Przejdź na stronę główną Interia.pl

Migdałowa wyspa

Na początek najlepiej powtórzyć za Chopinem, który w 1838 roku pisał z Majorki: "Jestem w Palmie, między palmami, cedrami, kaktusami, pomarańczami, oliwkami... Niebo jak turkus, morze jak szmaragdy, powietrze jak niebo..."

Opalam się na plaży w Can Pastilla, około 6 km od Palmy i mimo woli liczę przelatujące wysoko samoloty. Lecą w obie strony, jeden za drugim, nierzadko co dwie, trzy minuty. W ubiegłym roku przewiozły na wyspę ponad 8 milionów turystów, czego połowę stanowili Niemcy. Reszta to przybysze z Anglii, Francji, krajów skandynawskich. Rośnie ostatnio liczba Rosjan, Czechów, Słowaków i Węgrów. Również coraz liczniej wypoczywają Polacy.

Ogromne lotnisko Palma de Mallorca bije rekordy frekwencji. Zdarzyło mu się przyjąć 300 samolotów w jednym dniu. Dostatecznie rozbudowane, zaliczane jest do jednego z największych w Europie.

Najpiękniejsza plaża


Reklama

Piaszczysta plaża w Can Pastilla należy do najpiękniejszych na Majorce. Ciągnie się kilometrami, jest bardzo szeroka i łączy się z kolejnym miejscem masowego wypoczynku turystów, kurortem El Arneal.

Najlepiej przyjść na plażę zaraz po śniadaniu, rozłożyć parasol, orzeźwić się w morskiej toni i opalać się. Kąpiel w ciepłym, południowym morzu działa jak balsam. Około trzynastej, kiedy słońce przygrzewa najmocniej, warto zrobić co najmniej dwugodzinną przerwę. A potem, do późnych godzin można pławić się w wodzie tak ciepłej, jakby została podgrzana.

Wieczorem, kiedy słońce zawisa nad horyzontem, niebo mieni się barwami żółci i czerwieni. W rozlokowanych wzdłuż wybrzeża barach, restauracjach i kafejkach rozbrzmiewa muzyka - hiszpańska albo światowe przeboje, które zachęcają do tańca i słuchania. Wczasowicze bawią się, ucztują, popijają sangrię. Raz po raz rozlegają się salwy śmiechu, jest gwarno, wesoło i tłoczno. Zwłaszcza na deptaku, gdzie można kogoś spotkać, zawrzeć jakąś znajomość lub po prostu zagubić się w tłumie.

Albo zagapić na ulicznego mima. Stoi sobie nieruchomo biała postać, która ożywia się na moment, gdy dojrzy, że ktoś wrzucił pieniążek do ustawionego przed nią kapelusza czy koszyczka. Zasłoni twarz, jeśli przechodnie próbują zrobić zdjęcie, bez dokonania zapłaty. W przeciwnym razie pozwoli sfotografować się nawet z całą rodziną.

W innym miejscu, ktoś licząc na skromne datki, wygrywa na skrzypcach lub fujarce, wpadające w ucho melodie. Wzdłuż promenady rozsiadają się też każdego wieczora portreciści, którzy na poczekaniu uwiecznią na papierze, wedle życzenia, twoją podobiznę. Mogą również wykonać portret ze zdjęcia. A w zależności od gustów i zasobów kieszeni zamawiającego, portret może być czarno-biały lub kolorowy.

Katedra w miejscu rzymskiej świątyni

Niewiele ponad 1 dolara kosztuje bilet autobusowy z Can Pastilli do Palmy, stolicy wyspy. Najlepiej, jadąc tam, wysiąść w miejscu owianym historią, u podnóża katedry.

Katolicka katedra gotycka pod wezwaniem Matki Bożej, została zbudowana w ciągu pięciu stuleci (od 1229 r.) na miejscu rzymskiej świątyni. Wnętrze budowli rozświetlają wielobarwne witraże, do zadumy skłania pełen prostoty główny ołtarz, nad którym zawieszono coś, co przypomina gigantyczną tiarę wykutą z żelaza.

U podnóża katedry rosną palmy. Niedaleko stąd jest główny port pasażerki, przystań promowa, port wojenny i rybacki oraz największy na wyspie, jeden z największych na świecie, port jachtowy. Tu przypływa król Hiszpanii Juan Carlos, który bardzo chętnie wypoczywa na Majorce. Niekiedy zdarzy się spotkać w tym miejscu amerykańskich milionerów albo gwiazdy filmowe.

Wędrując uliczkami Palmy, zagłębiam się w boczne zaułki, pełne sklepów - z obuwiem, odzieżą, malarstwem. Znajduję poszukiwany przeze mnie sklep z płytami, dobrze zaopatrzony, i kupuję upragniony kompakt - "Tango argentinos".

Spoglądam raz jeszcze na katedrę i na górujący nad miastem zamek Bellver z XV w., kiedyś pałac królewski, później przerobiony na więzienie, obecnie mieszczący muzeum. Czas wracać.

Czarna Madonna z Lluc

Patronką Majorki i królową wyspy jest Czarna Madonna z Santuario de Lluc. Miejscowość ta leży wysoko w górach, na północ od Palmy. Autokar, którym zdążam, pnie się w górę nad przepaściami. Aż strach spoglądać w dół. Choć to malownicza trasa, drogi krzyżują się lub biegną okrężnie, tworząc zakola. W okolicach wąwozu o wdzięcznej nazwie Bella Donna (Piękna Pani) pewien niedobry mąż - jak głosi opowieść - chcąc pozbyć się żony, zepchnął ją ze skały. Liczył, że poniesie śmierć. Ale tak się nie stało. Kobieta spadając, wymodliła u Czarnej Madonny łaskę życia i na rozpostartej, niczym spadochron spódnicy, szczęśliwie wylądowała na dnie wąwozu. Mąż, którego dręczyło sumienie, wybrał się do klasztoru w Lluc, aby u stóp figury Czarnej Madonny poprosić jednak o przebaczenie za swój niegodziwy postępek. Jakaż była radość obydwojga małżonków, kiedy spotkali się w cudownym miejscu.

Legenda głosi, że figurkę Matki Bożej, zwana Czarna Madonna z dzieciątkiem Jezus, znalazł w XIII w. w lesie pasterz. Zaniósł ja do kościółka w Escorce, ale figurka znikała. Powtarzało się to bodaj trzykrotnie, więc ostatecznie zbudowano w lesie kościół, w którym umieszczono figurę na stałe. Wkrótce nie opodal powstał największy na Majorce klasztor,

Z Lluc już tylko kilkanaście kilometrów do La Colobra, skąd można statkiem przeprawić się do malowniczej, położonej nad zatoczką i okolonej górami miejscowości Puerto de Soller. A potem wrócić kolejką wąskotorową do Palmy, przebijając się licznymi tunelami przez malownicze góry Sierra de Tramontana.

Fortepian Chopina

Ciekawość Polaków wiedzie do Valldemosy, żeby zobaczyć klasztor, w którym spędził kilka miesięcy Fryderyk Chopin wraz z kochanką George Sand i jej dwojgiem dzieci. Nasz wielki kompozytor przybył na zieloną wyspę w listopadzie 1838 r. z nadzieją, że znacznie łagodniejszy klimat niż w Paryżu, pozwoli mu spędzić nadchodzącą zimę i podleczyć bardzo chore płuca. Liczył także, że w ciszy Majorki uda mu się dokończyć zaczęte preludia.

W opuszczonym przez zakonników w 1836 r. klasztorze Chopin i George Sand uwili miłosne gniazdko. Cóż pozostało po ich pobycie? Muzeum klasztorne przechowujące pieczołowicie liczne pamiątki, m.in. odbicie sławnych dłoni Chopina oraz fortepian, na którym grał i komponował. Oprócz celi zwiedza się XVI-wieczną drukarnię i XVII-wieczną aptekę wypełnioną butelkami z dmuchanego szkła.

Jaskinie z jeziorami

Inna trasa wycieczkowa prowadzi na wschodnie wybrzeże wyspy, które słynie z licznych jaskiń, grot i pieczar z jeziorami oraz lasem stalaktytów i stalagmitów. Niektóre z grot są olbrzymie, a do największych należy Cueves del Drach - Jaskinia Smocza. Ciągnie się na przestrzeni 2 km, zadziwia różnej wielkości jeziorami, z których największe - Martel, ma 117 metrów głębokości. W podziemnej scenerii, u podnóża tego jeziora, kiedy turyści usadowią się w ławkach, przygasa światło i pojawiają się bajecznie iluminowane łodzie. Siedzą na nich muzycy, grając na fisharmonii, więc grota stopniowo wypełnia się muzyką.

Na Majorce nie ma wielkiego przemysłu, za wyjątkiem cementowni. Wyspa słynie natomiast z wyrobu sztucznych pereł w Manacor i Montuiri. Firma Majorica eksportuje je na cały świat. W Inca rozwinął się przemysł skórzany, a w pobliżu miejscowości Algaida zachowała się XIII-wieczna huta szkła.

Z Majorki pochodzi najlepsza w Hiszpanii oliwa - Caimari, chociaż drzewa oliwkowe zostały sprowadzone 2 tys. lat temu. Uprawia się cytrusy, ale przede wszystkim Majorka słynie z migdałów. Liczba drzew, które je rodzą, sięga ośmiu milionów. Do osobliwości wyspy należy chleb świętojański zbierany z drzew. Uroku wyspie dodają też wiecznie zielone palmy oraz dęby typowe dla tutejszych gór.

Janusz Świąder

Dowiedz się więcej na temat: Majorka | wyspa | podróże | turystyka | wypoczynek | zamek | Plaże | miasto

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje