Przejdź na stronę główną Interia.pl

36 godzin w Bangkoku

Od nowoczesnych kreatywnych przestrzeni i mrocznych barów po dzielnice, gdzie króluje zaskakująca miejska cisza, Bangkok czeka na to, by go odkryć.

Jednym z pierwszych tajskich słów jakich uczą się obcokrajowcy w Bangkoku jest "farang", czyli cudzoziemiec. I nic dziwnego. Co roku ponad 20 milionów cudzoziemców atakuje świątynie i pokusy tajskiej stolicy, sprawiając, że jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc na świecie. Wpadacie na siebie w hotelach i restauracjach, w klimatyzowanym centrum handlowym na Siam Square, na rynku Chatuchak i w buddyjskich świątyniach Wat Pho i Wat Arun. Potrącacie się na tłocznej ulicy Sukhumvit lub Khao San Road. A potem spotykacie się znowu, wchodząc do słynnych barów go-go w Patpong i Soi Cowboy. Na szczęście Bangkok jest duży i szybko się rozwija, a z dala od centrum również pojawiają się ciekawe miejsca. Od kreatywnych przestrzeni i restauracji po mroczne bary niedocenianej dzielnicy Thonburi. Bankok jest gotowy na to, by go odkrywać.

Piątek

Reklama

 16.00 Syjamskie studia

"Czy tuk-tuki i pad thai naprawdę są tajskie?" to pytanie wytłoczone na ścianie, wita cię w ponownie otwartym muzeum Siam - interaktywnym doskonale wyposażonym miejscu, którego mottem  jest "dekodowanie tajskości". Zwiedzanie galerii jest jak pójście na flippery: powierzchnie świecą, dzwoneczki dzwonią, a postaci i obiekty nagle wyskakują z podłóg i ścian, w miarę jak ty nabywasz wiedzy o tajskiej historii, modzie, jedzeniu, religii i pop kulturze. (Uwaga spoiler: Tuk-tuki dotarły do Tajlandii przez powojenne Włochy i Japonię.)

 18:00 Bogowie i potwory

Miejski chaos ustępuje niemal wiejskiej ciszy, kiedy tylko przekroczy się Most Pamięci. Ogrody skalne, usiane figurkami Buddy, w kompleksie otaczającym świątynię Wat Prayoon to istny raj pełen grot, pawilonów i stawów z rybkami. Obok wznosi się biała, mająca kształt dzwonu chedi otoczona 18 mniejszymi stupami, wraz z którymi tworzy potężny a zarazem minimalistyczny zabytek. Przejdź obok Kościoła św. Krzyża (zbudowany przez osadników portugalskich, został przebudowany na początku XX wieku) i podążaj ścieżką na brzegu rzeki do Kuan An Keng. To chińska świątynia ozdobiona czerwonymi kolumnami, złotymi dzwonami i rzeźbionymi smokami. Za nią znajduje się olśniewająca, wielopoziomowa XIX wieczna buddyjska świątynia i dzwonnica Wat Kalayanamitr. Promem (5 bahtów) wrócisz w kilka minut.

20.00  Subtelna kolacja

Gaggan jest często wymieniana jako najlepsza restauracja w Azji. Nie jedz tam. Tuż obok znajduje się tańsza, mniej znana, niemal nowa i naprawdę wysublimowana Gaa, gdzie nie musisz rezerwować miejsca z kilkutygodniowym wyprzedzeniem (jak na razie kilkudniowe wystarczy). Dekoracje utrzymane są w stylu industrialnym i w jesiennych barwach, muzyka jest zróżnicowana: od bosa novy po Davida Bowie, a innowacyjne dania są dziełem hinduskiego szefa kuchni Garima Arora, który wcześniej pracował w kopenhaskiej Nomie i w Gaggan. 10-daniowe menu (2 200 bahtów) składa się z indo-syjamskich hybryd ( tajskie raki z indyjskim chlebkiem i zupą z owoców morza. Pyszności takich jak ciepła serwatka z tofu z pieczonym kalafiorem, mięsno-słodkich miksów (mus z wątróbki drobiowej na grzance z dżemem) i owocowych deserów.

22.30 Chińska kolekcja

Dla większości zwiedzających uroki Chnatown to uliczne jedzenie i wielki złoty Budda świątyni Wat Traimit. Ale mała uliczka Soi Nana to prawdziwe zagłębie nowych barów. Czerwony neon, migocące świece i ciemne drewno w Ba Hao przywołują na myśl spelunki z Szanghaju lat 30. - w komplecie z Opium (wariant Negroni z żeńszeniem, ziołowym likierem i małymi cebulkami chryzantem). Tajska duma wypełnia przytulny, oświetlony świecami Tep Bar. Nie masz ochoty na smażone gąsienice? Spróbuj likieru ziołowego, wina ryzowego lub koktajlu Nila Pat (tajski rum, syrop imbirowy i kostki czarnej żelatyny z tajskimi ziołami) i ciesz się tradycyjną tajską muzyką na żywo.

Sobota

10.00 Buszowanie po bazarach

Chcesz przedzierać się miedzy dziesiątkami tysięcy spoconych entuzjastów handlu detalicznego na 27-akrowym, spieczonym słońcem bazarze, gdzie w 15 000 budek można kupić popielniczki z orzecha kokosowego, spodnie w słonie, jaśminowe mydło, poduszki w paski i tysiące innych towarów? Jeśli nie, zrezygnuj z zatłoczonego Chatuchak i wybierz się do rzadziej odwiedzanego Papaya. To  klimatyzowany dom towarowy, w którym znajdziesz piękne kolekcje towarów wyglądających, jak z wystaw muzealnych. Znajdą się tu miechowe kamery, krzesła Jacobsena, komputery z lat 70., orientalne dywany i tabakierki.

13.00 Na rybkę

Tanie, hałaśliwe, bezpretensjonalne i niedoścignione: Krua Apsorn ma wszelkie cechy najwyższej jakości tradycyjnej restauracji. Daruj sobie omlet z krabami - popularny, ale przereklamowany - i zamów pikantne owoce morza: np. srebrzyste rybki sillago z fasolą, groszkiem i ziołami, albo pyszne krewetki w sosie z mleka kokosowego z grzybami. Lunch na dwie osoby to około  700 bahtów. Na deser wybierz się do Mont Nomsod - miejsca  uwielbianego za białe tosty ze słodkimi smarowidłami (25 bahtów) takimi jak krem jajeczno-kokosowy i za gęstą zupę kukurydzianą.

15.00 Idź na pocztę

Co dzieje się ze starymi urzędami pocztowymi w erze internetu? Miejmy nadzieje, że skończą jak Główny Urząd Pocztowy w Bangkoku, w którym obecnie znajduje się Centrum Kreatywności i Designu. Oprócz biblioteki, pracowni i powierzchni wystawienniczych, znajdziemy tam: Truly - butik z hipsterskim obuwiem, minimalistyczne drewniane zegary w Pana Objects i inne tajskie produkty. Pobliskie Warehouse 30, z niezależnym kinem, galerio-kawiarnią i sklepikami  sprzedającymi wszystko - od steampunkowej mody po stary sprzęt stereo, jeszcze bardziej podnosi kreatywny charakter okolicy

18.00 Słodkie cierpienie

Podobnie jak tajski boks i tajskie przyprawy - tajski masaż nie jest dla słabych. W czasie 60-minutowej sesji (350 baht) w Ruen Nuad - skromnym drewnianym budynku wśród wieżowców w centrum Bangkoku - staniesz się celem dla silnych ramion, łokci i kolan masażystki, która będzie cię ugniatać jak ciastolinę i składać jak origami. Podczas dociskania i ugniatania możesz czuć się jak nowicjusz na zajęciach ze sztuki walki, ale po wyjściu będziesz zwinny i lekki jak piórko.

 20.00 W zgodzie z naturą

"Na cześć cudownego piękna natury ..." czytamy na okładce karty dań w Cuisine de Garden. To nieoczekiwane słowa w zatłoczonej metropolii z niewielką ilością zieleni. Ale ta zaciszna restauracja, która została otwarta w ubiegłym roku, ofiaruje prawdziwie organiczną enklawę wśród dżungli z asfaltu i betonu. Wszystko zaczyna się od wystroju - smukłe pnie drzew sięgają od podłogi do sufitu, niczym las wewnątrz pomieszczenia. Kontynuacja następuje w cztero daniowym menu  (1590 bahtów), w którym znajdują się różne zabawne pozycje. Może to być brioszka w kształcie liścia podawana na prawdziwym liściu, kwartet z owoców morza rozmieszczony na małych białych kamieniach lub jajko na miękko umieszczone w gnieździe z chrupiącego makaronu ryżowego.

 22.30 Pora na drinka

"Masaż? Masaż?" Wśród barów i podejrzanych salonów “SPA" na Sukhumvit pojawiły się dwa koktajlbary, które naprawdę mają klasę. W Sri Trat króluje Frank Sinatra, a barmani w kamizelkach przygotowują tajskie koktajle takie, jak O-Liang (szkocka, porto, tajska kawa i amaro). W Salon du Japonisant Tajlandia spotyka się z Japonią - przez nieoznaczone drzwi wchodzimy do szykownego wnętrza z sofami w stylu Chesterfield, niskimi fotelami i trzema menu: jedno z whiskey i Calvadosem, jedno z sake i osobne z koktajlami takimi, jak Old Fashioned 2017. To wytrawna, pikantna i wyrafinowana mieszanka whisky Suntory, gorzkiej zielonej herbaty, cynamonu i japońskiego czarnego miodu.

Niedziela

10.00 Wycieczka łodzią

Od bardziej spokojnej i uduchowionej strony możesz poznać miasto, jeśli wybierzesz się na wycieczkę  po kanałach wodnych Thonburi w drewnianej łodzi z baldachimem. (Sinchai Travel, czyli Longtail Boat Tour, ma swoją kasę biletową na przystani Sathorn Pier, 90-minutowa wycieczka kosztuje od 1500 do 1800 bahtów na osobę). Wysokie budynki nikną z oczu i wkrótce znajdujesz się wśród starych drewnianych domów i pomostów nad kanałem, gdzie dzieci łowią ryby, a  kobiety sprzedają jedzenie z motorówek. I nagle przed oczyma zmaterializują ci się wspaniałe buddyjskie świątynie i posągi.

 12.30 Zwariowane miejsce

Aby dostać się do Oldman Coffee, wjedź na wiadukt, przejedź pod kadłubem starego samolotu, podążaj żwirową ścieżką, mijając pola do gry... przy helikopterze skręć w lewo, miń studio portretowe w wiktoriańskim stylu i jeśli zobaczysz ogromną metalową czaszkę wielkości śmieciarki, to znaczy, że jesteś za daleko. Takie są atrakcje ChangChui, nowego alternatywnego parku tematycznego i gotyckiej krainy czarów. Jest tu też sporo stoisk z jedzeniem, barów na świeżym powietrzu, sklepów ze starociami, sal wystawienniczych i koncertowych. Jeśli masz ochotę na lunch, wpadnij do "Insects in the Backyard". Na własne ryzyko.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje