Przejdź na stronę główną Interia.pl

Indie, Goa: Hotele z historią

Pół godziny przed planowanym lądowaniem jeden z członków załogi ogłosił, że zawracamy i lecimy z powrotem do Bombaju. Był środek sezonu monsunów i pilot uznał, że lądowanie podczas silnego deszczu, pośród bijących piorunów nie będzie bezpieczne.

Nie wiem co skłoniło załogę do zmiany zdania, ponieważ intensywny deszcz i błyskawice były dokładnie tym, co nas spotkało, kiedy chwilę później nasz samolot zaczął podchodzenie do lądowania w tym rozrywkowym indyjskim stanie.

Reklama

To nie było Goa z popularnych wyobrażeń: kraina słońca, piasku, hazardowych rejsów wycieczkowych i imprez techno. I byłam szczęśliwa, że nie było to Goa jakiego szukałam. Według przewodników ten mały stan u wybrzeży Morza Arabskiego jest Ibizą Indii i niewiele więcej można się po nim spodziewać. A jeśli chodzi o miejsca noclegowe, mogą to być jedynie chaty na plaży lub pięciogwiazdkowe fortece.

Nie miałam pewności, czego szukam, kiedy na dwa tygodnie przed wyjazdem zaczęłam się rozglądać za noclegiem, ale kiedy trafiłam na stronę Siolim House, wiedziałam, że to znalazłam. Siolim House znajduje się w cichej wiosce kilka mil na zachód od Mapusy miasteczka w północnym Goa. Jest to 350-letnia hindusko-portugalska posiadłość, która została drobiazgowo odrestaurowana i przerobiona na hotel przez właściciela Varuna Sooda, goańskiego biznesmena z zamiłowaniem do starych kolonialnych domów.

Po kilku deszczowych nocach w Macao Suite  - ogromnym pokoju z łożem z baldachimem, polerowanymi drewnianymi podłogami i kunsztownymi indyjskimi dywanami - dowiedziałam się, że Siolim House jest jednym z niewielu takich hoteli, chociaż ich liczba ciągle rośnie. Elegancki pensjonat, w którym panuje jednak pewien luz i gdzie goście mogą nie tylko poznać charakterystyczną hindusko-łacińską architekturę i kuchnię Goa, ale też bogaty kulturowo i mniej technocentryczny styl życia.

Ludzie na Goa twierdzą, że ta prowincja to Indie dla początkujących lub "Indie light". Chodzi o to, że to, co można tu zobaczyć to nie prawdziwe Indie, ale rodzaj hybrydy przesyconej łacińskimi wpływami po ponad 400 latach portugalskich (a nie brytyjskich) rządów, które zakończyły się stosunkowo późno (w 1961 roku). Miejscowi mówią o sobie Goanie, a o mieszkańcach pozostałych części Indii - Hindusi, co sugeruje, że nie chodzi tu o drobną różnicę. Dla obcokrajowców bardziej znaczące różnice są widoczne w architekturze i kuchni.

To jedyna część Indii, gdzie w restauracyjnym menu można równie łatwo znaleźć kiełbaski wieprzowe co masalę. Niektóre dzielnice mają tyle mauretańskiej ceramiki, że - jeśli zmrużyć oczy - można pomyśleć, że jest się w Lizbonie.

Portugalczycy zostawili też ślad w języku. Stare domy są często nazywane "casa." Portugalskie słowo "sossegado" oznaczające ciszę i spokój, przekształciło się w "susegad"  - goańskie słowo oznaczające tutejsze luźne i spokojne podejście do życia oraz gościnność.

W ciągu niemal trzech wieków goańska szlachta - wielu z nich ma portugalskie korzenie - wybudowała tu wszystko. Style architektoniczne zmieniały się, ale najczystsze przykłady goańskiej  estetyki mają pewne cechy wspólne: jaskrawo pomalowane elewacje, obniżone podwórza w hinduskim stylu i "szyby" okienne z muszli ostryg. Do 1980 roku wiele z tych dużych kolonialnych budynków było znacznie zniszczonych. Ale w ostatnich latach Goa stało się modnym miejscem, gdzie Bombajczycy i Delijczyków, chcą mieć letnie domy. Stare posiadłości stały się zatem cenną inwestycją.

Oficjalnie pierwszym hotelem reprezentującym dziedzictwo Goa był Panjim Inn w stolicy Goa, Panjim.  Ajit Sukhija otworzył go  w latach 80-tych.

Sukhija, który miał dość pracy w korporacji, wyremontował dom rodzinny (zbudowany przez prapradziadka, właściciela ziemskiego Francisa Assisa D'Silverię w XIX wieku) i zaczął wynajmować pokoje turystom.

Hotel wkrótce okazał się doskonałą alternatywą  dla dionizyjskich okolic plaży. To rodzinna baza wypadowa idealna dla tych, którzy chcą zwiedzić łacińską dzielnicę Panjimu, gdzie kościoły katolickie można napotkać równie często, co meczety i świątynie hinduistyczne.

Panjin Inn jest teraz prowadzony przez syna Ajit Jacka, który jest aktywnym członkiem grupy, walczącej o zachowanie historycznych budynków. Hotel położony jest u zbiegu ruchliwych ulic i oferuje 24 prostych lecz wygodnych pokoi. Jest tu także restauracja serwująca goańskie i indyjskie jedzenie na przewiewnej werandzie. Wnętrza są udekorowane dosyć eklektycznie. Znajdują się tu indyjskie antyki, dziwne skandynawskie obrazy i urządzenia ocalone ze stoczni. - Jestem wiodącym kolekcjonerem śmieci w tym mieście - mówi starszy Sukhija - to niesamowite co można z nimi zrobić.

Jego syn, którego często można spotkać na recepcji, oprowadza też gości, pokazując najciekawsze budynki w okolicy.

Podobne hotele zaczęły się pojawiać w Goa dopiero w ostatniej dekadzie. Teraz wybór  jest spory.

Siolim House, wspaniały kolonialny hotel w wiosce Siolim w północnym Goa, który tak mnie oczarował, niegdyś należał do gubernatora Macao. Dom był bardzo zniszczony, kiedy w latach 90-tych Mr Sood, obecny właściciel, zobaczył go po raz pierwszy. Poprzedniego właściciela Sood szukał po całym świecie, między innymi w Szwajcarii. W końcu odnalazł go w Comton w Kalifornii. Sood naprawdę dobrze się spisał odnawiając dom. Jest tu siedem pokoi, wszystkie pięknie umeblowane. Są one wystarczająco pięknie nawet dla Kate Moss, która kiedyś wynajęła dom na tydzień.

- Mamy swoje podejście - mówi Sood  -  to nie jest przesadny  luksus. To, czego można tu oczekiwać, to swego rodzaju wiejskie życie. Ludzie przyjeżdżają tutaj, ponieważ poszukują autentyczności.

Mój pokój, Macao Suite, jest szczególnie elegancki. Posiłki są podawane na zewnątrz obok otoczonego palmami basenu. Przyjazny personel może zorganizować lekcje jogi, masaże ajurwedyjskie i warsztaty kuchni indyjskiej.

Po części dlatego, że obcokrajowcy kupujący w Goa nieruchomości muszą prowadzić w nich biznes (jest to jednym z warunków zakupu), dosyć często można trafić na hotele i wille prowadzone przez Europejczyków. Na przykład Antonina Graham, właścicielka Graham and Green - sklepu z wyposażeniem wnętrz w Notting Hill - wyremontowała  Casa Tota - wspaniały 150-letni dom w wiosce Assagao.

Tylko 27 kilometrów dalej wzdłuż wybrzeża, niedaleko plaży w wiosce Candolim, znajduje się Quelleachy Gally. Hotel prowadzony przez Marie-Christine Rebillet, paryską handlarkę antykami. Przyjechała ona do Indii busem marki Volkswagen w roku 1973 roku i od tego czasu cały czas wraca. Jej 40-letni romans z tym krajem skłonił ją do odnalezienia i odnowienia tego wspaniałego indyjsko-portugalskiego domu.

- Zakochałam się w tych domach - mówi wyjaśniając, dlaczego ze wszystkich części Indii wybrała właśnie Goa. W domu znajdują się cztery sypialnie  i jeszcze dwie w przytulnym domku w ogrodzie - wszystkie wyposażone we wspaniałe antyki, które właścicielka zgromadziła przez lata. Rebillet, która swego czasu zrobiła kandelabry z piłeczek ping-pongowych dla butiku Jeana Paula Gaultiera w Paryżu, ma dobre oko i specyficzne podejście. W salonie stara fotografia pary obejmującej się przed Taj Mahal wisi nad małym stolikiem, na którym stoi plastikowe radio z lat 80-tych.

Najbardziej wykwintne przykłady goańskiej architektury znajdują się w południowym Goa, około 30 km na północ od Panjim, gdzie znajduje się sporo przepysznych kolonialnych posiadłości. Chociaż niektóre oferują noclegi, lepiej po prostu je pozwiedzać, gdyż niektóre są dosyć zniszczone.

Największe to Palacio do Deao w Quepem, Braganza House w Chandorze i Villa de Figueiredo w Loutolim, gdzie 80-latka portugalskiego pochodzenia, Maria Lourdes Figueiredo de Albuquerque podaje tradycyjne rybne curry we wnętrzu ozdobionym wspaniałą kolekcją antyków i ogromnym muralem przedstawiającym Vasco da Gamę, przybywającego do Indii.

Gości Vivenda dos Palhacos już na ganku wita basset Togy. Obecni właściciele Simon i Charlotte Hayward to brytyjskie rodzeństwo, które urodziło się i wychowało w Indiach, w Kalkucie (ich dziadek stworzył Bengal Distiilleries Company, która produkowała gin i brandy, a także rozprowadzała opium i marihuanę w Bengalu). Rodzeństwo kupiło ten wiekowy dom przy plaży w wiosce Majorda około 10 lat temu i przekształciło go w hotel z siedmioma wyjątkowo czarującymi pokojami.

Goście są traktowani jak rodzina. Pyszne dania gotowane przez keralskiego kucharza są podawane w domowej jadalni przy dużym wspólnym stole wyciętym z jednego kawałka drzewa, pod antycznymi wachlarzami  z bombajskiego bazaru. Haywardsowie, którzy żyją w Indiach od czterech pokoleń, są wspaniałymi przewodnikami gotowymi doradzić w sprawie wyboru restauracji i wycieczek lub podrzucić na plażę swoim tuk-tukiem.

- Zakochałam się w domu, który stał się  Vivenda dos Palhacos w ciągu 15 minut. Na szczęście niemal wszyscy goście maja tak samo - mówi Hayward  - Pięciogwiazdkowe hotele są bardzo wygodne, ale są tak projektowane, że na całym świecie wyglądają tak samo.  Jeśli zatrzymasz się w starym portugalskim domu, możesz naprawdę poczuć, że jesteś w Goa.

Abby Aguirre

Dowiedz się więcej na temat: hotel | GOADVISER | Indie | basen | pokój | goście

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje