Bez znieczulenia
Matylda dla Patrycji kiedyś zrobiłaby wszystko. Załatwiła jej nawet pracę w swojej firmie, łamiąc kilka zasad. Dopisała do jej cv studia MBA, których Patrycja wcale nie skończyła. Ważne było tylko to, by przyjaciółka dostała dobre stanowisko. Nie przewidziała jednego. Że koleżanka awansuje szybciej niż ona. I pewnego dnia powie: „Nie obchodzi mnie, że jesteś chora, na jutro masz zrobić sprawozdanie!”. A gdy Matylda spóźni się z raportem, nie dostanie trzynastej pensji. Pod decyzją podpisze się jej przyjaciółka.
Matylda, 30 lat: – Znałyśmy się od dziecka. Mieszkałyśmy w podwarszawskiej miejscowości. Moi rodzice mieli ogromną willę, rodzice Patrycji skromny domek. Pamiętam, że po kryjomu oddawałam jej lalki Barbie i markowe dżinsy.
Patrycja, 30 lat: – Dla mnie świat Matyldy to była bajka. Gosposia podawała obiad, jej tata odwoził nas do szkoły swoim volvo. Świetnie się rozumiałyśmy, choć zawsze żyłam jakby w jej cieniu. Chyba sama ustawiłam się w tej pozycji. Wydawało mi się, że na przyjaźń takiej dziewczyny muszę sobie zasłużyć.
Matylda jeszcze na studiach z zarządzania dostała pracę w firmie konsultingowej. Poznała polityków, biznesmenów. Na stanowisku dyrektora działu odpowiadała za pozyskiwanie do współpracy ważnych ludzi. Patrycja była wtedy asystentką szefa sieci hipermarketów. Gdy nagle straciła pracę, została z dnia na dzień z kredytem na kawalerkę, pożyczką na samochód i niespłaconymi kartami kredytowymi.
Matylda: – Pożyczałam jej pieniądze. Na czynsz, raty, buty. Straciła pracę na początku kryzysu – zły czas. W firmach nie przyjmowano ludzi. Któregoś dnia rozmawiałyśmy przez telefon, mówiła bardzo cicho, prawie jej nie słyszałam. Zapytałam, o co chodzi. „O tej porze najczęściej przychodzi komornik. Udaję, że mnie nie ma”. Postanowiłam, że muszę jej pomóc. Akurat zwalniało się u nas miejsce konsultanta. Kazałam Patrycji szybko przysłać cv, dodałam do niego fakultet z zarządzania. Dopisałam też praktykę w firmie znajomej, w której Patrycja miała rzekomo pracować. Potem umówiłam ją na rozmowę z szefem. Bała się, że nie da rady. Przekonywałam: „Nie bądź głupia, we wszystkim ci pomogę”.
“Po pół roku szef awansował ją na członka zarządu! Ja dalej pracowałam na tym samym stanowisku. I nagle zaczęłam podlegać służbowo przyjaciółce.”
Patrycja zrobiła wrażenie. Zamiast stanowiska konsultanta dostała posadę dyrektora w dziale lobbingu parlamentarnego. – To nie był mój plan, ale się ucieszyłam. Wyjechałam z przyjaciółką na weekend do Kazimierza, żeby wprowadzić ją w tajniki firmy, w reguły spotkań lobbingowych, negocjacji. Zdradziłam wiele nieformalnych informacji, które zdobywa się latami. Mówiłam: ten klient ma taki słaby punkt, tamtego przekonują argumenty typu... Potem, gdy już pracowała, podpowiadałam, jak pisać projekty, sprawdzałam wszystko, co zrobiła, korygowałam.
Uczyła się szybko. W pracy gadałyśmy, plotkowałyśmy, było fajnie. Dzięki mojej pomocy Patrycja zrealizowała trzy trudne przedsięwzięcia. Po pół roku szef awansował ją na członka zarządu! Ja dalej pracowałam na tym samym stanowisku. I nagle zaczęłam podlegać służbowo przyjaciółce. Cieszyłam się, że dostała samochód z kierowcą, spłaciła długi i kawalerkę zamieniła na sto metrów. Nawet kiedy mówiła: „Nie będę na twoich urodzinach, mam naradę”, myślałam, że to przejściowe, że nie chce stracić pozycji, na którą wspólnie zapracowałyśmy. Ale gdy na korytarzu zaczęła mijać mnie bez słowa, postanowiłam z nią porozmawiać. Coś było nie tak.
Patrycja: – Matylda oczekiwała, że nadal będę umawiać się z nią na plotki w kuchni. Nie chciała zrozumieć, że jestem nowa w zarządzie i wszyscy patrzą mi na ręce. Walczyłam, żeby utrzymać stanowisko. Żyłam w ogromnym stresie, miałam wiele do stracenia. Schudłam dziesięć kilo, zaczęły mi wypadać włosy. Najpierw nie mogłam zasnąć bez kilku kieliszków wina, potem potrzebne były już tabletki nasenne. Matylda widziała tylko moje nowe mieszkanie, awans i to, że nie mam dla niej czasu. Do dziś nie wie, że gdy w firmie zaczęły się redukcje, uratowałam jej stanowisko. To dlatego nie zaprosiłam jej na przyjęcie imieninowe, na którym zjawili się najważniejsi ludzie z firmy.
Nie chciałam, żeby ktoś zaczął podejrzewać, dlaczego tak jej broniłam. Nie powiedziałam jej o tym. Pewnie by nie uwierzyła, ja też czułabym się dziwnie, mówiąc „patrz, co dla ciebie zrobiłam”. Zresztą wtedy już zachowywała się nie fair. Opowiadała na przykład pracownikom o moich intymnych historiach. Po dawnej zażyłości nie było śladu.
“W pewnej chwili poświęciłam przyjaźń dla kariery, ale dziś chcę o nią zawalczyć.”
Matylda: – Po kilku próbach kontaktu, które zazwyczaj kończyły się tym, że Patrycja nie miała dla mnie czasu, przestałam w ogóle wtajemniczać ją w moje życie. O tym, że jestem w ciąży, dowiedziała się, gdy w piątym miesiącu poszłam na zwolnienie.
Patrycja: – Byłam wściekła, że nie powiedziała mi o ciąży. Gdy była na zwolnieniu, kilka razy chciałam się z nią umówić, ale wciąż była „zajęta”. Zabolało mnie to. Sama byłam zaskoczona, jak bardzo. Zaczęło mi jej brakować. Dotarło do mnie, że zależy mi na tej przyjaźni. Nie jestem bez winy, ale nie uważam naszej historii za zamknięty rozdział. Gdy Matylda wróci do pracy, chcę załatwić jej przeniesienie do rady nadzorczej w naszej spółce-córce. To chyba jedyny sposób, żebyśmy odbudowały nasze relacje. W pewnej chwili poświęciłam przyjaźń dla kariery, ale dziś chcę o nią zawalczyć.
Matylda: – Zastanawiam się nad zmianą pracy. Sytuacja, gdy moim zwierzchnikiem jest ktoś mniej ode mnie kompetentny, jest ponad moje siły. Czy nasza przyjaźń ma jeszcze szansę? Może, ale na innych warunkach, z mniejszym zaufaniem. Przekonałam się, że przyjaciel to jednak obcy człowiek, choć czasem wydaje się bliski.
Natalia Kuc
Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia