Twarze smutku
Dasz radę, córeczko
– Justynko, ty się wciąż garbisz – Teresa klepie córkę po plecach, chwyta za podbródek. – Popatrz na mnie, no, pokaż oczy. Przekrwione. Od czego? – więcej w jej głosie irytacji niż czułości. – Martwię się o ciebie. Nie dzwonisz, jesteś blada, no popatrz na siebie, włosy jak strąki, cera nieboszczki – wzrusza ramionami, wystawia z torby słoiki, idzie do salonu, poprawia poduszki na kanapie, sprawdza, że kwiaty mają sucho.
– Nie możesz tak. Wiktor dzwonił, że trudno mu się z tobą ostatnio porozumieć, że go unikasz. Miałam ci nie mówić, ale powinnaś wiedzieć. Zobaczysz, Justyna, że go stracisz. Weź się w garść, nie grymaś, co to znaczy „depresyjny nastrój?”. Każdy ma dziś jakąś depresję i musi sobie poradzić. Kiedyś się w ogóle nie słyszało o żadnych psychologach, a czasy były przecież cięższe i jakoś trzeba było żyć. Wszystko będzie dobrze, chodź, zjesz rosołku, przywiozłam taki, jak lubisz, z ziemniaczanymi kluskami. No chodź do kuchni – ciągnie Justynę za rękę, obejmuje ramieniem. – Mamo... – Justynie jest głupio, wstyd, nie wie, jak powiedzieć: Mamo, pomóż mi, coś się ze mną dzieje... – Nie będę jadła, nie mogę... Teresa poważnieje. – Ani trochę? – Nie. – Justyna ma spocone ręce, szuka słów. – Już rozumiem – Teresa nagle opada na krzesło. – Przepraszam, maleńka, że od razu nie przyszło mi to do głowy. Nie możesz jeść? Nie chcesz? O Jezu, to jest ta... anoreksja? Powiedz, o to chodzi? Dlatego jesteś taka mizerna, taka wymęczona? Dziecinko, to się leczy przecież, nie martw się, coś wymyślimy, To anoreksja, tak? Justyna patrzy w twarz matki.
– Tak mamo, to chyba mogą być początki... – zmyśla. I czuje ulgę. Już nic więcej nie trzeba tłumaczyć. Zniesie mamę jeszcze dzień, potem będzie udawała, że się leczy. Nie pojedzie na święta. Anorektyczka – to jej pasuje.
Marzec
Nie chcę litości, przytulania. Żadnego dotykania, pieszczot, to mnie boli. Miłość jest straszna. Zobowiązuje do wzajemności, a przynajmniej wyrozumiałości – że on chce mówić i słyszeć odpowiedź, chce iść ze mną do ludzi, do łóżka. Ja nie chcę. Odkryłam, że przeżywam orgazm, nie czując go. Mój świat „nieczucia” staje się tym właściwym. Powroty do tego, co dla innych jest normalnością, to dla mnie wycieczki w obcą rzeczywistość. Nową, w której nie ma czasu, celów, pragnień, zaczęłam traktować z większą przychylnością. Tam mam bezpieczny marazm, ćmiące pobolewanie.
Tu wszyscy czegoś chcą – żeby odpowiedzieć na dzień dobry, podać ulicę w taksówce, kod w bankomacie, jeść wspólnie kolację. To mnie rozwala, parzy. Nie mam siły kochać. Nie mam siły dłużej udawać. Nie mam siły nie mieć siły. Czy ktoś to może zrozumieć? Rozmawiają ze mną jak z debilem: spokojnie, będzie dobrze...
Jakie dobrze? Ja jestem po prostu inna niż wszyscy. Zła. Czegoś mi brakuje. Nie umiem żyć, cieszyć się. Mam straszne sny. Zasypiam czasem na kwadrans ze zmęczenia. Zabijam w tych snach innych ludzi, siebie, matkę. Tyle że w następnej scenie znowu wszyscy żyją. I tak w kółko. Na jawie nie umiem się zabić. Chociaż moja śmierć wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Uwolnić świat od ponurej, brzydkiej, nieudanej Justyny. Zakopać ją i zapomnieć, że przez trzydzieści lat korzystała z należnego innym powietrza, wody, miejsca.
To by było słuszne. Ale nie mam siły sama wyzwolić świata od siebie. Więc muszę żyć. Wszystko robię wolniej. Dzielę na pół słowa, nie chce mi się wypowiadać ich w całości...
Gdzie są drzwi?
– Wiktor, nie daję sobie rady – Justyna resztką sił trzyma słuchawkę. – Wiem, straciłaś pracę, dzwoniła Dorota, będę u ciebie za godzinę – Wiktor ma głos pełen troski. A przecież właściwie nie jest już jej facetem, rozstali się. – Justyna dziwi się. I szepcze: – Pracę? Nie. Mama zabrała do siebie kota. Rozumiesz? Powiedziała, że w takim stanie nie mogę się nim opiekować.
Proszę cię, jedź do niej, przywieź z powrotem, kup po drodze mięso i żwirek. Ja nie mam siły – osuwa się na poduszkę. Praca? To prawda. Nie przedłużono jej kontraktu. I co z tego. Nie musi mieć pieniędzy, nie musi jeść. Chciałaby tylko umrzeć w obecności kota.
Dorota? Kiedyś miała taką przyjaciółkę. To było w innym życiu. Ktoś dzwoni, Wiktor? Coś miał jej przywieźć, coś załatwić. Gdzie jest kot?
Justyna miała szczęście. Wiktor namówił ją na leczenie i sam zawiózł do psychiatry. Zdiagnozowano u niej depresję. Jest pod ciągłą opieką, bierze leki. Czuje się dużo lepiej. Powoli wraca do siebie. Odnowiła kontakty z przyjaciółmi. O swoim stanie sprzed kilku miesięcy mówi: „Niby byłam między ludźmi, a jednak zupełnie obok. Choć wyglądałam i zachowywałam się tak samo jak ty, żyłam w innej rzeczywistości. W tamtej jest tylko mrok, ból, bezsilność i samotność. Tak musi wyglądać piekło. Dziś zastanawiam się, ilu ludzi woła stamtąd o pomoc, a my ich nie słyszymy”. Już nie boi się szumu wody. Jej kot wrócił do domu.
Agnieszka Litorowicz-Siegert
Artykuł pochodzi z kategorii: Jak żyć
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (9)
-
22.12.2010 (19:35)Rozumiem to doskonale,w ciągu 10 lat przeszłam depresję 2 razy a kiedy z niej wyszłam okazało się ,że mąż mnie zdradził i chce odejśc po 26 latach małżeństwa ,boję się ,że znowu się zacznie moja gehenna.Niestety przez te 10 lat nie otrzymałam wsparcia od męża ,jedynie przyjaciółki walczyły o mnie a mój kochany mąż stwierdził ,że zmarnowałam mu 10 lat życia ,chociaż używał wolności jak tylko chciał. Te dwie depresje jakoś zwalczyłam ,zaczęłam walczyc o małżeństwo ale to nic nie dało ,teraz walczę ze sobą,znowu najchętniej zamknęłabym się w czterech ścianach ale muszę to jakoś zwalczyc i walczyc o siebie ,jest mi bardzo ciężko.Pozdrawiam.
-
26.10.2010 (11:26)Cierpię na depresję od 2 lat. Choroba dopadła mnie w najmniej oczekiwanym momencie wtedy, kiedy spełniły się moje marzenia. Podjęłam leczenie i zaczęłam układać życie na nowo. Kiedy myślałam że już mam to za sobą, ona wróciła i znów zburzyła to, co zdążyłam odbudować. Chcę walczyć o siebie, ale już nie mam siły.
-
-
27.08.2010 (11:42)~jagodadziękuję za ten tekst. mam 19 lat, kochającego chłopaka, właśnie dostałam się na Uniwersytet Warszawski. czuję się podobnie, co prawda nie mam myśli samobójczych, ale czuję się beznadziejna, niepotrzebna, nic mi się nie chce, w niczym nie widzę sensu. wydaje się, że mam wszystko, spełniam swoje marzenia, ale nic mnie nie cieszy.
myślałam nad tym, żeby pójść do psychologa, ale nie wiem jak miałabym o tym powiedzieć rodzicom. oni nie zrozumieją, bo starają się dać mi wszystko, odebraliby to jako porażkę wychowania na całej linii. że robią dla mnie co mogą, a ja nie doceniam.Nie mow rodzicom, jestes pelnoletnia, masz prawo decydowac o swoim zyciu. Depresja to choroba i mozna ja wyleczyc, a jak nie to zlagodzic jej skutki. -
27.08.2010 (11:41)Chcialabym zaapelowac do osob, ktore podejrzewaja u siebie depresje - nie wstydzcie sie isc do psychologa albo psychiatry. To jak z wyrwaniem zeba - bedzie bolalo na poczatku, ale potem, z pomoca fachowca ta rana sie bedzie goic.
Mialam depresje od dziecka, ze wzgledu na toksyczna rodzine. Przezylam komplene zalamanie jak mnie zostawil chlopak i przez 5 lat chodzilam jak duch, zalamana, zaplakana. Nikt mi nie pomogl. Po latach sytuacja sie powtorzyla - kolejny facet potwornie mnie oszukal i zranil, do tego mialam problemy osobiste. Tym razem poszlam do lekarza, dostalam leki. Gdyby nie to, to nie byloby mnie wsrod zywych. Dopiero na lekach poczulam sie jak na srodkach przeciwbolowych - zycie przestalo bolec. Kuracja skonczona, a ja sie miewam dobrze, choc czasem wezme Deprim, lub Persen, ale nadwrazliwosc to moja cecha wrodzona i tu niewiele zdzialam... -
26.08.2010 (12:39)piekło to mało powiedziane...tego stanu nie da się opisać,udręka ból ciągła ucieczka.Tracisz wszystko-rodzinę , ciało,duszę nie wiesz kim jestes.poprostu umierasz.Ja nie miałam Wiktora,mój Wiktor mnie jeszcze pogrążał.MAM DZIECI KTÓRE MI POMAGAJA.Mimo że najgorsze minęło nadal uciekam i udaję.JAK RAZ WPADNIESZ W SZPONY DEPRESJI JESTEŚ JUŻ JEJ NAZAWSZE.POWODZENIA.....





















Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia