Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wielkanocne inspiracje

Niech się święci

Świąteczne klimaty? Tak, ale wymyślone po swojemu, żeby były przyjemnością, nie tylko rytuałem. Bo każdy może wybrać z wielkanocnego repertuaru coś dla siebie, chwile, na które się czeka niecierpliwie. Małgorzata Socha przed Wielkanocą przestawia dom na czas wiosenny, wielopokoleniowa rodzina Anity Lipnickiej wspólnie szuka w trawie czekoladowych jajek, Ewa Drzyzga dzieli się swoją radością i smakołykami z innymi, a Joanna Brodzik pamięta o dobrych uczynkach.

Porządki w sercu

Joanna brodzik, aktorka

Reklama

W Wielkanoc "gospodarskie zajęcia" przeprowadzam nie tylko w domu, także w sobie. To czas, żeby się oczyścić, "odgruzować". Jestem osobą głęboko wierzącą, choć niezwiązaną z żadnym konkretnym Kościołem. W domu nauczono mnie ekumenizmu i szacunku dla tradycji.

Każdy dzień świąt wielkanocnych przeżywam świadomie. W Wielki Czwartek staram się zrobić choć jeden dobry uczynek - tego dnia zawożę do domu dziecka paczkę z ubraniami i zabawkami. W ubiegłym roku ciężko chorowała mama mojej przyjaciółki - umówiłam się ze sobą, że pojadę ją odwiedzić. Udało się.

W Wielki Piątek jest sprzątanie: wymiatam kąty, wyrzucam stare gazety, odświeżam dom. Tego dnia palę świece dla bliskich zmarłych. Do kościoła katolickiego wybieram się w sobotę ze święconką. Oprócz tradycyjnego zestawu mam w koszyku chrzan, symbol równoważenia słodyczy i przyjemności życia odrobiną goryczy.

Tego dnia nie jem mięsa - raz mi się zdarzyło zjeść na schodach kiełbasę z koszyczka, ale to było w roku 1982, komuna i trudności z kupieniem czegoś dobrego. Babcia orzekła, że kiełbasa była już poświęcona, więc grzechu nie było...

Uwielbiam opisy staropolskiego "święconego": barany z masła, dwumetrowe kołacze, sadzawki z miodu... Kiedy oni to zjadali?! Po niedzielnym śniadaniu pilnuję, by resztki święconego nie wylądowały w śmietniku - mięsa i kiełbasy trafiają do garnka z bigosem, a skorupki po jajkach do doniczek z ziemią do kwiatów.

Nie cierpię zimnej wody, ale w poniedziałek daję się nią oblewać. Wierzę, że to oczyszcza. W poniedziałek już można się odwiedzać, przez dom przewija się masa ludzi. Jeśli jeszcze można otworzyć okna, bo jest już wiosna - cudownie.

Kiedy święta się kończą, mam wrażenie, że wracam do normalności z dalekiej podróży w głąb siebie. Znów zaczynam wszystko od początku.

Na cztery kosze

Ewa Drzyzga, dziennikarka

W naszej rodzinie co roku na Wielkanoc maluje się mnóstwo pisanek. Każdy dba, żeby nie zabrakło mu kolorów i pędzli, kiedy już zasiada do swojej sterty ugotowanych jaj. Słuchamy wtedy zawsze tej samej wielkopostnej pieśni - nie zdradzę jakiej, niech to zostanie rodzinną tajemnicą. W sobotę święconkę pakujemy w cztery kosze! Po jednym dla synów Stasia i Ignacego, jeden jest mój i męża, czwarty... oddajemy.

Zainspirowali nas krakowscy dominikanie. Mają piękny zwyczaj - w Wielką Sobotę w przyklasztornych krużgankach stawiają kosz, do którego ludzie przychodzący ze święconką odkładają część swojego jedzenia. Ojcowie przygotowują z tego świąteczne śniadanie dla ubogich.

I tak się szczęśliwie złożyło, że od kilku lat jedzeniem możemy się dzielić, robiąc przedświąteczne zakupy w sklepach w naszej miejscowości pod Krakowem. Tutaj też stanęły kosze, do których można dołożyć coś, co zostanie przekazane potrzebującym.

Ten zwyczaj staje się zupełnie naturalny także dla naszych dzieci. A najpiękniejsze w ten wielkanocny czas jest poczucie, że wiosna przychodzi naprawdę i powrotu zimy nie będzie, przyroda "wybucha" i zaprasza do wyjścia z domu.

Organizujemy więc coroczną wyprawę do lasu po bazie - brodzimy w kaloszach, w grząskiej ziemi i polujemy na najładniejsze gałązki. Kupujemy też zawsze świeże kwiaty, mnóstwo żonkili i tulipanów. Tradycyjnie na naszym rynku dębnickim!

W tym roku jestem bardzo ciekawa, jak chłopcy udekorują pokój na święta. W Boże Narodzenie mieli swoją choinkę. Czekam, co wymyślą na Wielkanoc.

Alleluja rodzino!

Anita Lipnicka, piosenkarka Raz na kilka lat udaje nam się wynająć na święta wielkanocne dom gdzieś na wsi i zjawić się tam w wielopokoleniowym gronie. Wtedy mamy nareszcie moment dla siebie - na rozmowy, spacery po lesie.

Bo choć Wielkanoc to oczywiście cudowny początek wiosny, odrodzenie po zimie, uwolnienie od wszechobecnej szaropluchy, dla mnie to przede wszystkim czas spotkań z rodziną. Okazja do wygłupów z dziećmi, pogadania z rodzicami, wspomnień.

Jedno z moich ulubionych jest takie: w Wielką Sobotę mój brat Arek i ja wychodziliśmy z domu, żeby poświęcić jajka. Nasz kościółek stoi przy Krakowskim Przedmieściu (w Piotrkowie Trybunalskim), ale zawsze ciągnęło nas dalej, na stare miasto, do jezuitów albo do fary. Potem obowiązkowy spacer deptakiem imienia Juliusza Słowackiego. Krętymi uliczkami wokół rynku, wśród śpiewu ptaków, odświętnie ubrani.

Docieraliśmy co prawda do któregoś z kościołów, ale... "ofiarę na tacę" zachowywaliśmy dla siebie - dzieliliśmy się kasą po równo i wydawaliśmy ją "pod Ormianinem" na lody czy inne słodkości. Uff! Ten sekret ciążył mi tyle lat - wreszcie się wydało!

Dzisiaj brat i ja mamy dzieci, a Wielkanoc jest okazją do spotkań w poszerzonym gronie, jeśli nie w domu, to na działce rodziny Arka pod Warszawą. Odbywa się coroczne "poszukiwanie wielkanocnego jaja" - dzieci dostają mapę i szukają ukrytych czekoladowych skarbów.

Pielęgnuję rytuały. Ten dotyczący wspólnego malowania pisanek i porannego wyjścia do kościoła ze święconką podtrzymuję w swoim domu, bo sprawia mojej córce Poli wiele radości, i nie ukrywam - mnie również.

Rzeżucha, żonkile, szpilki

Małgorzata Socha, aktorka Wielkanoc to dla mnie energetyczna bomba zapachów, kolorów, świeżości. Rzeżucha - od razu przyjemne skojarzenie. Siała ją przed świętami moja mama, robię to i ja, choć zazwyczaj spóźniam się z wysianiem ziarenek i rzeżuchę mam dopiero po Wielkanocy. Nie szkodzi, gotową kupuję w kwiaciarni, a moja własna przedłuża mi w domu święta. Lubię ją w wielkanocnej sałatce.

W Wielkanoc żegnam ciężkie potrawy - ostatni raz jem pieczone mięsa i kaloryczne ciasta, zaraz potem rzucam się na nowalijki. Lubię kolory Wielkanocy, zielenie i żółcie, które pojawiają się na stole, w wystroju domu. Przepadam za żonkilami, hiacyntami, bukszpanem.

Fajne jest to naturalne przejście z zimy w lekkość wiosny. Podczas wielkanocnych porządków staję przed szafą i robię remanent: zamieniam grube swetry na kolorowe sukienki, puchowe kurtki na jasne płaszcze, wyciągam z pudeł lekkie pantofle. Perfumy zmieniam na lżejsze, kwiatowe. W święta w moim domu jest cicho.

Na dwa dni wyłączam komórkę. Naprawdę. Wiem, że przychodzą sms-y z życzeniami, ale nie jestem ich fanką. Denerwują mnie powielane masowo wierszyki, których nadawcy nawet się nie podpisują.

Lubię składać życzenia osobiście. O, karty świąteczne! - to było sympatyczne. Tak, kiedyś na pewno do nich wrócę.

Wielkanoc to też czas na zatrzymanie codziennej polki galopki. Lubię, kiedy po powrocie z wizyt u rodziców i teściów jesteśmy z Krzysztofem, moim mężem, sami w wysprzątanym domu. Biorę do ręki książkę i... zapominam o całym świecie.

Agnieszka Litorowicz-Siegert

Najlepsze tematy