Przejdź na stronę główną Interia.pl

Od redakcji

Był eksperyment. W kilku wielkich orkiestrach, które ogłosiły nabór muzyków, urządzono "przesłuchanie za kotarą". Nie tak jak dotychczas, że przychodzi kandydat, kłania się komisji i gra. Stał parawan, siadała za nim anonimowa osoba i bronić miała się sama muzyka.


Reklama

Członkowie komisji nie wiedzieli: młody czy stary, kobieta czy mężczyzna? Wiedzą Państwo, jaki był efekt? Odsetek kobiet przyjętych do orkiestr wzrósł o 25 procent. Przypomniałem sobie o tym, czytając wywiad z Eweliną Wiercioch, która wdarła się do męskiego klubu, czyli Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego (s. 32). Kto zna Zakopane, ten rozumie: tam chłop bierze czekan i idzie w góry, a kobieta ma nóż... do obierania ziemniaków. Pani Ewelina ten porządek zburzyła, łatwo nie jest, ale pyta: Dlaczego córka ratownika, która zna Tatry od dziecka, nie mogłaby zostać ratowniczką? Podziwiam podwójnie: za walkę z lawinami i z męskim lekceważeniem. Ciekawe, który żywioł trudniejszy. I mam nadzieję, że drogą przetartą przez Ewelinę pójdą inne dziewczyny.

Bo to jest problem: solidarność kobiet. Na tyle ważny, że poświęcamy mu nasz raport (s. 62). Panowie, wiadomo: mają swoje kluby, whisky, cygara, ciągną się wzajemnie do góry. A kobiety? Trudno mi to pisać jako facetowi, ale zauważam, że matka często bywa bardziej surowa dla córki niż dla syna. Szefowe pobłażliwiej traktują podwładnych mężczyzn i często to ich awansują. Dlatego, mimo odmiennej płci, daję sobie prawo powiedzieć: nie przebijecie szklanego sufitu, jeśli same nie będziecie się popierały. Dziewczyny, bądźcie dla siebie dobre na wiosnę.

Jacek Szmidt - redaktor naczelny Twojego STYLU


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje