Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ćwiczę i... nic?!

Zapisałaś się na fitness, bo chcesz schudnąć? W takim razie to, co zaraz przeczytasz, raczej ci się nie spodoba.

Twoje ciało nie lubi trwonić energii. Żeby tak się nie stało, do gry wkraczają hormony. Efekt: nadrabiasz stracone kalorie. Jak przechytrzyć ten mechanizm?

Reklama

Codziennie rano umawiam się na jogging z koleżanką. Mija kolejny tydzień i co? Ważę wciąż tyle samo. A przecież powinnam już spalić wiele kalorii! Fizjologowie badają ten problem od lat. Wychodzi na to, że sporo z nas ma podobne kłopoty. Przykłady? Prof. Joseph Donnelly z University of Kansas opracował dla 130 otyłych studentek trening, dzięki któremu miały tracić dwa tysiące kalorii tygodniowo. Po szesnastu miesiącach ćwiczeń żadna nie schudła: nie zmieniły się ani BMI, ani ilość tkanki tłuszczowej. Zaskakujące?

Nie mniej niż wyniki badań prof. Timothy'ego Churcha z Louisiana State University. Wzięło w nich udział kilkaset kobiet po menopauzie. Eksperyment miał pokazać, jak ruch wpływa na masę ciała u kobiet z nadwagą i nadciśnieniem prowadzących siedzący tryb życia. Podzielono je na grupy: pierwsza ćwiczyła około trzech godzin w tygodniu, druga dwie, trzecia półtorej. Eksperyment trwał pół roku. Wyniki? Zarówno kobiety, które ćwiczyły najwięcej, jak i te, które ruszały się najmniej, schudły tyle samo: ok. 1,5 kg. Choć u tych pierwszych spodziewano się utraty prawie 3 kilogramów.

Bilans zysków i strat

Dlaczego otyłym tak trudno zrzucić nadwagę mimo aktywności fizycznej? Powodów jest kilka. - Po pierwsze działa tu tzw. efekt rekompensacji: im więcej kalorii spalamy, tym więcej potem przyswajamy - tłumaczy prof. Church. - Apetyt rośnie w miarę ćwiczenia, bo w ten sposób natura reguluje bilans energetyczny organizmu - potwierdza prof. Barbara Zahorska-Markiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością.

Zasada jest jedna: stracone kalorie trzeba uzupełnić. Efekt rekompensacji pojawia się, gdy zaczyna brakować paliwa, bo np. podczas treningu spaliliśmy wszystko, co zjedliśmy wcześniej. Problem w tym, że osoby odchudzające się często pochłaniają po fitnessie znacznie więcej kalorii, niż straciły.

Oto drugi powód, dlaczego sport to nie cudowny sposób na schudnięcie. - Ciało lubi pozostawać w formie, do jakiej przywykło. Przyzwyczaja się do funkcjonowania na pewnym "poziomie energii", który jest ściśle uzależniony od wagi - tłumaczy prof. Dan Carey, fizjolog z St. Thomas University w Minnesocie. - Osoby otyłe mają inną przemianę materii niż szczupłe, zużywają też więcej kalorii na procesy życiowe i codzienne czynności. Dlatego ich organizmy domagają się większych porcji jedzenia, zwłaszcza po wyczerpujących ćwiczeniach.

Gra hormonów

Ale na tym nie koniec. Okazuje się, że w osiągnięciu efektów przeszkadza nam także... płeć. Fizjologowie już dawno zauważyli pewną prawidłowość: ćwiczącym kobietom jest znacznie trudniej schudnąć niż mężczyznom. Powód? Różnica w poziomie wytwarzanej w żołądku greliny, hormonu odpowiedzialnego za apetyt - udowodnili prof. Barry Braun i Todd Hagobian, naukowcy z University of Massachusetts.

Jej stężenie wzrasta, gdy żołądek jest pusty. Maleje po posiłku. To naturalne, bo utrzymanie równowagi energetycznej organizmu jest zadaniem tego hormonu. Jednak szczególnie gwałtowny jego wyrzut, a w związku z tym i większy apetyt, zaobserwowano u kobiet, które ćwiczą i jednocześnie są na diecie. Badacze sprawdzili to na kilkudziesięciu kobietach i mężczyznach z nadwagą, którzy prowadzili siedzący tryb życia.

Codziennie przez ponad tydzień maszerowali kilkadziesiąt minut na bieżni. Przez pierwsze cztery dni jedli tyle, ile kalorii spalali, w ciągu następnych dostawali już o kilkaset kalorii mniej. I co się okazało? W drugiej części badania poziom greliny u kobiet gwałtownie wzrastał po zakończeniu ćwiczeń, podczas gdy u mężczyzn pozostawał bez zmian. Skąd różnice?

Naukowcy tłumaczą, że biologicznie jesteśmy zaprogramowane tak, by rekompensować ubytki kaloryczne, magazynować i odnawiać zasoby tłuszczu. - Ten mechanizm jest ewolucyjnie związany z reprodukcją. By donosić ciążę, kobiety potrzebują zapasów w postaci tkanki tłuszczowej. Również cykl menstruacyjny pochłania znaczne ilości energii. Zastanawiające jest natomiast to, że grelina wzrasta podobnie u ćwiczących kobiet po menopauzie. Dlaczego? - Na razie nie wiadomo - mówi prof. Braun.

Sposób na grelinę

Mechanizm ten można jednak przechytrzyć. Rozwiązanie pierwsze - zmiana diety na... bardziej kaloryczną. Taki wniosek płynie m.in. z badań prof. Nancy Williams, kinezjolog z Penn State University. - Poziom greliny wzrasta gwałtownie tylko wtedy, kiedy organizm boryka się z deficytem energii. Jej skok natomiast nie występuje, jeśli nie pozbawi się ćwiczących odpowiedniej ilości kalorii w diecie - mówi ekspertka.

Jej badania przeprowadzone wśród kilkudziesięciu młodych kobiet z normalną wagą pokazały, że gdy jadły one dokładnie tyle, ile kalorii spalały w ciągu dnia - efekt skoku greliny nie występował, choć codziennie biegały kilkadziesiąt minut na bieżni. Następnie badane przeszły na dietę odchudzającą. Nie przestały regularnie ćwiczyć, a efekt był taki, że poziom greliny gwałtownie rósł i po wizycie w siłowni kobiety szybko szły coś zjeść.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje