Przejdź na stronę główną Interia.pl

SHOW - magazyn o gwiazdach

Dorota Wellman & Marcin Prokop: Nie mamy cichych dni

Prowadzący "Dzień Dobry TVN" z pozoru nie mogliby się bardziej różnić. Łączy ich jednak poczucie humoru i... wielka przyjaźń. W rozmowie z SHOW zdradzają sekrety swojego związku i przepis na udaną relację.

Nie miewacie siebie dość?

Reklama

Marcin: - Mamy siebie niedosyt! Zwłaszcza, że umiemy o to zadbać. Wakacje spędzamy osobno, więc po dwóch miesiącach, kiedy się wreszcie spotykamy, to normalnie, jakby Leoncio rzucił się na Izaurę...

Dorota: - Aż tak? Z pełną świadomością dbamy o higienę. Po programie nie wisimy na telefonie, jak papużki nierozłączki. Gdy z kimś codziennie spotykasz się w programie, trzeba od tej osoby trochę odpocząć.

Ale prywatnie też spędzacie ze sobą sporo czasu. Bywa, że radzicie się siebie wzajemnie w sprawach prywatnych, w kwestii problemów rodzinnych?

Marcin: - Zdecydowanie tak. Doradzamy sobie, ale to poza anteną i publicznością. Zamykamy się w garderobie i dyskutujemy.

Dorota: - Gadamy o rzeczach domowych, zawodowych. Mamy też taki rytuał, że kiedy jedziemy samochodem w daleką trasę, to w tym zamkniętym pudełku możemy obgadać wszystko, co się w naszym życiu wydarzyło. Nikogo z nami wtedy nie ma i możemy włączyć maksymalną szczerość.

Wasze rodziny nie mają dość, gdy słyszą "Dorota to..." albo "Marcin powiedział, że..."

Marcin: - Nie ma takiej sytuacji, bo nasze rodziny są ze sobą zaprzyjaźnione. Często się spotykamy. Ja bardzo dobrze znam Krzyśka (męża Wellman, przyp. red.), a Dorota zna Marysię (żonę Prokopa, przyp. red.). Spędzamy wspólnie czas, więc gdyby któreś było zazdrosne, to tak, jakby było zazdrosne o brata. Ale to nawet nie chodzi o taką zazdrość damsko-męską...

Dorota: - Każde z nas zostało zaadoptowane przez tę drugą rodzinę.

Tworzycie jedną patchworkową rodzinę?

Marcin: - I śpimy razem bez ubrań.

Dorota: - Naprawdę?

Marcin: - Już sobie wyobraziłem, że mogłoby tak być...

Dorota: - Ja wolę sobie tego nie wyobrażać.

Marcin: - Masz wąskie horyzonty.

Dorota: - A kto od ściany śpi, ja się ciebie pytam? Krzysiek od ściany, Marysia od strony powietrza, a my pośrodku.

Pytanie tylko, czy znajdzie się gdzieś dla was wszystkich tak duże łóżko.

Marcin: - Tak długie...

Dorota: - Na pewno nie, bo z Marcinem są zawsze techniczne problemy.

Marcin: - Dobra, już nie zdradzaj nic więcej...

Coś was drażni w tej drugiej osobie?

Marcin: - Nie wiem, czy "drażni" to odpowiednie słowo. Mam raczej życzliwe uwagi, co do pewnych zachowań Doroty, ale nie dlatego, że one mnie drażnią, tylko dlatego, że jej nie służą.

Jakie na przykład?

Marcin: - Wolałbym, żeby Dorota miała więcej czasu dla siebie, zamiast grać nieustający koncert na cztery ręce, prowadząc dom, pracując przy wielu różnych projektach. Kiedy widzę ją czasem zmęczoną, zmarnowaną, walczącą z migreną, myślę sobie, że za mało o siebie dba.

Dorota: - Ja na przykład bardzo się martwię, że Marcin cały czas jest zajęty, wciąż w podróży. Wiem, że jest młodszy ode mnie o 17 lat i ma inną kondycję i wiele rzeczy jeszcze może, ale nie chcę, by zatracił się w pracy. Chcę, żeby dbał o siebie i na siebie uważał. Po prostu się martwię o niego.

Marcin: - Żeby sarna mnie na przykład w trasie nie pogryzła.

Dorota: - Albo żebyś zawału nie dostał w młodym wieku, bo nie chcę chodzić do szpitala.

A zachowania związane z pracą, jakieś maniery przed kamerą?

Marcin: - Nawet, gdy się coś takiego pojawia, szybko sobie to wyjaśniamy. Na przykład jest temat, który wyjątkowo ciekawi zarówno mnie, jak i Dorotę. Każde z nas wyrywa się, żeby dorwać się do głosu, i wówczas pojawia się myśl: "Niech ona wreszcie skończy, bo moje pytanie jest takie ważne i mądre. Chcę je już zadać teraz, natychmiast". Ona też ma czasami minę z cyklu "Powiedz już, co masz do powiedzenia, bo gadasz i gadasz". Ale to nie jest nic takiego, czego nie dalibyśmy rady wyjaśnić sobie podczas przerwy reklamowej.

Dorota: - Powiedz, że zdarzały nam się takie dni...

Ciche?

Dorota: - Nigdy nam się nie zdarzyły ciche dni, raczej głośne. Na przykład w trakcie przerwy reklamowej Marcin mówi mi, że dzisiaj mam ADHD, zadaję pytania jak z karabinu. Trzeba to sobie szybko wyjaśnić i nie będzie nieporozumień. Bo zdarza się, że człowiek bez narkotyków i alkoholu jest nakręcony jak budzik poranny. My nigdy się nie pokłóciliśmy. Ludzie w to nie wierzą.

Też to powiem: nie wierzę.

Marcin: - To się nazywa higiena relacji. Nie kłócimy się o inne programy, czy związki w naszym życiu zawodowym, bo często Dorota jest pierwszą osobą, której się pytam o radę, i ona ma tak samo. Konsultuje ze mną to, że robi program, reklamę czy książkę z kimś innym. Nie musimy uczestniczyć nawzajem we wszystkich swoich wydarzeniach zawodowych, ale mamy niepisaną zasadę, że jeśli pojawia się jakiś osobny projekt, najpierw prosimy o zielone światło u partnera.

Dorota: - Często decyzje podejmujemy po takiej rozmowie. Gdy jakaś propozycja zawodowa budzi naszą wątpliwość, warto ją przedyskutować z kimś życzliwym, kto siedzi w tym środowisku, kto wie, o co w tym chodzi. I może powiedzieć: "Nie rób tego, bo ci się to nie opłaca, nie warto".

Zdarzało się, że faktycznie któreś z was podjęło poważne decyzje zawodowe albo zrezygnowało z propozycji, bo to drugie mu tak radziło?

Marcin: - Oczywiście. Ja na przykład dostałem niedawno propozycję, żeby zrobić wywiad rzekę z pewnym znanym sportowcem, ale Dorota argumentowała, że będę w tym układzie sprowadzony głównie do roli narzędzia promocyjnego. Posłuchałem.

Dorota: - Właśnie po to jest taki zaufany człowiek, jak Marcin, który mówi: "Ja bym tego nie zrobił". Często idę za jego radą.

Macie taki sam stosunek do pieniędzy? Dorota oddała część swojego wynagrodzenia z udziału w reklamie na cele charytatywne. Ty, Marcin, pojawiłeś się teraz w nowej reklamie, zrobisz tak samo?

Marcin: - Oczywiście, nie pierwszy raz.

Możesz sprecyzować, na jakie cele przeznaczysz pieniądze?

Dorota: - Nie, Marcin nie opowiada o tym, o wielu rzeczach sama dowiaduję się przypadkiem.

Marcin: - Niezręcznie bym się czuł, spowiadając się publicznie z naturalnych, ludzkich odruchów. Zarabiając i wydając, wyznaję zasadę - pieniądze lubią ciszę. Zresztą nie mam ochoty tłumaczyć się przed nikim, dlaczego wspieram takie czy inne cele, czy to idzie na polskie dzieci, czy na afrykańskie czy jeszcze na coś innego. Najważniejsze, że wiedzą o tym sami potrzebujący.

Macie na pewno na swoim koncie wpadki, które wspominacie, siedząc przy winie.

Marcin: - Ja nigdy nie zapomnę, jak zdarzyło mi się pomylić poważnego profesora antropologii z wróżbitą, bo kartki w scenariuszu mi się skleiły, a do tego profesor miał dość nietypową, etniczną stylizację. No i poprowadziłem z nim rozmowę o tym, co nas czeka w kolejnym roku. Profesor, choć był trochę zaskoczony, grzecznie odpowiadał.

Dorota: - A ja pomyliłam Wałęsę z Kaczyńskim, przejęzyczenie. Teraz boję się już zbliżać do jakiegokolwiek prezydenta.

Marcin: - Do tego aktualnego to się w ogóle nie zbliżaj. On się zbliża z nastolatkami w internecie.

Dorota: - Właśnie! Nie mam szans, jestem za stara.

Gdyby was rozdzielono, ale dalej mielibyście prowadzić "DDTVN", kogo widzielibyście u swojego boku?

Dorota: - Ja nie chcę nikogo innego.

Zrezygnowałabyś wtedy z programu?

Dorota: - Zawsze można prowadzić samemu, niekoniecznie w duecie. Zresztą mam na koncie inne duety: z Magdą Mołek, z Pauliną Młynarską. Jednak Marcin jest tylko jeden.

Marcin: - Kłamiesz, bo jest jeszcze Marcin Tyszka, Marcin Meller, Marcin Gortat...

Dorota: - Ale ja nie chcę prowadzić z nimi programu.

Marcin: - Powiem tak: gdyby była propozycja współpracy z inną postacią, to pierwszą osobą, z którą bym to skonsultował, jest Dorota. Na przykład Szymon Hołownia był autoryzowany przez Dorotę. Bardzo lubię okazjonalną współpracę z Magdą Mołek. Lubimy się prywatnie.

Chociaż wasze początki nie były kolorowe.

Marcin: - Kto się czubi, ten się lubi. My z Magdą na początku się poczubiliśmy. Pewnie było w tym też trochę damsko-męskiego napięcia. Potem bardzo się zakolegowaliśmy. Więc, jak widać, mamy z Dorotą swoich ulubionych partnerów, z którymi uprawiamy raz na jakiś czas skok w bok.

Dorota: - Ja lubię pracować z Krzyśkiem Ibiszem. W ogóle fajny jest płodozmian. Spróbować z kimś innym i wrócić do stałego związku.

Marcin: - Z Ibiszem pracowałaś? No wiesz, za grosz wstydu nie masz...

Dorota: - Dlaczego?

Marcin: - Żartuję, to się wytnie... Bardzo lubię Krzyśka, on jest jak Mick Jagger telewizji - zawsze był i zawsze będzie.

Dorota: - Zazdrosny jesteś?

Marcin: - No przecież ludzie czekają tylko na takie kąski.

Dorota: - To ty powiedz, że lubisz pracować z Kammelem.

Marcin: - Nie pracować, ale budzić się koło niego każdego dnia.

Dorota: - Dobrze, już nic nie mówmy...

Rozmawiała: Magdalena Makuch

SHOW 19/2016

-----

Zobacz także:

Najlepsze tematy