Przejdź na stronę główną Interia.pl

SHOW - magazyn o gwiazdach

Zasłużyła na tę miłość

​Żona Piotra zawsze była kolorowym motylem. Rodzinny Białystok szybko stał się dla niej zbyt ciasny. Zbadaliśmy przeszłość najbardziej tajemniczej kobiety show-biznesu.

W restauracji Ulice Świata przy ulicy Warszawskiej można zjeść najlepsze pierogi w Białymstoku. W dodatku przyrządzone przez Elżbietę Gwizdałę, mamę świeżo poślubionej żony Piotra Adamczyka. Dwupoziomowy lokal został urządzony z pomysłem i dobrym gustem. Pani Elżbieta ma dość medialnego zamieszania związanego z córką. "Piszą o niej głupoty", mówi. "Postanowiłyśmy więc, że nie będziemy już rozmawiać z prasą", dodaje.

Reklama

Jednak dla SHOW zgodziła się zrobić wyjątek. Dzięki temu poznaliśmy prawdziwą historię Kasi Gwizdały, dziewczyny z ambicjami, która nigdy nie pasowała do tego miasta. Zawsze wiedziała, że czekają na nią Warszawa, Paryż, Nowy Jork...

Ojciec Kasi, Artur, był muzykiem. Rodzice dziewczynki rozwiedli się, gdy miała 6 lat. Z tatą nawiązała bliższy kontakt po latach i, niestety, na krótko - zginął w wypadku samochodowym. Wzorem mężczyzny był dla niej dziadek, ceniony w mieście adwokat. To on radził, by zdawała na prawo i rzuciła marzenia o aktorstwie.

Kasia uczyła się w VIII LO, w klasie z rozszerzonym niemieckim. Jej wychowawca, Piotr Mikulak, nauczyciel informatyki, doskonale pamięta klasę B, rocznik 1995. "Kasia wyróżniała się nieprzeciętną urodą. Wszyscy wiedzieli, że zaczyna bawić się w modeling i kiedyś wyfrunie z Białegostoku. Byłem raczej surowy, nie podobało mi się, że często wyjeżdża. Ale usprawiedliwiałem jej nieobecności", śmieje się po latach. Już wtedy Katarzyna lubiła występować. Prowadziła konferansjerkę na balu studniówkowym, do niej należał też pierwszy taniec. Wszystkie dziewczyny były ubrane na czarno lub granatowo. A ona jedna założyła krótką, czerwoną sukienkę na ramiączkach i kabaretki. "Nie mówię, że wywołała skandal, ale trochę to komentowano", śmieje się były wychowawca.

Jako 12-latka Kasia miała wiele pasji. Jeździła do stadniny koni w Jurowcach pod Białymstokiem. Nadal mieszka tam Witalis Nikołajuk, jej były trener. "Ona z nami spędzała niemal każdą wolną chwilę", mówi, zapraszając do domu. Później wyciąga pamiątkowe zdjęcia: "Tutaj zdobywa nagrodę Hubertusa, a tu śpi na sianie z innymi dzieciakami - ma może trzynaście lat", wspomina. Trener pamięta też pierwszego męża celebrytki: "Nieźle trzyma się w siodle", mówi, a taki komplement w jego ustach znaczy naprawdę dużo. Francuskiego finansistę i pisarza Jeana Manuela Rozana Kasia poznała, kiedy rzuciła studia prawnicze w Białymstoku i wyjechała do Paryża kontynuować karierę modelki. To wtedy zaczęła używać imienia Kate.

Spektakularnych sukcesów w branży nie odniosła, ale znalazła miłość. Para pobrała się w 2002 roku, a dwa lata później na świat przyszła ich córeczka Mia. Małżeństwo rozpadło się po pięciu latach. Kate zrezygnowała wówczas z nazwiska byłego męża na rzecz fikcyjnego: Rozz. Czuła, że zaczyna nowy etap w życiu. Zdecydowała się na studia aktorskie najpierw we francuskiej filii amerykańskiej szkoły aktorskiej Lee Strasberg, potem w Nowym Jorku. Z dyplomem wróciła do Paryża i zaczęła pojawiać się na castingach.

W 2009 roku na zdjęciach próbnych do filmu "Manerheim" poznała Piotra. Mieli zagrać małżeństwo, ale produkcja nie doszła do skutku. Spotkali się jeszcze kilka razy, przypadkowo, zamieniając ze sobą tylko parę słów. Ona była już rozwódką z dwójką dzieci: rodzoną córeczką Mią i niedawno adoptowanym czteroletnim chłopcem Shaantim. Dziś mieszkają trochę u Piotra w Warszawie, trochę u niej w 80-metrowym apartamencie w Paryżu. Wierzą, że byli sobie przeznaczeni!
Oskar Maya, HS

SHOW 5/2012


Dowiedz się więcej na temat: Kate Rozz | Piotr Adamczyk | małżeństwa
Najlepsze tematy