Przejdź na stronę główną Interia.pl

SHOW - magazyn o gwiazdach

Dominika Gwit: Zawsze było mnie dużo

Występy były jej żywiołem od dziecka. Rodzicom organizowała prywatne koncerty – z zaproszeniami i biletami po 2 złote. Wyśpiewywała to, co jej idole na ukochanych kasetach magnetofonowych.

Dominika z wielkim sentymentem wspomina dzieciństwo. "Wakacje zazwyczaj spędzałam z synami młodszej siostry mojej mamy - Robertem i Kubą", opowiada SHOW.

Reklama

"Jeździliśmy wszędzie z dziadkami: w góry, na Mazury, na Kaszuby. Może trudno w to uwierzyć, ale moją największą pasją podczas wakacji było łowienie ryb. Każde z nas - Robert, Kuba i ja - dostaliśmy takie dziecinne wędki, które musieliśmy obsłużyć. Wiązało się to z nabijaniem robali na haczyk. Wtedy to sprawiało mi wielką frajdę, dziś pewnie miałabym opory przed dotykaniem glizd. Ale zgrywałam twardziela, bo byłby wstyd przed chłopakami. Uwielbiałam też obchodzić urodziny z kuzynami i z młodszym bratem. Były fantazyjne torty i imprezy kostiumowe. Szczególnie piękne były te, na które wszyscy goście mieli przebrać się za czarodziejów. Za każdym razem, kiedy wracam do tych czasów myślami, to się uśmiecham. Była tam miłość, a pasje pielęgnowałam dzięki rodzicom", zapewnia Dominika.

W czasie roku szkolnego chodziła na wszelkie zajęcia, które ją interesowały: rytmika, pianino, potem śpiew, taniec, pierwsze próby aktorskie w Teatrze Muzycznym w Gdyni.

Rodzice wiedzieli, że żywiołowa córeczka po prostu kocha występy. Jedną z jej ulubionych zabawek był dziecięcy mikrofon. "Urządzałam specjalne koncerty dla mamy i taty. Sprzedawałam bilety po dwa złote i skrupulatnie sprawdzałam. Grunt, że na koncertach był zawsze komplet widzów", opowiada.

Skąd czerpała repertuar? Oczywiście z ukochanych kaset, których słuchała na walkmanie. Była wielką fanką The Kelly Family, a zwłaszcza Paddy’ego, ale ta fascynacja szybko jej przeszła. Do dziś natomiast uwielbia się huśtać - bo tak najchętniej słuchała muzyki.

"Tata, który jest budowlańcem, zamontował mi huśtawkę w naszej kawalerce. Później, gdy wybudował dla nas dom pod Gdynią, miałam takie urządzenie w ogrodzie", mówi Dominika.

Po maturze zdecydowała się na szkołę teatralną, ale do żadnej - ani w Warszawie, ani w Łodzi, ani w Krakowie, ani we Wrocławiu się nie dostała. Egzaminatorom przeszkadzał nie brak talentu, a "warunki".

Nie zrezygnowała i przez rok chodziła do prywatnej szkoły aktorskiej Larte StudiO w Krakowie. Choć rodzice martwili się, że córka zamieszka daleko od nich, ona dopięła swego - 5 lat temu zdała egzamin eksternistyczny. "Jest bardzo trudny, ale udało mi się. Dyplom jest podpisany przez prezesa ZASP, Olgierda Łukaszewicza", mówi z dumą.

Katarzyna Jaraczewska

SHOW 6/2017

Najlepsze tematy