanków.

"Kiedyś cię zdradzę i to nie będzie moja wina". Postawienie sprawy jasno może pomóc?

- Raczej sprawi, że druga osoba się ugnie i będzie uprawiać seks wbrew sobie. Badania profesora Izdebskiego wskazują, że aż 30 procent kobiet współżyło ze swoim partnerem, mimo że nie miało ochoty. Czy tego chcemy? Przyszło do mnie małżeństwo z piętnastoletnim stażem. I żona powiedziała: "Nigdy nie miałam ochoty, czułam się przymuszana!". On na to, zszokowany: "Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?!".  Odbudowa zaufania w takim związku będzie trudna.

- Wywieranie presji to nie jest dobry pomysł, podobnie jak strojenie fochów, mówienie: "Skoro ty nie chcesz dziś, ja nie zechcę jutro", "Nie kochasz się ze mną, to nie pojadę z tobą na wakacje, nie zrobię czegoś, na czym ci zależy". Taki komunikat jeszcze bardziej dzieli. Najlepiej jest rozmawiać, próbować zrozumieć partnera. Rzadko bywa tak, że jednej osobie po prostu się odechciało i to jej wina. Gdy przyjrzymy się powodom, dla których partner się oddalił, możemy dojść do wniosku, że zapracowaliśmy na kryzys wspólnie.

Ona nie chce się kochać, bo on ją krytykuje?

- Na przykład. Łatwiej jest poczuć pożądanie do kogoś, kto nas akceptuje, nie prawi złośliwości. Gdy w gabinecie pacjentka mówi, że nie ma ochoty na seks z mężem, zaczynamy przyglądać się ich relacji. Więcej jest w niej zrozumienia czy urazów? Mówią sobie miłe rzeczy czy oceniają jedno drugiego? Rozwiązują konflikty czy wolą milczeć? Poświęcają sobie czas, wychodzą we dwoje czy każdy dzień jest taki sam, a najważniejsza stała się praca, kredyty i problemy dzieci? Dobrze jest sprawdzić, ile czasu przeznaczamy na realizację ważnych życiowych ról. Napiszmy na kartce swoje imię i poprowadźmy strzałki do ról, które pełnimy - matka, żona, kochanka, pracownik, przyjaciółka, córka.

- Czy każdej z tych funkcji poświęcamy się w stu procentach? Może się okaże, że matką jesteśmy na 100 procent, żoną na 80, a kochanką już tylko na 20. Nie starcza czasu na czułość, pocałunki. Jedna z moich pacjentek powiedziała: "Mąż nie poświęca mi uwagi. Jesteśmy zapracowani, więc komunikujemy się listami, które zostawiamy w kuchni rano. W jego najczęściej są zarzuty i pretensje. W nocy on chce się kochać, ale ja nie! Jak mam go pożądać?!".

Mężczyznom nie przeszkadza napięta atmosfera? Potrafią pragnąć partnerki mimo wszystko?

- To byłoby zbyt duże uproszczenie. Są mężczyźni, którzy tracą ochotę na zbliżenia z krytycznie nastawioną partnerką, ale są i tacy, którzy traktują seks sprawnościowo. Dla części będzie to sposób na potwierdzenie męskości, rozładowanie napięcia, a nie na budowanie  relacji. Miałam pacjenta, który myślał, że wskrzesi życie erotyczne, zabierając żonę na drogie wakacje. Wrócił rozczarowany. Zapytałam, czy porozmawiali o sobie, o potrzebach, uczuciach. Odpowiedział, że nie, ich rozmowy dotyczyły krajobrazu i karty dań w restauracji.  Nie znał swojej żony, nie pytał, co czuje, przeżywa. Nawet gdy byli obok siebie, nie byli razem.

Czyli musimy siebie poznać. Od czego zacząć?

- Warto odpowiedzieć na pytanie: czym jest dla mnie seks? Przyjemnością czy obowiązkiem? Dlaczego nie mam ochoty? Jeśli czuję się zmęczona, samotna, powinnam porozmawiać  z partnerem o relacji i podziale obowiązków. Bo kiedy nie mówimy w związku o tym, co nas denerwuje, kryzys się potęguje. Stajemy się agresywni, złośliwi. Kobiety mówią: "Czuję się nieatrakcyjna, bo mąż mnie krytykuje,  nie mówi nic miłego".

- A może zawsze miałyśmy kompleksy i czekałyśmy, że partner je uleczy? W takiej sytuacji zastanówmy się, co mogłybyśmy zrobić, żeby dobrze się ze sobą poczuć. Może przyda się trening akceptacji ciała, rozprawienie się z wyobrażeniami na temat tego, jak powinnyśmy wyglądać, a może trzeba znaleźć czas, by o siebie zadbać. Definicja udanego życia intymnego zakłada, że każdy z nas jest odpowiedzialny za to, by mieć z seksu przyjemność. Dlatego trzeba rozmawiać, pytać.

Tylko jak być gotowym na szczerą odpowiedź?

- W rozmowie o tak delikatnych sprawach powinniśmy unikać oceniania, obwiniania, agresji. Zamiast mówić: "Powinieneś to wiedzieć, domyśl się!", lepiej wyznać, co czujemy, zaczynać zdanie od "ja". "Boję się, czuję się samotna". Mężczyźni czasem mówią: "Nie mam ochoty na seks, bo ona całymi dniami mną dyryguje, stała się mniej czuła, władcza". Zastanówmy się oboje, skąd zmiana? Może to efekt frustracji, postawa obronna, na którą zapracowaliśmy razem? Może powinniśmy zacząć  poświęcać więcej czasu na pielęgnowanie naszego związku.

Więcej, czyli ile?

- Przynajmniej pół godziny dziennie. Ale  w tym czasie nie przeglądamy internetu, nie zajmujemy się dzieckiem, jesteśmy tylko ze sobą, nie rozmawiamy o pracy. Jeszcze lepiej byłoby dwa razy w tygodniu wyjść tylko we dwoje do kina, na spacer, na kawę. I mówić sobie dobre, pozytywne rzeczy. To jest coś, co ludzi zbliża. W pewnym momencie przestajemy dostrzegać fajne cechy partnera, bo się przyzwyczajamy. Nie mówimy mu komplementów, bo "przecież on wie". Zapewniam - nie wie. Potrzebuje usłyszeć.

Znaleźliśmy przyczyny, ale do tego, abyśmy znów zaczęli się pożądać, pewnie długa droga.

- Jeśli pójdziemy do łóżka z oczekiwaniem: "ma być wspaniale", poczujemy się spięci i może być różnie. Zadbajmy o uważny seks, bliskość ciała z ciałem. Dobrze wydłużyć grę wstępną. Nie musimy w tym czasie oddawać się wyrafinowanym pieszczotom.  Na początek wystarczy patrzeć sobie w oczy, wyrównać oddechy. Jest kilka ćwiczeń dla par, które chcą się na nowo poznać. Pierwsze: dotykamy partnera, z wyłączeniem genitaliów, tak, aby sprawić przyjemność sobie samej. To ćwiczenie uczy czerpania frajdy z ciała drugiej osoby. Drugie: obdarzamy partnera rozkoszą (cały czas omijamy genitalia), dotykamy go, a on komunikuje pomrukami, kiedy jest mu dobrze.

- Trzecie: mruczenie zastępujemy gestami: ruchem dłoni, wygięciem ciała. Czwarte: ten, kto pieści, wybiera dwie formy dotyku: A i B. Czyli A to na przykład uciskanie, B muskanie. Pieszczony mówi, czy woli A, czy B, a pieszczący dokłada jeszcze dotyk C zgodnie z własną inwencją twórczą. To gwarantuje, że osobie dotykanej będzie przyjemnie, ale dzięki wariantowi C otworzy się na pomysły drugiej strony. Wiele par poznaje się dzięki tym ćwiczeniom na nowo. Prowadziłam terapię małżeństwa z dziesięcioletnim stażem, w trakcie ćwiczeń mężczyzna odkrył, że jego żona nie lubi być głaskana po szyi. Był zaskoczony, czemu nigdy mu nie powiedziała.

Pytanie, jak by zareagował, gdyby to zrobiła?

- No właśnie. W łóżku chcemy wypaść dobrze, więc jeśli słyszymy: "nie tak, nie tu", odbieramy to jako atak, podważanie naszych umiejętności. Dlatego tak ważne jest, by wskazówek partnera nie traktować na zasadzie komunikatu: "Jesteś złym kochankiem". To podpowiedź, jak lubimy być dotykani, bo każdy z nas ma swoje preferencje. Nie ma kogoś takiego jak zły kochanek, są tylko ci, którzy nie odnaleźli się w seksie z osobą, z którą dzielą życie.

Rozmawiała Natalia Kuc

Izabela Jąderek jest psychologiem, seksuologiem  i psychoterapeutą. Prowadzi terapię indywidualną i partnerską.

Twój Styl 10/2017

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje