Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ślub Kate Middleton i księcia Williama

Koronowane głowy mówią "tak"

Trzeba przyznać, że brytyjska monarchini stanowi diametralne przeciwieństwo felietonistów prasowych: w ciągu 59 lat swojego panowania królowa Elżbieta II nigdy nie wyraziła publicznie swojej opinii w żadnej kwestii.

Nic dziwnego, że jest tak popularna. Nawet w czasach, w których członkowie królewskich rodów pracowicie dostarczają treści serwerom internetowym (Facebook i Twitter to ich nowe domeny), brytyjską władczynię wciąż spowija aura tajemnicy z innej epoki. Wielka Brytania nie posiada konstytucji pisanej, a mimo to celuje w sztuce opierania się zmianom.

Reklama

Ja sam też stawiałem opór. Naprawdę. Zignorowałem wszystkich parkowych spacerowiczów, pytających mnie "Jakie ma pan plany w związku z książęcym ślubem?". Konsekwentnie odwracałem oczy od flag, którymi udekorowana jest Regent Street; od stoisk z pamiątkami rozstawionych przed pałacem Buckigham; od okolicznościowej porcelany. Nie miałem najmniejszego zamiaru - bez względu na presję - pisać felietonu o królewskich zaślubinach.

Trudno powiedzieć, w którym momencie się ugiąłem. Nie są to tematy, na które chętnie wypowiada się ktoś, kto uważa się za republikanina przez małe "r". Być może to wpływ mojego przyjaciela biznesmena, który - po rozmowie ze swoimi kolegami z Bombaju - opowiedział mi, jak to całe Indie żyją ślubem Williama i Kate. Może sprawiła to sama Kate, promienna i wyglądająca jak idealna narzeczona księcia, w fikuśnych kapeluszach. A może szalę przechylił nagłówek z "The Evening Standard", krzyczący: "Kate powie "tak" na żywo na YouTube!"?

O związku księcia Williama, drugiego w kolejce do brytyjskiego tronu, i Catherine Elizabeth Middleton, można zapewne powiedzieć kilka poważnych rzeczy - ale umykają mi one. Powiem za to coś innego: w czasach, w których Brytyjczycy uczą się żyć bez publicznych bibliotek (nie wspominając już o tym, że uczą się żyć bez pracy), zlikwidowanych na skutek cięć budżetowych, cały kraj entuzjazmuje się pełną przepychu ceremonią, podczas której córka milionerów (w lokalnym żargonie: "dziewczyna z ludu") poślubi pilota śmigłowca, który pewnego dnia stanie na czele wielkiego przedsiębiorstwa, przez koronowane głowy nazywanego "Firmą".

Chleb i igrzyska, jak zauważyli starożytni Rzymianie, są tym, czego potrzebuje lud. Wydaje się, że igrzyska są tym, czego ów lud potrzebuje najbardziej. Żadne inne państwo nie może pochwalić się takim momentem dobrego samopoczucia, taką globalną baśnią, jak Wielka Brytania, gdzie budulcem warstw społecznych jest narastający przez stulecia osad tradycji. W dobie telewizyjnego show "Celebrity Apprentice" (w którym znane osoby walczą o kierownicze stanowisko w firmie Donalda Trumpa - przyp. red.), brytyjska rodzina królewska to profesjonaliści oszlifowani przez czas.

Brytania idzie jednak na ustępstwa wobec zmieniających się czasów. Kate zrezygnuje z konia i karety na rzecz samochodu. Premier David Cameron, który całkiem niedawno udał się na krótki urlop do Hiszpanii samolotem tanich linii lotniczych easyJet (warto, by zwróciła na to uwagę Michelle Obama), podczas kampanii przed wyborami parlamentarnymi miał zamiar występować w garniturze, który zakłada na co dzień do pracy. Chciał w ten sposób udowodnić, że nie jest tym, kim jest, a mianowicie wykształconym w Eton elegancikiem. Dopiero głośne narzekania opinii publicznej zmusiły Downing Street do wystosowania oświadczenia, że premier będzie jednak paradował we fraku.

Ameryka jest oczarowana. Jak powiedział mi Hamish Bowles, który będzie relacjonował książęcy ślub dla magazynu "Vogue", "w tej idei społeczeństwa warstwowego, zwieńczonego nieprzeniknioną cytadelą [monarchii], Amerykanie dostrzegają coś hipnotyzującego". Społeczeństwo amerykańskie, dla którego bezklasowość jest jednym z mitów założycielskich, chce zobaczyć, jak to działa.

Na pewnym poziomie Kate jest więc 29-letnim Kopciuszkiem; dziewczyną z ludu wepchniętą do cytadeli; ślicznotką posiadającą od niedawna swój własny herb (widnieją na nim trzy złote żołędzie i złoto-biały szewron). Panna Middleton dobrze rozegrała swoją partię. Jak zauważył Bowles, "jest w niej coś z wytwornej i zadbanej mieszkanki Upper East Side na Manhattanie, która posiada klasyczne wyczucie stylu. Ubiór Kate Middleton charakteryzuje pewna ikoniczność: wysmakowana powściągliwość, skromność i wyrazisty, jednolity kolor". No i, oczywiście, kapelusz.

Tak naprawdę jednak Kopciuszek to w tym przypadku błędna metafora. On skończył Eton, ona - Marlborough College (jedną z pięciu najbardziej ekskluzywnych szkół prywatnych w Anglii - przyp. red.), i podobnie jak jej narzeczony należy do zamożnej elity. William i Kate to nowoczesna para: spotkali się podczas studiów, po pewnym czasie zerwali, i - jak zauważył zgryźliwy ojciec pana młodego, książę Karol - "ćwiczyli już wystarczająco długo". William ma konkretny zawód. Nie wpadł w złe towarzystwo, jak jego stryj, książę Andrzej; nie pokazał się też nigdy w nazistowskim mundurze, jak książę Harry. Krótko mówiąc, bajki na bok - wydaje się, że młoda para to ludzie z krwi i kości, mocno stąpający po ziemi.

Sądzę, że to właśnie lubią Brytyjczycy. Jak również to, że - biorąc zaledwie trzy dni urlopu - zyskują możliwość 11-dniowego odpoczynku od pracy pomiędzy świętami wielkanocnymi a ślubem, co oczywiście będzie kosztowało gospodarkę miliardy funtów. Właściwie to młoda para budzi w nich sympatię tak wielką, że z kolejki do tronu chętnie wyrzuciliby Karola (który zresztą może nań wstąpić jako osiemdziesięciolatek) i od razu zrobili królem Williama. Tak się jednak nie stanie. W sprawie abdykacji stanowisko rodziny królewskiej jest następujące: już to przerabialiśmy; to nic fajnego.

Rzecz jasna, decyzja o abdykacji podjęta przez Edwarda VIII "wróciła" ostatnio za sprawą filmu "Jak zostać królem". Filmu, w którym obecna królowa jest małą dziewczynką! Jako brytyjskiej monarchini Elżbiecie II przyszło mieć do czynienia z każdym jednym premierem od czasów Churchilla - w sumie było ich dwunastu. Kolejną rzeczą, która zdecydowanie odróżnia ją od felietonistów, jest więc fakt, że jest ona osobą naprawdę dobrze poinformowaną.

Prawdę mówiąc, to właśnie ta rzecz sprawiła, że się ugiąłem: jej nieprzemijająca obecność. Chcąc raz jeszcze uzmysłowić sobie brytyjski cud, przeszedłem się przez Westminster Hall, najstarszą część Pałacu Westminsterskiego, której wspaniały drewniany strop rozciąga się nad bezmiarem brukowanej posadzki. Była ona świadkiem uczt koronacyjnych - od Ryszarda Lwie Serce w 1189 po Jerzego IV w 1821; procesów, w tym również Guya Fawkesa; a także wystawienia na widok publiczny trumny z ciałem Winstona Churchilla.

Geniusz Brytanii leży w ciągłości; bardzo poważnej idei, której częścią właśnie stają się William i Kate. To wystarczy, by wzbudzić w republikaninie zainteresowanie monarchią.

Roger Cohen

Tłum. Katarzyna Kasińska

Dowiedz się więcej na temat: Ślub Kate i Williama | Kate Middleton | książę Willliam
Najlepsze tematy