Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wielkanocne inspiracje

Katarzyna Sokołowska: Sukces już osiągnęłam

Katarzyna Sokołowska już jako studentka stworzyła nowy w Polsce zawód – reżysera pokazów mody. Przez 20 lat pracowała z najlepszymi projektantami, ale dopiero program Top Model sprawił, że wyszła z cienia, stała się popularna, pojawia się w reklamach. Mówi, że jej to nie zepsuło. Bo jej świat i tak jest za kulisami.

O tym, co robię, wiedzieli ludzie ze świata mody, ale nikt więcej. Dopiero po moim debiucie w TVN okazało się, że mam "twarz". Zanim zostałam jurorką Top Model, reżyserowałam pokazy finałowe w tym programie. Potem zaprosili mnie na casting. Poszłam i po prostu byłam sobą. Okazało się, że to działa, i zaczęła się moja przygoda z telewizją. Oczywiście miałam wątpliwości - po latach pracy w show-biznesie wiedziałam, z czym wiąże się obecność w mediach. Wkurzałam się, że niektórych interesują bardziej moje włosy czy kolor sukienki niż to, co robię.

Reklama

Rola jurora nie jest dla mnie "być albo nie być". To daje mi dystans. Sukces już osiągnęłam. W gruncie rzeczy wyklułam się 20 lat temu. Studiowałam w Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi, profesor zaproponował mi reżyserowanie pokazu dyplomowego na wydziale projektowania ubioru. To było wyzwanie. Uruchomiłam wyobraźnię i siłę perswazji. Poszłam do Krajowej Izby Mody i przekonująco poprosiłam o wypożyczenie wybiegu. Oczywiście za darmo. Determinacja zadziałała. Zrobiłam ten pokaz, potem kolejne, zaczęłam wprowadzać do scenariusza elementy zarezerwowane dla innych dziedzin: animacje, rozbudowaną scenografię, rekwizyty, skomplikowane światło itd. Nawiązałam współpracę ze stylistami, grafikami, artystami. Ważna była też muzyka. Od niej wszystko się w moim życiu zaczęło. Jako dziecko dostałam się do zespołu muzyki dawnej Scholares Minores pro Musica Antiqua w Poniatowej. Grałam na instrumentach, śpiewałam. Nie sądziłam, że to doświadczenie przyda mi się w świecie mody.

Początki? Nic nie przychodzi łatwo. Młoda, drobna dziewczyna zarządza ekipą dużo starszą i bardziej doświadczoną od siebie. Musi zrealizować pokaz, zwykle pod presją czasu i emocji. Ale wszystko jest przygodą. Dziewczyna jest silna, może się realizować, zdobywa autorytet. Robiłam więc swoje i podobno zachowywałam się trochę jak facet. (śmiech) Mówią, że jestem wymagająca. Ale w tej sztuce nie ma improwizacji, najprostszy pokaz wymaga wielu przygotowań i prób. Kiedy poczułam, że odniosłam sukces? Gdy po pokazach natychmiast dostawałam kolejne zlecenia. Coraz więcej i więcej.

Mój zawód, jak każda artystyczna profesja, przypomina samotną wędrówkę. Trzeba umieć wziąć na siebie odpowiedzialność, podjąć ryzyko, poddać się krytyce. No i stres. Ja zawsze jestem "przed" lub "po pokazie", ciągle na adrenalinie. Muszę umieć sobie z tym radzić. Wiele razy sama wracałam nocą do domu, płacząc w taksówce. Ze zmęczenia, napięcia, ale i ze szczęścia, wielkiej ilości skrajnych emocji. Pomagało przekonanie, że wiem, co robię, że realizuję swoje marzenie. W reżyserce niemal unosiłam się nad ziemią. Jak kiedyś, stojąc na scenie i śpiewając średniowieczny motet. Tak jest do dziś. Dlatego przetrwałam.


Najlepsze tematy