Przejdź na stronę główną Interia.pl

Rodzinny karnawał

Jest określenie, którego mieszkańcy Nowego Orelanu używają, by opisać Mardi Gras (ostatni dzień karnawału lub nazwa różnego typu festiwali lub parad ulicznych - przyp. tłum.), które zawsze wywołuje zdumienie u odwiedzających to miasto: "przyjazny rodzinom".

Określenie to może się wydawać podejrzane, biorąc pod uwagę fakt, że wiosenne bachanalia kojarzą się głównie z młodzieńczą rozwiązłością, publicznym obnażaniem i nierozwagą na Bourbon Street. Lecz w przypadku pierwszych dużych parad sezonu, które mają miejsce dwa tygodnie przed Mardi Gras (który w tym roku wypada 8 marca) - czyli przed przybyciem turystów - mniej dekadencji nie oznacza mniej zabawy.

Reklama

Parady, które rozpoczynają się w pierwszy świąteczny weekend, 25-27 lutego, odbywają się w przyjemnym momencie. Ponieważ nie ma jeszcze tłumów turystów, pochody są mniejsze, głównie lokalne i pomagają miastu przygotować się na bardziej intensywne przeżycia później.

Tłumy wypełniające chodniki są entuzjastyczne, lecz można je opanować. Atmosfera jest przyjazna i spokojna. (I jeśli dobrze zaplanujesz przyjazd, przyjedziesz zanim ceny w hotelach osiągną sezonowe maksimum.)

Jak większość sezonowych procesji, trasa tych parad zaczyna się na zacienionej dębami St. Charles Avenue, prowadzi przez dzielnice Uptown, Garden District i Lower Garden District, aż do Central Business District, by zakończyć pochód na granicy z French Quarter.

Czego można się spodziewać? Wolno toczących się traktorów, które ciągną błyszczące platformy z ogromnymi postaciami wszelkiej maści od króla Artura w pełnej zbroi po aktorkę komediową, Lucille Ball. Kiedy przejadą już te gigantyczne rzeźby, pasażerowie platform, ubrani w kostiumy, rzucają przeróżne fanty podnieconym, krzyczącym tłumom.

Pomiędzy platformami, orkiestry dęte z pobliskich szkół przebijają się przez harmider Mardi Gras ze swoimi aranżacjami najnowszych hitów, dostosowanych do ulicznych występów. Maluchy siedzą na ramionach rodziców i powtarzają tutejszą mantrę: "Niech mi pan coś rzuci, proszę!" Po przejeździe pierwszych platform, wszyscy mają na sobie kilka sznurków sztucznej biżuterii, a na twarzach szeroki uśmiech.

Podczas wczesnych parad, widzowie mają również więcej przestrzeni na rozłożenie się z piknikiem wzdłuż trasy. Trawniki ("neutralne miejsca" w lokalnym slangu) są tworzone na trasie tramwajów i zmieniane w pola piknikowe dla rodzin, które oglądają popołudniowe pochody - podczas tego pierwszego weekendu będą to Krewe of Pontchartrain (sobota) i Krewes of Carrollton and King Arthur (niedziela). Królewskie ciasta, słodkości i pudła kurczakowego popcornu to główne paliwo dla oglądających.

Wieczorne parady - Krewe of Oshun w piątek, a później Knights of Sparta i Krewe of Pygmalion w sobotnią noc - są bardziej fantastyczne. Kiedy zapada ciemność, do tworzących tajemniczy nastrój grzmiących bębnów i przebranych jeźdźców na koniach, dołączają flambeaux - tradycyjne pochodnie, które oświetlały platformy jeszcze przed nadejściem ery elektryczności.

Po paru godzinach zabawa się kończy. Rodziny pakują swoje koce, piknikowe kosze i zbierają się do domów. Wiele osób, które są tu pierwszy raz - teraz wykończone, szczęśliwe, niosące pełne ręce skarbów - w drodze powrotnej już zaczyna planować przyjazd w przyszłym roku.

Więcej informacji oraz dokładny plan parad można znaleźć na mardigras.com

Pableaux Johnson

tłum. Małgorzata Turnau

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje