Od redakcji
Kiedy dopada nas zmęczenie, poczucie, że już nie damy rady, a świat wydaje się mieć nasze troski nie tam, gdzie byśmy chcieli, to prawie zawsze towarzyszy nam ujęte w metaforę marzenie o bezludnej wyspie. Przekonanie, że tylko tam mielibyśmy szansę na emocjonalne odrodzenie i nic ani nikt nie byłby nam potrzebny do szczęścia.
Jak długo? No cóż, kiedy dopada nas zmęczenie, jesteśmy pewni, że bardzo, bardzo długo. Ale bezludna wyspa powraca w myśleniu o samych sobie w zgoła innych okolicznościach. I nie o Robinsona Crusoe tu chodzi, lecz o moment, w którym na jego drodze staje powiernik samotności jednego z najsłynniejszych rozbitków świata, niejaki Piętaszek.
Kontynuując ten literacko-realny wątek, można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że każdy ma takiego Piętaszka, na jakiego sobie zasłuży. Wyspę też. Zwłaszcza w tym kontekście ta bezludna, bez jego obecności, nigdy nie stanie się oazą szczęśliwości.
Ani w literaturze, ani w życiu. Bo bez tych, których spotkamy na codziennej ścieżce, bez tych, których możemy obdarzyć bezgranicznym zaufaniem, a którzy swoją przyjaźnią każdego dnia umacniają w nas poczucie bezpieczeństwa, będzie nam ciężko. Zawsze.
Bez słów wsparcia, bezinteresownej serdeczności i pomocnej dłoni tych, którzy bez względu na okoliczności są przy nas, nikt, nigdzie i nigdy sobie nie poradzi.
Dlatego częściej utrwalamy w pamięci twarze i imiona tych, którzy mimo deklaracji nie stają na wysokości zadania, nie tylko gdy jest nam źle, ale też, a może przede wszystkim, gdy los się do nas uśmiechnie.
To wówczas stajemy się prawdziwie samotni. Warto więc wziąć sobie do serca zdanie - nawet jeśli tylko w kontekście bezludnej wyspy - wypowiedziane kiedyś przez Martina Luthera Kinga: "Kiedyś zapamiętamy nie słowa naszych wrogów, ale milczenie naszych przyjaciół".
Pozdrawiam serdecznie
Małgorzata Domagalik
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Tak sobie zerkam czasem do galerii i oczywiscie rzucilo... więcej












Wasze komentarze (46)
ja tez wierze w talk show ~!