Piękne Boże Narodzenie
Dla mnie... bombka
Magda Gessler wiesza na choince setki ozdób. Ma być strojnie, tradycyjnie, jak w dzieciństwie. Marcin Tyszka zdobi dom chińskimi dekoracjami - to dobra wróżba na przyszły rok. Joanna Przetakiewicz robi świąteczne kule z płatków róż, a Jaga Hupało buduje "kosmiczną" lustrzaną jodłę, która przypomina jej instrumentarium: grzebień i nożyczki.
Ile gwiazd, tyle pomysłów, jak ma wyglądać bożonarodzeniowe drzewko. Pokaż swoją choinkę, a powiem ci kim jesteś? Indywidualiści zdradzają nam swój sposób na niezapomniane święta.
Czysto wokół nas
Magda Gessler, restauratorka
Choinka nie musi być modna. Ma pachnieć, błyszczeć, skrzyć się, kapać nadmiarem ozdób. To powinno być drzewko pełne niespodzianek, które dzieci odkrywają dzień po dniu. Tak było w moim rodzinnym domu. Kiedy babcia ubrana tylko w halkę, żeby nie ubrudzić ubrania, wyrabiała ciasto drożdżowe, dziadek Leon stroił jodłę. Dzieci nie mogły jej oglądać do ostatniej chwili. "Voila!" - w końcu otwierał salon.
Cud. Magia. Na drzewku dyndały nieosiągalne wtedy mandarynki, pozłacane orzechy, wesołe i smutne buzie namalowane na wydmuszkach z jajka. Do tego cukierki Pierroty i Bajeczne, każdy ważył wtedy 75 gramów, a nie tak jak dziś - 10. Dziadek z naszą pomocą zapalał naraz kilkadziesiąt zimnych ogni. No i prawdziwe świeczki, dzięki którym choinka pachniała jeszcze mocniej.
To nie koniec atrakcji - na gałązkach wisiały kolorowe domki zrobione z pudełek od zapałek. W każdym niespodzianka - mały miś, temperówka, gumka. Codziennie wspinaliśmy się, by otworzyć kolejny domek. Ta choinka była prezentem od Świętego Mikołaja. Taką przygotuję w tym roku w nowym domu w Kanadzie. Razem z mężem zaprosiliśmy już rodzinę. Jak zwykle zamówię śledzie z Białorusi - są lepsze niż te polskie - i ugotuję barszcz z białoruskich żółtych buraków. Obowiązkowo zrobię też łososia z prawdziwkami i metrowy makowiec.
Udana Wigilia to stan ducha. To trudny dzień dla niejednej rodziny, kiedy pełni napięć ludzie nagle są blisko. Dlatego w Wigilię warto się postarać, żeby było czysto nie tylko wokół nas, ale przede wszystkim w nas samych. My wszelkie spory, żale, niedomówienia rodzinne wyjaśniamy przed świętami. Potem możemy od nowa się kłócić.
Gdyby ktoś poprosił mnie, żebym zrobiła wigilijną rewolucję w polskich domach, podpowiedziałabym: najważniejsze jest zjednoczenie - mielmy razem mak, lepmy uszka, ubierzmy choinkę. Zamiast sztucznej w amerykańskim stylu, raz na złoto, raz na czerwono - improwizujmy, sami zróbmy ozdoby. Na stole najpiękniej będzie wyglądał wykrochmalony biały obrus i siano. Nie ulegajmy modzie na sushi, zróbmy karpia - najlepiej z Opola Lubelskiego, bo tam są najlepsze ryby w Polsce. I przypominam o wyłączeniu telewizora! Zatrzymajmy się. Odpocznijmy.
Polecam świąteczne piżama party. W naszych domach - czy to w Toronto, czy w Łomiankach - w pierwszy dzień świąt wylegujemy się w piżamach a kanapie. Rozmawiamy, podjadamy bigos, sałatkę jarzynową, a po południu kaczkę. Taki bajkowy chaos. Jest czas, żeby nacieszyć się prezentami, powąchać, jak pachnie notes w skórze albo atrament w zabytkowym piórze.
Mnie łatwo ucieszyć: mogę w nieskończoność - jak w dzieciństwie - dostawać kredki i farby. W zeszłym roku od córki dostałam pluszowego misia. Nie wierzyłam, kiedy po uściśnięciu mu łapki cienkim głosikiem powiedział: "Magda Gessler jest tylko jedna".
Orchidee zamiast jodły
Marcin Tyszka, fotograf
Mój świąteczny rytuał powtarza się od lat: tuż przed Wigilią ląduję na lotnisku w Warszawie, wracam z sesji, które o tej porze roku najczęściej robimy gdzieś w ciepłych krajach. Święta spędzam z rodzicami, ale zaraz po nich znowu jestem na pokładzie samolotu. Zaczynam wakacje.
Od szarobiałej aury w Polsce wolę upał w Tajlandii czy w Singapurze. Tam też na zatłoczonych ulicach, w kurzu i upale, pojawiają się oczywiście choinki. Ale Azjaci huczniej świętują w połowie stycznia chiński Nowy Rok. Ktoś tęskni za zapachem jodły, ja uwielbiam obwieszone kiczowatymi ozdobami i lampionami ulice i domy w Bangkoku. Dlatego w moim warszawskim mieszkaniu nie ma choinki, za to pod koniec roku pojawiają się trójwymiarowe papierowe zwierzęta z chińskiego horoskopu.
We własnym domu świętuję więc po swojemu, czuję się zwolniony z tradycyjnych zwyczajów i menu, ale szanuję też, że są one ważne dla moich bliskich. Kiedyś u babci, teraz u rodziców choinka jest obowiązkowa. Gdy wiele lat temu spędzali święta na Kubie - mieszkali tam przez jakiś czas - zabierali do Hawany żywą jodłę z Polski.
Dla mnie Boże Narodzenie to nie wydarzenie religijne czy duchowe, lecz rodzinne. Nie potrafiłbym tego dnia być sam. Trudne doświadczenie sprzed lat? Samotne święta w Nowym Jorku. Migające choinki na każdej wystawie i opustoszałe ulice. Byłem pewien, że w modnym nocnym klubie Spy spotkam tłumy. Tymczasem oprócz kilku ochroniarzy byłem tylko ja i pewna niespełniona aktorka. Wigilijną noc uczciliśmy niezliczonymi drinkami Cosmopolitan. "Nigdy więcej świąt bez rodziców", obiecałem sobie wtedy.
Często wyjeżdżamy razem za granicę - kilka lat temu temu wigilię spędziliśmy w tajskiej knajpce w Barcelonie, bo choć trudno uwierzyć, to była jedna z niewielu otwartych restauracji. Jeździliśmy razem do Portugalii, Hiszpanii. W tym roku 23 grudnia wracam z zagranicznej sesji. Chcę być z rodziną w Polsce. A potem natychmiast lecę do Azji. Przywiozę kilka kolorowych smoków, bo 2012 to rok Smoka właśnie.
Artykuł pochodzi z kategorii: Świąteczny nastrój
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
" · Zapytano mistrza, czy należy odpłacać dobrym... więcej





















Wasze komentarze (237)
Radosnych Świąt w rodzinnym gronie,tak zwyczajnie.