Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mistrz przekładu

Dobry zapach wywołuje uśmiech na twarzy kobiety i wzbudza pożądanie u towarzyszącego jej mężczyzny, twierdzi François Demachy. Słynny twórca perfum, który od czterech lat komponuje zapachy dla Diora. Dziennikarkę "Twojego STYLU" zaprosił do swojej pracowni w Paryżu.

François nawet nie myślał o innym zawodzie. Urodzony w Cannes, wychowany w Grasse, perfumiarskiej stolicy Francji. Tam jego ojciec prowadził aptekę, w której sprzedawał też skomponowane przez siebie wody kolońskie. Przychodził do niej Edmond Roudnitska - bodaj czy nie najwybitniejszy nos XX wieku - przyjaciel Christiana Diora, twórca m.in. Diorissimo i Eau Sauvage.

Reklama

W takich okolicznościach François rozpoczął stosowne nauki w szkole perfumiarzy, a potem zrobił błyskotliwą karierę, m.in. w Chanel. Dziś włada wielkim laboratorium grupy LVMH, komponuje dla Diora, a także "dyrektoruje artystycznie" innym markom koncernu. Jest autorem sukcesu wód "Escale a Portofino" i "Escale a Pondicherry".

Przystojny pan pod sześćdziesiątkę, pasjonat starych aut i nurkowania, oprowadza mnie po pracowni przy Avenue Hoche, ale na spokojną rozmowę zaprasza do gabinetu. Widać, że jego właściciel porusza się w zmysłowej tematyce. Pokój obwieszony jest obrazami, na większości widać kwiaty i/lub nagie kobiety namalowane przez słynącego z aktów Maurice'a Ehlingera. - Jeśli ktoś nie kocha kobiet, nie może tworzyć dla nich perfum - mówi François. I dodaje: - My, perfumiarze, porozumiewamy się w języku, który wielu ludzi rozumie, ale niewielu potrafi nim mówić. Tłumaczymy emocje na nuty zapachowe.

Twój STYL: Poproszę więc o przekład symultaniczny, specjalnie dla czytelniczek TS. Czym powinna pachnieć kobieta, która chce uchodzić za elegancką?

François Demachy: Oczywiście różą!

A jeśli chcemy pokazać romantyczną stronę naszej natury?

- Wtedy wiciokrzewem. Albo konwalią.

Uwodzicielską?

- Jaśminem. Najbardziej seksownym z zapachów.

A najbardziej prowokujący?

- Tuberoza, oczywiście. I paczula - otulające, tajemnicze, pełne obietnic.

Chcę zagrać niewinną...?

- Znowu dobra będzie konwalia. Albo nie, kwiat pomarańczy.

Gdyby miał pan skomponować zapach naszej epoki...

- Na pewno użyłbym nut nostalgicznych. I niestety, również mocnych, gwałtownych, przejmujących, niepokojących.

Składnik fetysz?

- Kwartet: róża, jaśmin, paczula i ambra. W każdym z moich zapachów umieszczam co najmniej trzy z nich.

A magdalenka Prousta? Ukochany zapach, który przywołuje obraz dzieciństwa?

- Jaśmin. Jako nastolatek latem wracałem po nocy przez pola jaśminu. Ale mam też w pamięci anyżek, którym pachniało centrum Grasse. I wzgórza porośnięte mimozą. Komuś, kto się wychował w Prowansji, te nuty zostają "wgrane" na całe życie.

A pan czym pachnie?

- Ciągle tym samym. Stworzyłem dla siebie wodę kolońską. Ale uwaga, nietrwałą. To mieszanina bergamotki, cytryny, neroli (gorzka pomarańcza - red.). Skomponowana tak, by rano poczuć się świeżo, ale żeby w ciągu dnia nic nie przeszkadzało w pracy. Nos musi uważać. Także przy stole. Uwielbiam czosnek, ale jem go tylko na wakacjach, bo zapach czosnku potrafi się utrzymywać na skórze trzy dni. Nie można też przesadzać z alkoholem czy kawą.

Ale ziarnka kawy to znakomity przerywnik, jeśli wąchamy wiele zapachów z rzędu.

- Owszem, chociaż ja do tego celu używam lawendy. Zresztą organizm sam daje znaki. Kiedy poświęcam za dużo czasu jednemu zapachowi, węch po prostu się wyłącza. Podobnie reagujemy na hałas. Jeśli trwa długo, przestajemy go słyszeć. Najlepiej pracuje mi się przed obiadem i przed kolacją. Kiedy człowiek jest głodny, zmysły są najbardziej wyostrzone. No i musi być cicho.

Co jest najtrudniejsze w pana zawodzie?

- Najtrudniej jest skończyć zapach. Określić ten moment: jest, koniec poszukiwań.

A co uskrzydla?

- Uśmieje się pani, ale... to samo! Fakt, że zapach nigdy nie jest skończony. Zresztą zawsze pracuję nad kilkoma kompozycjami naraz. I to nie tylko w laboratorium. Nos nie może przestać wąchać, to nie jest praca od-do. Wena przychodzi, kiedy coś oglądam, jem. Choćby dziś, moją wyobraźnię pobudziło gazpacho z ogórkiem i bazylią. Może to zaczyn nowego zapachu.

Nos uczy się przez całe życie?

- Na szczęście!

Co jeszcze pana inspiruje poza gazpacho?

- Kontrasty w kulturze. Bardzo lubię muzykę klasyczną - wiolonczelę, zwłaszcza Rostropowicza, ale podoba mi się też rap, jego rytmiczność.

A pana ziemskie raje?

- Wyspy. Mogę się na nich ukryć, ale też jest tam przestrzeń. A najlepiej czuję się w Syrakuzach, gdzie przeszłość jest równie obecna, wyczuwalna jak teraźniejszość. To miejsce ma śródziemnomorski smak, który nie raz przywołuję w mojej pracy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje