Przejdź na stronę główną Interia.pl

Moja dieta to... jedzenie wszystkiego

Aktorka zdradza nam, jak dba o siebie i zachowuje przez lata zgrabną sylwetkę.

Może pani nam zdradzić, jaki jest pani sposób na tak wspaniałą sylwetkę?

Reklama

Katarzyna Figura: - Jest to ruch i zachowanie przez cały czas aktywności. Szczerze powiem, że jakąkolwiek dietę bym stosowała, chodziła na jakieś masaże, to zawsze ruch jest tu podstawą. Chociaż muszę przyznać, że ostatnio z powodu napiętego kalendarza zaniedbałam go trochę. Bardzo mi tego brakuje.

Mówi pani: ruch. Jednak czy ma pani jakąś swoją specjalną dietę? Może ulubioną kuchnię, która pomaga zachować jędrność ciała?

- Dieta w znaczeniu tego greckiego słowa, to jest odżywianie. To nie jest więc odchudzanie. A przecież odżywianie jest konieczne. Chodzi o to, żeby zachować umiar, by dieta była dobrze zbilansowana. Moją dietą jest tak naprawdę jedzenie wszystkiego z umiarem. Wróćmy do ćwiczeń. Jeśli organizm cały czas pracuje, to mamy odpowiedni metabolizm i wtedy wiemy, że nawet gdy są chwile, jak to u każdej kobiety, gdy trochę tego ciała przybyło, to jesteśmy w stanie dojść do formy. Gorzej, jeśli tego czasu na ćwiczenia nie znajdujemy. Tu się zaczyna problem.

A tzw. dieta oczyszczająca?

- Jak każda kobieta, mam za sobą chyba wszystkie diety tego świata (śmiech). Oczyszczenie organizmu z toksyn jest ważne. Wiem, że każdy organizm tego potrzebuje. Czasami na jakiś czas trzeba odstawić kawę i nie pić alkoholu. Trzeba zrezygnować ze słodyczy. Ale muszę się przyznać, że ja lubię jedzenie. Jednak nie chodzi tu o to, żeby się tylko najeść.

Porozmawiajmy o zabiegach. Rozumiem, że razem z odpowiednią dietą stanowią one dobre pole do poprawienia samopoczucia?

- Tak, bo zwykle efekt jest niemal natychmiastowy. Bardzo lubię zabiegi z algami. One faktycznie wysysają to całe zmęczenie. Po takim zabiegu czuję się znacznie lepiej. W połączeniu z masażami, działają kojąco.

Mam takie, być może przewrotne, pytanie. Ma pani dwie córki. Wiadomo, że trzeba z nimi pójść na spacer, basen lub na rower. Czy one też sprawiają, że łatwiej jest pani zachować te prozdrowotne zachowania?

- Oczywiście. Dla mnie wspólne spacery, basen czy rower z córkami to sama przyjemność! Nomen omen, obie dziewczynki są bardzo szczupłe. Muszę przyznać, że dbam o to, co jedzą, i jak wygląda ich aktywność. To jest ważne dla mnie. W domu zresztą mamy taką tradycję, że jemy kolację na ciepło. Jest więc duży talerz, który jest bardzo kolorowy. Tam są sałaty, ryba morska, czasami jakieś mięsa, łatwe w przygotowaniu frytki. Chociaż, jeśli dziewczynki nie mają ochoty na jedzenie, to staram się ich nie zmuszać.

A nie buntują się i nie chcą np. jakiegoś batona?

- Batony w ogóle nie wchodzą w grę (śmiech). Tata dziewczynek zaprowadził niedawno taki zwyczaj, bo ja nie byłam aż tak restrykcyjna, że słodycze tylko raz w tygodniu. I one to respektują. Zamiast tego jest kakao, nawet gorzka czekolada. Oczywiście dużo wody mineralnej i herbatka zielona lub rumiankowa. Nie ma u nas więc słowa baton, ale frytki są. Uwielbiają je, szczególnie Smiles'y od McCain'a.

Miała pani w swoim życiu moment, kiedy prowadziła restaurację, czy swoje zasady na temat zdrowego trybu życia też starała się tam stosować?

- Naturalnie. Myślę, że w wielu przypadkach to mi się udało. Ale restauracje, mimo włożonej w to wielkiej energii i siły, to już niestety rozdział zamknięty w moim życiu. Lubię jednak gotować i ta moja pasja zaowocowała tym, że niedawno przygotowałam 12 autorskich przepisów na dania z frytkami. One są dobrym przykładem, jak jeść dobrze i smacznie, i do tego w sposób zbilansowany.

Mirosław Piwowarek

Życie na gorąco 15/2011

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje