Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małżonkowie podwyższonego ryzyka

Ani jej, ani jego nie trzeba przedstawiać. I nie muszą sobie zazdrościć osiągnięć artystycznych.

Osiągnął ten poziom popularności, że wystarczy wymienić jego imię i nazwisko. Oto on - Jan Nowicki! Od lat wygłasza kontrowersyjne opinie, które jednych zachwycają. Innych - wręcz przeciwnie - denerwują. Niezależnie od emocji, jakie wywołuje, jedno jest niezaprzeczalne: zawsze trafia w sedno sprawy.

Dzisiaj najbardziej boję się siebie

Reklama

Urodził się w Kowalu, ale życie związał z Krakowem: ze Starym Teatrem i Piwnicą pod Baranami. Bez emocji stwierdza, że teatr jego młodości już nie istnieje: - Nie ma takiego aktorstwa, ale nie ma też wyrobionego widza. Bez takiego widza, nawet bardzo utalentowany aktor haniebnie obniża jakość swojego warsztatu - mówi pan Jan.

- Gdy dzisiaj wychodzę na scenę najbardziej boję się siebie. Czy wytrzymam emocjonalnie? Czy mi się będzie jeszcze chciało? Starość, dojrzałość dziwnie się objawia. Niby umie się coraz więcej, ale coraz mniejsze ma się do tego przekonanie... - dodaje.

Popularność przyniosła mu rola szulera karcianego w filmie "Wielki Szu" Sylwestra Chęcińskiego. Było to prawie 30 lat temu. - Gdy Chęciński mnie zobaczył - zdębiał. Długo wyglądałem bardzo młodo, aż tu nagle przytyłem 10 kilogramów, ostrzygłem się i okazało się, że mam siwą brodę. Idealnie pasowałem do tej postaci.

Lucjan Kydryński w "Przekroju" napisał o mnie tak: "Ten zmęczony, sześćdziesięcioletni mężczyzna!". Poczułem się tak, jakby dotknął mnie anioł! Na tym polega aktorstwo. Popisywanie się urodą, czy wdziękiem to zwyczajna głupota - mówi Jan Nowicki.

Byłam nieprzytomnie zakochana w Nowickim

Okazało się, że ten film wywołał też małe trzęsienie ziemi, jeśli chodzi o uczucia... Małgorzaty Potockiej. - W tym czasie byłam nieprzytomnie zakochana w Nowickim - mówi pani Małgorzata, twórczyni i dyrektor Teatru Sabat. - Na moją wielką miłość przyszło mi czekać 30 lat! Ale na Jana można czekać całe życie. 16 maja 2009 roku wzięliśmy ślub - mówi. Dla niej było to czwarte małżeństwo, dla niego pierwsze!

Pikanterii wydarzeniu dodawał fakt, że przez lata związany był z węgierską reżyserką Martą Meszaros. Wielu ludzi, również ze środowiska, było przekonanych, że są małżeństwem. Ale to nie pani Marta, tylko pani Małgorzata usłyszała jego: "tak".

Mogłem bezkarnie patrzeć w oczy pani reżyser

Czy można się dziwić, że już jako małżonkowie zdecydowali się na swoisty powrót do źródeł? - Zaproponowałam mu stworzenie musicalu "Powrót Wielkiego Szu". Oparty jest na tekstach jego piosenek, które znajdowałam w różnych jego domach. Zaprosiliśmy też do współpracy Zbigniewa Książka. Opowiadamy o miłości, hazardzie i przemijaniu - mówi Małgorzata Potocka.

- Gdy zobaczyłem, jak dziewczyny z "Sabatu" tańczą, zacząłem zastanawiać się, w jaki sposób zdołam im dorównać? Aktor starszego pokolenia, który chce konkurować z młodością, może tylko przegrać. To nawet nie wypada! - wyznaje pan Jan. - Ale przekonać ludzi do siebie, w nowym zadaniu aktorskim, to jest coś. Dlatego się zdecydowałem. W dodatku mogłem bezkarnie patrzeć w oczy pani reżyser i czasem zobaczyć w nich coś na kształt uznania - śmieje się Jan Nowicki.

I dodaje: - To głupota, że widok młodych kobiet odmładza! Zawsze żyłem tak, jak chciałem, gdy miałem 18 lat czy jak teraz - 72. Zawsze wiedziałem, że jutro jest nieuniknione.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje