Piękne Boże Narodzenie
Tylko mnie kochaj
„Wszystkiego najlepszego”, życzymy sobie przy wigilijnym stole. Co się za tym kryje? Składniki szczęścia. Zapytaliśmy kilka Polek, czego im do szczęścia potrzeba. O czym marzą, gdy mogą spokojnie przymknąć oczy. O milionie czy paru złotych na nową szminkę? O księciu z bajki czy może o randce z kolegą z pracy? Pragnienia wiele o nas mówią. Tuż przed Bożym Narodzeniem „Twój Styl” prześwietla marzenia Polek. Z nadzieją, że się spełnią.
Mieć radość z życia
Magdalena Czekała, 25 lat
Magda lubi: przedmieścia, ale nie prowincję; pracować, by żyć, a nie odwrotnie.
Nie lubi: bylejakości, sfrustrowanych facetów, prywatnej edukacji.
Magda: Pochodzę z małego miasta, mieszkam w Łodzi. Mama jest księgową, tata strażakiem. Mam młodszego brata. Skończyłam prawo, pracuję w fundacji Gajusz prowadzącej hospicjum domowe dla dzieci i w kancelarii adwokackiej. Ale znajduję czas, żeby chodzić na imprezy. Słowo klucz do moich pragnień: radość życia.
Świetna praca
Solidne stare biurko, na nim lampa dająca ciepłe światło, kodeksy, lekki bałagan, fotografie najbliższych. Tak wyobrażam sobie mój gabinet. Za oknem słychać tramwaje, nie jesteśmy na prowincji. Pochodzę z Ozorkowa - jest tam tylko jedna kancelaria adwokacka. Chcę mieszkać w dużym mieście, rozwijać się.
Moi rodzice byli wymagający i jestem im za to wdzięczna. W pierwszej klasie podstawówki miałam wzorowe świadectwo, koleżanki z gorszymi dostawały w domu nagrody, ja - nie. Zawsze słyszałam: "Uczysz się dla siebie".
Od stycznia zaczynam aplikację adwokacką, ale już staram utrzymywać się sama. Jaka pensja byłaby satysfakcjonująca? Chciałabym zarabiać sporo. Ile? Dziś to tyle, żebym mogła kupić używany samochód z klimatyzacją. No i żeby wystarczyło na narty zimą i egzotyczną podróż latem. Nie przewiduję, że będę pracować przez siedem dni w tygodniu i zarabiać dużo.
Co po pieniądzach, z których nie ma czasu ani siły korzystać? Nigdy nie zrezygnuję z urlopu. Nadgodziny są do przyjęcia, tylko gdy zamyka się ważny projekt albo goni nieprzekraczalny termin. Zdaję sobie sprawę, że najbliższe 3-4 lata mogą być intensywne, bo na aplikacji roboty jest mnóstwo, jednak wierzę, że potrafię wszystko sobie poukładać.
Supermężczyzna
Gdy przykładam głowę do poduszki i marzę, to on jest jakby "bez twarzy". To po prostu dobry człowiek - nawet jeśli to brzmi patetycznie. Powinien być wykształcony - studia otwierają wiele drzwi, zmieniają punkt widzenia.
Z drugiej strony w pracowitym i błyskotliwym facecie bez tytułu magistra też mogłabym się zakochać. Powinien lubić książki. Martwić się przy pakowaniu walizki na urlop, że niektóre trzeba wyjąć, bo bagaż jest za ciężki.
Niech by był wysportowany, ale nieprzesadnie umięśniony. Choć na urodziny chcę mu kupować sweter w rozmiarze XL - lubię mężczyzn o szerokich plecach. A tak naprawdę chodzi o to coś: o chemię i trudne do opisania napięcie. Ważne, żebyśmy przez 50 lat mieli ze sobą o czym rozmawiać. Dlatego on musi mieć swoje sprawy i wyjścia z kumplami na piwo.
Nie chcę być jego całym światem, wystarczy, że będę najważniejsza. Dla dzieci powinien być wzorem. To on nauczy je pływać i jeździć na rowerze. I nie będzie uczulony na sprzątanie. Skoro oboje pracujemy i zarabiamy, dom też musimy prowadzić razem. Pragnę, żeby szanował swoich rodziców, ale odróżniał matkę od żony. Nie wyobrażam sobie poślubienia "syneczka mamusi", który to z nią a nie ze mną konsultuje, dokąd jedziemy na narty.
Bezpieczny dom
Dziś mieszkam z bratem (studiuje medycynę) w mieszkaniu, które dostaliśmy od rodziców. Ale sama zarabiam na meble, remont i czynsz. Marzę o domu z ogródkiem na obrzeżach Łodzi.
W dzieciństwie mieszkałam na skraju Ozorkowa, już prawie na wsi. Blisko były łąki, las. Biegałam na bosaka po ściernisku. Chcę mieć ogród, żeby moje dzieci mogły bawić się do woli. Dom niezbyt duży. W nim jedną łazienkę - tam, w moich marzeniach, spotykamy się pod drzwiami rano, kłócimy, kto umyje się pierwszy. Nie zaszywamy się w swoich pokojach.
W domu tylko jedno pomieszczenie jest ogromne - biblioteka. Ma półki pod sufit, na nich wszystkie książki, których dziś nie mogę kupić, bo są za drogie - jest cały Kapuściński, literatura wojenna. Po ogrodzie biegają psy, przed domem stoi ładny samochód, ale żaden supermodel. Nie zmieniamy auta zbyt często, bo pieniądze przeznaczamy na podróże.
Tolerancyjne dzieci
Chciałabym mieć ich co najmniej dwoje - solidarne rodzeństwo, na pewno nie rozpieszczonego jedynaka. Rodzeństwo uczy, że trzeba się dzielić, myśleć o innych. Dzieci będą chodziły do normalnej, publicznej szkoły. Prywatne to jednak wciąż pochwała próżności, wyścig na gadżety i markowe ciuchy. A "normalna" gwarantuje zetknięcie z pełnym przekrojem ludzkich typów, uczy dogadywać się z każdym.
Chciałabym, żeby dzieci wciągnęły się w działalność charytatywną. Ja od czasów gimnazjum jestem wolontariuszką, na studiach związałam się z fundacją Gajusz. Teraz szukam pieniędzy, za które powstanie w Łodzi stacjonarne hospicjum dla najmłodszych. To dla mnie bardzo ważna część życia.
Chciałabym, żeby moje dzieci to rozumiały i poszły w tym kierunku. Wierzę, że będą tolerancyjne i otwarte. I choć będą znały biegle co najmniej dwa języki, nie wyjadą z Polski, bo szarobura Łódź będzie dla nich ważniejsza niż Londyn. Czy ja mogłabym mieszkać za granicą? Tylko gdybym pojechała tam za miłością. Ona jest najważniejsza.
Artykuł pochodzi z kategorii: Świąteczny nastrój
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-





















Wasze komentarze (33)
I nikt nie broni zostac zawodowym wojskowym, duchowna czy policjantka. To nie sprawa plci!