Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kos - wyspa Hipokratesa

Niewielka wyspa leży bliżej Turcji niż kontynentalnej Grecji. Choć żyje z turystów, zachowała wiele naturalności. Można tu znaleźć prawdziwe tawerny z pysznymi daniami i winem.

Wyspa położona pośrodku archipelagu Dodekanez jest idealna na letni wypoczynek. Zwłaszcza rodziny nie będą tu miały tak częstego dylematu: błogie lenistwo czy zwiedzanie.

Reklama

Najważniejsze zabytki znajdziemy w mieście Kos. Najbardziej okazałe są ruiny dawnego zamku Joannitów z XIV w. Jeśli tylko wybierzemy się na ich zwiedzanie przekonamy się, że strategicznie i krajobrazowo to położenie było wprost idealne.

W średniowieczu Zamek Nerantzia stał na wyspie, oddzielony fosą z wodą morską i mostem zwodzonym. Może nawet zbyt blisko stałego lądu. Po dwustu latach od zbudowania twierdza uległa najeźdźcom tureckim. Reszty zniszczenia wnętrz dokonało trzęsienie ziemi. Spacerując murami, możemy sobie tylko wyobrażać jak ważnym elementem obronnym były kiedyś. Teraz niektóre luksusowe jachty są wyższe niż resztki murów.

Na szczęście niezbyt często wpływają tu wielkie statki wycieczkowe, bo wtedy kontrast byłby jeszcze większy. W tym roku trzeba omijać port w środy, kiedy przypływa tu jeden z dużych wycieczkowców. Może zabrać nawet 1000 pasażerów. Co prawda mieszkańcy miasteczka cieszą się, bo handel kwitnie, ale pod drzewem Hipokratesa będą tworzyć się kolejki.

Hipokrates to najsłynniejszy mieszkaniec wyspy. Legenda mówi, że ojciec współczesnej medycyny pod tym drzewem udzielał lekcji przyszłym lekarzom. To właśnie na Kos powstały takie terminy jak diagnoza, terapia czy epidemia. Hipokrates zalecał też higienę i właściwą dietę jako środki zapobiegające przeróżnym chorobom. Tyle, że "jego" platan ma co najwyżej 500, może 600 lat. Choć jest imponujący to posadzono go przynajmniej półtora tysiąca lat po Hipokratesie.

Wyspa jednak nawet w czasach rzymskich wykorzystywana była jako sanatorium. Jego ruiny znajdziemy, wędrując po krętych uliczkach miasta Kos. Zaraz za współczesnymi willami i hotelami trafimy na ruiny średniowiecznej świątyni Asklepiosa. W mitologii greckiej był to bóg odpowiedzialny za medycynę i leczenie. Ze wszystkich świątyń mu poświęconych ta z Kos była najważniejsza. Mimo, że Hipokrates wprowadził do medycyny racjonalne podejście, to tu nadal leczono na podstawie wróżb i snów chorego. Na szczęście błędy medyków rekompensował klimat.

Dobra atmosfera do wypoczynku trwa do dziś. Kto chce plaż szerokich, jedzie na północ. Surferzy i miłośnicy dzikich plaż wybierają południe. Na zachodnim krańcu wyspy odnajdą się fani jazdy po bezdrożach. Kardamenę na południu wyspy upodobali sobie Anglicy. Mija 70 lat od czasu, kiedy po dwuletnim powojennym brytyjskim protektoracie wyspa trafiła znowu do Grecji. W miejscowych restauracjach można usłyszeć lepszy angielski niż w niejednym londyńskim pubie.

Menu też angielskie, niestety. Jeśli więc ktoś chce spróbować mousaki (zapiekanki z beszamelem) czy dolmadów ("gołąbki" w liściach winogron) musi poszukać ostatnich wiejskich tawern z dala od kurortów. Całkiem nieźle karmią w wiosce Pyli. Smakosze ruszają też do Limionas, gdzie mamy też wspaniały widok na niewielką zatokę i port rybacki. Inną możliwością skosztowania dobrej lokalnej kuchni są święta religijne. To coś jak nasze odpusty. Z rana - modlitwy. Wieczorem, kiedy słońce zajdzie i temperatura staje się bardziej znośna, jest czas uczty i zabawy.

Przy odrobinie szczęścia trafimy na pieczonego barana. Palce lizać. Zwłaszcza, jeśli samemu się urywa pieczyste wprost z rożna. Niemal zawsze kończy się to tradycyjnymi tańcami. Nie ma w tym nic z "cepelii" dla turystów. Jeśli ktoś nie czuje się stworzony do tańca, może podziwiać i popijać retsinę. To jedno z greckich win, które mają swój smak tylko tam. W Polsce już nie. Podobnie jak nieco mocniejsze ouzo. Ot, zagadka...

Mieczysław Pawłowicz

Świat i Ludzie 27/2017

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje