Przejdź na stronę główną Interia.pl

Koniec namiętności to nie koniec związku

Bardziej niż brak seksu naszym relacjom szkodzi przekonanie, że dobry związek to taki, w którym wciąż jest jak dawniej. Tęsknimy do wcześniejszych uniesień, zamiast akceptować, że zmieniają się emocje, pragnienia i my sami - uważa psychoseksuolog Izabela Jąderek.

Moja przyjaciółka, mężatka z ponad 20-letnim stażem, martwi się o swój związek. Kocha męża, lubi z nim spędzać czas, ale... ich życie erotyczne przestało prawie istnieć. Śpią w oddzielnych sypialniach, a seks zdarza się im tylko podczas weekendowych wyjazdów. Czy jej małżeństwo przeżywa kryzys?

Reklama

Izabela Jąderek: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Są pary, którym wystarcza seks raz na tydzień, są takie, które potrzebują tego częściej, ale są też i takie, które chodzą ze sobą do łóżka zdecydowanie rzadziej. Ważne, czy dany układ jest satysfakcjonujący dla obojga. Jeśli do tej pory życie seksualne pani przyjaciółki było w miarę ożywione - zarówno ona, jak i jej partner uważali, że ich potrzeby są zaspokojone, a seks był dla nich ważny - to nagła zmiana najpewniej sygnalizuje, że coś się w związku dzieje. Wtedy warto porozmawiać o tym z partnerem, nie zamiatać problemu pod dywan. I nie obrażać się. Jeśli jednak mówimy o stopniowym spadku namiętności w wieloletniej relacji, to dotyczy on większości par - jeśli nie wszystkich.

Namiętność zawsze się kończy?

- Jeśli myślimy o tej, która łączyła nas na początku związku, przez rok czy dwa lata, to faktycznie już takiej nie będzie. I chyba dobrze, bo trudno przez cały czas żyć na haju. W tym pierwszym okresie aktywność seksualna jest bardzo wysoka. Ludzie chcą spędzać ze sobą jak najwięcej czasu i najchętniej w ogóle nie wychodziliby z łóżka. Można jednak mieć satysfakcjonujące życie seksualne, nawet gdy wiąże się to z mniejszą niż na początku ekscytacją. To po prostu nowy etap.

I wiele związków kończy się na tym etapie.

- Dlatego że początek jest pełen ekstatycznych emocji. Gdy ich poziom opada, wydaje się nam, że to już koniec. A to nieprawda, weszliśmy w czas budowania intymności, bliskości. Wtedy zaczynamy patrzeć na partnera bardziej realnie, przestajemy go idealizować, dostrzegamy wady. Ale też coraz lepiej go znamy, rozumiemy. Jeśli chcemy kontynuować relację, pojawia się zaangażowanie. Pary zaczynają snuć plany na przyszłość, decydują się założyć rodzinę, kupują mieszkanie. Podejmują wspólne zobowiązania.

- To czas oznaczający stabilizację, bezpieczeństwo, odpowiedzialność i przewidywalność. Wraz z nowymi obowiązkami, codziennością, jakimiś konfliktami zmienia się również seks. Ale nie oznacza to wcale, że pożądanie wygasa. Nawet zupełny brak namiętności nie musi oznaczać końca związku. Zdarzają się przecież pary, które tworzą tzw. związki białe - rezygnują z seksu i twierdzą, że są szczęśliwe. Można się oczywiście zastanawiać, jak definiują szczęście i satysfakcję w relacji, jednak dopóki obie strony uznają, że jest okej, to w porządku.

Czyli jeśli nie mamy ochoty na seks, to nie znaczy, że się nie kochamy?

- Oczywiście, że nie. Pożądanie przychodzi falami. Może mamy trudniejszy okres w życiu. Jesteśmy przemęczeni, czymś sfrustrowani. Seks jest tylko jednym z języków miłości. Są przecież także przytulanie, dotyk, głaskanie, pocałunki, wspólne spędzanie czasu, robienie czegoś razem. Ale kontakt fizyczny jest ważny. Bo im dłużej nie prowadzimy regularnego życia seksualnego, tym trudniej do niego wrócić. Odzwyczajamy się od siebie i od seksu.

Są tacy, którzy uważają, że seks jest przereklamowany.

- Seks buduje więź między partnerami. Scala związek, sprawia, że jesteśmy jednością. Dzięki niemu czujemy się kochani, atrakcyjni, akceptowani. W ten sposób partnerzy wyrażają i zaspokajają swoje potrzeby emocjonalne - czułości i bliskości z drugim człowiekiem. Dlatego warto ten ogień podsycać.

Niektórzy seksuolodzy radzą, żeby ustalić z partnerem dzień, kiedy uprawia się seks. Inni, by wprowadzić nowość - kupić kilka erotycznych gadżetów. Ma to sens?

- Nie ma uniwersalnej rady. Są pary, którym służą rytuały. I takie, które dzięki gadżetom albo sprośnym SMS-om poprawiają swoje życie seksualne, bo pobudzają wyobraźnię. Ale może być też i tak, że jeśli do tej pory para nic takiego nie robiła, to partner uzna takie zachowania za kiepski żart.

To co należy zrobić?

- Miłość i pożądanie to dwie zupełnie inne energie. Oczywiście mogą się uzupełniać, ale nie muszą. Użyję takiego porównania: miłość może być jak miękki fotel, koc i ciepłe kapcie. Jest miło, spokojnie. Wiemy, że partner jest, znamy go na wylot, czujemy się bezpiecznie. Natomiast pożądanie to ekscytacja, ciekawość, tęsknota, zazdrość. Większość z nas pragnie i jednego, i drugiego. Dlatego żeby móc znaleźć jakiś złoty środek, warto do związku wpuścić trochę powietrza.

To znaczy?

- Zadbać o siebie samego tak, jak dbaliśmy kiedyś, gdy wchodziliśmy w relację. Spędzać trochę czasu osobno, ożywić swoje zainteresowania, mieć swój świat - kiedy uchylimy do niego drzwi i wpuścimy tam partnera na chwilę, spojrzy na nas inaczej. Przestać rozmawiać wyłącznie o dzieciach i o pracy, być na siebie bardziej uważnym. Istotna jest ciekawość drugiej osoby. Bo czy naprawdę wiemy wszystko o naszym partnerze? Tak nam się tylko wydaje. Warto patrzeć na niego jak na nie do końca odkrytą kartę. Może nas jeszcze zachwycić jak na początku związku. To kwestia zmiany perspektywy. Dzięki temu pojawią się w związku nowa energia i świeżość. Znów będziemy sobą zainteresowani. Warto przełamać rutynę w sypialni, zaskoczyć partnera jakimś zachowaniem, pomysłem. Wtedy to my stajemy się dla niego nieodkrytą do końca kartą.

Dlaczego tak wiele par rozstaje się po 20 czy nawet 30 latach bycia razem? Chyba nie dochodzą do wniosku, że nic ich nie łączy?

- Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli partnerzy rozstają się właśnie w takim momencie, to często wiąże się to z odejściem dzieci z domu. W takich związkach dzieci były ważniejsze od nich samych. Partnerzy stali się głównie rodzicami. Zapomnieli, że dziecko wychodzi z nich, z ich miłości, zaangażowania, bliskości, czułości, pasji, którą dzielili. Taki kryzys przechodzi wiele par. Ale to też nie musi oznaczać końca. Można spróbować odnaleźć się na nowo. Nie chodzi o wyznaczanie jakichś celów, ale raczej o odbudowanie czy zredefiniowanie intymności, która kiedyś ich łączyła - wieczorne rozmowy, wyjście we dwoje.

Znalezienie wspólnej pasji to dobry pomysł na ożywienie relacji?

- Bardzo dobry - pasja wzmacnia, rozwija, wzbogaca, daje radość. Chodźmy razem na tańce, uprawiajmy sport. Wspólny czas nie powinien ograniczać się do omawiania obowiązków domowych. Kiedy robimy razem coś nowego, widzimy siebie inaczej.

A budowanie związku w oparciu o przyjaźń?

- Jeśli chcemy mieć partnera za przyjaciela, naturalne jest, że namiętność będzie zanikać, ponieważ zwykle trudno jest uprawiać seks z przyjacielem. Jednak mimo to jestem bliższa przekonaniu, że warto, wręcz należy się w związku romantycznym lubić i być ze sobą blisko, chcieć ze sobą spędzać czas, mieć w partnerze oparcie. A jednocześnie nie traktować partnera jak cały świat, który się ma.

Zdarzają się udane związki, gdy partnerzy są dla siebie całym światem?

- Oczywiście, że się zdarzają. Ludzie mają różne potrzeby, mają też różne osobowości, charaktery i wyobrażenia na temat związku. Część osób będzie chciała stworzyć związek na wyłączność - są pary, które tak funkcjonują i jest im dobrze. Ale może się zdarzyć, że jedna ze stron w pewnym momencie będzie chciała wyjść z takiej symbiozy, wybić się na niezależność. Wtedy ważne jest, by nie traktować tej potrzeby jako odrzucenia, nie uważać, że jest to zagrażające dla związku. Bardzo szkodzi nam przekonanie, że związek powinien być cały czas taki sam. To jest przecież proces.

Jakie zachowania partnera powinny być dla nas sygnałem alarmowym, że źle się dzieje?

- Kiedy zauważymy, że partner coraz mniej z nami rozmawia, nie dzieli się ważnymi dla niego sprawami, unika czułości, dotyku, przestaje trzymać nas za ręce, całować, to oznacza najpewniej, że coś w relacji przeoczyliśmy, o coś nie zadbaliśmy. Gdy coraz częściej zdarzają się konflikty czy ciche dni, przeważnie świadczy to o jakichś długo chowanych urazach i frustracjach. Dobrze by było, żeby to nie przerodziło się w niechęć do partnera. Praktyka psychoterapeutyczna wskazuje, że awersję emocjonalno- -seksualną wyleczyć jest bardzo trudno. Lepiej zacząć rozmawiać wcześniej, przy pierwszych "objawach", nie pozwolić im przejść w stan chroniczny.

A gdy czujemy, że wszystko rozbija się o seks? Partner chce, a my nie mamy ochoty. Co wtedy? Zmuszać się do seksu ze strachu, że pojawi się ktoś trzeci? 

- Według mnie lęk, że partner znajdzie sobie kogoś innego, nie powinien być głównym czynnikiem motywującym do pobudzania namiętności. Bywa, że namiętność jest w związku obecna, a ludzie i tak szukają kochanków. Instrumentalny powrót do seksu niczego nie rozwiąże. Nie znikną problemy, z których ten brak seksu wyniknął. Przyczyna leży zwykle w emocjach. To dobry moment, by wybrać się do seksuologa lub psychoterapeuty.

A jeśli to partner nie ma chęci?

- Mężczyźni w takich sytuacjach najczęściej redukują napięcie przez sport, oglądanie pornografii, masturbację. Kobiety zwykle próbują je stłumić. Ale tłumienie nie jest dobre, czujemy się wtedy sfrustrowane, nawarstwia się złość, agresja, pojawia żal. Dlatego mówmy o potrzebach otwarcie. Nie szukajmy winnego. Zastanówmy się, co się z nami stało. Często znamy odpowiedź, tylko wolimy udawać, że nic nie wiemy.

Spotykamy czasem szczęśliwe pary, które przeżyły ze sobą kilkadziesiąt lat. Czy to dzieło przypadku, czy ciężkiej pracy?

- Przypadkiem to mogli spotkać się na ulicy. Ale te piękne pary mają za sobą długą drogę i wiele kryzysów, które udało im się przetrwać. Gdybyśmy ich spytali, okazałoby się, że nie było lekko. Mówi się najczęściej, że każdy związek to wynik pracy włożonej w relację. Ale ja nie lubię tego określenia. Jeśli ciągle pracujemy i wciąż wydaje się, że tej pracy jeszcze dużo zostało, to w pewnym momencie mamy ochotę rzucić wszystko w diabły. Uważam, że jest to bardziej kwestia życzliwości, otwartości wobec siebie i gotowości na zmiany. Zmieniamy się my, zmienia się nasz partner. Tylko wtedy związek może iść dalej.

Iza Komendołowicz

PANI 5/2018

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje