Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jawa: Wyspa uśmiechniętych ludzi

Indonezyjczycy są szalenie pogodnymi ludźmi - tutaj człowiek podwożący turystów konno pod wulkan Bromo /Agnieszka Łopatowska /Styl.pl

Jeśli uważasz, że życie z dnia na dzień nie ma sensu, nie rozumiesz jak można chcieć mieć tylko tyle, ile wystarczy do skromnego życia, uwielbiasz narzekać i nienawidzisz, kiedy ludzie uśmiechają się do ciebie bez powodu - nie czytaj tego tekstu. I nie jedź na Jawę.

Reklama


Na Jawie, choć nie jest największą spośród 13,5 tys. wysp należących do Indonezji, leży stolica tego kraju - Dżakarta. Podróżując z tego, leżącego na zachodzie wyspy miasta aż do jej wschodnich krańców zauważa się wszechobecne kontrasty, ale też uczy się zupełnie innego podejścia do rzeczywistości. Ze spokojem i uśmiechem. Oto jawajski styl życia od A do Z.

Aura

W Indonezji nigdy nie wiesz, kiedy spadnie deszcz (chyba, że akurat trwa pora deszczowa, to leje na okrągło). Jak to na równiku, w pozostałych porach roku nawet kiedy świeci piękne słońce, nagle nadchodzą czarne chmury, a wraz z nimi potężna ulewa. 10 minut później ulice są już suche. Człowiek, który nie miał przy sobie parasola też wysycha dość szybko. Zmoknięciem niewielu się przejmuje. Kiedy ulewa trwa dłużej, niż zazwyczaj o danej porze roku, Jawajczycy są raczej zdziwieni niż źli.

Reklama

Od wieków przyglądają się za to sile wiatru. Nad polami ryżowymi latają czarne latawce - przydomowe stacje meteorologiczne. Jeśli latają wysoko, będzie dobra pogoda, a to zwiastuje obfite zbiory. Latawce w innych kolorach są po prostu dziecięcymi zabawkami.

Angklung

Muzyka płynąca z angklungów - bambusowych instrumentów, towarzyszy nam na Jawie niemal na każdym kroku, nie tylko w miejscach turystycznych. Dla turystów to nie lada atrakcja, bo można się na nich nauczyć grać nawet nie posiadając specjalnego talentu muzycznego, po prostu potrząsając instrumentem w odpowiednim miejscu. Gwoli ścisłości: nie potrzeba talentu do gry na jednym anklungu, ale gorsza wiadomość jest taka, że występują one zazwyczaj w całej gamie.

Muzycy z anklungami najczęściej pojawiają się z zespołami grającymi na gamelanie, czyli tradycyjnym indonezyjskim zestawie instrumentów, w skład którego wchodzą przede wszystkim pionowe i poziome gongi, ksylofony, instrumenty strunowe i flet. Dźwięk gamelanu bywa istnie transowy.

Bandung

Życie w mieście uznawanym za stolicę Sundajczyków - drugiej co do wielkości, po Jawajczykach, grupy etnicznej zamieszkującej te tereny koncentruje się głównie wzdłuż dwóch arterii. To Afryka-Azja nazwana tak na cześć szczytu państw z tych kontynentów sprzeciwiających się wojnie i kolonializmowi z 1955 r. oraz Braga. Przy pierwszej znajduje się wiele hoteli i instytucji publicznych, druga zaś to mekka artystów i ludzi lubiących dobrą zabawę. Można tu kupić rozliczne dzieła sztuki, choć zazwyczaj wątpliwej wartości artystycznej. W knajpce o perspektywicznej nazwie "Hangover" (kac) podają makaron curry carbonara - azjatyckie wydanie włoskiego specjału, tylko dla odważnych. W świętym miesiącu muzułmanów kelnerzy serwują innowiercom "ramadan tea", czyli piwo w... eleganckim serwisie do herbaty.

Batik

Najpiękniejsze tkaniny ozdabiane metodą batikową to delikatne jedwabie barwione na niesamowite kolory, ze wspaniałymi wzorami oraz obrazy na płótnie. Ich twórcy malują wzory pisakiem przypominającym fajkę, do którego nabierają wosku lub stearyny - w zależności od tego, jaki efekt chcą uzyskać. Po farbowaniu pod wzorem "namalowanym" tymi środkami pozostaje ślad. Na wybrzeżach koloruje się materiały na odcienie niebieskiego, w głębi lądu znajdziemy kolory ziemi - beże i brązy.

Nieco szybszą metodą jest stemplowanie - odpowiednio przygotowaną formę zanurza się w ciepłym wosku i przykłada kawałek po kawałku do tkaniny. Jak rozróżnić oryginalny batik od podróbki oferowanej przez ulicznych sprzedawców? Wystarczy obrócić go na lewą stronę - jeśli jest jaśniejsza i nie ma tak samo intensywnego wzoru z obu stron - znaczy, że został mechanicznie nadrukowany.

Ceny

Jak to w Azji, ceny w Indonezji są płynne. Zwłaszcza na ulicznych straganach, gdzie króluje metoda negocjacji. Dobrze mieć mniej więcej rozeznanie co ile kosztuje, sprawdzając to na przykład w supermarkecie, by potem znacznie nie przepłacić. Ponieważ w ciągu ostatnich 20 lat wartość pieniądza w Indonezji obniżyła się ponad sześciokrotnie, będąc turystą łatwo tu zostać milionerem. Milion rupii indonezyjskich to równowartość około 100 dolarów, czyli 400 zł. Za ramadan tea płaciliśmy od 50 - 150 tys. rupii, za pizzę 120 tys., za magnes na lodówkę od 10 tys., za świeżego kokosa 50 tys., a za przepyszną, gotowaną na parze kukurydzę z ulicznego straganu 5 tys. Wszystko to z instynktem samozachowawczym i asertywnością na najwyższym poziomie, inaczej sprzedawcy bez mrugnięcia okiem rozmieniliby rzeczony milion na kilka kompletnie do niczego niepotrzebnych przedmiotów ze swojego asortymentu. Jeśli macie wystarczająco dużo samozaparcia, nawet w sklepach możecie wynegocjować tzw. cenę poranną danego towaru, wykorzystując fakt, że rano jest mniejszy ruch.

Dżakarta

W stolicy Indonezji mieszka 10 milionów ludzi, w całej aglomeracji około 14. Prawdopodobnie, bo nikt tu nie jest w stanie przeliczyć imigrantów i bezdomnych. Poruszając się po ulicach Dżakarty trzeba się przyzwyczaić do dwóch rzeczy: niekończącego się tłumu i setek tysięcy pojazdów poruszających się ruchem lewostronnym. Kiedy już wydaje ci się, że możesz spokojnie przekroczyć ulicę, zza pleców wyjeżdża ci stado skuterów. Bywa niebezpiecznie.

Dżakarta przeżywa właśnie drugą młodość dzięki rządowym i chińskim inwestycjom. Na gruzach dawnych wiosek rybackich planowane są okazałe apartamentowce, a w 2018 roku ma ruszyć metro.

Fauna i flora

Wchodząc do domowego ogródka czułam się jak w ogrodzie botanicznym. Na prywatnych plantacjach rosną kakaowce, mango, papaja, bananowce, chlebowce i inne drzewa owocowe, o których możemy tylko pomarzyć. Indonezja jest domem wielu przypraw, w tym goździków, z których produkuje się tu papierosy zwane kretekami, gałki muszkatołowej i wanilii. Tutaj powstaje najdroższa kawa świata - kopi luwak, której ziarenka palone są tuż po tym, jak zostaną wydalone przez żywiące się nimi luwaki właśnie - zwierzątka futerkowe w Polsce zwane cywetami. Przy drogach rosną krzewy z pięknymi dzwonkowatymi kwiatami, wszędzie jest niesamowicie zielono. I te ogromne połacie pól ryżowych...

Holendrzy

Kiedy pytamy pewnego Indonezyjczyka, co myśli o Holendrach, wzrusza lekceważąco ramionami: "Teraz już nie mamy z nimi problemu". Holendrzy, choć nie jedyni w historii, kolonizowali Indonezję od XVII wieku. Mimo, że przywieźli wiele wynalazków, z chyba najbardziej tu docenianym rowerem na czele, wprowadzenie zachodniej cywilizacji na te tereny nie jest wspominane z wdzięcznością. Żeby zrozumieć nieco niesprawiedliwość dziejową, wystarczy porównać w muzeum narodowym w Dżakarcie plastikowe koraliki składane w darze indonezyjskim plemionom przez kolonizatorów ze srebrnymi bransoletami w prezencie od plemion.

Jedzenie

Amatorzy turystyki kulinarnej raczej wyjadą z Jawy rozczarowani. Czy będą próbować zjeść coś na ulicznych straganach, w lokalnych restauracjach, czy w 5-gwiazdkowych hotelach, raczej nie mają co liczyć na smakowe uniesienia. Podstawą kuchni jest tu ryż, podawany najczęściej z kurczakiem w różnej postaci oraz niesamowita ilość owoców. Trzeba jednak pamiętać, że kurczaki są znacznie chudsze od tych, które znamy w polskich stołów. Owoców w większości nie znamy, bo trudno u nas trafić na smoczy czy wężowy owoc. Pierwszy wygląda jak głowa smoka, a drugi pokryty jest skórką przypominającą wężową właśnie.

Na kramach możemy kupić też m.in. wężowe oczy, żółte arbuzy, gwieździstą karambolę, obierane maczetą kokosy, melony, mango, ananasy i przesłodkie małe truskawki. Wielkim przysmakiem są mangustynki zwane tam owocami szczerości, bo mają tyle cząstek słodkiego miąższu, ile listków na skórce. Znanego ze swojego nieprzyjemnego zapachu duriana można kupić na ulicznym straganie, ale lepiej zjeść go na miejscu - wiele hoteli wprowadziło zakaz wnoszenia ich do pokojów. Trochę to niesprawiedliwe biorąc pod uwagę, że podawana na każdym kroku papaja czym bardziej dojrzała, tym bardziej pachnie jakby ją ktoś przed chwilą zwrócił...



Słodki i ostry to dwa smaki, od których w Indonezji się nie uwolnicie. Herbata z imbirem jest tak słodka, że trzeba szukać wody do jej popicia. Słodkie okazują się również niektóre potrawy, które na pierwszy rzut oka trudno o to podejrzewać. Zaskoczeniem w drugą stronę bywają kompletnie niesłodkie desery, jak żelki z soku palmowego barwione na zielono lub czerwono sokiem z fasoli czy croissanty, do środka których wpakowano kawałek sera żółtego.

Do większości posiłków podawane jest chili w różnych formach, zazwyczaj sosu. Co do zasady czym bardziej czerwone, tym ostrzejsze. Jako że każda zasada ma swój wyjątek, więc kiedyś wypaliło nam kubki smakowe chili pomarańczowe.

Kasty

Podział społeczny odgrywa do tej pory dużą rolę w kulturze Indonezji. Rozmawiając w lokalnym języku bahasa inaczej zwrócisz się do osoby starszej czy z wyższej kasty, inaczej do równego sobie, a jeszcze inaczej do kogoś, kto w drabinie zależności znalazł się poniżej. Świątynie były tak konstruowane, że przedstawiciele biedoty mogli dojść jedynie pod ich mury, a ci z bogatszych rodów mogli uczestniczyć w uroczystościach coraz bliżej środka. Współcześnie wpływ tych tradycji widać przede wszystkim w szacunku, jakim darzą się tu ludzie.

Kobiety

Najliczniejszą grupą religijną Jawy są muzułmanie, na ulicach widać więc wiele kobiet w chustach na głowie. Na zachodzie i w środkowej części wyspy jest ich znacznie więcej, niż w mniej restrykcyjnej części wschodniej. Widać też różnice w wieku tradycyjnie ubranych kobiet - te najmłodsze już rzadko zasłaniają włosy. Niemniej na całej wyspie, nie tylko w świątyniach, lepiej ubierać się skromnie, bez większych dekoltów i krótkich spodenek. Przekonałam się o tym lecąc samolotem z liberalnego Bali do Dżakarty, kiedy na widok moich szortów opatulona od stóp do głów starsza pani (no dobra, wtedy gorzej ją określiłam) rzuciła mi taką niemą klątwę, że natychmiast poszłam założyć długie spodnie, a wyraz jej twarzy pamiętam do dziś.

Geograficznie i etnograficznie uwarunkowany jest też temperament mieszkanek wyspy - Sundajki z zachodu są bardziej uległe i podporządkowane swoim mężom, natomiast Jawajki na wschodzie są głowami rodzin, to kobiety władcze.

Kontrasty

Jawa ma wiele warstw, nie tylko społecznych. Niemal na każdym kroku nie da się oprzeć wrażeniu, że jest wyspą pełną kontrastów. Najsilniej kiedy stoisz na tarasie widokowym podziwiając spokój i majestat wulkanu, a później wędrując jego kraterem czujesz, że w środku wszystko buzuje, od czasu do czasu zaznaczając swoją obecność wyplutym na zewnątrz małym obłoczkiem pary. Nad przecinającymi miasta kanałami ustawiono piękne donice z kwiatami. Szkoda tylko, że woda w tych kanałach jest brązowa, a ich brzegi upstrzone tonami śmieci. Szacuje się, że ponad 30 proc. mieszkańców Dżakarty nie ma dostępu do wody pitnej, ale buduje się tu metro. Na Malioboro zakupy w domach handlowych robią kobiety zakryte hidżabami od stóp do głów, ale z szalenie drogimi torebkami w ręku (to nie były podróbki). A w tym samym czasie na chodniku uliczni sprzedawcy zamieniają swoje kramy w miejsce do spania.

Lalki

Zanim na Jawie pojawił się islam, dominującą religią był hinduizm. Święta księga poświęcona życiu króla Ramy - Ramajana przedstawiana była w wielu miejscach kultu, między innymi w płaskorzeźbach na murach świątyń (najstarsze odkryte na tej wyspie pochodzą z VIII wieku n.e.). Odprawiając rytuały kapłani oprowadzali wiernych wzdłuż tych murów, przytaczając opowieści z księgi. Kiedy okazało się to zbyt monotonne i czasochłonne, Ramajanę zainscenizowano - najpierw w teatrze cieni, później teatrze drewnianych marionetek zwanym wayang golek. Te lalki są przepiękne! W teatrze cieni pojawiają się postaci z wyprawionej skóry cielęcej, ręcznie ozdabiane i malowane. Drewniane marionetki również są rękodziełami, skonstruowanymi tak, że przedstawiają nawet subtelne ruchy głową. Zasadą jest jednak, że lalki - jako wcielenia bogów - nie mogą być wierną kopią człowieka, stąd ich wydłużone kończyny, przerysowane nosy czy wydatne brzuchy. Spektakle, przestawiające już tylko pojedyncze sceny, możemy obejrzeć już raczej w lalkowych manufakturach, lub w turystycznych restauracjach. Pełne widowiska są szalenie drogie - zamawia się je już tylko na śluby przedstawicieli wysokich kast.

Liczby

W Indonezji co rusz trafia się na symbole, zaczynając od odpowiedniej liczby piór mitycznego ptaka garudy w godle tego kraju po pawie, małpy i słonie przy domach i świątyniach. Odpowiednie kolory w sypialni chronią przed bezsennością, a inne przed złym myśleniem. Kiedy patrzysz na maszkaron z dwoma wężami, trudno znaleźć inną jego funkcję, niż ozdobną. A tu zaskoczenie: to data otwarcia restauracji na terenie pałacu sułtana. Każda liczba może zostać zobrazowana. Trójkę może symbolizować ogień, siódemkę koń, a dziewiątkę mięśnie. Ale nikt wam tego lepiej nie wytłumaczy niż nasz indonezyjski przewodnik, Kholid Munirodin:

Pieniądze

Indonezyjczycy żyją z dnia na dzień. Nie lubią się kłócić, obrażać i nie pragną więcej, niż potrzeba do skromnego życia. Dlaczego? Bo jutro może być wybuch wulkanu / trzęsienie ziemi / mocne tsunami i może ci wszystko zabrać. Może zginąć ktoś, z kim nie zdążyłeś się pogodzić. Wtedy straty będą boleśniejsze. Nie oznacza to oczywiście, że nie szukają okazji do zarobku. W porcie w Dżakarcie mężczyźni czekają na rozładunek towarów ze statku. Zarobią równowartość 11 dolarów na głowę za dzień pracy. Wynagrodzenie policjanta pracującego na komisariacie wynosi około 5 mln rupii, jeśli ma żonę dostaje o 15 proc. pensji więcej i po 10 proc. dodatkowo na każde dziecko. Swoimi prawami rządzą się już wspomniani ludzie żyjący z negocjacji z turystami i wszyscy ci, których znaczną część wynagrodzenia stanowią łapówki - korupcja jest wielkim problemem tego kraju.

Piłka nożna

"Polandia? Robert Lewandowski!" - Indonezyjczycy nie mają wątpliwości, skąd pochodzi jeden z ich najulubieńszych piłkarzy. A fanami są wielkimi. Oglądają mecze nie tylko lokalnych drużyn, ale kibicują też ligom europejskim, o czym mogliśmy się przekonać oglądając występy reprezentacji Polski na Euro 2016. Nie było to zadaniem łatwym, bo rozgrywały się o północy i o 2. w nocy tamtejszego czasu, ale nie niewykonalnym. Momentami nawet bywało nam trochę wstyd, że kibicowali Polakom głośniej niż my. Niemcy i Francuzi mogli liczyć na bardziej żarliwy doping - flagi ich krajów zostały w tym czasie wywieszone na masztach przed domami kibiców.

Ryż

Szacuje się, że przeciętny Jawajczyk zjada rocznie 150 kilogramów ryżu. To główny składnik spożywczy, tuż przed kukurydzą, tapioką, skrobią palmy sagowej i bulwami taro (kolokazji). Najprościej zapiec go w liściach bananowca lub palmy kokosowej. Jeśli zostaniecie poczęstowani czarnym ryżem, wiedzcie, że tutaj to wielki rarytas.

Przy uprawach praca jest przez cały rok. W zależności od gatunku, ryż rośnie od 3, przez 4 do 6-7 miesięcy. Trzymiesięczny hoduje się na polach wypełnionych wodą po kolana. Po zbiorach od razu sieje się na nowo.

Rzemiosło

Lalki i batik to najsłynniejsze wyroby rękodzielnicze tej wyspy. Nie można jednak pominąć zakładów produkcji misternych srebrnych ozdób, zakładów kamieniarskich i rzeźbiarzy. Brosze, kolczyki i naszyjniki są jakby tkane ze srebrnych drucików. Kamieniarze wyczarowują niesamowite ozdoby domów, domowych i przydrożnych świątyń oraz wizerunki strzeżących bram duchów kinara i kinari - symboli dobra i zła, między którymi każdy porządny Jawajczyk musi utrzymać równowagę, by jego życie było spełnione.

Bogowie, zwierzęta i... nagie kobiety to z kolei najpopularniejsze inspiracje rzeźbiarzy, którzy tworzą swoje dzieła z jednego litego kawałka drewna - od małych figurek po stoły i ławy, z których wyłaniają się spleceni w uścisku kochankowie. Hitem są też szklane wazony, które wyglądają jak bańki położone na konarze drzewa.

Świątynie

Kiedy staje się przed świątyniami Borobudur czy Prambanan, trudno uwierzyć, że to budowle datowane na VIII i IX w. n. e. Ich niesamowite konstrukcje, misterne płaskorzeźby z Ramajaną czy ogromne posągi bogów budzą szacunek dla cywilizacji, której były dziełem. Odkryte zostały przez Holendrów w XVII wieku, na początku XX były odrestaurowane. Nie zawsze wychodziło im to na dobre, bo podczas przygotowań do odbudowy Borobudur skradziono ponad 100 głów posągów buddy. Zostały sprzedane na Zachód do prywatnych kolekcji dzieł sztuki.

Podróżując przez Jawę napotkać można też wiele mniejszych, w zasadzie bardziej ołtarzy niż świątyń, w których na tronach zasiadają Shiva, jego karnacje, dzieci i żony, oraz przepiękne świątynie wodne, w których Indonezyjczycy dokonują rytuałów oczyszczających i w których biją źródła młodości.

Transport

37 proc. z 10 milionów mieszkańców Dżakarty porusza się pieszo. Kiedy mają przemieścić się na większe odległości, raczej skorzystają z angkorów (minibusów) czy bajajów (trójkołowych pojazdów podobnych do tuk-tuków) niż z komunikacji miejskiej. Ciekawostką jest fakt, że wszystkie przystanki autobusowe są umieszczone na podwyższonych platformach - to zabezpieczenie przez wodą, która wdziera się do miasta położonego o 5 m n. p. m. niżej niż port. W Jogyakarcie najlepiej skorzystać z becaka - tamtejszej rikszy.

Indonezyjczycy lubują się również w skuterach i motocyklach, których na ulicach jest naprawdę dużo. Między miastami i innymi wyspami latają samoloty lokalnych linii lotniczych, warto też korzystać z połączeń kolejowych.

Wulkany

Wyjście na krater wulkanu robi wrażenie. Jeszcze większe robi zejście do jego wnętrza. Tych chwil nie da się zapomnieć. W leżących niedaleko Borobudur Tangkuban Perahu (odwrócona łódź), Kewah ratu (krater królowej) i kraterze Domas buzuje siarkowa lawa i woda, która osiąga temperaturę nawet 106 stopni C - największą atrakcją turystyczną jest ugotowanie w niej jajka. W innych oczkach wodnych Domasu można moczyć nogi - mają "tylko" od 30-40 stopni ciepła.

Jeden z najpiękniejszych widoków, jakie miałam okazję w życiu podziwiać, to panorama trzech wulkanów: Batog, Bromo i Semeru o wschodzie słońca. Ogląda się ją z tarasu widokowego w wiosce Tonsari, gdzie żądni świetlnego spektaklu zbierają się już po 4. rano, żeby do 5:15 zająć jak najlepsze miejsce. Poświęcenie snu się opłaca: promienie słońca po kolei wyciągają każdy z tych wulkanów z mroku, po otaczającym je piaskowym morzu pełzają resztki mgły, a Bromo wydycha szare kłęby wulkanicznego pyłu. Nie ma nic piękniejszego, niż świadomość, że zaraz zajrzy się do wielkiej dziury, z której ten pył się wydobywa.

Wynajętymi jeepami pokonuje się górskie ścieżki i piaskowe morze, by ostatnią część drogi, usłaną wulkanicznym pyłem, przejechać konno czy przejść pieszo. Jeszcze około 200 schodów i staje się na brzegu krateru. Z jego głębi buchają wielkie kłęby pyłu, trzeba nieco lawirować, żeby nie zejść z powrotem obsypanym nim od stóp do głów (a raczej na odwrót).

Oprócz turystów spotykamy też balijskich wiernych modlących się o powodzenie w nauce bądź interesach (pozostawili na górze statuetkę Ganeshi - hinduskiego bóstwa zapewniającego powodzenie w tych dziedzinach), sami też składamy ofiary - wrzucamy do krateru kupione wcześniej misie plecione z suszonych kwiatów. To tradycyjny prezent dla Kasumy - 25. dziecka swoich rodziców, którzy gdy nie mogli doczekać się potomstwa, obiecali wulkanowi w ofierze jedno ze swoich przyszłych dzieci. Najmłodsze z nich, by nie sprawiać rodzicom bólu związanego z tym wyborem, poświęciło się samo. Zgodnie z legendą, od tej pory jest strażnikiem Bromo i wstawia się u bogów w różnych ważnych dla ludzi sprawach.

Yogyakarta

Zwana też pieszczotliwie Yogyą, to miasto położone w środkowej części Jawy i ważny ośrodek akademicki oraz rzemieślniczy. To w tej okolicy zobaczysz najwięcej pracowni batików, srebra, niesamowitych rzeźb z jednego kawałka drewna czy tradycyjnych drewnianych i skórzanych lalek. We wszystkie te przedmioty możesz się też zaopatrzyć na JL. Malioboro - miejskiej arterii, która tętni życiem nawet w ulewnym deszczu. Stoją przy niej wielkie hotele, centra handlowe i restauracje. Niełatwo się domyślić, że tam są, bo wejścia do nich zasłaniają setki kramów upchanych pod arkadami, na chodnikach i w zaułkach. Uliczni sprzedawcy do około 22:00 handlują tu między innymi wszelkimi pamiątkami, ubraniami, satajami (szaszłykami) z suszonych krabowych szczypców i herbatą przyrządzaną na specjalnych wózkach, z których oprócz imbryków i filiżanek wyciągają również stoliki i ławki.

Zasady dobrego życia

Wiara jest ważną częścią życia Jawajczyków. Opiera się nie tylko na naukach Koranu czy też Ramajany, ale przede wszystkim na wierzeniach tradycyjnych, przekazywanych tu od pokoleń, w ogromnym szacunku do przodków.

Choć kodeks karny jest bardzo restrykcyjny - dość wspomnieć o planowanej na wrzesień egzekucji ponad 30 więźniów, większe znaczenie ma kodeks moralny. Jest on dokładnie określony. Masz pięć aspektów życia, które czynią je dobrym i pięć, które je niszczą. Twoje życie jest dobre, kiedy masz: pracę (narzędzia), dom, męża / żonę (rodzinę), konia (albo bardziej nowoczesny transport) i hobby, coś co daje ci przyjemność. Strzec się musisz (w kolejności od najgorszego przewinienia): kradzieży, zdrady małżeńskiej, hazardu oraz sięgania po alkohol i narkotyki.

- Jeśli przestrzegasz tych zasad, twoje życie jest spełnione - tłumaczy Kholid. - A poza tym nigdy się nie martwimy i nie mamy złego humoru. Ciągle się uśmiechamy, bo mamy pozytywne nastawienie do świata.

Agnieszka Łopatowska

Dziękuję biuru podróży Rainbow za pomoc w przygotowaniu materiału


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje