Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bułgaria - raj w przystępnej cenie

Kiedy po raz pierwszy postawiłem stopę na bułgarskiej plaży i spojrzałem na Morze Czarne, pomyślałem sobie: “To musi być ocean". Myliłem się oczywiście, ale nie mogłem oprzeć się takiemu wrażeniu. Morze było tak ogromne, wydawało się, że rozciąga się poza horyzont.

  Morze Czarne, które łączy południowo-wschodnią Europę i zachodnią Azję, to ponad 422 tys. km kwadratowych i jest otoczone przez pół tuzina państw, wśród których znajdują się: Rosja, Turcja i Bułgaria.

Reklama

To także doskonałe miejsce dla podróżników szukających ekonomicznych destynacji. Spędziłem kilka dni przemierzając wybrzeże bułgarskiego Morza Czarnego samochodem, ciesząc się piękną słoneczną pogodą, zachwycającymi widokami i eleganckimi zabytkowymi miastami. Przekonałem się, że to prawdziwie "gorący kierunek" z bogactwem tanich noclegów, fantastycznego jedzenia i pięknych (darmowych) plaż.

 

Gdy już tam dotrzesz, będziesz potrzebować samochodu. Ja wybrałem jeden z Sixt Rent a Car. Nie słyszałem o nich wcześniej (to niemiecka firma), ale byłem zadowolony z opłat (15 euro dziennie, bez podatku). Nigdy wcześniej nie słyszałem też o takim modelu samochodu -  Dacia Sandero. Było to małe blaszane pudełko, które trzęsło się przy silniejszych podmuchach wiatru lub gdy mijały nas duże ciężarówki, ale poza tym spisywało się znakomicie. Miało też manualną skrzynię biegów. Na szczęście po kilku godzinach przypomniałem sobie umiejętności nabyte jeszcze w szkole średniej. Pomogło to, że w Bułgarii są dobre drogi. Główna autostrada A1 to czteropasmowa wygodna droga. Jednak na innych drogach trzeba jeździć defensywnie: bułgarscy kierowcy agresywnie wyprzedzają. Nie kuś losu, nie spiesz się.

  Po drodze nad morze zatrzymałem się w małym mieście Haskovo, aby spotkać się z kilkoma członkami rodziny i wziąć udział w weselu mojego amerykańskiego kuzyna, Matthew i Tanyi, jego bułgarskiej narzeczonej.

Spędziłem noc w przestronnym i stylowym Hotelu Retro, gdzie wynająłem duży pokój z klimatyzacją za 71 lew czyli ok. 40 dolarów. Tam zjadłem moją pierwszą sałatkę szopską: orzeźwiającą mieszankę pomidorów, ogórków i cebuli, lekko skropionych oliwą z oliwek. Droga z Haskova nad morze zajęła mi dwie godziny.

Zatrzymałem się w niewielkim miasteczku Burgas w skromnym hotelu Fotinov (65 lew za noc). Imponujący Hotel Bułgaria to inna opcja w centrum miasta - duży 17-piętrowy monolit z betonu. Pokoje są przestronne, z ładnymi widokami, ale koszty około dwukrotnie wyższe. - Ma on swój urok - powiedziała Tania, - ale to urok komunistyczny - dodała.

Hotel ma jeden plus: u jego stóp znajduje się mały ormiański Kościół św. Krzyża zbudowany w 1673 roku.

 

  W rzeczy samej ten obszar jest przesycony historią. Uwielbiam bogate, głębokie poczucie związków z przeszłością, które przenika takie miejsca jak Burgas, Nessebar czy Sozopol. Około VII wieku p.n.e. greccy kolonizatorzy przybyli do starych trackich osiedli na zachodnim wybrzeżu Morza Czarnego. Muzeum Archeologiczne w Burgas ma w swoich zbiorach kilka fascynujących artefaktów z epoki brązu, w tym najstarszą marmurową  rzeźbę znalezioną w Bułgarii (wstęp 5 lew, a za 10 można kupić bilet do wszystkich czterech muzeów w mieście).

Chociaż w Bułgarii nie spotkałem wielu osób mówiących po angielsku, kobieta pracująca w muzeum znała ten język i uprzejmie oprowadziła mnie po miasteczku, pokazując gdzie znajdują się pozostałe muzea. Większość oznaczeń  w Burgas jest zapisana cyrylicą, choć niektóre biznesy, szczególnie te nastawione na turystów, oferują też tłumaczenie.

Historia tego miejsca robi wrażenie, ale jeszcze bardziej urzekła mnie jakość i cena jedzenia. Wybrałem się do Sladko & Soleno, małej piekarni na Aleksandrovska Street, na pyszne ciastka i inne wypieki, z których najbardziej przypadła mi do gustu kashkavalka, miękki bochenek pokryty serem. Innego dnia wpadłem do małej kebabowni na Aleko Bogoridi Boulevard i zamówiłem ogromną pitę wypełnioną grillowanym kurczakiem, frytkami i sałatką z dużą ilością pietruszki za 3 lewy.

Jednak nawet najbardziej skąpi podróżnicy nie muszą ograniczać się do piekarni i ulicznego jedzenia. W Bułgarii ceny dobrej kolacji w restauracji są całkiem  przystępne.

Bistro Oreha to doskonała restauracja z ogródkiem na deptaku w centrum Burgas. Wszechobecna sałatka szopska jest świetna, ale owoce morza są naprawdę doskonałe.

Porcja małży z ziołami i lekko pikantnym sosem kosztuje 11 lew. Talerz ultradelikatnych smażonych kalmarów z sosem czosnkowym to kolejne 11 lew. Alkohol też nie jest drogi: za pół litra miejscowego piwa Burgasko zapłacisz 2 lewy.

Zwiedzanie Burgas spacerem jest przyjemne, ale miasto jest duże i o wiele lepiej poruszać się po nim rowerem. Wynająłem jeden przez system miejski, który wymaga zakupu karty magnetycznej za 10 lew. W przeciwieństwie do płaskiej dziennej stawki w wypożyczalniach, otrzymujesz 10 godzin jazdy. Czas jest rejestrowany za każdym razem, gdy wypożyczasz i oddajesz rower do jednego z licznych punktów rozsianych po mieście, co pozwala również zaoszczędzić.

Wykorzystałem rower przede wszystkim do zwiedzania Ogrodu Morskiego, ogromnego parku położonego na wschodnim skraju miasta wzdłuż morza. W parku założonym na początku XX wieku, znajdują się liczne instalacje artystyczne, basen, letni teatr i kilometry ścieżek rowerowych z widokiem na morze.

 Burgas to nie jedyne miasto na bułgarskim wybrzeżu, które warto sprawdzić. Inne czarujące miejsca znajdują się całkiem blisko. Wybrałem się do położonego o pół godziny drogi od Burgas Nessebaru, liczącej sobie 3000 lat dawnej greckiej kolonii, która obecnie znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Stare miasto jest połączone z resztą ciasnym przesmykiem. Możesz zaparkować samochód i spędzić kilka godzin zwiedzając zabytki starego miasta w tym tuziny kościołów, z których niektóre zostały zbudowane w 5 i 6 wieku.

Zwiedzenie wszystkich kościołów i muzeów Nessebaru zajęłoby cały dzień, ale odwiedziłem kilka z nich. Mój ulubiony to kościół św. Stefana, trójnawowa bazylika z XI wieku (Jeśli chcesz zwiedzać wiele kościołów Nessebaru, warto zainwestować w kartę za 20 lew). Przyjemnie jest spacerować brukowanymi ulicami miasta, sącząc świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy (4,20 lew za duży kubek) i robiąc drobne zakupy.

 

Jest wiele miejsc, w których można kupić pamiątki, szczególnie wyroby skórzane. Chociaż nie kupowałem, przejrzałem kilka sklepów: skórzane torebki są w cenach 150-200 lew. Jeśli zgłodniejesz, wpadnij do Restaurant Old Nesebar, mają stoliki z widokiem na morze. Małże kosztują 16,50 lew, nieco drożej niż w Burgas, ale ceny  wciąż są przystępne.

Około 30 minut na południowy wschód od Burgas znajduje się kolejne fantastyczne małe miasteczko - Sozopol. Jego urok, to tak, jak w przypadku Nessebaru brukowane uliczki, przyjemne restauracje i zapierające dech morskie widoki. Nastrój jest może nieco bardziej wesoły - miasteczko pełne jest sprzedawców, muzyków i ulicznych artystów. Minąłem kilka butików, (zajrzałem do szczególnie uroczego Kotka i Kotka, to mały sklep i galeria) i spotkałem się z rodziną w restauracji Antichen Kladenec, gdzie jedliśmy owoce morza w tym smażoną płaszczkę (16 lew)

Na deser zjedliśmy naleśniki w sąsiednim Happy Pancake Workshop, rozwalającym się przedsięwzięciu prowadzonym przez troje młodych aktorów z Sofii. Naleśniki ze śliwkami i cynamonem, czekoladą oraz z jabłkiem i rozmarynem kosztowały mnie ok. 9 lew.

Plaża zdecydowanie spełniła moje oczekiwania. Pewnego dnia przemknąłem się wąską ścieżką obok portu w Burgas, szedłem po trawie, aż dotarłem do pięknej szerokiej plaży. To był gorący dzień, ręczniki i parasole plażowiczów upstrzyły biały piasek. Góry od bikini również - większość plażowiczek opala się toples, więc purytańskie przekonania lepiej zostawić w domu.

Moja wycieczka na plażę była spontaniczna, wcale nie byłem przygotowany, ale po prostu dałem się ponieść. Rozebrałem się do bokserek i wskoczyłem do wody. Była chłodna, przyjemnie orzeźwiająca. Płynąłem na plecach słuchając dobiegających odgłosów: rodzinnego plażowania, delikatnych uderzeń fal i stłumionej muzyki i zastanawiałem się  dlaczego nie zainteresowałem się tą częścią świata wcześniej.

Lucas Peterson

fot. Danie­lle Villa­sana

tłum. I. Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje