Przejdź na stronę główną Interia.pl

Piękno jest w nas

Jeśli zauważymy u siebie oznaki obsesji dotyczącej wyglądu, możemy walczyć z tym, jak z każdym innym uzależnieniem - mówi Ewa Woydyłło, psycholog i terapeutka.

Lato to dla kobiet niezadowolonych ze swojego ciała chyba najtrudniejsza pora roku. Nie da się ukryć mankamentów figury. Czy Polki z większymi oporami rozbierają się na plaży niż inne Europejki?

Reklama

Ewa Woydyłło: - Chyba nie, na polskich plażach widuję kobiety w różnym wieku, które opalają się, kąpią topless, co kilkanaście lat temu było nie do pomyślenia. Wydaje mi się, że największy problem z akceptacją siebie mają młode dziewczyny oraz kobiety pracujące w mediach i show-biznesie. Dla wielu z nich ciało jest fetyszem.

- Mówi się, że to wina projektantów, reklam i wszystkich promujących idealny wygląd. Jednak to zaledwie część prawdy. Przede wszystkim to te kobiety tworzą sztuczne ideały, są dla siebie okrutne i wymagające.

W przeciętnym miasteczku nie ma kina czy księgarni, są za to liczne solaria, studia fryzur czy paznokci. Prawie każdy sklep oferuje niezliczone preparaty do pielęgnacji ciała. Dbanie o nie stało się symbolem naszych czasów.

- Tak, ale symbolem naszych czasów jest zainteresowanie konsumpcją w każdej sferze życia. Rozsądnie myślący człowiek bierze z tego tyle, ile mu potrzeba, lecz nie podporządkowujemy temu swojego życia, bo ma wiele innych celów, pasji. Ja troszczę się o siebie, jeżdżę na rowerze, gram w tenisa, ale nie oczekuję cudów i bez oporów rozbieram się na plaży, bo, szczerze powiedziawszy, nie interesuje mnie ocena innych dotycząca tego, jak wyglądam.

Jest pani wyjątkiem.

- Dla niektórych kobiet jedynym źródłem poczucia własnej wartości jest wygląd. Kiedy są szczupłe i zadbane, czują się piękne, natomiast kilka nadprogramowych kilogramów sprawia, że nie mogą na siebie patrzeć. Ich świat zawęża się do wizerunku zewnętrznego. Gdy jesteśmy krytyczne wobec siebie, jesteśmy również surowe wobec innych.

- Kiedyś zajrzałam na fora internetowe i zobaczyłam, jak komentuje się znane osoby, którym zrobiono niekorzystne zdjęcie: "To obrzydliwe, żeby taki grubas opalał się w bikini", "Ta opona na brzuchu jest straszna". Kto tak pisze o kobietach? Proszę mi uwierzyć, nie mężczyźni.

Kobieta poproszona o opinię na temat swojego wyglądu najczęściej wyrzuca z siebie serię negatywnych określeń: "za gruba", "za chuda", "zbyt atletyczna", "za niska"...

- Postrzeganie własnego ciała rzadko ma coś wspólnego z rzeczywistością. Nie opiera się na faktach, powstaje na podstawie zbioru myśli i uczuć dotyczących nas samych. To, co widzimy w lustrze, jest subiektywnym osądem. A jeśli ktoś porównuje się do modelek, to nic dziwnego, że wypada na ich tle nie najlepiej. Zresztą nie ma takiej piękności, której nie można by udoskonalić. W ten sposób wygląd łatwo staje się obsesją, co z góry skazuje nas na przegraną.

- Ciało samo w sobie jest zawodne, bo rodzimy dzieci, chorujemy, starzejemy się. O ile dla dwudziesto-, trzydziestolatki powodem kompleksów będą trochę za grube uda, dla czterdziesto-, pięćdziesięciolatki to może być już wszystko: kolejne zmarszczki, pogłębiający się cellulit. Można walczyć z nieuniknionym, biegając do siłowni, robiąc operacje plastyczne itd., ale to i tak w końcu doprowadzi nas do jednego wniosku: nie ma siły, żeby czterdziestolatka miała świeżość dwudziestolatki.

- I co? Z tego powodu ma się zamknąć w domu? Mam znajomych w moim wieku, on jest znanym profesorem, ona kiedyś uchodziła za piękność. Od kilku lat ona nigdzie z nim nie wychodzi. Kiedyś spytałam dlaczego. Profesor odpowiedział ze smutkiem: "Moja żona nie potrafi pogodzić się z tym, że się zestarzała". Uderzyło mnie to, ale tak właśnie kończą się historie kobiet, które nie zbudowały sobie poczucia własnej wartości na czymś, co nie przemija.

Skąd się biorą takie obsesje?

- Swoją odrębność zaczynamy uświadamiać sobie w osiemnastym miesiącu życia. Wtedy dzieci rozpoznają się w lustrze, a słowo "ja" wchodzi do zasobu ich słownictwa. W tej początkowej fazie bardzo wiele zależy od rodziców. Od pewnego czasu wiadomo, że zły obraz własnego ciała małych dziewczynek sprzyja anoreksji lub bulimii w okresie dojrzewania.

- Jednak ostatnio czytałam w internetowym wydaniu czasopisma "British Journal of Developmental Psychology" o badaniach naukowców z Uniwersytetu Środkowej Florydy w Orlando (USA), którzy udowodnili, że film "Księżniczka i żaba" (tytułowa bohaterka jest piękna i szczupła) nie wpływa na postrzeganie własnego ciała przez małe dziewczynki, jeśli rodzice rozmawiają z nimi na ten temat, gdy tłumaczą, że wygląd nie zapewni nam powodzenia i sukcesów.

- Jeżeli koncentrujemy swoje życie na fizyczności, to najprawdopodobniej taki przekaz dostaliśmy od ojca lub matki: dziewczynka musi być szczupła, ładna, bo tylko wtedy zrobi karierę, uda jej się dobrze wyjść za mąż, będzie szczęśliwa. Dla mnie to jest absurdalne, bo to, czy będziemy mieli w życiu powodzenie, zależy od wielu innych czynników.

Trudno wymazać wartości, zgodnie z którymi nas wychowano.

- Możemy się zmienić. Jeśli zauważymy u siebie oznaki obsesji dotyczącej wyglądu, możemy walczyć z tym, jak z każdym innym uzależnieniem. Zbyt częste zastanawianie się, co i kiedy zjemy, jak wyglądamy, co pomyślą o nas inni, jest już bardzo niepokojące. Ważne, by przenieść środek ciężkości uwagi na inne dziedziny życia.

- Niewiele znam kobiet naukowców, dla których wygląd jest najważniejszy. Jeśli inwestujemy w siebie, mamy różne zainteresowania, czujemy się spełnione w innych dziedzinach życia, nasz wygląd schodzi na dalszy plan. I na plaży będziemy cieszyć się czasem spędzanym z bliskimi, a nie zastanawiać się, czy ktoś zwraca uwagę na to, ile ważymy.

Rozmawiała Katarzyna Troszczyńska

PANI 07/2011

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje