Przejdź na stronę główną Interia.pl

Paryski pchli targ: Rady dla poszukiwaczy skarbów

St. Ouen. Ta nazwa sprawiała, że po plecach przechodziły mi ciarki. Ilekroć goście chcieli, by zabrać ich do tego zagłębia pchlich targów na północnych przedmieściach Paryża, starałam się zrobić wszystko, by zmienili zdanie.

Dla mnie wycieczka do  Marché aux Puces de Paris/St. Ouen zawsze była wyczerpująca. Mam na myśli jazdę 4 linią metra do Porte de Clignancourt w okręgu 18, a następnie 15 minut przepychania się przez bazar pełen tanich ubrań, materiałów, wyrobów skórzanych, błyskotek, oprawek do telefonów, garnków i patelni.

Reklama

St. Ouen jest tak duże (1700 sprzedawców na 14 bazarach rozproszonych na 70 000 metrów kwadratowych), że można się tam poruszać jedynie z mapą. Ale nawet w takich przypadkach kończyłam zazwyczaj w ślepym zaułku z przytłaczającymi, drogimi, kryształowymi żyrandolami, marmurowymi obudowami do kominków, lustrami w złoconych ramach i włoskimi lampami podłogowymi w kształcie palm.

Jest też kwestia targowania się. Były czasy, kiedy w St. Ouen turysta miał szansę przechytrzyć sprzedawcę. Lata temu, dziennikarz Art Buchwald napisał, że St. Ouen był to "miszmasz gustów", gdzie można było znaleźć wartościowe rzeczy, przymykając oczy na resztę lub na to, gdzie można było stracić swój portfel.

Szansa na znalezienie czegoś wartościowego (to jest taniego) stała się o wiele mniejsza odkąd ceny wynajmu poszły w górę, dolar spadł, sprzedawcy zaczęli adresować swoją ofertę do bogatych obcokrajowców, a rynek antyków się zdigitalizował. Portfel natomiast nadal można było stracić bez trudu.

Dlatego wolałam zabierać gości na Puces de Vanves, mały, niezbyt schludny pchli targ na otwartym powietrzu, na drugim końcu miasta, gdzie wciąż można się potargować. Mam na to dowody: platerowana sosjerka w kształcie łabędzia za 2 euro, zestaw różnych kieliszków do likierów z ciętego kryształu za 10 euro. Przedstawiałam gościom faceta, który ma w ofercie tysiące bakelitowych guzików i kobietę sprzedającą spinki do mankietów po 10 euro. Logowałam się także na vide-greniers.org, stronie, która informuje o cotygodniowych targach ulicznych. Vide-greniers dosłownie oznacza "opróżnianie strychu", są tam odnotowane sąsiedzkie wyprzedaże i ogłaszają się wędrowni sprzedawcy.

Później, w ciągu ostatnich 2 lat, St. Ouen znowu stało się modne. Zarówno młodzi Paryżanie jak i turyści lubią udawać się tam w weekendy. I to nie tylko na poszukiwanie skarbów.

Pochodzący z Iranu operator Darius Khondji uczynił pchli targ atrakcją "Midnight in Paris" - hitu Woody'ego Allena z 2011 roku (na wypadek gdybyście zapomnieli Inez, pojawia się i znika wśród stoisk Marché Paul-Bert-Serpette Puces de Paris St. Ouen, największego z tych targów, Gil kręci się w pobliżu i zapoznaje francuską handlarkę antykami Gabrielle, która podziela jego zainteresowanie Lost Generation. Przekaz jest jasny: każdy może jechać do Paryża i odnaleźć przygodę, ładne rzeczy i bratnią duszę).

Odkryłam też, że autobusem nr 85 z łatwością można dostać się z lewego brzegu, przez Montmartre na prawym brzegu, bezpośrednio na Rue Paul Bert, jedną z głównych ulic St. Ouen.

To uroczy sposób na obejrzenie Paryża. Co do kieszonkowców, ostrzeżenia na placach i armie policjantów oraz ochroniarzy skutecznie ich odstraszają.

W ubiegłym roku europejski projektant mebli Habitat poczynił kroki, aby przekształcić przestronne podwórze na Rue des Rosiers naprzeciw Paul-Bert-Serpette, pełne starych pracowni i magazynów, w wysokie luksusowe przestrzenie, które przypominają raczej muzea niż sklepy.

Habitat 1964, o powierzchni 400 metrów kw., nosi nazwę upamiętniającą rok swojego powstania. Gra tu jazz i wystawiane są meble, które nie są już w produkcji, w tym lampa grzyba z 1977 roku i biurko Altona z 1993. Uwaga na ceny: unikatowa kanapa od Pierre Paulin w kolorze błękitnym została ostatnio sprzedana za 15 000 euro.

Inny pionier to L’Eclaireur, który otworzył swój siódmy outlet w Paryżu w dawnej pracowni naprawy żyrandoli. Oferuje współczesne meble z wysokiej półki, rzeźby i ubrania vintage haute couture. Tuż obok - galeria Gam specjalizuje się w XX-wiecznych francuskich meblach, a Le Wite w obiektach (oczywiście) białych.

Również w podwórzu, industrialny magazyn Mademoiselle Steinitz’s wystawia rzadko spotykane meble, fantastyczne rzeźby, współczesną fotografię i suknie wieczorowe. W czasie ostatniej wizyty sofę i dwa krzesła, oraz dwa fotele od Viennese Arts and Crafts  można było nabyć za 53 000 euro, a jedyne w swoim rodzaju biurko-motyl z krzesłem w stylu Belle Époque, projektowane przez Paula Poireta, kosztowało 300 000 euro. Niedaleko, przy Rue Paul Bert, znajdują się trzy małe domy z początku XX wieku. Powinni je koniecznie odwiedzić wszyscy, którzy, nawet jeśli nie kupują, lubią oglądać. Un Singe en Hiver pod numerem 6. jest pokryty glicynią i bluszczem i ma wewnętrzny dziedziniec, na którym znajdziemy stare kamienne naczynia, poroże i inne skarby. Sylvain Seron, który wraz z żoną włada tym miejscem, chętnie wyjaśni historię tych przedmiotów łącznie z tajnikami konstrukcji długich żelaznych stołów zrobionych z XIX wiecznych zbiorników na wodę.

Idąc w górę po kamiennych schodach trafimy do La Petite Maison pod numerem 10., gdzie François Casal także kocha rozmawiać. I to na tyle, że jeśli zostaniesz odpowiednio długo, może zaproponować ci lampkę szampana w ciężkim kryształowym kieliszku. Zapytaj go o pokryty cynkiem marmurowy bar, inkrustowany masą perłową znajdujący się przy wejściu.

Najmniej lubię Colonial Concept pod numerem 8., w którym znajdują się tuziny wypchanych pawi, głów zebr, wypchanych leopardów i lwów. Za 4500 euro można kupić skórę niedźwiedzia. Do tego ozdoby z piór, białe korale, polerowane skamieniałości, czaszki, lampy zrobione ze strusich jaj - wszystko to jest z pewnością trudne do zniesienia dla ekologów. Fotografowanie jest zabronione, a chłodne przyjęcie każe się zastanowić, czy klienci w ogóle są tu mile widziani.

St. Ouen stało się też lepszym miejscem dla tych, którzy chcą coś zjeść. Na przekąskę, albo lekki lunch warto wpaść do La Buvette, w którym kiedyś produkowano cegły (również podwórze Habitat). Teraz lokal oferuje szeroki asortyment domowych ciast - słodkich i wytrawnych - od Tartes Kluger. Lunch można zjeść również przy stołach na zewnątrz.

Od 2012 znajduje się tam również braseria Ma Cocotte, zaprojektowana przez Philippe Starcka. Z kilkoma salami i dwoma dużymi tarasami, zaskakuje nowością, kontrastującą z wąskimi uliczkami wokół. W ogóle jest to dość głośne miejsce. Restauracja podająca wszystko - od kawioru i foie gras do cheesburgerów i ryb z frytkami - jest otwarta we wszystkie wieczory w tygodniu. Nawet jeśli pchli targ się nie odbywa.

Nie brakuje też miejsc-weteranów takich, jak Café Paul Bert, podająca doskonałe steki z frytkami na Rue Paul Bert i Le P’tit Landais na Rue des Rosiers, gdzie można wpaść na sałatkę i foie gras. Dwudaniowy lunch dla dwóch osób z winem będzie nas kosztował ok. 35 euro - to jedna z najlepszych ofert w St. Ouen.

W ciągu ostatnich 2 lat w Paul-Bert-Serpette otwarło się ok. 50 sklepów. Meble z połowy ubiegłego wieku, oświetlenie i sztuka w nowoczesnych, wystawiane w surowych przestrzeniach są zazwyczaj modne i kosztowne.

Ubiegłej wiosny, paryski magnat medialny Jean-Cyrille Boutmy zakupił Paul-Bert-Serpette. Zastosował już środki mające zagwarantować, że sprzedawane tam przedmioty są autentyczne.

Cyril Aouizerate jeden z założycieli hotelu Mama Shelter w Belleville, inwestuje 40 mln euro w hotel, który zostanie otwarty w St. Ouen w 2016. Będzie tu 350 pokoi, centrum kulturalne z księgarnią, pomieszczenia do medytacji, kino na świeżym powietrzu i wegetariańska restauracja, serwująca dania przygotowane z organicznych lokalnych produktów.

Dla osób, które lubią kupować i oglądać, nie wszystko jest stracone. Podaję listę moich ulubionych miejsc z przystępnymi cenami (lub gdzie można znaleźć coś wartościowego).

Idealna apaszka: Apaszki vintage od  Hermèsa, niejednokrotnie liczące sobie dziesiątki lat i wykonane z najdelikatniejszego jedwabiu znajdziesz w Monde du Voyage w Marché Serpette. Ceny od 160 euro. Helen i Alain Zisul oferują także kufry od Louisa Vuittona w doskonałym stanie.

Obrazy: Postkubistyczne gwasze w dębowych ramach mało znanego malarza Jacquesa Marly (1885-1965) można kupić od 950 euro. Marly malował tylko dla przyjemności, a dopiero jego spadkobierczyni zaczęła je sprzedawać w Marché Serpette.

Stare sprzęty kuchenne: Wpadnij do Françoisa Bacheliera do Bachelier Antiquités na Marché Paul Bert po emaliowane wagi kuchenne, miedziane garnki, cynowe formy, stare reklamy, sprzęty kuchenne, francuskie dzbany i akcesoria do wyrobu win. Żeliwna jaskrawoczerwona maszyna  do korkowania win za 350 euro to prawdziwa okazja.

Papier: Wybierz się do Paula Maurela na Marché Vernaison na St. Ouen. Od 35 lat sklep oferuje stare plakaty, mapy i inne druki.

Biżuteria:  Również na Marché Vernaison znajdziesz Au Grenier de Lucie. Jason i Heidi Ellis 5 lat temu porzucili Londyn i kariery trenerów sportowych, by przenieść się do Paryża i otworzyć sklep z biżuterią oraz akcesoriami. Jeśli nie podobają ci się torebki ze skóry aligatorów, wybierz kryształowy diadem.

Stare pocztówki i fotografie: Wybierz się do Marché Dauphine i zajrzyj do Philippe Rault. Wypróbuj stereoskop, by obejrzeć "wczesne 3D". Za 15 euro możesz tu kupić świetne prezenty: liczące sobie 60 lat fotografie Paryża.

Jeśli nie czujesz zmęczenia  możesz poszperać w Dauphine w poszukiwaniu okazji, ale możesz też wynająć przewodnika, który zajmie się za ciebie poszukiwaniami i negocjacją cen. Francuski dekorator wnętrz Henry Personnaz traktuje oprowadzanie po St. Ouen jako swoje hobby. Wycieczkę dostosuje do twojego tempa i weźmie pod uwagę czego poszukujesz: od 19-wiecznego malarstwa po zestawy sztućców w stylu Art Deco.

Jeśli wolisz bardziej zuchwałe i aroganckie podejście, zwróć się do Rachel Kaplan.  Uwielbia pokazywać, jak "robi się interesy" i nie cierpi, by jej przerywać.

To może być idealna paryska wycieczka.

Elaine Sciolino

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje