Przejdź na stronę główną Interia.pl

Islandia: Kraina opowieści

Stojąc w ciemnościach przed biblioteką publiczną w Rejkiawiku, w przenikliwym chłodzie, który przyniosła mżawka przy temperaturze 4 st. C, próbuję zasunąć suwak kurtki. Grafitowe niebo jest ledwie o odcień jaśniejsze od oceanu nieopodal, ale jest południe, a nie zmierzch. Mam kilka minut na to, aby ciepło się ubrać, zanim rozpocznie się spacer po literackiej Islandii. Jakby na sygnał zamek w mojej kurtce zepsuł się.

Mógłbym tu pisać, pomyślałem. To miejsce nieustannych zmagań, i to o wiele poważniejszych niż szarpanie zepsutego zamka. Jego charakter zainspirował tysiącletnią islandzką tradycję sagi sięgającą norweskich i irlandzkich korzeni narodu, a także mitologii i bajek o elfach i trollach.

Reklama

W dzisiejszych czasach kraj jest znany jako tło współczesnych mitów, czyli filmów takich jak "Sekretne życie Waltera Mitty", Interstellar, Noe, Prometeusz (nie wspominając już o serialu "Gra o tron").

Ale, jak wynikało z moich rozmów z ludźmi w Rejkiawiku, to kultura opowiadania historii jest  największym źródłem dumy narodowej. W kraju nie ma analfabetów. Halldor Laxness zdobył nagrodę Nobla w dziedzinie literatury w 1955 roku, a UNESCO ogłosiło Rejkiawik miastem literatury w 2011 roku (jako piąte miasto na świecie).

Badania pokazują że 90 proc. Islandczyków powyżej 16 roku życia czyta przynajmniej jedną książkę w roku tylko dla przyjemności, a najbardziej oczekiwanym przez dzieci prezentem bożonarodzeniowym jest książka.

Liczący 320 000 mieszkańców kraj ma najwięcej opublikowanych i przeczytanych książek na osobę na świecie. Jedna osoba na 10 opublikuje przynajmniej jedną książkę.

- Na Islandii nie ma ruin, nie ma statków wikingów, które dowodziłyby, jak tu trafiliśmy, więc ludzie myślą, że wyewoluowaliśmy od dorszy - mówi  Andri Snaer Magnason, jeden z najciekawszych pisarzy islandzkich, po zakończonym spacerze literackim. - Ale Islandczycy zawsze snuli opowieści. Były one naszym jedynym wkładem w kulturę światową zanim pojawiła się Bjork.

Od tego momentu islandzka popkultura zaczęła się rozprzestrzeniać. Turystyka staje się coraz ważniejszą częścią islandzkiej ekonomii. Gorące źródła, wędkarstwo sportowe, wspinanie się po lodowcach, jazda na skuterze śnieżnym i kolarstwo są częścią atrakcji, podobnie jak wycieczki do wodospadów i prywatne loty nad wulkanami.

Mają one naturalne piękno, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Ale tu, na Islandii, schodzenie z utartych szlaków turystycznych, oznacza poznawanie ukrytej w tle scenerii literackiej.

Ja zabrałem się za to, zapisując się na wycieczkę literacką, jakie biblioteka organizuje przez większą część roku. Jedna z przewodniczek - Ulfhildur Dagsdottir, jest literaturoznawcą, druga - Maria Bordardottir, jest aktorką. Do momentu rozpoczęcia wycieczki 10 osób zebrało się na deszczu. Dagsdottir kreśliła historyczne i literackie tło dotyczące każdego miejsca, do jakiego dotarliśmy, a Bordardottir czytała związane z nim fragmenty książki sagi czy wiersza.

Na ulicy przed biblioteką Bordardottir czytała  "Skoffin", bajkę ze zbioru "Spotykając potwory: ilustrowany przewodnik po bestiach Islandii". Kilka kwartałów dalej przy starej rezydencji gubernatora słuchaliśmy fragmentu powieści "Czarne klify" z 1929 roku. 

Obok Teatru Narodowego czytany był fragment książki  "The Man From Manitoba". Przy dawnym szpitalu i kostnicy (teraz mieści się tam szkoła muzyczna)  słuchamy  bajki "The Fleeting Face of Autumn",  a przed metalowym barakiem służącym eksponowaniu sztuki - fragmentu Sagi o Grettirze, opisującego perypetie bohatera żyjącego ok. IX wieku.

Niektóre fragmenty przypominają opowiadania Edgara Allana Poe. Może przedłużające się okresy ciemności, zimna i deszczu wydobywają mroki duszy.

- Islandzka literatura, jak każda literatura, jest odzwierciedleniem społeczeństwa i dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś o społeczeństwie Islandii jest to droga, by je poznać i zrozumieć - powiedziała Dagsdottir. - Dlatego literatura jest ważna zarówno sama w sobie, jak i jako produkt kultury oraz droga wglądu w naszą narodowość i socjologię. Wycieczki mają być rzutem oka na kulturę Islandii i historię miasta.

Spełniają swoje zadanie. Słuchanie słów pisarzy wypowiadanych w pobliżu miejsc, o których mówią, pozwala poznać literacką duszę kraju.

Ostatni przystanek znajdował się przy dawnym domu  Hannesa Hafsteina, poety i pierwszego premiera Islandii na początku XX wieku. Hafstein był reformatorem, który zachęcał Islandczyków do odtworzenia chwały sag. Pomógł także kobietom w uzyskaniu prawa do głosowania w 1911 roku.

Dom został przerobiony na kawiarnię z biblioteką, muzeum i przestrzenią, w której można organizować imprezy. W kawiarni spotkałem Magnasona i inną pisarkę, Yrsę Sigurdardottir, która pisze zarówno książki dla dzieci jak i powieści kryminalne. Oboje są autorami bestsellerów i właśnie czytali fragmenty swoich książek.

Islandzkie historie są żywe z wielu powodów. Przyczyniają się do tego między innymi: jednolity język i tradycja słowa pisanego.  Choć większość obywateli mieszka w pobliżu Rejkiawiku, to małe wiejskie społeczności rozsiane są po całym kraju. W każdej wsi znajdują się dokumenty dotyczące własności, miejsca zamieszkania, przyczyn i dat śmierci. Swoje własne księgi prowadzą również kościoły.

- Obrazów i rzeźb liczących sobie więcej niż sto lat, mamy niewiele w porównaniu do opowieści jakimi dysponujemy - mówi Magnason. - Ale nasze archiwa zawierają 1000-letnią historię Islandii.

Magnason otworzył swoją własną firmę, która opublikowała ponad 25 książek młodych autorów.

Dziś w całym Rejkiawiku ludzie mogą siadać na publicznych ławkach, skanować z nich kod za pomocą smartfonów i słuchać fragmentów islandzkiej literatury.  A nie ma ona całkowicie zaściankowego charakteru. Co dwa lata od 1985 roku miasto gości międzynarodowy festiwal literacki, którego gośćmi byli już między innymi:  Kurt Vonnegut, Günter Grass, J. M. Coetzee, Paul Auster, A. S. Byatt, Isabel Allende, Haruki Murakami, Ngugi wa Thiong’o, Seamus Heaney, Taslima Nasrin i inni.

 Islandzki styl jest wyrazisty, częściowo dzięki językowi.

- Wątek opowieści związany jest z duszą - mówi Magnason. - Myślę, że magią Rejkiawiku jest kultura w ogóle i to jaką mamy infrastrukturę - pozwala nam ona  sporo zdziałać. Książki, sztuki, filmy. A oprócz tego jest język. Gdyby Islandczycy mówili innym językiem, nasze talenty odpłynąłby do językowego centrum, do Kopenhagi, Paryża, Londynu czy Nowego Jorku. Język islandzki wytwarza mikrokosmos i swego rodzaju uniwersum. Jest samowystarczalny i niezależny, a jednocześnie otwarty a wpływy.

Islandia jest pokryta grubą warstwą opowieści, jak czapami lodowca. I tak, jak wulkany buzują pod lodową skorupą, tak jeszcze więcej opowieści kiełkuje, by stworzyć nową geografię literacką.

Postawiłem kołnierz kurtki i ruszyłem do księgarni.  Tak, tu można pisać.

Dean Nelson

Tłum. I. Grelowska



Reklama

Najlepsze tematy