Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie przytulaj mnie przy dzieciach

Samotna kobieta po przejściach ma prawo się zakochać. Ale gdy przyzna się do tego swoim dzieciom, sprawa się komplikuje. Syn albo córka często nie akceptują "taty bis". Czują lojalność wobec swojego ojca, mężczyznę mamy traktują jak konkurenta, który odbiera im jej uwagę i czas. Ale jest i dobra wiadomość: z czasem wszystko się układa.

Hanna, doradca podatkowy, 38 lat. Na miłość pozwoliła sobie cztery lata po śmierci męża: - Co robić, kiedy na wieść, że mama chodzi na randki, córka straszy, że popełni samobójstwo? Rozmawiać, słuchać, zapewniać: "to ty jesteś i zawsze będziesz dla mnie najważniejsza". Tak radziła psychoterapeutka. Ale jej rady nie dawały efektu. Było coraz gorzej.

Reklama

- Przy niedzielnym śniadaniu powiedziałam córce: "Wiem, że nie przepadasz za Michałem, ale wierzę, że to się zmieni. Jest mi bliski". Matylda, czternastolatka, z hukiem wstała od stołu. Po drodze z kuchennej apteczki zabrała fiolkę leków na uspokojenie, które łykałam od pogrzebu męża, i pobiegła na górę. Zamknęła się w pokoju. Stukałam w drzwi, kopałam, błagałam: "otwórz". Bezskutecznie. Wreszcie wyważyłam drzwi gaśnicą. Bałam się, że zastanę ją nieprzytomną, tymczasem ona siedziała na łóżku z laptopem i oglądała sukienki na Allegro.

- Nie łyknęła tabletek, chciała mnie nastraszyć. Próbowałam ją przytulić, ale wyrywała się i krzyczała: "Tak szybko otrząsnęłaś się po śmierci ojca?! Jak możesz?!". Tłumaczyłam: "Minęły cztery lata, chcę ułożyć sobie życie". Ale ona groziła: "Zatruję ci je, jeśli on się tu wprowadzi". Nie sądziłam, że jest do tego zdolna.

Lucyna, asystentka stomatologa, 36 lat. Trzy lata po rozwodzie w jej życiu pojawił się mężczyzna: - Dzieci były zachwycone Romkiem. "Kocham Lomka" - mówiła czteroletnia Ada. "Mamo, zasłużyłaś na kogoś takiego" - powiedział mi Karol, piętnastolatek, dumny, że facet jego mamy przed świętami załatwia ekipę, która sprząta mieszkanie, wigilijne potrawy zamawia w restauracji, a mnie wysyła na dwa dni do spa i zapewnia: "Zajmę się wszystkim".

- Po rozstaniu z mężem, który pił i robił awantury, spotkałam mężczyznę, który traktował mnie i moje dzieci zupełnie inaczej. "Masz kłopoty z matmą? - pytał Romek Karola. - Znajdę kogoś, kto ci pomoże". Raz-dwa i syn miał korepetytora. Jego ojciec by tak nie zrobił, on by wrzeszczał: "ile jest siedem razy osiem?! Liczę do trzech i masz odpowiedzieć, głąbie!". Mąż nie kontaktował się z dziećmi. Miałam nadzieję, że Romek im go zastąpi. Zgodziłam się na ślub po roku. W podróż poślubną pojechaliśmy we czwórkę do Chorwacji. Relacje Romka z moim synem zaczęły się sypać zaraz po powrocie.

Justyna, dyrektor w firmie telekomunikacyjnej, 36 lat. Rozwódka. Przez dwa lata nie mówiła córkom, że się z kimś spotyka: - Bliźniaczki szły do podstawówki, gdy się zakochałam. Nie umiałam z nimi o tym rozmawiać. Bardzo wierzyły w brednie mojego eksmęża: "rodzice na jakiś czas się rozstali, ale kiedyś się pogodzą i będzie jak dawniej". W co drugi weekend jeździły do niego i często wracały zapłakane: "Tatuś kazał ci powiedzieć, że za nami tęskni i że chciałby do nas wrócić. Mamo, zgodzisz się, dobrze?".

- Nie udał mu się związek z kobietą, z którą mnie zdradzał. Został sam. Żeby wrócić, próbował manipulować dziećmi. Tłumaczyłam im: "Nie kocham już waszego taty, nie byłam z nim szczęśliwa". Ale one tego nie rozumiały. "To jest Piotr, mój kolega", mówiłam córkom o mężczyźnie, który odwiedzał nas w prawie każde sobotnie popołudnie i niedzielny poranek.

- Uważaliśmy, żeby się nie przytulać przy dzieciach, nie całować. Lubiły go, bo prawie zawsze przynosił im prezenty, smażył ulubione naleśniki z pomarańczami. Na pytanie: "Mamo, czy on się w tobie zakochał? Czy on ci się podoba?", odpowiadałam: "Nie, skąd! Co za pomysł?!". Słyszałam: "Całe szczęście, jest brzydki! To dobrze, bo my już mamy tatę!".

- Dwa lata ukrywaliśmy przed moimi dziećmi, że jesteśmy razem. W soboty Piotr wychodził od nas o 18 i wracał koło 22, kiedy dziewczyny już spały. Nocował, ale wymykał się z domu przed siódmą rano, zanim Kamila i Klara zdążyły się obudzić. Dzwonił do drzwi koło dziewiątej, mówił: "Dzień dobry, przyniosłem wam coś na śniadanie". Któregoś dnia powiedział: "Ten układ mnie męczy, w waszym domu czuję się jak intruz. Chcę z tobą mieszkać, być na sto procent. Załatw to jakoś, porozmawiaj wreszcie z dziećmi". Kochałam jego, kochałam córki. Wiedziałam, że od teraz zaczną się schody.

Co wolno dzieciom

Hanna, wdowa, mama Matyldy, która groziła samobójstwem: - Michał był moim klientem w biurze podatkowym. Niezbyt przystojny, ale inteligentny, zabawny, dużo podróżował. Kafelek z Lizbony, liście laurowe z Madery, filiżanka ze Stambułu - z każdego wyjazdu przywoził upominki. Przez półtora roku byliśmy tylko znajomymi. Do weekendu nad morzem - to wtedy się zakochałam. Powiedziałam o tym mamie, była oburzona: "Za wcześnie! No i masz dziecko! Chcesz jej przyprowadzić do domu nowego tatę?!". Pytałam: "Mam swoje życie zawiesić na kołku i czekać, aż Matylda się wyprowadzi? To może się stać za siedem, dziesięć albo piętnaście lat!".

- Mama nie dawała za wygraną: "Przecież wiesz, jak ona kochała ojca!". Ale ja nie mogłam tego słuchać. "Nie chcę się zestarzeć, żałując, że zrezygnowałam z miłości, bo uznałam ją za niestosowną", powiedziałam. I próbowałam rozmawiać z dzieckiem: "Wiesz, poznałam takiego Michała. Fajny, byliśmy parę razy na kawie. - To niech na kawie się skończy - ucięła córka. - Nie przyprowadzaj go tutaj, w tym domu mieszkał tata!".

- Nie walczyłam o prawo do decydowania o sobie, pozwoliłam córce zadecydować o moim szczęściu. Nie chciała znać Michała, więc kradliśmy chwile tylko dla siebie. Osobne święta, potajemne spotkania, wspólne wyjazdy, kiedy i ona gdzieś wyjeżdżała, więc ja nie musiałam wracać do domu na noc. Zakochana kobieta myśli głównie o sobie i o nim. To fantastyczne, pod warunkiem, że nie ma dzieci. Popełniłam jeden błąd. Planowałyśmy z Matyldą wakacje na Costa Brava, ale ja miałam tylko tydzień urlopu, który chciałam spędzić z nim. Skłamałam córce, że nie stać nas w tym roku na Hiszpanię. Pojechała z babcią do Jastarni. Ja z Michałem na Rodos.

- Po trzech dniach urlopu telefon od mamy: "Matylda miała w nocy gorączkę, wezwałyśmy lekarza, ma zapalenie oskrzeli. Weź wolne i przyjedź". Sprawdziłam loty do Polski: kolejny za dwa dni. Znów kłamałam: "Mam grypę jelitową, nie ruszę się z domu". Godzinami rozmawiałam z córką przez telefon. Raz ona oddzwoniła i usłyszała komunikat po grecku. Trzy tygodnie się do mnie nie odzywała. W głowie miałam jedną myśl: "co ze mnie za matka?".

Lucyna, mama Ady i Karola, którzy polubili jej partnera: - Sielanka skończyła się szybko. Słabe oceny Karola, wagary, późne powroty do domu. "Może czuje, że jest dla ciebie mniej ważny?", sugerowała przyjaciółka. "Co robię źle, czy poświęcam ci za mało czasu?" - pytałam syna. Odpowiedział: "Wszystko mam pod kontrolą, nie histeryzuj, mamo". Nie byłam kobietą, która zwariowała na punkcie nowego faceta i zapomniała, że jest matką. Robiłam wszystko, żeby w mieszkaniu Romka dzieci czuły się jak u siebie. Ada niechcący pomazała flamastrem jego biurko. Zauważyłam, że ze łzami w oczach próbuje gumką zmazać ślady. "Nic się nie stało. To tylko przedmiot. Dla Romka jesteś ważniejsza od jakiegoś stołu" - mówiłam.

- Mieszkaliśmy w stumetrowym mieszkaniu nowego męża, do którego syn z dumą przyprowadzał kolegów. Nie było już ojca, za którego trzeba było się wstydzić, bo często wracał pijany. Przed którym należało się chować, gdy wpadał w szał, i błagać, by zaczął się leczyć. Żadnej odpowiedzialności za mamę i siostrę - były bezpieczne. Można było być sobą.

- A kim był mój syn? Zranionym dzieckiem, zbyt dorosłym, nadodpowiedzialnym, nauczonym, że w domu trzeba być wojownikiem. W naszym nowym cudownym świecie zaczął wariować. W kieszeni jego kurtki znaleźliśmy marihuanę. Romek rozmawia, tłumaczy.

- Potem była wizyta policji: "Wasz syn pomalował sprejem okna w aptece". Romek się wkurza, tłumaczy. Wypalone petami dziury w sofie w salonie, wymioty na blacie w kuchni i ścianie - Karol, gdy nas nie było zrobił imprezę. Romek się wścieka, wrzeszczy. "Dosyć tego, gówniarzu! Wylecisz z tego domu następnym razem!" Syn ucieka, po dwunastu godzinach wreszcie odbiera telefon ode mnie, zgadza się wrócić. "Przesadziłeś! Nie pozwalam ci tak do niego mówić! - broniłam dziecka. - Naprawiam twoje błędy wychowawcze, nie chcę mieć w domu bandyty" - usłyszałam od męża.

- O Karola kłóciliśmy się coraz częściej. Bo syn trzaskał drzwiami, a "w tym domu się nie trzaska". Bo za głośno słuchał muzyki i nie sprzątał. Próbowałam tłumaczyć, rozmawiać, łagodzić. Raz zobaczyłam, że syn płacze. "Co się stało? - pytałam. - Tęsknię za ojcem. Cholera! Dlaczego nie mogę mieć normalnego taty?!" "Może gdybym nie wyszła za mąż, byłby szczęśliwszy? Czy Romek popełnia błędy, którego nastolatek obcemu facetowi nie umie wybaczyć?", dręczyłam się w myślach. Wątpliwościami dzieliłam się z przyjaciółką i z siostrą. A one radziły: "Chcesz zrezygnować z dobrego związku? Przecież Karolowi nie dzieje się krzywda. A ty masz z Romkiem dobre życie".

Justyna, mama bliźniaczek, które liczą na powrót taty: - Jeszcze raz obejrzałyśmy wszystkie części Shreka. Zapytałam córki: "Wyobrażacie sobie, że bajka mogłaby skończyć się inaczej? Fiona wyszłaby za księcia i zapomniała o ogrze? - O nie odpowiedziała Klara - Shrek to jej prawdziwa miłość. - W życiu też czasem mija sporo czasu, zanim odnajdziemy kogoś, kogo pokochamy naprawdę, o kogo chcemy walczyć. - Będziesz walczyć o tatusia?" - pytały córki. Tłumaczyłam: "Wasz tatuś to taki książę, miły, przystojny, ale nie sprawia, że czuję się szczęśliwa. Za to Piotr... jest jak Shrek... ja go chyba trochę... kocham". I tu opowieść się urwała. Bliźniaczki zaczęły krzyczeć. "Nie odzywają się do mnie, chcą jechać do ojca. Przez jakiś czas nie przyjeżdżaj", powiedziałam Piotrowi.

- Nie spotkaliśmy się przez następne trzy tygodnie. Kamila dostała wysypki, Klara miała anginę, na cztery dni do mojego mieszkania córki ściągnęły tatę. Piotr nie był zachwycony: "To, co się teraz dzieje, pokazuje, jak może wyglądać nasza przyszłość. Mamy szansę być sterroryzowani przez dziewczynki, którym nie potrafisz stawiać granic. Moi synowie nie ingerują w to, z kim się spotykam. - Nie mieszkają z tobą. Widują cię raz na dwa tygodnie", mówiłam. Ale może miał rację? Może byłam wobec nich zbyt miękka? Nieskuteczna? Nie potrafiłam rozmawiać z nimi tak, żeby przestały bojkotować moje próby ułożenia sobie życia. Ale z drugiej strony były dla mnie najważniejsze i chyba z tym Piotr, facet, który po raz pierwszy związał się z kobietą z dziećmi, nie umiał się pogodzić.

Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa | dzieci | uczucia | dziecko | para

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje