Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bosch. Do nieba i do piekła

Hieronim Bosch jest swego rodzaju gwiazdą wśród starych mistrzów. Jego fani rozkoszują się surrealistycznymi obrazami życia pozagrobowego jakie stworzył, a szczególnie jego wizjami piekła: grzesznicy ciągnący ogromne ostrze noża, jajowate maszyny pochłaniające łotrów, okrutne hybrydy żabo-diabły i gady z psimi pyskami.

Pięćset lat po śmierci holenderskiego artysty w 1516 roku uważa się, że tylko niewielka część jego twórczości przetrwała (około dwa tuziny obrazów i około 20 rysunków), ale fascynacja jego dziełami nie słabnie. Wielbiciele nieustannie stawiają te same pytania: jak działała jego niesamowita wyobraźnia? Co zainspirowało go do stworzenia dziwacznych potworów?

Reklama

O samym Boschu nie wiele wiadomo. Nie ma listów ani pamiętników, informacje jakie znajdujemy w archiwach dotyczą głównie transakcji: kto kupił i kiedy. Nie wiedziałam, czy mogę dowiedzieć się o nim czegoś więcej, jadąc do miejsca, gdzie się urodził, żył i pracował.

Udałam się do miasta ’s-Hertogenbosch, znanego też jako Den Bosch, którego nazwę artysta przyjął jako swój pseudonim. W tym roku miasto obchodzi 500-lecie śmierci swojego legendarnego syna. Przewidziano sporo atrakcji, aby na zawsze związać Boscha z Den Bosch, jak powiedział mi Lian Duif z fundacji the Jheronimus Bosch 500, organizacji nonprofit, która planowała przebieg imprez od 2008 roku.

Den Bosch znajduje się o godzinę na południe od Amsterdamu. To malownicze średniowieczne miasteczko nie jest typową destynacją turystyczną, choć znajduje się tu największa w kraju katedra i podziemna sieć naturalnych kanałów.

Choć do dziś przetrwała zaledwie garstka budynków zbudowanych do XVI w., to układ miasta jest dokładnie taki sam, jak w późnym średniowieczu i wczesnym renesansie - czasach Boscha, ponieważ wszystkie nowe budynki były stawiane na planach, stworzonych w XV wieku. Miasto niewiele się zmieniło.

W rezultacie można tu poczuć jak wyglądało życie w 1516 roku. Jeszcze niedawno mało co pokazywało związek miasta ze słynnym artystą. Zaczęło się to zmieniać około 10 lat temu.

- Pomyśleliśmy: jest jeszcze coś więcej niż obrazy - powiedział Duif - to niematerialne dziedzictwo, inny aspekt Boscha, jego czasy, jego miasto, rynek, jego pracownia. To jest ziemia święta.

Fundacja wspiera wiele wydarzeń związanych z Boschem, jakie będą się odbywać w ciągu roku, między innymi wystawę "Hieronim Bosch: Wizje geniuszu", największą do tej pory retrospektywę jego prac. Podczas jej otwarcia odbyła się parada "boschowskich" potworów, przybyły też tysiące zwiedzających, w tym król Willem-Alexander.

 

W ciągu roku będą się także odbywać wystawy sztuki współczesnej inspirowanej Boschem, wieczorny pokaz iluminacji "Bosch nocą", a także koncerty, kolejne parady w czerwcu, festiwal teatralny w sierpniu i cyrk Boscha w jesieni.

Miasto współpracuje z największym parkiem tematycznym Holandii Efteling, o bajkowym wystroju. Zorganizowani tam trasę Bosch Experience Discovery Tour - to piesza wycieczka, podczas której mija się figury ukształtowane na modłę postaci z najbardziej znanego obrazu Boschaa "Ogród rozkoszy ziemskich", a kończy się pokazem iluminacji w tunelu zwanym Bramą Piekieł.

Tropienie śladów Boscha nie jest skomplikowane. Kluczowe miejsca z nim związane leżą przy ulicy Hinthamerstraat, tak że można prześledzić jego życie idąc wzdłuż prostej wąskiej ścieżki. Co za trafna metafora w przypadku tego pobożnego katolika, którego obrazy często koncentrowały się na postaci wędrowca, który wybierał między ścieżką prawości i potępienia.

Przejście całego odcinka bez zatrzymywania zajmuje około 10 minut, ale jest tam 7 historycznych miejsc związanych z życiem Boscha, które warto zwiedzić, więc cała wycieczka może zająć około godziny.

Ja wybrałam się na nią w towarzystwie historyka sztuki Gary’ego Schwartza, który urodził się w Brooklynie, ale przeprowadził się do Holandii ponad 40 lat temu. Jego nowa książka "Hieronim: droga do nieba i piekła" wyszła w lutym.

Spotkaliśmy się na Rynku w czymś, co jest znane jako "brązowa kawiarnia". To rodzaj pubu z obszernym tarasem osłoniętym parasolami pod nazwą In de Kleine Werelt, który mieści się przy Rynku pod numerem 10.

Schwartz zamówił dla nas ciastka zwane Bossche bol, charakterystyczne dla tego miasta smakołyki, wypełnione bitą śmietaną i oblane czekoladą, a następnie opowiedział mi o początkach życia Boscha.

Z miejsca, w którym siedzieliśmy mogliśmy widzieć brązowy pomnik malarza na Rynku i dwa z trzech domów, w których kiedyś mieszkał.

Dom, w którym urodził się około roku 1450 (dokładna data nie jest znana) w rodzinie malarzy jako Jheronimus van Aken, również znajdował się na tym placu, ale najprawdopodobniej spłonął w pożarze, który w 1463 zniszczył znaczną część średniowiecznego miasta. Sam pożar według wielu historyków mógł zainspirować żywe wyobrażenia Boscha o ogniu piekielnym. Prawdopodobnie wydarzenie wywarło silne wrażenie na nastoletnim chłopcu.

Z archiwów miejskich wiemy, że od około 12 do 30 roku życia mieszkał pod numerem 29, gdzie teraz znajduje się De Kleine Winst, skromny sklep z pamiątkami. Na budynku  przymocowana jest mosiężna płyta z napisem “Jeroen Bosch, 1450-1516".

Przez wiele lat ten trzypiętrowy budynek był domem rodzinnym rodziny Boscha, znajdowała się tam też pracownia, gdzie rodzina prowadziła aktywną działalność artystyczną. Jego dziadek, Jan van Aken, pochodził z Akwizgran i był malarzem, czterej synowie Jana również kontynuowali tę tradycję. To tutaj Hieronim uczył się malować i prawdopodobnie tutaj przybrał swój pseudonim artystyczny, Bosch, pochodzący od nazwy miasta i będący swego rodzaju wizytówką.

Około 30 roku życia Hieronim poślubił Aleid van de Meerveen, która odziedziczyła grunty i domy, w tym dom przy Rynku 61, gdzie dziś znajduje się sklep z obuwiem. Para przeprowadziła się tam i ponieważ nie mieli dzieci, wzięli pod opiekę osieroconego siostrzeńca Aleid. W tym domu mieszkał Bosch od 1483 do śmierci. Za czasów Boscha Den Bosch było najbardziej na północ wysuniętym miastem Brabancji, części Świętego Cesarstwa Rzymskiego i miastem monastycznym. Według Schwarza jeden na 20 mieszkańców był mnichem lub mniszką, jako że miasto było siedzibą znamienitych klasztorów.

 Bosch był pierwszym artystą przyjętym do Bractwa Naszej Pani, zakonu poświęconego Matce Boskiej, a  ustanowionego w XIV wieku.

- Ten zakon miał określony splendor religijny i było sporo ludzi, którzy chcieli być jego częścią, dlatego zaczęto przyjmować członków spoza stanu duchownego, którzy płacili składki - opowiada Schwarz, - ale w swojej istocie było to zaufani towarzysze - rodzaj kliki - którzy należeli do hierarchii kościelnej.

Aby do nich należeć Bosch musiał zostać przyjęty na jedną z czterech funkcji: klucznik, lektor, akolita i egzorcysta. Schwarz przypuszcza, że Bosch mógł być egzorcystą - co oczywiście sprawiło, że pomyślałam: czy mógł widzieć demony, które malował?

- Nie mam na myśli tego, że kościół zezwalał mu egzorcyzmować ludzi, to mogli robić jedynie księża - wyjaśnił Schwarz, - ale bycie nazwanym egzorcystą dla artysty, który miał tyle do czynienia z demonami musiało sporo znaczyć.

Opuszczając zatłoczony Rynek weszliśmy w uliczkę Hinthamerstraat i wkrótce dotarliśmy pod numer 72 do Het Heilige Geefhuis, czyli do Domu Ducha Świętego, obecnie biblioteki miejskiej. Budynek stoi na miejscu dawnej Tafel van de Heilige Geest (Stół Ducha Św.) - średniowiecznej kuchni dla ubogich powstałej jeszcze w XIII wieku.

 Nieco dalej, pod nr 94 znajduje się Dom Bractwa, z musztardowo-żółtą fasadą i gotyckimi wieżyczkami.

Po drugiej stronie brukowanego placu znajduje się gotycka katedra św. Jana (Sint-Janskathedraal), wybudowana w XIII wieku jako kościół parafialny, a obecnie największa katedra w kraju.

Zaraz przy wejściu po lewej stronie znajduje się kaplica bractwa, gdzie członkowie zakonu Boscha zbierali się na specjalnych mszach i obrzędach. Niegdyś ten kościół był pełen dzieł mistrza zamówionych przez jego przyjaciół i braci spośród duchowieństwa. Nawet ołtarz główny był jego dziełem, które najprawdopodobniej pozostawało tam do 1629 roku, kiedy miasto wpadło w ręce protestantów podczas wojny osiemdziesięcioletniej. Również tutaj, 9 sierpnia 1516, roku odbyła się msza pogrzebowa artysty.

Doszliśmy do końca ulicy Hinthamerstraat, gdzie zatrzymaliśmy się przed kaplicą św. Antoniego, która niegdyś była też schroniskiem dla chorych psychicznie. Powstała w średniowieczu dla cierpiących z powodu gorączki św. Antoniego [zatrucia sporyszem], czyli egrotyzmu, który powodował gorączkę, dreszcze,  halucynacje , martwicę tkanek a w końcu śmierć.

Jedną z ulubionych postaci Boscha był  św. Antoni, którego kusiły demony i którego Bosch przedstawiał jako opata o srogiej twarzy, zgarbionego w ciężkim brązowym habicie. Zawsze myślałam, że Bosch wybierał ten temat, bo dawał mu okazję do malowania jego ulubionych potworów, ale kiedy dowiedziałam się o gorączce św. Antoniego sprawa nabrała nowego wymiaru. Czy to możliwe, że artysta wykorzystywał wizje z halucynacji, które opisywali mu chorzy?

Kiedy ciemne chmury zaczęły gromadzić się nad horyzontem, udaliśmy się w kierunku ostatniego punktu na naszej trasie Centrum Sztuki Hieronima Boscha, gdzie pożegnałam się ze Schwarzem. Centrum to dawny kościół odnowiony w roku 2006, który stał się celem dla miłośników Boscha chcących poznać lepiej jego twórczość. Wystawa obejmuje wszystkie znane dzieła zaprezentowane jako ogromne reprodukcje umieszczone w ramach, które można otwierać i zamykać, by zobaczyć tryptyki mistrza. To świetne miejsce dla tych, którzy nie byli w Muzeum Noordbrabants, gdzie znajdują się oryginalne dzieła Boscha.

 Na koniec zdecydowałem się na przejażdżkę łodzią organizowaną przez  Kring Vrienden van ‘s-Hertogenbosch. Moim przewodnikiem był Hugo Groeneveld , emerytowany inżynier, który opowiadał o historii miasta, prowadząc naszą łódkę przez kręte tunele pod miastem i malownicze kanały na powierzchni.

Po drodze na brzegach i ścianach tunelu można było zobaczyć figury postaci z "Ogrodu rozkoszy ziemskich", które są częścią Bosch Experience, ale mogło by się obyć i bez nich.

Przebywanie pod miastem w łodzi, kiedy słychać jedynie cichy plusk wody i kojące mruczenie silnika, przywołały skojarzenie z innym elementem boschowskiego wszechświata - jego bardziej pozytywną część.

 Poczucie spokoju jakie dawała bliskość wody i jednocześnie bliskość miasta wydawało mi się rajskie. Ściany tunelu mnożyły się przed nami sugerując nieskończoność. Patrzyłam w ciemność, aż dostrzegłam promień światła oznaczający drogę na zewnątrz. Kiedy kapitan wyłączył światła i płynęliśmy dalej w ciemności, przypomniałam sobie inny obraz Boscha "Wzniesienie błogosławionych do raju" znajdujący się w pałacu dożów w Wenecji.

Na tym obrazie szczęśliwe dusze, które podążały ścieżką prawości, udają się z czyśca do raju, w kierunku kręgu światła. Tam, w centrum, widnieje nikła postać witająca je. Miło jest pomyśleć, że Bosch znany ze swoich wizji piekła, cenił ten kawałek raju na ziemi.

Nina Siegal

fot. Ilvy Njiok­iktji­en

tłum. I. Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje