Przejdź na stronę główną Interia.pl

Torba - analiza funkcjonalna

Nie lubię zmieniać torby, chociaż czasem okoliczności do tego zmuszają. Dzienną na wieczorową, brązową na czarną, letnią na zimową.

Wywalam na stół podarte chusteczki, stare bilety, awiza, stos drobniaków, które wysypały się z portmonetki...

Reklama

I podejmuję postanowienie, że w następnej torbie będę utrzymywać porządek. Żadnych wężowych kwitów z supermarketu, wizytówek czy rachunków ze stacji benzynowej. Oczywiście nigdy postanowienia nie dotrzymuję i stan narastającego bałaganu trwa do następnej przeprowadzki.

Może gdybym stosowała się do instrukcji - klucze na paseczku, komórka w odpowiedniej kieszonce, byłoby lepiej. Ale kto wkłada komórkę w miejsce, które przewidział producent? Niedawno kupiłam Mandarinę Duck, jedną z moich ulubionych marek. Torba na ramię, wydawałoby się, ma sensowny kształt, wielkość, ilość przegródek. W praktyce - porażka. W trakcie noszenia nieprzyjemnie się zwija, a żeby z niej coś wyjąć, trzeba wykonać przydługą operację podniesienia klapy i otwarcia zamka. Nie da się jej postawić na podłodze w kawiarni - można tylko powiesić. Wróciłam do starej, wygodniejszej Mandariny z nóżkami.

Podróżując ostatnio po Europie, zaobserwowałam, że najpopularniejszym modelem Louis Vuitton jest teraz Neverfull GM. Spora, na ramię, o prostym fasonie typu shopper. Popularność można, owszem, tłumaczyć ceną. To jeden z najtańszych modeli LV (od 415 euro).

Ale myślę, że kobiety wybierają ją również ze względów praktycznych - jest pojemna, a odpowiednia długość rączek sprawia, że dobrze się trzyma na ramieniu. W środku kieszonka i kółko do kluczy. Układ horyzontalny. Wertykalny to koszmar - wszystko zapada się w czeluść bez dna. Przez ostatnie trzy lata, ćwicząc wielkie torby, przyzwyczaiłyśmy się do nich i opanowałyśmy ich zalety & wady.

Sądzę, że przestawienie się na małe byłoby problemem. A przecież przez dziesięciolecia dama w torebce miała tylko puderniczkę (srebrną) i klucze. Ostatecznie drobne pieniądze. Grube trzymał mąż. Nikomu nie przyszło do głowy, że będziemy dźwigać organizatory o wadze pół kilo, notesy, laptopy, aparaty, książki, kosmetyki...

Osobiście zawsze nosiłam duże torby, bo sama jestem duża i z małą źle się czuję. Ale w momencie, kiedy doszłam nieomal do walizki, poczułam, że moda na XXL przegięła. Torby nie mogą być już ani większe, ani droższe. Chociaż przyznaję, że pikowana 55 Chanel w wersji large jest pociągająca. Cena mniej.

Kopertówka? Jest urocza pod warunkiem, że ma się do dyspozycji taksówkę i akompaniującego mężczyznę, który przytrzyma drzwi i włoży płaszcz. Gorzej, kiedy przyjęcie jest stojące i trzeba mieć jedną rękę na kieliszek, a drugą na talerz. Projektanci tego nie przewidzieli. Przewidziały natomiast starsze panie, które z torebką przewieszoną na ukos przez ramię czują się najlepiej. Tylko czy starsze panie chodzą na standing party? Obawiam się, że nie za często.

Olga Bojańczyk - komentatorka mody

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje