Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ojciec mojego dziecka

​Kiedy były partner zawodzi jako ojciec, warto się z nim dogadać. Ale jak do niego dotrzeć, gdy wszystko, oprócz dzieci, nas dzieli?

Była miłość, ale się skończyła - zaczyna swoją historię Hania. Tej 43-letniej nauczycielce rozwód miał przynieść upragniony święty spokój, ale po rozstaniu kłótnie jeszcze bardziej przybrały na sile.

Reklama

- Co z tego, że Ryszard dba o dzieci, skoro jednocześnie kompletnie nie liczy się ze mną? Miał przywieźć młodszą córkę o 18, a spóźnia się dwie godziny, nie odbiera telefonu, ja szaleję z rozpaczy. Wreszcie pojawia się z wrednym uśmieszkiem na twarzy. Mała jest na bosaka i już ma katar. Zadowolona opowiada, że biegała z tatą po kałużach. No tak, u taty jest fajnie, ale ja przez tydzień będę miała przeziębione dziecko. Sandałków też nie odzyskam. Będę o nich przypominała co tydzień, a on co tydzień będzie o nich zapominał, złośliwiec jeden.

Starsza córka dorasta i pyskuje nauczycielom. Po kolejnej awanturze w szkole próbuję się do niego dodzwonić przez dwa dni. Nie odbiera. Twierdzi, że nie musi, bo jesteśmy po rozwodzie. "O co ci chodzi? Według sądu mam dzieci na weekendy. Jestem okej".

Nie obchodzi go, co się dzieje w szkole. Jakie pojawiają się problemy w ciągu tygodnia. Zjawia się w sobotę i unika mnie, czekając w samochodzie. Kiedy mam sprawę, nawet nie wyłącza silnika i rozmawia ze mną przez uchyloną szybę. Mówię, że Kasia stała się pyskata. "Zgadnij, po kim to ma?", pytam, a ten zaczyna tak wrzeszczeć, że wstyd mi przed sąsiadami. Wysłuchuję, że to moja wina. Rozpieściłam dzieci i teraz nie jestem dla nich autorytetem. Podnosi mi się ciśnienie i warczę: "A gdzie ty byłeś, gdy ja je rozpieszczałam?! Na piwie z kolegami, a może u swojej mamusi, która zamiast mi pomóc, zawsze mnie krytykowała?!". Wtedy on szybko odjeżdża, a córki mają pretensję, że zdenerwowałam tatę.

Jak widać, Hania i Ryszard nie tyle rozmawiają, co się kłócą. Kłótnie to całkiem dobry sposób na unikanie rozmowy i konserwowanie problemów. Hania tak przedstawiła Ryśkowi kłopoty z córką, że ten był nie tyle zmartwiony, co obrażony. Natychmiast przystąpił do ataku i uderzył w jej czuły punkt - brak autorytetu. Bingo! Uzyskał to, co chciał. Ją zabolało i w odwecie uderzyła w jego czuły punkt: mamusia! Trafiony! Ale nie pokonany, bo odjechał i zakończył rodzicielską naradę, zanim się jeszcze zaczęła.

Ci dwoje mogą bez końca grać w porozwodowego ping-ponga i wzajemnie upokarzać się z wielkim sukcesem. Wiele lat byli ze sobą, znają się i każde z nich ma listę czułych punktów drugiej strony. Prawdopodobnie każda ze stron chce się jakoś dogadać dla dobra dzieci. Ale dlaczego ten szczytny cel znika w praktyce? A może któreś z nich jeszcze kocha? Albo jest przekonane, że były partner zmarnował mu wiele lat lub nawet całe życie? Czuje się upokorzone przebiegiem rozstania? Albo buduje nowy związek i nie ma czasu ani ochoty na częstsze kontakty? Może zbyt dużo oczekiwało po nowym życiu, a tymczasem nie może się w nim odnaleźć?

Najpierw była ulga, ale zaraz pojawiły się samotność, smutek i poczucie braku sensu. Wszystkie te skomplikowane uczucia wypaczają kontakty z byłym partnerem, który często jest obsadzany w roli kozła ofiarnego. Odreagowuje się na nim napięcie, stres i zmęczenie. Pojawiają się udawana obojętność, drobne złośliwości czy prowokowanie gniewu. Bo chociaż rozstaliśmy się fizycznie i formalnie, to emocjonalnie nadal jesteśmy w siebie uwikłani. Bardzo często para po rozwodzie kłóci się w ten sam sposób jak w czasie trwania małżeństwa. Chociaż wiadomo, że do niczego dobrego to nie prowadzi. Obwinianie, krytykowanie, pogardzanie, wypominanie - to sprawia, że łatwiej nie będzie. Rozmowy o trudnym temperamencie eksmęża, o jego matce i kolegach - to wszystko niepotrzebne wątki poboczne. Już jest po rozwodzie. Czas skarg i zażaleń minął.

Jeśli naprawdę chcemy się dogadać, to warto się zastanowić, czy nie jestem zbyt ostra i kategoryczna. Może traktuję byłego męża jak pana nianię, który ma być wiecznie dyspozycyjny? Albo zależy mi tylko, żeby płacił, a lekceważę jego pragnienie częstego przebywania z dzieckiem? Wiele z nas w kontaktach z opornym rozmówcą odwołuje się do kobiecych sztuczek: "Chyba potrafisz to zrobić lepiej niż ja? Liczę na twoje męskie wsparcie". Przymiotnik "męskie" jest tu ważny.

Nic tak nie motywuje mężczyzn, jak powołanie się na ich testosteronowe męstwo. Bo kiedy ty udzielasz mu lekcji, jakim ma być ojcem, on się wycofuje. Odbiera to jako próbę dominacji czy manipulacji oraz zamach na jego wolność. I od razu jest gotowy do swoiście pojmowanej samoobrony, czyli odwetu lub ucieczki. Po rozwodzie nie trzeba się przyjaźnić, ale warto liczyć się z uczuciami byłego partnera. Choć rozumiem, że w wielu wypadkach może to być naprawdę trudne.

Kogo bardziej kochasz?

Dziecko powinno łączyć byłych partnerów, ale często ich dzieli. Czasem oddziela również od zdrowego rozsądku. Oto historia 51-letniej Irmy, farmaceutki.

- Moja Kaśka gra w tenisa pod okiem swojego ojca. Mój były wycofał się z zawodowego uprawiania sportu z powodu kontuzji. Teraz chce, by jego marzenia realizowała córka. Pragnie, by była drugą Radwańską. Przez intensywne treningi Kasia zaniedbuje lekcje. Ambicje ojca sprawiają, że cierpi. Każde zawody to wymiotowanie ze stresu, każda przegrana to rozpacz. Tłumaczę: "Córciu, ty się do tego nie nadajesz. Po co ci to? On cię zadręczy". Wyciągam ją na zakupy. Niech się dzieciak odstresuje, niczego jej nie odmawiam. Wiem, że mój były cały czas mnie obgaduje przed dzieckiem - że źle ją karmię, że chcę z niej zrobić lalę bez ambicji. Wreszcie, że sabotuję jej wyniki, bo nie wspieram córki na korcie - opowiada Irma.

No cóż, uwagi w stylu: "Ty się, córciu, do tego nie nadajesz", raczej nie zagrzewają do sportowej walki. Problemem jest to, że choć rodzice są zaangażowani w rodzicielstwo, to ich wizje się rozjeżdżają. Oni nie tyle wychowują, ile rywalizują o względy córki. Irma jest przeciwna, by treningi wypełniały jej cały wolny czas. Może stała się zazdrosna o ich wspólną pasję?

Natomiast tata Kasi ośmiesza sposób, w jaki była partnerka spędza czas z córką. Jakby chodzenie po sklepach urągało rodzicielstwu. Wspólna pasja ojca i córki to fajna rzecz. Głównym motywem nie muszą być niespełnione ambicje rodzica. Dużo kobiet skarży się, że mężczyzna nie potrafi być ojcem - nie wie, jak rozmawiać z dzieckiem, nudzi się w jego towarzystwie.

Może dlatego zamiast: "Zaopiekuj się nim", powinna pojawić się konkretna wskazówka: "Kup mu rower, będziecie razem jeździć" albo "Naucz go wędkować, ty też chodziłeś z ojcem na ryby". Więź Kasi z tatą jest szczególnie intensywna i chyba nie zostawia zbyt dużo miejsca na inne relacje. Ponieważ sprawa dotyczy 12-latki, warto z szacunkiem zapytać ją o zdanie. I nie demonizować uprawiania sportu, bo, jak wiadomo, to dobra szkoła życia i przydaje się też poza sportową areną.

Jednak zgadzam się z Irmą, że problemem jest kondycja psychiczna młodej zawodniczki. Nie sztuką jest nauczyć dobrze grać, sztuką jest nauczyć, jak przegrywać. Wygląda na to, że ojciec jest z Kaśką na korcie, ale nie w życiu.

Kiedy Irma chciała porozmawiać o gimnazjum dla córki, gwizdnął z podziwem: "Jak ten czas leci". I to było na tyle w sprawie jego udziału w planowaniu edukacji. Irma słusznie ma pretensje, że ona jest od czarnej roboty, a on od rozwijania pasji i przyjemności.

- On marzy z nią o Wimbledonie, ja pytam, co było w szkole. To nie jest sprawiedliwe - podkreśla. Może Irma powinna powiedzieć: "Mamy dziecko, a nie zawodniczkę"? Pokazać ojcu córki, że grają w jednej drużynie. W deblu mieszanym. I muszą się zgrać, by wygrać ten mecz, bo okazji do rewanżu nie będzie. Stawką jest szczęście Kasi, dlatego fajnie by było wspierać się, a nie faulować.

"Kiedy mnie kontuzjujesz, ty sam też to odczujesz, bo twoje dziecko nie będzie miało zadowolonej matki" - takie sportowe metafory powinny przemówić do pana tenisisty. Sprawdzą się również w kontaktach z tatusiem, który kibicuje przed telewizorem, a każdy telefon od byłej odbiera tak, jakby dzwoniła w trakcie dośrodkowania.

Dlaczego tata nie dzwoni?

Rozmowa z byłym partnerem to trudna umiejętność, ale prawdziwą sztuką jest wychowywanie dziecka z kimś, kto jak dziecko udaje, że go nie ma.

- Mój były przyjaciel udowadnia mi, że ja i nasze dziecko to w jego życiu tylko nic nieznaczący epizod - opowiada 38-letnia Gosia, która ma syna z cenionym operatorem. Przez sześć lat byli w nieformalnym związku. Rozstali się w zgodzie. On przychodził do syna regularnie, zabierał go na wakacje. Kupił kamerę, bo marzył, by mały jak on ukończył filmówkę. Z czasem wizyty stały się coraz rzadsze, tłumaczył się wyjazdami na plan filmowy. Wierzyli mu.

W pewnym momencie syn zadał jej pytanie: "Mamo, czy tata jest taki biedny, że musi cały czas pracować?". Potem pojawiły się kolejne małe wielkie dramaty: "Dlaczego tata nie zadzwonił w moje urodziny? Obiecał, że przyjdzie, nie przyszedł i nie odwołał". Tata zapadł się pod ziemię, potem się "wynurzył", ale tylko na chwilę. Naobiecywał i tyle go widzieli. Mały zaczął się jąkać, unikać kolegów, bo oni ciągle opowiadają o swoich ojcach.

- Jak można tak wycofać uczucia do własnego syna? - rozpacza Gosia. - Kochał go bezgranicznie i co, przestał?

Nieobecny ojciec bywa dla dziecka większym obciążeniem niż nieżyjący. Ze śmiercią można się pogodzić, a ból z powodu odrzucenia często dźwiga się do końca życia.

Jak ulżyć dziecku w cierpieniu? Wiemy, że lepiej nie mówić źle. Może więc pocieszać, że wyjechał daleko i ma dużo pracy, ale na pewno myśli i w końcu przyjedzie? A jak nie przyjedzie? Lepiej nie rozwijać dziecięcych fantazji o cudownym powrocie taty z Ameryki. Nie dawać prezentów i nie mówić, że to od tatusia. Dziecko dorośnie i samo się przekona, jaki z ojca "podróżnik". Mogą wtedy pojawić się pretensje: "Wyparł się mnie, a ty go jeszcze broniłaś!".

Kiedy dziecko pyta, dlaczego tata nie dzwoni, lepiej powiedzieć prawdę: "Nie wiem, a co, tęsknisz za nim?". Zachęcać dziecko do rozmowy o tym, co czuje. Dać do zrozumienia, że nie musi być dzielne. Niech się pożali, popłacze. Powie, co by chciało robić razem z tatą. Może ktoś go trochę zastąpi? Dziadek? Wujek? Może trener? Wychowywanie to nie tylko chronienie przed złem, ale też towarzyszenie dziecku w jego porażkach. Nauka tego, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

Ale można spróbować się z tym mądrze pogodzić. Jest takie powiedzenie, że kobieta wychodzi za mąż z fałszywą nadzieją, że mężczyzna się zmieni. Po rozstaniu warto definitywnie stracić wiarę w ten cud przemiany. Nie ten zwyciężył, kto dopiął swego, ale ten, kto umie w porę odpuścić i zająć się tym, na co ma realny wpływ. Lepiej wiele nie oczekiwać, ale - przede wszystkim - się rozstać. Tak naprawdę. Przenieść swoje uczucia w nowe życie. Starać się być fajną mamą i mimo trudności pozostać kobietą. Angażując się tylko w walkę z eks, można przegapić, że właśnie dzieje się coś ważnego.

Zyta Rudzka

PANI 5/2015

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje